Autor: Zieziór

Powinno się zawsze zwracać uwagę na rzeczy najważ­niejsze – a niewątpliwie najbardziej istotną infor­macją o książce Jewgienija T. Olejniczaka jest to, że bohaterów swych od czasu do czasu nazywa nazwiskami piłkarzy AC Milan. 

Fabryka Słów ma to do siebie, że wydaje dużo i często – a jak ktoś robi masówkę, to zwykle ludzie bardziej wymagający mają wiele zastrzeżeń w stosunku do efektu końcowego. Na szczęście w przypadku tego wydawnictwa powyższa zasada zbyt mocno nigdy się nie uwidaczniała i, nawet jeśli dzieł wybitnych się nie uświadczyło, to jakiś poziom był zachowany.

Do szumnie zapowiadanej propozycji studia Gas Powered Games przystępowałem w zasadzie nie wiedząc, czego się spodziewać. Owszem, wszędzie krążyły reklamy Demigoda, ale jakoś tak od początku do mnie ten tytuł nie przemawiał (bo przecież jedynym półbogiem jest Ritchie Blackmore). Czy zapoznając się z nim, zmieniłem zdanie?

Znowu wyszło tak, że zabrałem się za książkę czytając wcześniej dwa zdania na jej temat. W zasadzie to ja nawet dłużej bułki w sklepie wybieram, niż decyduję, za jaką powieść się zabrać. Z jednej strony to dobrze, bo bardzo lubię czytać (i to dużo), ale z drugiej jest ryzyko, że można wpakować się w różne pułapki – i to nie wspominając nawet o zakupie słabej lektury.

Czasami tak bywa, że wpadnie mi w ręce jakaś książka autora o bardziej wschodnio, niż zachodnio brzmiącym nazwisku. Większości tych przypadków w zasadzie przypadkami nazwać nie można, bo zwykle mam w tym jakiś udział.

Od pewnego czasu miałem ogromną ochotę poczytać klasyczną fantastykę – taką, na przykładzie której można by omawiać cechy szczególne całego gatunku podczas zajęć z literatury. Wydawać by się mogło, że w tym celu należy sięgnąć po starych mistrzów, ale to by było za proste, za trywialne i nie skutkowałoby spłodzeniem owej recenzji (wszak po co recenzować coś, co znane jest od lat i oceniane było na milion sposobów?).

Niezbyt często mam okazję zabrać się do czytania wywiadów, rozmów i innych prac, nie będących utworami fabularnymi. Ale tutaj chodzi o Philipa K. Dicka, jednego z najznamienitszych autorów science fiction XX wieku, autora serii wspaniałych powieści oraz opowiadań, na podstawie których powstało kilka filmów pełno­me­tra­żo­wych.

Jakoś tak już na tym świecie jest, że najciekawszych autorów poznaję przez przypadek. O Marinie i Siergieju Diaczenko przed przeczytaniem Vita nostra powiedzieć mogłem tyle, że najprawdopodobniej są małżeństwem. Może i powinienem się wstydzić, że sięgnąłem po książkę po przeczytaniu tylko blurba – ale kogo by nie skusił tekst, że (…) nauka magii to nie przelewki, a Hogwart przy Instytucie Technologii Specjalnych jest jak żłobek przy poprawczaku, prawda?

Na skrzydłach pieśni Discha mimo, iż jest już nieco leciwe (data pierwszego wydania w Stanach Zjednoczonych to rok, bagatela, 1979) dopiero w tym roku doczekało się polskiego wydania. Wydawcę pochwalić należy jednak za profesjonalne podejście do tematu: czytelnika już na wstępie zachęca twarda, schludna i czytelna oprawa. (101)

Wiedźmin jest grą, na którą wyczekiwałem już kilka lat. Śledziłem cały proces produkcyjny, podziwiałem przygotowywane przez twórców materiały promocyjne – nic więc dziwnego, że moje oczekiwania urosły do ogromnych rozmiarów. (100)