Zbieracz Burz, tom 1 – recenzja

zbieracz-burz-tom-1Cykl anielski Mai Lidii Kossakowskiej pojawiał się na łamach Tawerny RPG kilkukrotnie, po raz ostatni przed miesiącem [W numerze 128 – dop. red.], po ponad 7 latach od ukazania się na rynku. Przez ten czas zdążył zdobyć już sobie dość dużą popularność oraz grono wiernych fanów, urzeczonych świeżym podejściem do tematu. Bohaterowie Kossakowskiej byli w swej anielskości (opcjonalnie: diabelskości) niezwykle ludzcy, posiadali swoje słabości oraz namiętności – klęli, pili na umór, prali się po gębach, zmagali się z nierównościami społecznymi. Jednocześnie potrafili kochać i przeżywać rozterki – potrafili zwątpić w sens swojej misji, a nawet zwątpić w Pana. Nie ukrywam, iż z miejsca zakochałem się w tym świecie, a książki Kossakowskiej trafiły na honorowe miejsce w mojej domowej biblioteczce. Nie sądziłem jednak, że autorka zdecyduje się wydać po tylu latach kolejną część cyklu, mający więc premierę w lutym pierwszy tom Zbieracza Burz był dla mnie niejakim zaskoczeniem.

Akcja powieści osadzona jest w tym samym miejscu i rozpoczyna się kilka tygodni po zakończeniu Siewcy Wiatru. Starcie z Antykreatorem oraz zniknięcie ukochanej Hiji odcisnęło na psychice Daimona Freya nieusuwalne znamię. Samowolnie, nie informując nikogo o swoich zamiarach, opuszcza Królestwo, w odległych Sferach Poza Czasem starając się znaleźć ukojenie w walkach gladiatorów. Podczas starcia z Lokim ponownie budzi się w nim jednak Abbadon, a głos Pana wydaje mu rozkaz tak niepojęty, iż nawet najbliżsi przyjaciele Daimona zaczynają wątpić w jego poczytalność. Czy Pan mógłby zniszczyć to, co umiłował najbardziej? Czyżby Burzyciel Światów oszalał? A może został opętany przez Cień?

Przyznać trzeba, że fabuła kolejnej części przygód niekonwencjonalnych archaniołów, choć nie jest szczególnie wybitna, jeśli tylko dać jej szansę, naprawdę potrafi wciągnąć. Akcja pędzi na łeb na szyję, przed oczami przewijając nam obrazy toczonego grzechem pychy Królestwa Niebieskiego, ogarniętej chaosem Głębi (choć to akurat nic nowego) oraz brudnej i znacznie bardziej ponurej niż w poprzednich częściach Ziemi. Zresztą cały świat ukazany w Zbieraczu Burz jest znacznie poważniejszy i mroczniejszy niż do tej pory – choć już w Siewcy Wiatru aniołowie dalecy byli od ideału (czego najlepszym przykładem jest demiurg Jaldabaot), ich występki ukazywane były z drobnym przymrużeniem oka i usprawiedliwieniem. W końcu to armia, tudzież polityka. Tym razem, gdy mamy okazję oglądać go oczami przygarbionego w uniżonym pokłonie przedstawiciela najpośledniejszych aniołów, widzimy wyraźnie jak wygląda Niebo, w którym zabrakło Boga. Zaliczam to autorce zdecydowanie na plus – choć rażą mnie ukazywane poważnie aż do przesady światy fantasy, to Siewca… wydawał mi się miejscami nieco zbyt infantylny. Tym razem, na szczęście, tego nie ma.

Gdy przed miesiącem evilmg recenzował Siewcę Wiatru, największym zarzutem jaki postawił pod jego adresem, była dość niewprawnie poprowadzona intryga polityczna, z niemal natychmiastowym odsłonięciem wszystkich kart, zepchnięta szybko na margines przez czystą akcję. Tych wszystkich, którzy uważali, że wątki polityczne były Siewcy… niepotrzebne i zaniżały jego poziom, śpieszę uspokoić – tym razem Kossakowska postawiła na czystą akcję. Niestety, nie jestem do końca przekonany, czy wyszło to powieści na dobre – z pewnością czyta się ją bardzo szybko, wartka akcja nie pozwala odejść od książki do samego końca, jednak podczas lektury czuć wyraźnie pewien niedosyt: miejscami działania bohaterów wydawały mi się nielogiczne, tak jakby Kossakowska chciała jak najszybciej uraczyć nas kolejnym pojedynkiem, nie bardzo przejmując się wyjaśnianiem motywacji bohaterów. Gdyby autorka poświęciła choćby kilkanaście stron więcej na ściślejsze powiązanie ze sobą poruszonych wątków, mógłbym przymknąć na to oko. Można by wybaczyć takie niedociągnięcia początkującemu pisarzowi, jednak nie autorce tej klasy co Maja Lidia Kossakowska. Zarówno Siewca Wiatru jak i, na tyle na ile mogę sięgnąć pamięcią, Żarna Niebios pozbawione były takiej nielogiczności. Duży krok w tył.

W parze ze spłyceniem fabuły idzie również spłycenie profili głównych bohaterów – mający uchodzić za szalonego i ogarniętego zazdrością Michał aż do ostatniego rozdziału zachowuje się raczej jak kapryśne dziecko; sztuczny jest, teoretycznie przechodzący załamanie nerwowe, Razjel; Dżibril i Lampka, choć niby nie zmienili się przez ostatnie lata, również stracili coś z dawnych siebie. Najbardziej żal jest w tym miejscu Daimona – być może Destruktor nie był dotąd najbardziej skomplikowaną postacią literatury fantasy, jednak posiadał w sobie coś, czym potrafił zjednać sobie czytelników (a przynajmniej mnie). Odrobinę niekonformistyczny, zdystansowany wobec świata, czasami ironiczny, momentami wręcz śmiertelnie poważny, targany rozterkami, naprawdę mógł się podobać. W Zbieraczu Burz niewiele już z tego pozostało. Abbadon brnie przez kolejne strony powieści po trupach, bardzo przypominając mi Sylvestra Stallone w kolejnych częściach Rambo. Jedyny moment, kiedy możemy dostrzec dawnego Daimona, to krótka (niestety – nad wyraz sztuczna) rozmowa z ukochaną Hiją.

Żeby nie było, że Zbieracz Burz jest aż tak złą książką, wskazać należy teraz kilka jego plusów. Przede wszystkim, choć żal mam do autorki, że w natłoku wszelkiej maści pojedynków gubiła momentami logikę działań postaci, to trzeba oddać jej sprawiedliwość i przyznać, iż wszystkie starcia stoją na naprawdę wysokim poziomie. Jeśli ktoś szuka licznych strzelanin i pościgów, nie znajdzie chyba wśród ostatnimi czasy wydawanej polskiej fantastyki lepszej pozycji niźli nowa książka Kossakowskiej. Po drugie – pomimo zmian jakie dotknęły bohaterów, to nadal ten sam, równie (a może nawet jeszcze bardziej) urzekający świat aniołów i demonów, zmagających się z typowo ludzkimi problemami i troskami. Po trzecie wreszcie, przy ocenie końcowej wziąć należy pod uwagę, że jest to dopiero tom pierwszy nowej powieści. Chociaż Kossakowska bazuje na dawnym pomyśle i wydarzeniach, to należy się liczyć z tym, że jest to dopiero wstęp do większej całości. Być może tom drugi będzie nie tylko lepszy od obecnie recenzowanego, ale nawet sprawi, że to co teraz razi, zaświeci nowym blaskiem.

Zbieracz Burz, choć nie jest pozycją wybitną, jest z pewnością godzien polecenia wszystkim tym, którzy szukają w literaturze fantastycznej przede wszystkim akcji, na plan dalszy spychając rozterki bohaterów. Ci, którzy zakochali się w świecie Obrońców Królestwa, Żaren Niebios oraz Siewcy Wiatru, mogą czuć się odrobinę rozczarowani, uważam jednak, że również powinni sięgnąć po nową książkę Kossakowskiej. To w końcu nadal świat, który tak bardzo lubią. Tym, którzy dotąd nie mieli do czynienia z Cyklem anielskim, zachęcałbym raczej do sięgnięcia po wcześniejsze jego części i wstrzymanie się z lekturą Zbieracza… do momentu wydania ostatniego, jak sądzę, tomu. Jest spora szansa, że spodoba się Wam on wtedy znacznie bardziej, niż mógłby w chwili obecnej.

Tytuł: Zbieracz Burz, tom 1
Autor: Maja Lidia Kossakowska
Wydawca: Fabryka Słów
Rok: 2010
Stron: 344
Ocena: 4-
Strider Opublikowane przez:

Na początku były Przygody Gala Asterixa... A później wszystko inne. Nie przepuści żadnemu filmowi animowanemu, ani książce dla dzieci. Miłośnik dobrego science-fiction i gier starszych niż on sam.

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.