Autor: Ravandil

Swego czasu miałem okazję przeczytać i zrecenzować Smykałkę do wojny, powieść science-fiction autorstwa Jacka McDevitta. Książka była to nietypowa, bo wbrew tytułowi nie opowiadała ona bezpośrednio o wojnie, lecz o zgłębianiu historii galaktycznego konfliktu. Okazało się jednak, że nawet grzebanie w aktach może być całkiem ciekawe, a recenzję zakończyłem stwierdzeniem, że chętnie zapoznam się z kolejnymi tomami cyklu.

Książki Kłamca i Kłamca 2: Bóg marnotrawny, autorstwa Jakuba Ćwieka, stanowiły swego czasu całkiem sympatyczną niespodziankę. Oparte na ciekawym pomyśle, krótkie i treściwe, stanowiące coś pośredniego między zbiorem opowiadań a powieścią, okazały się idealnym wypełniaczem kilku nudnych wieczorów.

Wyobraź sobie, że tamten świat wcale nie jest taki, jak uczy się na lekcji religii. Może i anioły mają skrzydła i działają, by pomóc ludziom, ale na tym podobieństwa się kończą. Tak naprawdę, pod nieobecność Boga anioły toczą bezwzględną walkę z siłami nieczystymi o ludzkie dusze, stosując przy tym cały arsenał nie do końca czystych sztuczek, co więcej, głównie działając cudzymi rękami. Bluźniercze? Obrazoburcze? Być może, ale Jakub Ćwiek udowadnia, że to również świetny pomysł na książkę. (100)

Jest rok 1964. Mimo że na Uralu wciąż trwają zaciekłe walki, to w III Rzeszy z wielką starannością prowadzone są przygotowania do obchodów 75 urodzin Adolfa Hitlera – wodza, który poprowadził Niemcy do zwycięstwa w drugiej wojnie światowej. Zbliża się też oficjalna wizyta ambasadora USA – Josepha Kennedy’ego – będąca oznaką długo oczekiwanego odprężenia w stosunkach międzynarodowych.

Robert J. Sawyer to prawdopodobnie jeden z najciekawszych pisarzy science-fiction ostatnich lat. Już pierwszy rzut oka na jego osiągnięcia robi wrażenie – zdobył m.in. nagrodę Hugo i Nebula za najlepszą powieść, był też wielokrotnie nominowany do prestiżowych literackich wyróżnień.

Gdy w moje ręce wpadła książka Obóz koncentracji Thomasa M. Discha, podszedłem do niej jak do każdej innej – rzut oka na okładkę, szybkie pytanie dotyczące autora w kierunku wujka Google’a, utworzenie pliku z przyszłą recenzją na komputerze. Jak się okazało, były to ostatnie rzeczy, które w obcowaniu z tą książką można nazwać typowymi.

Pierwszy rzut oka na szare, tonące w monotonii ulice Moskwy nie pozwala dostrzec niczego niezwykłego. Ot, ludzie ciągle się gdzieś śpieszą, chodzą po ulicach narzekając na swój los. Nie wiedzą, że świat wcale nie jest taki, jaki im się wydaje. Nie wiedzą, że wypełnia go Zmrok.

Islandzki przebój kinowy, Komedia o miłości i RPG – trzeba przyznać, że już zapowiedzi Astropii były co najmniej intrygujące. Osobiście byłem jednak pełen obaw, nauczony doświadczeniem, że filmy o wąskich grupach społecznych (jaką są miłośnicy gier fabularnych, przynajmniej w oczach normalnych ludzi) zazwyczaj wypadają sztucznie i tandetnie. Jednak tym razem przekonałem się, że jak od każdej reguły, tak i od tej są wyjątki.

Czego bym tutaj nie napisał, nie zmieni to faktu, że 451° Fahrenheita to klasyka literatury science-fiction, która na dodatek doczekała się nie mniej kultowej ekranizacji w reżyserii François Truffauta. Dlatego polskich czytelników powinna ucieszyć wiadomość, że nakładem wydawnictwa Solaris właśnie ukazała się kolejna edycja tej słynnej książki.

Nawet teraz, gdy lektura już za mną, wydaje mi się zabawne, w jaki sposób Ćwiek kupił mnie swoją nową książką. Autor znany już dobrze czytelnikom z dwóch tomów dobrych (a w porywach bardzo dobrych) opowiadań o Kłamcy, a także średniego Liżąc ostrze tym razem osadził fantastyczną historię w… okolicach katowickiego dworca.