Liżąc ostrze – recenzja

lizac-ostrze-b-iext10162529Po raz kolejny mam problem z oceną jakiejś książki. Pozycji, która wpadła mi w łapki, nie wybierałem jakoś specjalnie. Ot, szukałem po prostu czegoś nowego. Ćwiek to autor mi nieznany, więc pomyślałem, czemu nie. I teraz jestem trochę w kropce.

Sama fabuła jest klimatyczna. Pierwszy rozdział znakomicie wprowadza do historii, a występująca po nim scena narodzin satyra jeszcze lepiej buduje nastrój. Tu mała dygresja. W opowieści cały czas mówione jest o satyrze, na okładce o faunie. Ja będę konsekwentny i posłużę się terminem, który ukuł autor, a nie wydawca. Bo choć satyry i fauny to stworzenia bardzo podobne, parę różnic jednak mają (kopyta u faunów, ludzkie stopy u satyrów). Domyślam się jednak, dlaczego wydawca wolał pisać o faunie. W sumie, i tak chodzi tylko o maskę, a z głowy fauny i satyry są takie same A wracając do tematu, wszystko byłoby znakomicie, gdyby nie styl pisania autora. Jest w nim coś takiego, co rozluźnia atmosferę tworzoną przez obrazy. Przez to, z zapowiadanego na okładce horroru zostało bardzo niewiele. Chyba, że to mnie tak trudno przestraszyć.

Z częścią kryminalną jest znacznie lepiej. Początkowo mamy do czynienia z niemal standardową sytuacją. Podkomisarz Kacper Drelich prowadzi obserwację w sprawie przemytu i zostaje złapany. Ucieka jednak, zabijając mężczyznę, który go przesłuchiwał. W tym momencie do akcji wkracza wątek nadprzyrodzony. Ekipa przybyła na miejsce zdarzenia nie może znaleźć ciała. Pozostał po nim jedynie wypalony na podłodze ślad. Drelich zaś zaczyna mieć dziwne wizje i sny związane ze śmiercią. Przeszłość Kacpra, której ten nie pamięta, też będzie miała spory wpływ na wydarzenia.

I to jest na dobrą sprawę wszystko. Kolejny nieprawdziwy tekst z okładki głosi, że podkomisarz będzie ścigał krążącego po mieście brutalnego psychopatę w masce fauna. Cóż, ludzie giną, ale ten satyr tak naprawdę zabija tylko dwie osoby, i to w żaden specjalnie wyrafinowany, sugerujący niezrównoważenie psychiczne, sposób. Gdybym miał tę postać do kogoś porównywać, to najlepiej do doktora Wolanda z Mistrza i Małgorzaty. Obaj mają więcej wspólnego, niż można przypuszczać na pierwszy rzut oka. Ciekawym zabiegiem graficznym jest wyróżnienie fragmentów poświęconych satyrowi. Rozdziały z nim wyglądają nieco inaczej, inne jest rozmieszczenie elementów na stronie.

W pewnym momencie logika całej historii się rozpada. W akcję zaczyna mieszać się kościół, księża pojawiają się w miejscach zbrodni… Wszystko jednak jakiś czas później ładnie się ze sobą splata. I w tym samym momencie następuje gwałtowny zwrot akcji i całą naszą wiedzę o świecie trafia szlag. Nie jest to oczywiście wada. Wręcz przeciwnie, to czego się dowiadujemy znakomicie wyjaśnia pewne sprawy i doskonale pasuje do klimatu historii.

I teraz pora na wady. O ile sprawa kościoła trzyma się kupy, to o reszcie nie można tego powiedzieć. Kacper, na dobrą sprawę, od dawna nie powinien żyć. Nie wyjaśnię o co chodzi, żeby nie psuć nikomu przyjemności z czytania. Wystarczy pomyśleć o pewnej regule, która panuje w wykreowanym przez autora świecie. Nie rozumiem też, dlaczego satyr musiał posłużyć się Drelichem, skoro sam potrafiłby wykonać swój plan. Zakończenie również nie do końca mi pasuje. Takie zawieszenie w próżni. Zabieg zapewne celowy, ale wygląda, jakby Ćwiekowi w pewnym momencie skończyły się pomysły.

Wydanie jest niezłe. Żadna literówka nie wpadła mi w oko. Ładnie wygląda okładka, choć zamieszczone na niej błyszczące elementy prezentują się trochę głupio. O wiele lepiej, choć nieco skandalicznie, wygląda pentagram z tyłu. Również błyszczący, ale znacznie lepiej wkomponowany w tło. Rysunki w książce są już takie sobie. Małe paski zdobią początek każdego rozdziału poświęconego Drelichowi, a całostronnicowe ilustracje rozpoczynają dwie części historii. Swoją drogą, tego rozbicia też nie rozumiem, bo w zasadzie wszystko leci jednym tchem.

No i co napisać na koniec? Jak dla mnie książka okazała się typową literaturą do pociągu. Lekka, łatwa i przyjemna. Do tego krótka. Liczyłem na sporo więcej i się zawiodłem. Nie jest to zła pozycja, ale wracał do niej raczej nie będę.

Tytuł: Liżąc ostrze
Autor: Jakub Ćwiek
Wydawca: Fabryka Słów
Rok wydania: 2007
Stron: 296
Ocena: 4
Oso Opublikowane przez:

4 komentarze

  1. BAZYL
    18 lipca 2007
    Reply

    Hmm…

    Zastanawiałem się nad kupnem tej książki, ale widząc, że nie jest ona świetna, poszukam czegoś innego…

  2. Taurus
    16 lutego 2008
    Reply

    Coś recenzent chyba nie doczytał dobrze…

    “Kacper, na dobrą sprawę, od dawna nie powinien żyć. Nie wyjaśnię o co chodzi, żeby nie psuć nikomu przyjemności z czytania. Wystarczy pomyśleć o pewnej regule, która panuje w wykreowanym przez autora świecie. ”

    Akurat wedle żadnej z tych reguł bohaterowi nic nie groziło. To dlaczego żyje jest uzasadnione.

    “Nie rozumiem też, dlaczego satyr musiał posłużyć się Drelichem, skoro sam potrafiłby wykonać swój plan. ”

    Bo jego plan opierał sie właśnie na tym, że sam nie może tego zrobić. Dlaczego nie może? Tłumaczy to dość jasno w finale.

    Akurat na tym polu błędów nie ma.

  3. Oso
    10 marca 2008
    Reply

    Błędy są

    Zaspojleruję tutaj, ale niech będzie. Przymusu czytania nie ma.

    Primo. W świecie wykreowanym przez Ćwieka panuje reguła, że nikt tam nie będzie żył dłużej niż przeżył w rzeczywistości. Drelich zaś jest, tak na oko, dwukrotnie starszy niż w chwili śmierci. Dlatego nie powinien już od dawna stąpać po ziemi czyścca.

    Secundo. Nic nie tłumaczy. On wyjaśnia tylko, że potrzebuje trupa, żeby mógł do niego wskoczyć kolejny diabeł. I pewnie na jednym trupie się nie skończy. To, co mnie zdziwiło to fakt, że ten trup musi paść z ręki Drelicha, skoro satyr nie ma problemów z zabijaniem innych.

    To tyle. Patrząc z perspektywy czasu, to chyba zbyt łagodnie oceniłem tę książkę. Powinna dostać 3.

  4. Dudu
    27 stycznia 2009
    Reply

    Liżąc ostrze

    Osobiście sądzę, że książka jest świetna. Czytałem wszystkie dotychczasowe wydawnictwa Jakuba Ćwieka i jeszcze żadna z książek mnie nie zawiodła. Wręcz przeciwnie! Mam ochotę czytać więcej i więcej.
    Imho – Książka genialna.

    Moja ocena 11/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.