Z archiwum TRPG, część 1

Lew, czarownica i stara szafa

Drzwi otworzyły się nagle i do gabinetu partyjnego Sekretarza Ściemniacza weszła dwójka ludzi. Razem z nimi przetoczył się przez pokój przeciąg, zrzucając k artki i płosząc kota. Zresztą kota spłoszyłby i tak osobnik płci męskiej – jeden z nieznajomych, którzy właśnie wparowali do pokoju. Spłoszyłby go siarczystym kopniakiem. Nie lubił zwierząt. Ale one, nie wiedzieć czemu, bardzo lubiły jego. Możliwe, że nawet za bardzo. Powstały przeciąg i para przybyszów spłoszyły również sek(s)retarkę, która szybciutko wygładziła bluzkę, poprawiła kosmyk włosów, który zsunął się jej na czoło i ulotniła z pokoju jak sen jaki złoty.

Ściemniacz odchrząknął i podrapał się w głowę. Skądś znał tę dwójkę, ale nie mógł skojarzyć skąd. Patrzył podejrzanie na czarnowłosego tajniaka i niższą od niego o głowę przedstawicielkę płci pięknej, która rozglądała się po pokoju tak, jakby szukała czegoś, co może zepsuć lub uszkodzić. „Więcej nie piję” – pomyślał Sekretarz. – „Bimber domowej roboty w dużych ilościach to zdecydowanie zły pomysł. I szkodzi na pamięć.”

Mężczyzna w szarym płaszczu i tajniackich okularkach, zniecierpliwiony panującą ciszą, kopnął kota, który zaczął tulić się do jego nogi, po czym odezwał się niespodziewanie (mężczyzna, nie kot).

– Agent Andriej Zwiewiórkiewicz i agentka Uejva Flaak… – w tym momencie dziewczyna dygnęła grzecznie, nadeptując sobie jakimś cudem na szalik i fiknęła na ziemię z krótkim piskiem – …meldują się na rozkaz – dokończył Zwiewiórkiewicz starając się nie zauważyć tego, co wyprawiała próbująca wstać Uejva. W myślach obiecał sobie, że jak tylko stąd wyjdą to skróci jej ten szalik przynajmniej o połowę, za często przynosiła mu wstyd. Mógłby się jej pozbyć, ale przecież była najlepszą deszyfratorką i „chakjerką” w Partii. I, w pewnym sensie, ta niewinna osóbka była tajną bronią obracającą w perzynę wszystko dookoła. Poza tym oboje tworzyli zabójczy duet i byli postrachem partyjnych wrogów.

– Tak, tak, dobrze, że jesteście – po chwili odparł Ściemniacz zastanawiając się, czego oni mogą chcieć, kiedy sobie pójdą, dlaczego ciągle boli go głowa i patrząc jak agentka próbuje rozplątać szalik, który już zdążył opleść się jak wąż wokół jej kostki, a drugi jego koniec niebezpiecznie zbliżał się w kierunku szyi. Dziewczyna broniła się dzielnie jakby był to prawdziwy boa dusiciel. Agent Andriej szturchnął ją butem w plecy, uśmiechnął się przepraszająco do Ściemniacza i rzekł:

– Zgodnie z rozkazami Don Torpedosa mieliśmy dostać tu dokładne informacje na temat naszej misji.

Ściemniacz otworzył usta zdziwiony i zastygł w bezruchu. W międzyczasie zdążyły wlecieć mu do środka dwie muchy i jeden komar. Zabłąkaną biedronkę odstraszył odór wczorajszej libacji alkoholowej. Sekretarz jednak nie zwrócił na to uwagi. Myślał. „O co mu chodzi? Jaka misja? Jakie rozkazy? Co szef znowu wymyślił? Co za…” – Rozpaczliwe poszukiwania odpowiedzi na te pytania przerwały mu dziwne piski. Panna Flaak, skrępowana szalikiem jak szynka i sina już na twarzy, wzywała pomocy. Zwiewiórkiewicz westchnął i uwolnił agentkę. Uejva otrzepała płaszczyk, pomasowała szyję i uśmiechnęła się jak gdyby nic się nie stało. No i odezwała się po raz pierwszy, jeśli nie liczyć wcześniejszych pisków.

– To jak będzie z tym Lwem?

Wtedy Ściemniacza oświeciło jak gdyby jakaś Najjaśniejsza postać weszła w jego umysł i odgarnęła panujące tam ciemności. Przecież chodziło o tajną misję! Tak tajną, że aż zapomniał – poszukiwanie artefaktu!

– Chodźcie, chodźcie, zaraz się wszystkiego dowiecie.


W pomieszczeniu było cicho. Ajsiru, jak na szaloną panią naukowiec przystało, była pochłonięta pracą.

– Trzy krople związku X i ani krzty więcej… – mruczała pod nosem. – Bo będzie wybuch… Dobra, a więc jedna… Druga…

– Aaaaa!!! – ktoś z wrzaskiem wpadł do laboratorium. Ajsiru podskoczyła przerażona i upuściła fiolkę…

BUM!

Gdy dym się rozrzedził, Ściemniaczowi i Zwiewiórkiewiczowi, którzy właśnie weszli, ukazał się widok komiczny i przerażający zarazem. Czarna na twarzy Ajsiru z długimi włosami tworzącymi imponującego irokeza, nachylonego pod kątem 56 stopni do podłoża, wyglądałaby śmiesznie, gdyby nie była wściekła. A wściekłość wprost wylewała się z niej i płynęła w stronę wejścia, gdzie podnosiła się z ziemi bezpośrednia przyczyna wybuchu – panna Flaak, która potknęła się wcześniej na schodach.

W końcu Sekretarz się odezwał.

– To jest pani Ajsiru, od niej dowiecie się wszystkich szczegółów dotyczących misji.

Pani naukowiec, usłyszawszy to, przestała zabijać Uejvę wzrokiem, która nota bene i tak tego nie zauważyła, i uśmiechnęła się ładnie do swoich gości, zwłaszcza do Zwiewiórkiewicza.

– Możecie wyruszyć już dzisiaj – kontynuował Ściemniacz – o ile jesteście gotowi. Podróż będzie niebezpieczna i…

– Jesteśmy najlepsi – przerwał mu Zwiewiórkiewicz ostentacyjnie ignorując powłóczyste spojrzenia laborantki.

– O tak! – potwierdziła agentka strącając łokciem słoiczek z różową substancją, która natychmiast wyżarła dziurę w podłodze. – Ojej… Przepraszam… Zaraz to…

– NIE! – krzyknęła przerażona Ajsiru. – Nie dotykaj niczego! Ekhm… Przejdźmy do rzeczy. Skoro przysłał was sam Don Torpedos vel CeZetWuPe* to faktycznie musicie być dobrzy, nawet ona.

Wszyscy, jak na zawołanie, spojrzeli na Uejvę, która właśnie miała zamiar wcisnąć jakiś wielki, czerwony guzik, ale zorientowała się, że jest obserwowana, uśmiechnęła się tylko i odsunęła od tajemniczego urządzenia.

Dziewczyna charakteryzowała się niepokojącym wręcz pociągiem do wciskania przeróżnych guziczków i przełączników. Oprócz tego lubiła kwiatki, motylki i jednorożce. Oraz broń białą, zwłaszcza wszelakiej maści noże.

– Don Torpedos – ciągnęła Ajsiru nie spuszczając Uejvy z oczu – musiał przedstawić wam jakieś ogólne informacje, ale pozwólcie, że powtórzę. TRPG** zdobyła niedawno dokumenty, z których wynika, że gdzieś… hmmm… niedaleko, jest ukryty potężny artefakt, tzw. Lew Attywa. Nie wiemy jeszcze, co dokładnie on potrafi, ale z zapisków wynika, że ma on tak potężną moc, że po prostu musimy go zdobyć. Jak już się pewnie domyślacie, to wy macie go odnaleźć, żebym mogła go zbadać, a następnie wykorzystać ku chwale Partii. Wśród zdobytych informacji znalazłam plany urządzenia, pewnego portalu, który pozwoli wam dostać się w… hmm… inne miejsce… Nie testowałam tego jeszcze, ale wydaje mi się, że działa. Wrzuciłam tam paczuszkę z wyposażeniem, które może wam się przydać, ale pewnie i tak weźmiecie swoje. Zresztą, nie wiem, czy przenosi on zawsze do tego samego punktu…

– A jak stamtąd wrócimy? – zainteresowała się Uejva.

– Eee… Noo… Tego… Chodźcie, pokażę wam to przejście.

W sąsiednim pomieszczeniu Ajsiru otworzyła szafę i ukazała im się wielobarwna tafla, która falowała delikatnie. Ściany pracowni zamigotały tysiącem barw. Oczy agentki powiększyły się i dziewczyna otworzyła usta w niemym zachwycie. Na Zwiewiórkiewiczu nie zrobiło to większego wrażenia.

– Czemu to jest w szafie? – spytał.

– To był mój pomysł – pochwalił się Ściemniacz. – Schowaliśmy to w szafie, żeby żaden szpieg tego nie odkrył. Przecież na ogół szafa nie rzuca się w oczy.

„Faktycznie” – pomyślał Andriej – „w pomieszczeniu pełnym komputerów, mechanicznych urządzeń i fiolek z dziwnymi substancjami, stojąca na samym środku dębowa szafa oblepiona plakatami Prada Bitta nie rzuca się w oczy. Chyba tylko ślepcowi.”

Agenci podeszli do szafy przyjrzeć się jej z bliska. Flaak, jak nigdy, nie przejawiała ochoty dotknięcia zjawiska. Patrzyła tylko zauroczona raz to na taflę, raz to na plakaty.

– Więc jak stamtąd wrócimy? – zapytał Zwiewiórkiewicz. Nie zdążył nawet się odwrócić, gdy poczuł, że ktoś popchnął go z całej siły. Otoczyła go feeria barw, zaczęło szumieć w uszach. W oddali, gdzieś hen daleko, usłyszał pisk Uejvy. Nagle w coś uderzył i ogarnęła go pustka.


– Wrócą? – zapytał Ściemniacz. – Nie chciałbym stracić naszych najlepszych agentów… Don Torpedos nadzieje mnie na poroże jak się dowie…

– Jeżeli ten Lew ma taką moc, jak to wynika z tych notatek, to przy jego pomocy jakoś wrócą… Powinni w każdym razie.

– No ale nie trzeba było ich siłą…

– Gdybym im powiedziała, że nie wiem jak ich ściągnąć z powrotem, nie zgodziliby się. A my musimy dostać ten artefakt. Zresztą, są najlepsi, a to zobowiązuje. Chodźmy na kawę. I niech ktoś zabierze tę szafę, przez jakiś czas nikt do niej nie wejdzie.

– I nie wyjdzie… – mruknął Sekretarz wychodząc z pokoju.


* – Człowiek Z Wieeelkim Porożem.
** – Tajna Radziecka Partia Grzybiarzy.

Falka Opublikowane przez:

Zaczęła od recenzji i krótkich opowiadań, później była odpowiedzialna za kącik humoru, a teraz namiętnie gra w gry planszowe i czyta komiksy. Żeby jeszcze chciała o tym pisać...

8 komentarzy

  1. BAZYL
    18 sierpnia 2005
    Reply

    Hmm..

    Tekst w nieco innym niz dotychczas sposobie formatowania. Ufam, że teraz jest równie czytelny co zabawny 🙂
    I może Falka mnie nie oskalpuje…

  2. Athendor
    18 sierpnia 2005
    Reply

    Nie wiem, jak to się dzieje,

    ale na stronkę zawsze wrzucane są jakieś gnioty podczas, gdy w archiwum spoczywają prawdziwe perełki…

  3. BAZYL
    18 sierpnia 2005
    Reply

    A może

    to Ty masz jakiś spaczony gust? 😉

  4. FLK
    19 sierpnia 2005
    Reply

    :/

    Perełki jeszcze będą. Nie mam pojęcia, czemu akurat ten tekst się pojawił, ja bym go nie wrzuciła…

  5. BAZYL
    19 sierpnia 2005
    Reply

    A ja go wrzuciłem

    ponieważ w komentarzach do innych artów z TPGR ludzie skarżyli się, że za mało im w nich absurdu…

  6. Athendor
    20 sierpnia 2005
    Reply

    Mam mieszane uczucia,

    bo trochę dziwnie wrzucać samą I część, będącą jedynie rozpoczęciem całej historii…

  7. BAZYL
    20 sierpnia 2005
    Reply

    Daj nam trochę czasu

    wrzucenie tekstu to nie jest takei hop-siup, zresztą ten tekst ma takze badać zainteresowanie czytelników następnymi częściami 🙂

  8. Jarlaxle
    23 sierpnia 2005
    Reply

    Tak czy inaczej…

    konstruktywna krytyka zawsze się przyda ;]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.