Santa Olivia – recenzja książki

352x500

Debiutujące na rynku wydawnictwo Piąty Peron, to odłam Jaguara, zajmujący się książkami dla dorosłego odbiorcy. O ile same założenia są bez zarzutu, to tytuł, od którego zaczynają, nie został dobrany zbyt szczęśliwie. Książka się broni, ale to w dalszym ciągu młodzieżówka, tyle że nieco cięższa, niż norma przewiduje.

Santa Olivia Jacqueline Carey, to coś na kształt postapokaliptycznej fantastyki. W tytułowym miasteczku, położonym gdzieś na granicy Teksasu z Meksykiem, krwawe żniwo zbiera nieokreślona zaraza. Niedługo po tym przybywają żołnierze, rzekomo by uszczelnić granicę, wzdłuż której grasuje meksykański zbuntowany generał, El Segundo. Santa Olivia zostaje całkowicie odcięta od świata i – na dobrą sprawę – zapomniana.

W takim świecie przyszło żyć Carmen Garron. Młoda dziewczyna pewnego dnia poznaje zagadkowego mężczyznę. Początkowo bierze go za dezertera z armii, ale czuje do niego tak silny pociąg, że nie waha się zaoferować mu noclegu. Martin, jak się przedstawia, jest kimś zupełnie innym, niż oczekiwała. To eksperyment genetyczny, superczłowiek o dużej sile i szybkości, pozbawiony możliwości odczuwania strachu. Rzekomo też sterylny, ale to weryfikuje się w praktyce. Owocem uczucia Carmen i Martina jest dziewczynka, której z inicjatywy ojca nadano imię Loup. I, tak naprawdę, cała dalsza historia opowiada o niej.

Loup Garron – przyznaję, jak zobaczyłem to imię w blurbie z tyłu okładki, trochę mnie odrzuciło. Autorka ma to szczęście, że od razu się z niego wytłumaczyła, ale i tak pewien niesmak pozostał. Tym większy, że poświęcenie większej części fabuły dorastającej dziewczynce kompletnie pani Carey nie wyszło. To mój największy problem z tą książką. Teoretycznie jest ona przeznaczona dla dorosłego czytelnika. Zawiera w sobie masę przekleństw, trochę seksu, odrobinę brutalności (w tym gwałt). I to wszystko przydarza się kilkunastoletnim sierotom, mieszkającym przy kościele. Nawet, jeśli założymy, że w nieprzyjaznym świecie w strefie wojskowej dojrzewa się dużo szybciej niż normalnie, to elokwentne wypowiedzi pięcioletniej dziewczynki wręcz nieprzyjemnie wwiercają się w uszy. Takie założenie zresztą nie jest warte funta kłaków, bo niewielu znam dorosłych, którzy chętnie identyfikowaliby się z nastolatkami.

Dużo lepiej byłoby, gdyby autorka nie pogrywała z czytelnikiem, tylko od razu napisała powieść o ludziach starszych. Różnicy praktycznie by nie było, bo zarówno budowa bohaterów, ich język i zachowania przez cały czas odbierałem jako dorosłe. Jedynie poupychane tu i tam wzmianki o wieku, co chwila wyrywały mnie z iluzji. Owszem, trzeba by zmienić wprowadzenie, inaczej przedstawić całe tło, ale na dłuższą metę byłoby to opłacalne.

Sama historia potrafi wciągnąć. Fabuła jest co prawda jednowątkowa i dość prosta, rozdziały króciutkie, ale wydarzenia następują szybko po sobie; są tak ustawione, że gdy z jednej strony akcja zwalnia, z drugiej coś zaczyna przyspieszać. Utrzymuje to napięcie na odpowiednim poziomie i zachęca do kontynuowania lektury. Dość powiedzieć, że pojawił się u mnie syndrom kolejnego rozdziału, co wciąż nie jest tak częste, jak bym chciał. Bohaterów da się lubić. Są schematyczni, ale zróżnicowani i nad wiek dojrzali, przez co można się z nimi bez bólu identyfikować. Narracja też niczym specjalnym nie zachwyca, ale to przyzwoite rzemiosło, którego pani Carey wstydzić się nie musi.

Nad wydaniem przydałoby się jeszcze popracować. Jest parę literówek (w tym zabawna strefa naturalna, zamiast neutralnej), czasem jakaś postać zmieni płeć, a i łamanie miejscami kuleje. Nie robi to najlepszego wrażenia, choć widziałem już zdecydowanie gorsze wydania. Zgrzyta mi też tłumaczenie, szczególnie rzucane co chwila odmiany dzieciny, którym to zwrotem posługuje się prawie każdy rozmawiający z Loup. To niezbyt zręczna naleciałość z angielskiego, i wypadałoby ją wyeliminować, albo choć ubarwić.

Ogółem więc dostajemy solidnie zrealizowaną lekturę pociągową. Nie ma tu filozoficznych rozważań o naturze zła, czy sławienia inności (jak chce cytat z frontu okładki) ale jakoś mi ich nie brakowało. Santa Olivia to czysta rozrywka. W tych kategoriach należy ją traktować i w nich najlepiej się ją odbiera.

Tytuł: Santa Olivia
Autor: Jacqueline Carey
Wydawca: Piąty Peron
Rok: 2012
Stron: 392
Ocena: 4
Oso Opublikowane przez:

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *