Mass Effect 3 – recenzja gry

ME3-Keyart-01

Miało być widowiskowo, miały paść odpowiedzi na najważniejsze pytania i miało być zakończenie sagi godne poprzednich części serii, zawierające konsekwencje wszystkich najważniejszych wyborów podjętych w trzech grach. I właściwie z grubsza tak było, jednak przyglądając się bliżej grze Mass Effect 3 co rusz nachodzą nas wątpliwości.

To oczywiste, że raz puszczona w ruch machina marketingowa obliguje twórców gier do składania obietnic, które potem spełniane są bardzo pobieżnie, albo wcale, zaś to, co może uchodzić za piękną pisankę, okazuje się tylko kolorową wydmuszką… Tak jest i tym razem, lecz efekt prac studia BioWare jest i tak lepszy od niejednego w branży gier komputerowych zbuka.

Zanim jednak nastąpiła premiera, do graczy docierały sprzeczne informacje od rodzimego wydawcy – Electronic Arts Polska. Otóż najpierw zostaliśmy poinformowani, że gra nie zostanie poddana dubbingowi (wielu graczy ta informacja – nie wiedzieć czemu, w końcu grę można zawsze zainstalować po angielsku – ucieszyła; innych, w tym mnie, raczej zmartwiła, bo trzeba przyznać, że choć polska wersja nie jest może idealna, to jednak przywiązałem się do głosów postaci, a dubbing mimo wszystko jest znacznie wygodniejszy), później zaś pojawiły się wizualizacje pudełka i reklamy zapewniające o pełnym spolszczeniu, co było oczywistym kłamstwem, nastawionym na wprowadzenie w błąd klienta – pełne spolszczenie to spolszczenie z dubbingiem, zaś pełne spolszczenie kinowe, jak próbowali tłumaczyć się wydawcy, to jakieś kuriozum. O ile jeszcze jestem w stanie zrozumieć przyczyny rezygnacji z polskich głosów – nie mam złudzeń, że zadecydował tutaj czynnik ekonomiczny, czyli konieczność płacenia aktorom za udział w spolszczeniu rozszerzeń, co w naszym kraju nie do końca musi się kalkulować – o tyle kłamstwa i nieudolne lawirowanie wśród faktów są nieprofesjonalne i niewłaściwe. Zresztą polski oddział Elektroników przyzwyczaił nas już do tego, nie oferując możliwości zainstalowania najważniejszych rozszerzeń do Mass Effect 2 i tłumacząc to niekompatybilnością dodatków z polską wersją językową (podczas gdy fanom to nie przeszkadzało i szybko sprawili, że nagle stały się one kompatybilne i spolszczone). Zresztą pokłosiem chęci sztucznego podbicia wyników sprzedaży najnowszego dzieła studia BioWare stał się również los gry cRPG Kingdoms of Amalur: Reckoning, która, mając premierę niedługo przed Mass Effect 3, praktycznie nie była w naszym kraju promowana, poza tym nie doczekała się żadnej formy polonizacji.

Przejdźmy jednak do samej gry, a konkretniej do jej początku, bo już na starcie czeka nas przykra niespodzianka. Szumnie zapowiadany finał sagi, z możliwością kontynuowania gry postacią wykreowaną wcześniej i z konsekwencjami decyzji podjętymi w poprzednich częściach, to coś, co przemawia do gracza znacznie bardziej, niż slogany w postaci epickiej sagi czy oszałamiającej fabuły. Na mnie też to podziałało, bo nie wyobrażam sobie, aby moja Shepard nie pojawiła się w ostatniej odsłonie gry – byłem z tą postacią zżyty do tego stopnia, że próby stworzenia innej, na potrzeby ponownych rozgrywek w części pierwszą i drugą, kończyły się porzuceniem gry i rozpoczęciem od nowa starą Shepard. Tymczasem podczas importu stanów gry z dwójki, jeśli wcześniej przenosiło się postać z jedynki, nie zostaje zachowany wygląd twarzy bohatera. Słysząc o tym, długo zwlekałem z zakupem gry, w nadziei na szybkie wypuszczenie odpowiedniego patcha. Łata jednak nie nadchodziła przez cały miesiąc i znów okazało się, że fani są sprytniejsi od twórców i sami znaleźli na to sposób – może nieco pracochłonny, ale przynajmniej działający i nieopóźniający pierwszego kontaktu z długo oczekiwaną grą.

MASS_EFFECT_3_4Pierwszy kontakt z samą rozgrywką przynosi nam chwilowe zaskoczenie zmianami graficznymi – są to poprawki raczej kosmetyczne, szczególnie w zakresie wyglądu postaci. Najważniejsze, że zmiany są na lepsze, ale daleko im do jakiejś przełomowości w tym zakresie. Silnik graficzny pozostał ten sam, a zatem nie można spodziewać się po nim rewolucji. Później przystępujemy do zabawy, która zabiera nas z zaatakowanego przez Żniwiarzy Vancouver w przestrzeń kosmiczną i kolejne światy. Tak to twórcy przenoszą nas w wykreowany przez siebie… interaktywny film, bo niestety grą tego nazwać nie można.

Fabuła rzuca bohatera z miejsca na miejsce w poszukiwaniu sojuszników, którzy zgodzą się pomóc w obronie obleganej przez maszyny Ziemi. Oczywiście nikt nie podejmie się tego zadania bezinteresownie, trzeba będzie zapracować sobie na pomoc, nierzadko z narażaniem własnego życia. Rozgrywka dzieli się na dwa aspekty – fabularny, który nie jest niczym ponad interaktywny film, w którym wybory podjęte przez gracza nie mają żadnych konsekwencji poza zaplanowanymi przez twórców (w najlepszym przypadku trzeba podjąć decyzję czy popieramy jedną ze stron konfliktu, czy też użyjemy opcji idealisty/renegata i zmusimy obie strony do współpracy) oraz walkę, która doczekała się szeregu usprawnień, w tym także jeśli chodzi o AI przeciwnika, przez co stanowi on obecnie znacznie większe wyzwanie niż w poprzednich częściach. Domyślnie gra równoważy oba aspekty, więc nie odbiegają one od proporcji, do jakich zostaliśmy już przyzwyczajeni. Istnieje jednak możliwość przełączenia się na większą liczbę walk lub więcej dialogów i wstawek fabularnych, w zależności od indywidualnych preferencji gracza.

Cała historia wykreowana jest z rozmachem. W pozornie szaleńczym pościgu za pozyskaniem wsparcia innych ras galaktyki, które same borykają się z atakami Żniwiarzy i żołnierzy Cerberusa, co krok napotykamy znane postacie i nawiązania do poprzednich odsłon gry. Najczęściej zresztą w bardzo ważnych dla fabuły momentach, przez co doznania z tych spotkań są niezwykle satysfakcjonujące i budzące silne emocje. Tu jednak wychodzi szereg problemów związanych z potrzebą ujednolicenia fabuły bez względu na podjęte wcześniej decyzje graczy. O ile martwych bohaterów nie da się wskrzesić, o tyle nagle Udina znów staje się przedstawicielem ludzkości w Radzie, zniszczone badania nad genofagium nie są potrzebne do wyleczenia krogan itp., a jest tego więcej. Ponadto, wyraźniej niż w poprzednich odsłonach cyklu widać, że bez względu na dokonany wybór dialogu, postacie i tak wypowiadają te same kwestie – to jednak może być wina polonizacji. Pewne rozwiązania fabularne także pozostawiają niedosyt – szczególnie ze względu na niewielki na nie wpływ – ogólnie jednak fabuła gry prezentuje się bardzo dobrze.

mass-effect-3-review-screenshot-7Nieco gorzej jest jednak w kwestii mechaniki. Powrót do możliwości rozbudowy broni o pewne modyfikacje, w moim odczuciu nie sprawdził się – raz że nie ma to takiego wpływu na walkę, jak choćby zdolności profesji do zmiany rodzaju amunicji, a dwa że zabawa z tymi modyfikacjami nie jest szczególnie wygodna i możliwa wyłącznie w określonych miejscach, więc była wykonywana tylko w przypadku wyższej konieczności (czyli w praktyce przy zmianie broni na egzemplarz niemodyfikowany). Nieco lepiej jest z rozwijaniem umiejętności, a to ze względu na możliwość kontynuacji rozwoju powyżej poziomu osiągniętego w drugiej części gry. Odniosłem jednak wrażenie, że nieco osłabiono działanie mocy na początku Mass Effect 3 względem końca dwójki, ale to zabieg ze wszech miar zrozumiały.

Ofiarami kolejnej odsłony gry padły także minigierki, z których zrezygnowano całkowicie, nie licząc konieczności skanowania powierzchni planet i uciekania przed statkami Żniwiarzy. Tu jednak, choć jest to proces równie irytujący jak dotychczas, dokonano uproszczeń o tyle, że nie szukamy już zasobów, ale anomalii, których nie jest więcej niż jedna na planetę, więc nie trwa to przesadnie długo. Zastrzeżenia mam jednak do interfejsu galaktyki – dopóki nie znajdziemy pierwszego znaleziska w danej gromadzie, nie ma żadnych wskazówek czy warto czegokolwiek tam szukać – zaś informacje uzyskane od przypadkowo napotkanych bohaterów na temat lokacji znalezisk, dotyczą najczęściej wyłącznie nazw planet, bez żadnych wskazówek, w których częściach galaktyki ich szukać. Zabawa w ucieczkę przed Żniwiarzami to zbędna komplikacja – zmusza nas do częstego zapisywania gry i losowego skanowania przestrzeni oraz wczytywania zapisu w przypadku wykrycia. Więcej z tym komplikacji niż faktycznej gry, zaś konsekwencje, w postaci automatycznej śmierci po schwytaniu przez statek Żniwiarzy też nie są szczególnie bolesne, a to z powodu domyślnie włączonej opcji autozapisu.

Sama galaktyka ma jeszcze jedno ważne znaczenie – jako teatr działań wojennych jest miejscem, które trzeba do wojny przygotować i jest to kolejne zadanie przeznaczone dla graczy. Gotowość bojowa jest przeliczana przez mnożenie siły pozyskanych zasobów i sojuszników oraz współczynnika gotowości w poszczególnych sektorach. Nie jest to jednak ważny przelicznik, bowiem tak naprawdę zasobów wystarczy, aby uzyskać sto procent gotowości bojowej bez specjalnego przykładania się do poszukiwania dodatkowych zasobów, a jeśli uwzględnić fakt, że wystarczy około 30%, aby ukończyć grę z powodzeniem, problem staje się najwyżej banalny. Chętni mogą jednak uczestniczyć w grze sieciowej z innymi graczami (to nowość, wcześniej gra sieciowa nie była możliwa), aby zyskiwać lub tracić mnożnik gotowości. Ile jednak jest zabawy w grze z innymi graczami wiedzą tylko ci, którzy jej doświadczyli. Dodam tylko, że od samego początku BioWare silnie wspiera ten aspekt gry, co rusz oferując nowe atrakcje w postaci dodatkowych bonusów dla uczestników sieciowej zabawy.

mass-effect-3-review-screenshot-5Na koniec, poza oprawą muzyczną i dźwiękową, które prezentują się na tyle dobrze, że nie warto specjalnie się o nich rozpisywać, pozostały dwie kwestie, które wzbudziły największe kontrowersje i poniekąd łączą się ze sobą. Chodzi oczywiście uproszczone zakończenia gry, różniące się wyłącznie kolorem nałożonego filtru na film wieńczący sagę i nieznacznymi szczegółami, oraz płatne rozszerzenia. Szumne zapowiedzi konsekwencji wyborów rozbiły się zatem o mur szarej rzeczywistości i nawet zapewnienia BioWare, o stworzeniu darmowego rozszerzenia rozwijającego zakończenie, nie osładza cierpkiego smaku rozczarowania. Fani krytykują to zakończenie z wielu powodów, ale tylko brak różnorodności i konsekwencji wyborów wydają mi się warte wspomnienia. Ponadto po premierze gry szybko okazało się, że na płytach znajdują się istotne elementy wypuszczonych płatnych rozszerzeń, na co gracze zareagowali z oburzeniem, jakoby twórcy gry wycięli zawartość, celem jej późniejszej sprzedaży raz jeszcze. W tym świetle można pokusić się o kąśliwą uwagę, że może podobnie miało być z zakończeniem, sprzedawanym później jako osobne rozszerzenie, ale reakcja fanów zmusiła studio do złożenia obietnicy wypuszczenia go za darmo. Jaka by jednak nie była prawda – BioWare oczywiście wszystkiemu zaprzecza – nie jest to praktyka nowa i właściwie tego można się było spodziewać.

Gdyby gra Mass Effect 3 ukazała się w efekcie starań innego studia i nie była zwieńczeniem lubianej i nagradzanej serii, która zyskała już stałe miejsce w popkulturze, nie mam złudzeń, że ugięłaby się pod ciężarem krytyki i przylgnęłaby do niej łatka gry widowiskowej, ale przeciętnej, której twórcy obiecywali wiele, ale nie spełnili złożonych graczom obietnic. Trudno jednak oceniać tę produkcję w oderwaniu od niezaprzeczalnych faktów – przebogatego świata, kontynuacji porywającej fabuły i napięcia związanego z oczekiwaniem na zakończenie naprawdę klasowej gry. Dlatego, mimo wielu wątpliwości i trochę sztucznie rozdmuchanej sprawy zakończenia, nie można jej ocenić skrajnie – jako kompletne dno czy produkcję wybitną – myślę, że najlepszą rekomendacją będzie fakt całkiem przyjemnego spędzenia z nią 35 godzin, zaś najsprawiedliwszą – ocena dobra. Liczę na to, że zapowiadane na lato rozszerzenie zakończenia usunie przynajmniej część niesmaku, jaki pozostaje po banalnym i nieciekawym finale znakomitej serii.

Tytuł: Mass Effect 3
Producent: BioWare
Wydawca PL: EA Polska
Rok: 2012
Platformy: PC, X360, PS3
Ocena: 4
BAZYL Opublikowane przez:

Zaczął od tekstowego Hobbita na Commodore 64, a potem poszło już z górki. O tamtej pory przebił się przez wszystkie chyba rodzaje fantastyki – i nie przestaje drążyć tematu dalej.

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.