Pyrkon 2012, czyli wuchta wszystkiego

plakat

Poznański Pyrkon, to w mojej opinii (i chyba nie tylko mojej) najlepszy konwent fantastyczny w Polsce. Ba! Konwent, którego konkurencja jest daleko w tyle, impreza na którą czeka się cały rok z zapartym tchem, by poczuć to wszystko, tę niepowtarzalną atmosferę, nie uronić ani chwili. Tegoroczny Pyrkon był dla mnie siódmym z rzędu. Czekałem nań długo, trzy dni konwentowe minęły jak z bicza strzelił i już trzeba pisać relację. Przede mną kolejny rok czekania. No nic, pozostaje tylko przybliżyć Wam, jak było w tym roku. A było naprawdę zacnie.

Pyrkon drugi rok z rzędu odbywał się w bardzo prestiżowym miejscu – w gmachu Międzynarodowych Targów Poznańskich, lokacji wymarzonej pod każdym względem, usytuowanej niedaleko starówki, zupełny rzut beretem od Dworca Głównego. Gmach MTP to miejsce otoczonym hostelami (w jednym z nich wykupiłem nocleg), restauracjami i sklepami spożywczymi. W przestrzeniach targowych – jak zwykle w tego typu miejscach – było przestronie, bez ścisku, pomimo frekwencyjnego rekordu Polski (ponad 6500 osób!).

Tegoroczna edycja urzekał profesjonalizmem. Szczególne brawa należą się organizatorom za przyjęcie takiej fali głodnych zabawy konwentowiczów. Choć początkowo (w pierwszy dzień imprezy) zapowiadało się, że kolejka do akredytacji będzie równie epicka jak na pamiętnej edycji 2009, to w ciągu kilku godzin udało się ją poskromić i słuch po niej zaginął. Pod tym względem było bardzo sprawnie; w najbardziej krytycznym momencie na wejściówkę czekało się maksymalnie półtorej godziny.

pytt3Zanim przejdę do opisu tego, co działo się na miejscu, nie mogę nie wspomnieć o świetnej pyrkonowej aplikacji przygotowanej na telefony komórkowe, która została udostępniona kilka dni przed imprezą. W tym miejscu pragnę oddać hołd autorowi, gdyż była ona bardzo przydatna podczas samej imprezy (praktycznie nie było konieczności korzystania z tradycyjnego informatora konwentowego) – wszystkie potrzeby zaspokajał ten właśnie program. Dzięki niej można było przeglądać w szybkim tempie wszystkie punkty programu (wraz z opisami); znaleźć na mapie miejsce w jakim odbywa się konwent; przejrzeć mapki poszczególnych budynków; a także (co najważniejsze) ułożyć własną listę punktów programu, na które zamierzamy się wybrać. Tak prosta, a tak genialna!. Koniec z drukowaniem sobie siatki programowej przed imprezą, która i tak w końcu gdzieś się zawieruszała. Tym razem wszystko mieliśmy w kieszeni, upchane w naszym telefonie. Brawo!

Tegoroczny Pyrkon opiewał na 580 (!) punktów programu wyczerpujących chyba wszystkie możliwe dziedziny rozrywki dające się podpiąć pod szeroko pojętą fantastykę. Podczas każdej godziny trwania konwentu mieliśmy dylemat którą z koło trzydziestu odbywających się w danej chwili atrakcji wybrać! Kataklizm, masakra, paraliż decyzyjny. Choćbym chciał być najbardziej rzetelnym recenzentem na świecie, to i tak nie posiadam zdolności multilokacji – lecz mimo tego postaram się opisać wrażenia i ogólne obserwacje dotyczące programu.

pytt4Zawsze najbardziej interesującą mnie salą na konwentach jest Games Room, ponieważ od około 7 lat to właśnie gry planszowe, są moim najukochańszym hobby. W tym roku Games Room zorganizowany był bardzo dobrze. Sporo osób w żółtych koszulkach (obsługa), dużo gier, słowem: gracz mógł być zadowolony. Wziąłem udział w kilku turniejach, które również prowadzone były sprawnie i odbywały się punktualnie. Wszystko ładnie i czytelnie opisane. Sporadycznie występował problem z niepełną znajomością zasad danej gry przez osobę prowadzącą turniej, jednak wytrawni gracze szybko prostowali tego typu sytuacje. Games Room, choć był – jak to zwykle bywa – mocno oblegany, dzięki dużej powierzchni i liczbie miejsc dla graczy, nie raził przepełnieniem. Słowem, było wzorowo, a obsługa przeważnie była miła i skora do pomocy.

Drugą interesującą mnie rzeczą na konwentach, jest literatura. Tutaj było podobnie jak co roku. Zdarzyło mi się słyszeć ciche głosy zawodu, dotyczące tego, że na tak świetnej imprezie brak jest prawdziwej gwiazdy literackiej pokroju, na przykład, Neila Gaimana. Brakło również kilku znaczących polskich nazwisk (krótko przed imprezą swój przyjazd odwołał Andrzej Pilipiuk). Należy jednak zaznaczyć, iż pomimo tego organizatorzy odwalili genialną robotę, zapraszając zagranicznych gości (co na bodaj wszystkich innych konwentach w Polsce jest niespotykane): pisarza – Iana McDonalda, autora gry DeadLands – Sane’a Lacy’ego Hensleya, a także absolutną gwiazdę komiksu – Grzegorza Rosińskiego.

pytt5Sporo atrakcji odbyło się także na bloku multimedialnym (obecnych było kilka wydawnictw, a także Retrogralnia z niezwykle ciekawą ofertą), zaś pozostałe, tradycyjnie stanowiły bloki gier RPG, LARP-ów, prelekcji (zarówno naukowych, jak i tych fanowskich), konkursów, mangi i anime, bitewniaków, karcianek kolekcjonerskich… Warto również wspomnieć o osobnej części programu dla dzieci, gdzie pociechy pod okiem opiekunów grały w gry, malowały i robiły różne inne ciekawe rzeczy, podczas gdy dorośli mogli w spokoju oddać się doroślejszym atrakcjom.

Pyrkon to również w coraz większym stopniu prawdziwe targi. Stoisk było kilkadziesiąt, a fan mógł zaopatrzyć się w niemal wszystko. Od rozmaitych gier, przez literaturę, komiks, czasopisma, stroje, przypinki, ubrania, biżuterię, na króliczych uszkach skończywszy. Dało się także znaleźć białe kruki (przykładowo znajomy dostał na stoisku antykwariatu jakąś ultra-rzadką książkę, co dodatkowo uświetniło mu konwent).

pytt6Atmosfera na imprezie, mimo tłumu, była bardzo dobra i przyjazna. Ze spotykanymi uczestnikami można było pokonwersować na palące fantastyczne tematy, uroku całości dodawały setki przebranych na najwymyślniejsze sposoby ludzi. Znaleźć można było znaczące postaci z Gwiezdnych Wojen (na przykład Dartha Maula), orki, steampunkowego robota, rycerzy i skąpo odziane wojowniczki, catgirls, dżentelmenów, postaci z anime i wielu, wielu innych. Na mało którym konwencie jest tak dużo przebranych osób. To detal, ale ułatwiał wczucie się w niesamowity klimat.

Organizatorzy byli bardzo pomocni, podobnie jak ochrona, która grzecznie prosiła o pokazanie opaski konwentowej, kiedy wchodziło się na teren nowego budynku konwentowego; w tym aspekcie nastąpił ogromny progres. W orientacji i rozwiązywaniu problemów pomagał doskonale widoczny i dobrze ulokowany punkt informacyjny, w którym można było zapytać o co tylko się chciało. Warto również dodać, iż na samej imprezie organizatorzy przygotowali przekąski i punkt z piwem, gdzie można było spocząć na chwilkę i porozmawiać ze swoimi ulubionymi pisarzami, znajomymi lub też poznać innych konwentowiczów.

pytt7Podsumowując, tegoroczny Pyrkon był chyba najlepszym z dotychczasowych. Choć występowały drobne mankamenty to impreza pokazała, co to znaczy najwyższy poziom konwentowej ekstraligi. Czekam na kolejną edycję i na kolejną, i na jeszcze następną. Czy przestanę kiedyś jeździć na Pyrkony? Jeśli będą wyglądały tak jak tegoroczny, to na pewno nie!

Moja ocena: 5+.

JAskier Opublikowane przez:

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *