Nevermore. Kruk – recenzja książki

nevermore-kruk-b-iext3160813

Zdążyłem już wyrobić sobie opinię gościa, który lubi Zmierzch, i w zasadzie było oczywiste, że mroczne romansidła będą przechodzić przez moje ręce. Stąd nie zdziwiłem się, kiedy BAZYL dał mi do zrozumienia, że od przeczytania przeze mnie tej książki zależą losy planety, jak nie całej galaktyki. Blurb z okładki nie wyglądał zbyt zachęcająco, ale podobno nie powinno się po nim oceniać całej książki. Z pewną taką nieśmiałością zacząłem więc czytać opowieść o gocie i czirliderce…

Tak, tak, oczy was nie mylą. Głównymi bohaterami jest para zupełnych przeciwieństw. Ona nazywa się Isobel, przewodzi szkolnej drużynie dopingującej, ma różową kołderkę, różową piżamkę i różowy zegarek, który się stłukł. On, Varen, jest nad wyraz emocjonalnym gotem, z opadającą na oczy czarną grzywą, mrocznym makijażem i zamiłowaniem do twórczości Edgara Allana Poe. Ta dwójka dostaje na lekcji literatury zadanie przygotowania prezentacji o wybranym pisarzu. Nietrudno chyba się domyślić, kogo wybiorą. Równie łatwo wyobrazić sobie, że wspólna niedola zbliży do siebie rzeczoną parę. Nieważne, że do tej pory właściwie się nie zauważali, nieważne, że nic o sobie nie wiedzą i zamienili ze sobą raptem kilkadziesiąt słów (bo zakochana dziewczyna nie może wykrztusić z siebie składnego zdania w obecności chłopaka, który z kolei gustuje w sarkastycznych one-linerach).

Bohaterowie rozpisani są fatalnie. Autorka za nic ma budowanie spójnego portretu psychologicznego, zmieniając go w zależności od wydźwięku sceny. W dodatku Isobel i Varen są tak bezbarwni (no dobra, różowo-czarni), że w każdej sensownej powieści robiliby co najwyżej za wypełniacze tła. Pozostali bohaterowie to już właściwie tylko szept w ciemności. Każdego da się scharakteryzować w dwóch, trzech słowach. Nie ma w tym nic dziwnego, bo coś takiego jak sensowne dialogi właściwie w tej książce nie występuje. W każdym razie dopóki nie dojdzie do oddawania wypracowań.

Wtedy, gdzieś tak w połowie książki, bohaterowie przechodzą magiczną transformację. Varen robi się pierdołowaty i kompletnie niezainteresowany swoim losem, a Isobel nabiera sił, odwagi i chęci, by dla niego przewrócić świat do góry nogami. O dziwo, od tego momentu, książkę da się nawet czytać bez skrzywienia. Niestety, nie jest to zasługa autorki, a Poego, od którego bezczelnie zżyna. Gdyby to był zamieszczony w Internecie fanfik, przeszedłbym nad tym do porządku dziennego, ale w tradycyjnie wydanej powieści wygląda to tragicznie. A gdy jeszcze weźmiemy pod uwagę, że tylko to ratuje książkę przed całkowitym pogrążeniem w bezmiarze kiepskich tytułów, robi się wręcz nieswojo.

O bohaterach i ich kompletnie nierealistycznej kreacji już wspomniałem. Spotykające ich wydarzenia albo są do bólu umowne i skrótowe, albo przesadnie rozciągnięte. Męcząca jest narracja, która każdorazowe próby jakiegokolwiek zbudowania napięcia przerywa slapstickowym wtrętem. Wisienką na torcie jest tajemniczy pan Reynolds, który pojawia się w najbardziej oczekiwanych momentach i ratuje bohaterkę z najgorszych tarapatów, a potem dokładnie informuje, co powinna dalej zrobić. Deus ex machina zawsze w modzie. Ach, no i zakończenie, w zasadzie streszczające zawartość drugiego tomu (który dopiero powstaje)… Historia nic by nie straciła na obcięciu dwóch ostatnich rozdziałów. Myślę, że mogłaby wręcz zyskać.

Ciężko mi wykrzesać z siebie choć krztynę entuzjazmu do tej książki. To wręcz modelowy przykład, jak nie powinno się pisać powieści. A już próba podpięcia jej pod Kruka Poego nie jest nawet śmieszna. Ode mnie jedynka za pierwszą połowę i trójka za drugą. Stawiam więc dwóję i, zgodnie z tytułem, nigdy już do Nevermore nie wrócę.

Tytuł: Nevermore. Kruk
Autor: Kelly Creagh
Wydawca: Jaguar
Rok: 2011
Stron: 456
Ocena: 2
Oso Opublikowane przez:

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *