Honor samuraja – recenzja

3038Uwielbiam książki. Uwielbiam zanurzyć się w wykreowanym przez autora świecie, żyć razem z bohaterami. Przeżywam wtedy niesamowite chwile. Między innymi dlatego czasem przymykam oko na drobne niedoskonałości. Staram się wyszukiwać raczej te dobre cechy. Jest jednak rzecz, której nie cierpię: kiedy wydawnictwo próbuje zagrać pod publiczkę.

Tym razem zacznę nietypowo, bo od narzekania. Nic na to nie poradzę, po prostu muszę okazać swoją dezaprobatę dla tego typu praktyk. Najpierw jednak proponuję mały eksperyment. Spójrzcie na tytuł recenzowanej książki. Spójrzcie na jej okładkę. Jakie myśli wam teraz przychodzą do głowy? O czym jest historia? Krew, przemoc, brutalność, honor… Człowiek, który kupi książkę zachęcony wyglądem błyskawicznie odłoży ją na półkę, bo nic z tych rzeczy w niej nie znajdzie. Znaczy… znajdzie, ale w ilościach śladowych. Ten tytuł jest pozycją raczej refleksyjną, spokojną i wyważoną. Niektórych może zainteresowała moja recenzja Chmary Wróbli tego autora. Niektórych może nawet zachęciła do jej przeczytania. W każdym razie, na końcu stwierdziłem, że z niecierpliwością czekam na jej kontynuację, na Jesienny most. I wiecie co? To jest właśnie Jesienny most!

Tak jak zupełnym przypadkiem trafiłem w Empiku na Chmarę wróbli, tak przypadkiem zobaczyłem w metrze reklamę Honoru samuraja. Na początku zdziwiłem się, bo wydawało mi się, że Matsuoka nie napisał trzeciej książki. Chwilka szukania w necie wystarczyła, żeby przekonać się, że faktycznie nie napisał, i że to właśnie na tę pozycję tak czekałem. Gdyby nie ta reklama w dalszym ciągu wpisywałbym w wyszukiwarce tytuł Jesienny most.

Dobra, tyle narzekania. Pora przejść teraz do ważniejszych rzeczy. Napisałem już, że książka jest raczej spokojna. Porządną walkę mamy tu tylko jedną. Cała historia skupia się na odkrywaniu przez Emily Gibson historii klanu Okumichi. Tytułowy Jesienny most to zbiór tekstów, czy może raczej przepowiedni, spisanych przez nestorkę klanu, uważaną za szaloną wiedźmę, Shizukę. Emily ze zdziwieniem odkrywa, że w tekstach tych Shizuka zwraca się bezpośrednio do niej i dość dokładnie opisuje wydarzenia, które dopiero będą miały miejsce.

Wszystkie postacie, które poznaliśmy w Chmarze Wróbli pojawiają się także tu. Poznajemy fakty z ich przeszłości i przyszłości oraz odkrywamy niekiedy dość dziwne związki między nimi. Znacznie, w porównaniu do poprzedniczki, zostają pogłębione rysy psychologiczne postaci. Główny wątek rozgrywa się parę lat po wydarzeniach, które zdążyliśmy już poznać. Piszę główny, bo w książce jest cała masa wątków pobocznych. Cały czas przeskakujemy z jednego okresu do drugiego, z przeszłości w przyszłość i znów w teraźniejszość. Powoduje to pewne zagubienie, ale dzięki dobrze poukładanym wątkom niezbyt duże. Po jakimś czasie można zresztą do tego skakania przywyknąć. Ponownie więcej miejsca zajmują wątki historyczne niż fantastyczne, ale że spora część poświęcona jest Shizuce, to będziemy mieli do czynienia przepowiadaniem przyszłości, rozmawianiem z duchami i tym podobnymi sprawami. Nie na to jednak położony jest nacisk.

Mocnym punktem tej powieści jest jej klimat. Jeśli chodzi o samą akcję, to praktycznie nic się nie dzieje. Większość historii opiera się na dialogach i opisach zachowań. To coś bardzo zbliżonego do rodowej kroniki. Książka zaś, paradoksalnie, trzyma w napięciu. Co kilka stron raczeni jesteśmy nowym faktem z przeszłości, albo patrzymy, co się wydarzyło z osobami, które znamy. Często zaskakują wydarzenia, gdy już jesteśmy pewni, że coś się stanie, a dzieje się coś zupełnie innego. Genialna jest narracja. Podczas rozmowy Taro i Tsuby czułem namacalny, wręcz zwierzęcy strach tego drugiego. Czytając o kim innym, widziałem jego nienawiść i chęć odegrania się na ojcu. Pod tym względem autor spisał się na medal. Trochę tylko rażą całkiem współczesne sformułowania w ustach osób żyjących ponad sto lat temu. Nie wiem, czy to sprawa autora, czy tłumacza. No i troszkę dziwnie się czyta książkę o ludziach, którzy na dobrą sprawę są moimi rówieśnikami, ale takie to były czasy, że po śmierci ojca władcą mógł zostać nawet pięciolatek, a trzydziestolatki byli ludźmi, którzy już sporo przeżyli.

Swoje zarzuty do wydania już wyraziłem. Trochę też nie pasuje mi nieco inna kolorystyka grzbietu. Chmara wróbli jest czerwono-biała, a Jesienny most cały czerwony i znacznie bardziej intensywny. Teksty (tytuł i nazwisko autora) też się różnią. Książki te stanowią całość i na półce powinny stać razem, zaś te drobne różnice psują efekt ciągłości. Nie jest to jednak coś, co bardzo przeszkadza. Poprzedniczkę chwaliłem za bezbłędny tekst. Tutaj jest już gorzej, bo parę błędów się znajdzie, ale wciąż jest ich znacznie mniej niż normalnie.

Krótka piłka: to trzeba przeczytać. Jesienny most to piękna opowieść, z którą po prostu powinno się zapoznać. Najpierw jednak obowiązkowo należy zobaczyć poprzedniczkę. Bez tego przygotowania będziecie się czuli zagubieni wśród mnóstwa postaci i wątków. Zbeształem wydawnictwo, ale zmiana tytułu i niedopasowana okładka na historię wpływu nie mają. A od historii nie można się oderwać. Z czystym sumieniem wystawiam najwyższą notę.

Tytuł: Honor samuraja [Autumn Bridge]
Autor: Takashi Matsuoka
Wydawca: Albatros
Rok wydania: 2007
Stron: 464
Ocena: 6
Oso Opublikowane przez:

Jeden komentarz

  1. Aga
    8 lutego 2009
    Reply

    Dywagacje na temat okładki…

    O tym, że okładka jest średnia dyskusji być nie może. Z tym natomiast, jakie emocje i oczekiwania może wzbudzić w potencjalnym czytelniku odważę się polemizować. To tylko kiczowaty i uamerykanizowany( że pozwolę sobie na tak nieeleganckie słowo) wizerunek Samuraja odrobinę przyprawiony krwią. Dla wielbicieli horrorów to śmiechu warte, dla koneserów kryminałów to będzie science – fiction, a dla kogoś, kto wie choć troszkę na temat książki autora i świata, który opisuje, będzie to tylko nieistotny szczegół i chwyt marketingowy ( jak słusznie zauważasz). Zastanawiam się tylko, czy to na tyle ważne, by od tego zaczynać?
    Właśnie skończyłam Chmarę Wróbli. Dziwne sprawa, bo zaczęłam od Honoru Samuraja i wcale nie żałuję. Doświadczenie interesujące i godne polecenia. Zresztą, tak świetną książkę można by chyba czytać nawet od środka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.