Coolki zostały rzucone…

Konwentów w naszym kraju namnożyło się ostatnio dość sporo. I nie ma miesiąca, w którym nie odbyłyby się co najmniej dwie imprezy tego typu. Z drugiej natomiast strony, na palcach jednej ręki można policzyć te imprezy, które nie są robione według pewnego sprawdzonego schematu. Sprawdzonego, ale to wcale nie oznacza dobrego…

Kiedyś konwenty tworzone były przez miłośników gier fantastycznych, gdzie miło spędzało się czas wśród znajomych i nieznajomych ludzi podzielających nasze pasje. Z rzadka udało się Organizatorom zaprosić jakąś bardziej znaną personę, która wspaniałomyślnie zgadzała się „zniżyć” do poziomu eRPeGowej gawiedzi i organizowała krótsze lub dłuższe spotkania autorskie.

Obecnie jednak pierwotna forma konwentów ewoluowała w stronę rozbudowanych wieczorków autorskich na które zaprasza się kilku (a nawet kilkunastu) znanych pisarzy i organizuje maraton spotkań autorskich. Nie – w żadnym wypadku nie twierdzę, że są one gorsze czy mniej ciekawe. Po prostu skierowane są do kogoś innego; gracze, owszem, pójdą na jedno czy dwa takie spotkania, ale na kolejne sześć będą już kręcić nosem. A przecież nie o to chodzi.
ck1
Organizatorzy tworzący konwenty nie mają już takiej pasji jak kiedyś. Dziś liczy się sucha kalkulacja – potrzebujemy kasy? Oki – zorganizujemy konwent. Zarobimy X złotych i wszyscy będą szczęśliwi…

Idąc najmniejszą linią oporu zaprasza się kilku gości, którzy na swoje godzinne wystąpienia ściągną miłośników z całego miasta i okolic, zapycha dziury miernej jakości wystąpieniami mniej lub jeszcze mniej zorientowanych w temacie prelegentów i ogłasza konwent. Najlepiej kolejna edycję jakiegoś znanego i uznanego.

Raz jeszcze wspomnę, że nie dotyczy to wszystkich konwentów. Ale znamienitej większości.

Rozważając tę kwestię, a właściwie cały temat starć w fandomie i sporów na linii firm i organizacji, które powinny ze sobą współpracować, kiedyś doszliśmy do wniosku, że trzeba zagłębić się w ten temat – i zbadać gdzie leżą tego przyczyny. Jako że jesteśmy od dawna stałymi bywalcami różnorakich konwentów – to właśnie imprezom tego typu oberwało się najbardziej.

Nie będę pisał jak narodził się temat stworzenia konwentu miłośników gier i fantastyki, ponieważ z tego co się dowiedziałem to temat ten pojawił się dużo wcześniej niż mój zapał ostatecznie pobudził innych do podjęcia kroków ponad te które już poczynili. Fakt był taki, że w jeden z wakacyjnych dni, na wrocławskim rynku odbyło się pierwsze spotkanie przedstawicieli grup, które później wzięły się za organizację naszej imprezy – Rawickiego Klubu Fantastyki, ekipy Wrocław Team i Tawerny RPG. Wtedy też zapadła decyzja. Pozostawało tylko dopracować szczegóły.
ck2
Na pierwszy ogień poszła lokalizacja. Wydaje się, że łatwo było ustalić miejsce, ale prawda była inna. Myśleliśmy nad różnymi miastami – Warszawą, Rawiczem, Gorzowem Wielkopolskim… Powiadają, że wszystkie drogi prowadzą do Rzymu – to przysłowie sprawdziło się i tym razem. Dzięki znajomościom i zaangażowaniu WT szybko znaleźliśmy swoje miejsce we Wrocławiu. Szybka analiza ostatnich lat w tym mieście (średnio udana NeoSzedariada, Dni Fantastyki – impreza stricte literacka z elementami gier) pozwoliła nam znaleźć lukę, którą bez żadnych modyfikacji naszych górnolotnych planów mogliśmy wypełnić.

Z nazwą – która od samego początku wzbudzała kontrowersje – było jeszcze trudniej. Propozycji były setki. Ale każda wzbudzała mieszane uczucia. Ostatecznie postawiliśmy na Coolkon – wieloznaczna, łatwa i przyjemna dla ucha, kojarząca się z tym co robimy i tym jak chcemy aby to zostało odebrane. A poza tym to jedna z pierwszych propozycji jakie padły.

Nazwa wtedy jest dobra, jeżeli wzbudza kontrowersje: Ciulkon, Kulfon… to tylko niektóre reakcje na naszą. Z czasem jednak śmiechy wokół niej umilkły. Osłuchała się, przyległa do nas i tego co robimy, przyjęła. Tak jak to sobie założyliśmy.

Przygotowania szły pełną parą. Dzięki wrocławskim kontaktom WT, profesjonalizmie RKFu, znajomości tematu TRPG kolejno dopisywaliśmy do listy spraw załatwionych kolejne pozycje. I tylko zastanawialiśmy się jak to się stało, że konkurencja robiła tylko przeciętne imprezy. Czekaliśmy na wydarzenie, które brutalnie sprowadzi nas na ziemię.

I czekamy nadal.
ck3
Faktycznie – nie wszystkie plany zostały urzeczywistnione. Nigdy nie oszukiwaliśmy się, że spełnią się one w stu procentach. Wysoko zawiesiliśmy poprzeczkę sobie i tym którzy chcieli z nami współpracować – i nic dziwnego, że nie wszyscy podołali zadaniu.

Pierwszą naszą wywrotką był informator. Zabrakło nam czasu, źle oszacowaliśmy miejsce, nie pomagała trwająca w najlepsze sesja egzaminacyjna. Efekty tego mogliście podziwiać.

Druga kucha pojawiła się 3 dni przed konwentem. W wyniku epidemii grypy w południowej Polsce i wysypie „wypadków losowych” w programie pojawiły się dziury. Byliśmy przygotowani na wypadające punkty programu – zapasowe prelekcje czekały tylko na takie momenty. Jednak ilość przeprosin jakie do nas napłynęły w tym czasie poraziła nas i przeraziła. Na szczęście znalazło się kilka osób, które przyszły nam z pomocą. Dziękujemy!

Kiedy w piątek dotarliśmy do budynku Gimnazjum nr 40 we Wrocławiu, już na nas czekali pierwsi uczestnicy. Dwie i pól godziny za wcześnie. Skuteczna reklama robi swoje. Aż za dobrze.

Rzuciliśmy się w wir gorączkowych przygotowań w czasie, gdy w niektórych salach wciąż jeszcze trwały zajęcia gimnazjalistów. Noszenie ławek, krzeseł, wydawanie wejściówek… Skończyło się tylko na przygarbionych sylwetkach i spieczonych od mówienia ustach. Potem od niewyspania doszły jeszcze wory pod oczami. Ale dało się przeżyć.
ck4
Atmosfera na Coolkonie – patrząc oczyma Organizatorów – była bardzo przyjemna. Ludzie bawili się, grali, cieszyli. Właściwie nie rzucił się w oczy nikt, kto nie potrafiłby się u nas odnaleźć. To było dla nas największą nagrodą!

Konwent zakończył się w niedzielę koło godziny 15. My jednak do domów trafiliśmy po 22, cóż, trzeba było jeszcze po sobie posprzątać. A potem wreszcie odpoczynek.

Już od najwcześniejszych chwil po przebudzeniu zalały nas podziękowania i gratulacje – często od osób, których nie kojarzy się ani z imienia, ani ksywki… Zaraz po tym zaczęły pojawiać się pierwsze relacje i sprawozdania. Pochlebne – czyli jednak się nam udało!

Relacje były bardziej lub mniej rzetelne – jedni pisali to co wiedzieli, a inni pisali o wszystkim, nadrabiając braki w wiadomościach domysłami i plotkami. Jedna myśl przewijała się jednak z zadziwiającą regularnością – „Za rok na pewno też przyjedziemy na Coolkon!”.

Zastanawiające. Bo nikt nigdy nie mówił nic o drugiej odsłonie naszego konwentu. Może ktoś go zorganizuje ale czy za rok? Czy my?

Teraz mamy swój zasłużony – bo wypracowany – urlop. A przyszłość? Cóż, czas pokaże…

Foto: Borg

BAZYL Opublikowane przez:

Zaczął od tekstowego Hobbita na Commodore 64, a potem poszło już z górki. O tamtej pory przebił się przez wszystkie chyba rodzaje fantastyki – i nie przestaje drążyć tematu dalej.

8 komentarzy

  1. BAZYL
    14 marca 2005
    Reply

    Coolkon, Coolkon…

    Na konwencie odbyło sietakże nasze spotkanie z czytelnikami z okazji pięciolecia istnienia Tawerny RPG. Wszystkim przybyłym serdecznie dziękujemy. Takie pogadanki jak tamta są nam bardzo potrzebne!

  2. borg
    16 marca 2005
    Reply

    Nom… Ciekawe, czy moja propozycja zrobienia z TRPG OnLine najlepsiejszego wortalu rpgowo-fantastycznego przejdzie 🙂

  3. BAZYL
    16 marca 2005
    Reply

    ???

    To Tawerna jeszcze nie jest najlepsza????

  4. Jarlaxle
    17 marca 2005
    Reply

    Jesteście żałośni

    😛

  5. Vil
    20 marca 2005
    Reply

    żeby nie bylo,ze nie zaluje,panie BAZYL:P

    Żałuję,że mnie nie było:D

  6. Equi
    15 maja 2005
    Reply

    A jak ja żałuję. Ale… well, zorientowani wiedzą, dlaczego mnie nie było. Przeprosiny z mojej strony, bo wiem, że napsułem Wam trochę krwi i dorzuciłem niepotrzebnych komplikacji.

  7. borg
    1 czerwca 2005
    Reply

    Informator

    Nie mogę się do końca zgodzić z opnią BAZYLa o informatorze.

    Jego słabszą stroną były co prawda opisy prelekcji, a stan ten jest ew. winą nas (tzn. organizatorów), ale cała reszta była ok.

    Informator posiadał regulamin, mapkę szkoły, mapkę okolicy z zaznaczonymi przystankami, rozklady jazdy autobusów z i do dworca PKP i PKS, plan konwentu (tu przez wypadniecie kilku prelekcji w piatek około 10 rano, nie zgadzało się kilka punktów – bo weszły zastępcze, rozdawaliśmy erraty), wypisane wyszstkie imprezy (LARPY, GR, Sklepy, itp) na samym CoolKonie wraz z ich opisami, itd.

    PS.
    W jakiejś relacji przeczytałem (chyba na Polterze), że „chyba był na ksero robiony”, co mie rozłożyło zupełnie… gdyż pochodził on normalnej drukarni wykonany w dobrej jakości na porządnym białym papierze.

  8. gz.
    18 listopada 2005
    Reply

    continue please

    🙂 genialne

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *