Wilk

Czasami się zastanawiam, dlaczego, gdy relacjonuje się tamto wydarzenie, to ja jestem tym złym. Dla ludzi nie ma większego znaczenia fakt, że muszę jakoś zarobić na życie, wykarmić rodzinę i takie tam. Nikogo nie obchodzi, że moja małżonka bez przerwy wypomina mi, że nie jeździmy na wczasy za granicę. Aby jej dogodzić, byłem zmuszony wziąć nadgodziny, zacząłem pracować także w niedziele i święta.

Należę do ZZW – Związku Złych Wilków. Każdy pracownik ma swój rejon, w którym działa, tzn. straszy, napastuje, pożera i robi inne standardowe czynności. Jest nas w firmie około setki. Jak na złość, akurat ja musiałem trafić na nią…

Była wtedy niedziela. Siedziałem na stanowisku i straszyłem króliki nudząc się okropnie. Zbliżało się południe, a ciągle nie było nikogo, na kogo mógłbym napaść. I wtedy zobaczyłem ją. Wyłoniła się nagle zza zakrętu rażąc moje oczy czerwienią swego stroju. Śpiewała coś cicho, czasem zatrzymywała się, aby zerwać kwiatki, śmiała się do siebie i machała koszyczkiem. Żal mi się zrobiło dziecka, bo pewnie jakieś niedorozwinięte było. No bo które normalne tak by się ubrało? Regulamin firmy mówił, że jeśli spotka się w lesie człowieka, „trzeba się nim zająć”, jak to ładnie określiło szefostwo. Jeżeli spotka się ich więcej, przynajmniej jednego trzeba dopaść. Dziewczyna w czerwonym stroju była pierwszym człowiekiem, którego tego dnia spotkałem i powinienem był ją dorwać, ale odezwały się we mnie wyrzuty sumienia. Chyba zaczynam się starzeć, bo nie miałem serca rzucić się na nią. Nie musiałem jej zabijać, mogłem co najwyżej odgryźć rękę czy nogę, w ostateczności nos, a później zostawić na pastwę losu, ale nawet na to nie potrafiłem się zdobyć. Wiedziałem, że gdy pozwolę jej przejść, a ktoś ze ZZW się o tym dowie, będę przegrany. Gdyby wywalili mnie z pracy, żona mnie zabije.

Postanowiłem pogadać z dzieciakiem. Łudziłem się, że zemdleje na mój widok, ja podrapię jej ręce i nogi, a później zostawię w spokoju i będę miał to z głowy. Jednak ona się nie przestraszyła, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że jest jakaś niedorozwinięta. Przecież każde normalne dziecko wie, że przed wilkiem się ucieka. Podszedłem do niej i przywitałem się grzecznie, chociaż nigdy nie rozmawiam z ludźmi. Wprawdzie w regulaminie nie ma na ten temat ani słowa, ale istnieje niepisane prawo zabraniające rozmowy z ofiarami. Pomyślałem jednak, że jeśli zagadam do niej, to będzie w szoku albo coś… No bo czy słyszał ktoś o wilku mówiącym ludzkim głosem? Małolata jednak sprawiała wrażenie, jakby nie zdziwiło jej to, że mówię. Jakby tego było mało, odpowiedziała mi grzecznie. Gdyby któryś z kumpli dowiedział się, że ludzkie dziecko zamiast uciekać na mój widok powiedziało „Dzień dobry panie wilku” to chyba do końca życia byłbym tematem żartów.

Próba rozmowy z dzieciakiem odniosła przeciwny efekt niż się spodziewałem – to mnie zamurowało, nie ją. Dziewczynka stała i patrzyła się na mnie z uśmiechem, jakby czekała aż powiem coś jeszcze. Odchrząknąłem więc i jak gdyby nigdy nic zapytałem, dokąd zmierza. Miała spotkać się z koleżanką, a tak w ogóle to szła do babci. Babci! Miałem szansę zwycięsko wyjść z tej niecodziennej sytuacji. Bo przecież gdybym dotarł do babci wcześniej niż ona, załatwiłbym staruchę, a później przebrawszy się w jej ciuchy wystraszyłbym dziewuchę! HA! Plan był genialny, bo nie chciałem krzywdzić tego chorego dziecka, które w czasie moich rozmyślań założyło mi wianek na głowę i stwierdziło, że ładnie wyglądam.

Najtrudniejszym elementem mojego planu było wyciągnięcie od dziewczynki, gdzie mieszka ta jej babunia. Stwierdzenie „w lesie nad rzeczką” zbyt wiele mi nie mówiło, gdyż właśnie znajdowaliśmy się w lesie, a z tego, co było mi wiadomo, przepływało przez niego 14 strumyków, 3 rzeczki i 1 większa rzeka. No co? To duży las.

Nie wyobrażacie sobie nawet, ile czasu zajęło mi wyciągnięcie od młodej jakiś dokładniejszych informacji na temat miejsca zamieszkania jej babci. I, jak można się było spodziewać, babcia nie mieszkała daleko – wystarczyło iść ścieżka i pierwsza chatka, jaką by się zobaczyło, to był właśnie domek staruszki. Ugadałem się więc z dziewuszką, że się pościgamy i kto pierwszy dotrze do babcinej chatki, ten wygra. Jako, że jestem dosyć wysportowany i wielu mogłoby zazdrościć mi kondycji, dotarłem do chatki pierwszy. Gdy biegłem, gdzieś wewnątrz głowy odezwało się nieśmiałe pytanie „dlaczego ta starucha mieszka sama lesie?”, ale że akurat dotarłem do drzwi chatki, pytanie to umknęło nie doczekawszy się odpowiedzi.

Zapukałem ostrożnie. Ponieważ dziewczynka w czerwonym kapturku wspominała coś o lekarstwach dla babci, spodziewałem się usłyszeć głos starej, schorowanej pani w starszym wieku. Usłyszałem jednak donośne „Czego?!?” i drzwi wejściowe otworzyły się z hukiem. Zamurowało mnie. Przede mną stała wysoka kobieta z burzą siwych włosów na głowie, haczykowatym nosem ozdobionym wielką brodawką i krukiem na ramieniu, który powtarzał co chwilę „Nevermore”. Uśmiechnąłem się grzecznie, wyjąkałem, że chyba pomyliłem adres i czmychnąłem ile sił w łapach. Teraz było jasne, dlaczego ona mieszka w lesie. Prawdziwa wiedźma! Miałem wracać na swoje stanowisko, gdy nagle mnie oświeciło – jeśli załatwię wiedźmę, to nie dość, że dostanę podwójną pensję, to na dodatek dostanę też bonus za załatwienie konkurencji! W końcu jest oczywiste, że taka czarownica to konkurencja dla ZZW – ludzie zamiast bać się wilków, boją się jej.

Zaszyłem się w zaroślach i obserwowałem chatkę myśląc intensywnie nad planem zgładzenia wiedźmy. Mogłem zawołać kilku kumpli, ale wtedy musiałbym się z nimi podzielić nagrodą, więc ten pomysł odpadał. Nagle usłyszałem śpiew mojej znajomej dziewczynki. Najwidoczniej zapomniała o naszym wyścigu, gdyż nie śpieszyła się wcale. I wtedy zaświtał mi w głowie szatański plan. Zerwałem kilka wilczych jagód i dziwnych ziół rosnących w pobliżu oraz wyciągnąłem z pobliskiej dziupli wystraszoną wiewiórkę, po czym pobiegłem w stronę dziewczynki z miłym uśmiechem. Tamta jednak na widok mojego uśmiechu zemdlała. Zanotowałem w notesie, że powinienem się uśmiechać częściej do ludzi, bo to ciekawie na nich działa. Następnie wyjąłem z koszyczka małej buteleczki z lekarstwami dla babci i dosypałem do nich co nieco. Potem zaciągnąłem to biedne dziecko w krzaki, zdjąłem płaszczyk z kapturkiem i sukienkę… Zostawiłem ją w kalesonach i koszulce, żeby mi nikt nie zarzucił molestowania małej. Przebrałem się w jej ciuszki, zabrałem koszyczek i ruszyłem do domu babci. Po drodze znalazłem gałąź, która od biedy mogłaby zastąpić maczugę. Miałem zamiar dobić nią starą na wypadek, gdyby „ulepszone” leki nie zadziałały jak trzeba.

Stara otworzyła drzwi zadając to samo pytanie co wcześniej, ale ujrzawszy czerwony kapturek na mojej głowie, uśmiechnęła się tylko pokazując bezzębne dziąsła. Zaprosiła mnie do środka nazywając „kochaną wnusią”. Usiadłem więc przy stole i zacząłem nawijać, jak to bardzo za babunią tęskniłem, że przyniosłem lekarstwa i żeby babcia spróbowała tego dobrego syropu, co to go mamusia specjalnie dla niej w mieście zamówiła. Wiedźma wzięła koszyczek, ale zamiast za lekarstwa, zabrała się za placek z jagodami. Co chwila zadawała mi pytania w stylu „Czemu, wnusiu, masz takie wielkie oczy?” albo „Och jakie masz duże zęby! Jakiej pasty używasz?”, ale na szczęście nie musiałem odpowiadać, bo sama zaraz dodawała, że przecież nie widziała mnie tak długo, więc nic w tym dziwnego.

Gdy babunia skończyła zadawać retoryczne pytania, otworzyła buteleczkę z lekami, które specjalnie dla niej doprawiłem. I wtedy ktoś zastukał do drzwi, które po sekundzie otworzyły się z hukiem. Pojawiły się w nich dwie osóbki: małolata, której ukradłem ciuszki i jakaś druga, mniej-więcej w jej wieku, ale o wiele straszniejsza. Miała popielate włosy i wielkie, zielone oczy. Policzek przecinała jej paskudna blizna. W ręku trzymała miecz, na widok którego przeszły mnie ciarki. Stara wstała szybko od stołu. „Jak ci nie wstyd w samej bieliźnie chodzić!” zawołała do wnuczki. A później odwróciła się w moją stronę, a jej wzrok był straszny. Nie czekając na nic, skoczyłem do wyjścia, lecz pannica z mieczem zastąpiła mi drogę. Wtedy poznałem ją. Zawsze myślałem, że to legenda, a tu taka niespodzianka… A raczej Niespodzianka. Padłem więc na podłogę zasłaniając głowę łapami. Tak, wiem, jestem wilkiem i powinienem się bronić, ale mam na tyle rozumu, że wolałem nie zaczynać z wiedźminką. Później coś świsnęło, zabłyszczało i znalazłem się pod drzwiami niewiele pamiętając. Żyłem! Ale coś było nie tak… Cała moja sierść leżała obok mnie tworząc zgrabną kupkę, a ja byłem łysy, całkiem łysy!

Wróciłem taki sponiewierany na swój posterunek przy leśnej ścieżce. Dzień był wyjątkowo pechowy, gdyż akurat wtedy odwiedziła mnie moja najdroższa małżonka. Widząc, że jestem nie dość, że łysy, to jeszcze ubrany w ludzkie, damskie!, ciuszki, zdenerwowała się, delikatnie mówiąc. Tego było dla mojej psychiki za wiele, zacząłem więc rozpaczać i odstawiać inne cyrki. Nic więc dziwnego, że wylądowałem w Zakładzie Zamkniętym dla Znerwicowanych Wilków. Od tamtej pory za każdym razem, gdy ktoś nazwie mnie złym wilkiem, wpadam we wściekłość i moczę się w nocy. Przecież ja nie jestem zły! To te wredne baby doprowadziły mnie do tego stanu! Ale oczywiście musiano przerobić tę historię… I gdzie tu jest sprawiedliwość, co? No gdzie?

Falka Opublikowane przez:

Zaczęła od recenzji i krótkich opowiadań, później była odpowiedzialna za kącik humoru, a teraz namiętnie gra w gry planszowe i czyta komiksy. Żeby jeszcze chciała o tym pisać...

10 komentarzy

  1. BAZYL
    2 czerwca 2006
    Reply

    Heh…

    Aż strach spokojnie grasować po lasach jak w pobliżu się takie baby kręcą…

  2. Talkman
    28 czerwca 2006
    Reply

    noo…

    Życie jest okrutne, a ten wilk musiał być z Polski. Nikt inny jak Polak nie ma takiego pecha…

  3. Adalbertus
    5 lipca 2006
    Reply

    ach,te….

    wiedźminki,i jak tu lubić Geralta,nie dość,że wiedźmę pośrednio uratowal to jeszcze dopro- wadził do załamania nerwowego wil(cz)ka.

  4. Bilbin Wilkołak
    9 lipca 2006
    Reply

    Smutek

    Jak tak mozna wilka torturowac . Na stos z wszystkimi czerwonymi kapturkami i wiedzmami i innymi takimi. Niech zyja wilki

  5. p4welo
    13 lipca 2006
    Reply

    Hmm…

    Najpierw dziewczynka swobodnie prowadzi rozmowę z wilkiem, ba! ściga się z nim bez żadnych obaw. Kiedy wilk się uśmiecha – dziewczynka mdleje… Nie jest to czasem za bardzo naciągnięte??

  6. Faviela
    18 sierpnia 2006
    Reply

    Chciałabym poznać…

    …inne baśnie związana z ZZW, może inni członkowie także opowiedzieliby swoje historie?

  7. FLK
    31 grudnia 2006
    Reply

    @p4welo

    No ale wilk to taki ładny piesek, a z pieskami się rozmawia. Gorzej, jak zębiska wystawią… brrr..
    To nie jest naciągane, to prawdziwa reakcja. A przynajmniej ja tak na psy reaguję…

  8. Prabar_Hellimin
    29 sierpnia 2007
    Reply

    Wilki – złap je wszystkie

    Pomysł z innymi baśniami o wilkach wydaje się świetny. Już widzę opowieść tego wilka od zająca.
    A jak się wikczypies UŚMIECHA to nie można zareagować inaczej ;-p

  9. marhewa
    5 czerwca 2008
    Reply

    peh

    lol ja nie moge sobie zrobic wilka 🙁 🙁 kto mi pomoże ?? kto hce mi pomóc to to mój nr gg -13037516 zgłoscie się plisss….

  10. marhewa
    5 czerwca 2008
    Reply

    🙁 🙁

    zgłoscie się plis…..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *