Łowca Złodziei – recenzja książki

lowzlo

Żyję w ciekawych czasach. Nie tylko ze względu na wydarzenia w rzeczywistości. Nierzeczywistość także staje się fascynująca. Dlaczego? Ponieważ kreacje światów fantasy (także steampunkowe czy new weird) wyrastają jak grzyby po deszczu i, co ważniejsze, są całkiem dobre. Dzieł wybitnych nie widzę, albo nie potrafię ich rozpoznać, ale na szczęście trafiam na dzieła wznoszące się ponad przeciętność. Jednym z nich jest książka Łowca Złodziei, napisana przez Stephena Deasa.

O czym może być Łowca Złodziei? Pierwsza myśl: czy tytuł ma związek z modnymi ostatnio grami komputerowymi o zabójcach (ludzi tudzież potworów)? Pierwsza scena, egzekucja złodziei, wydaje się potwierdzać takie obawy. Kolejne nie wyprowadzają szybko z tego przekonania. Nie dlatego, że obfitują w efektowne pojedynki, lecz ze względu na narrację autora. Nieśpieszną. Opanowaną. Spokojną. Pozornie, kojarzy się to z czymś negatywnym. Aczkolwiek tak nie jest, autor nie przedłuża sztucznie żadnych wydarzeń i nie opisuje niepotrzebnych czynności.

Stephen Deas prowadzi czytelnika dzień za dniem wraz z bohaterami. Ma to swoje dobre i złe strony. Dobre są takie, że powieść bardzo zyskuje na realizmie. Główny bohater, złodziejaszek Berren, trafia pod opiekę łowcy złodziei Syannisa. I rozpoczyna u niego terminowanie. Autor nie raczy nas scenami fechtunku, albo wyzwalania magicznej potęgi. Zamiast tego przedstawiane są ciągłe kłótnie między buntowniczym Berrenem i nieco neurotycznym mistrzem Sy. Motyw odrobinę przypomina naukę Ciri z wiedźmińskiego cyklu (choć ona nauczyła się w przeciągu jednego tomu znacznie więcej niż bohater Deasa).

Czy traci się przyjemność z czytania, ze względu na skupienie się autora na psychologii pierwszoplanowych postaci? Nie, ponieważ wydaje się, że to zabieg celowy. Syannis oraz Berren poznają siebie nawzajem, nie jest tak, że ten drugi odhacza po prostu nowe umiejętności (i na tym interakcja między bohaterami by się kończyła). To ciekawe, że w książce dla młodych fanów fantastyki tak wiele miejsca poświęcono relacjom interpersonalnym (zgrabnie wplecionym w fabułę).

Scenariusz nie jest przy tym wszystkim zdominowany przez proces nauki Berrena. Raczej przez jego wybryki i interakcję z mistrzem Sy. Łowca złodziei, z bliżej nieokreślonych powodów, przygarnia biednego rzezimieszka, który przypomina mu… kogoś (zapewne ważną i potężną osobę z przeszłości). Przedstawia mu także kilku ludzi, z którymi młodzieniec powinien utrzymywać kontakt. Stawia także pewne wymagania i obowiązki, których chłopak nie chce spełniać. Akcja wyraźnie przyspiesza, kiedy Berren zaczyna poznawać bojowe aspekty zawodu, nie do końca z woli swojego mistrza.

Co do obowiązków chłopaka… W pewnym momencie jasnym się staje, że mistrz Sy nie jest tylko łowcą nagród, ale kimś o wiele wyżej postawionym. Z tego też względu, duża część książki to nauka Berrena zasad etykiety. Niestety, w związku z tym pojawia się pewien zgrzyt w samej stylizacji i formie. Nie wiem dlaczego, ale słowa Syannisa, by Berren ukłonił się Damie, (protegowanej mistrza), są dziwne w zestawieniu z całym zachowaniem mistrza Sy. Świat przedstawiony nie obfituje w damy i książęta. Autor nie sili się na przedstawianie ludzi znajdujących się u szczytu władzy, dla chłopaka z ulicy słowo dama jest najprawdopodobniej zupełnie nieznane. Poza tym taki rozkaz brzmi naprawdę… sztucznie.

Istotą problemu jest sztuczność zachowań bohaterów. Miałem wrażenie, że czasami wymykali się oni spod kontroli Deasa. Pisarz dość drastycznie sprowadzał ich z powrotem do swoich ról. Nie służy to najlepiej nieśpiesznemu, realistycznemu tempu narracji. Za to pojedynki są opisane bardzo dobrze. Stephen Deas napisał na swoim blogu, że jego miłością było Kung Fu. Być może wpłynęło to na dokładność i sensowność opisów walki, które są bardzo satysfakcjonujące.

Jaka jest największa wada Łowcy Złodziei? Niedopowiedzenia. Pojawia się ich kilka – czy to związane z ważnymi dla fabuły postaciami (tajemniczy nekromanta), artefaktami, czy nawet słowami bohaterów. Kilka wątków nie zostaje rozwiniętych, mimo wyraźnej sygnalizacji, że są one ważne. To duży cios dla czytelnika. Autor nie powinien umieszczać w scenografii lub akcji pewnych jaskrawych elementów, jeśli nie ma zamiaru ich wykorzystać. Czy był to celowy zabieg pisarza, który chciał przyciągnąć czytelników do kolejnych części? Bardziej prawdopodobne jest to, że wydawca podzielił zwartą książkę. Niestety, jest to zrobione nieudolnie, bo ma się poczucie nieczystej gry.

Przedstawienie świata jest pobieżne. Struktura władzy, magia i kapłani Słońca, Księżyca oraz magowie wydają się ciekawi, ale czytelnik może to tylko liznąć, bez zagłębiania się w szczegóły. Deas zastosował zręczny trik, który sprawia, że nie sposób winić go za tak ogólny zarys książkowej rzeczywistości. Narrator skupia się na opisach rzeczy, które interesują Berrena. Cały problem w tym, że chłopak przez całe życie zbierał nieczystości z ulic i kradł cudze sakiewki. Nie interesuje go historia, polityka lub magia – tylko walka i snucie marzeń o byciu potężnym i bogatym. Nawet dialogi, w trakcie których autor uchyla rąbka informacji o krainie Łowcy Złodziei, są często przerywane przez niedoświadczonego Berrena.

Z drugiej strony, miasto Deephaven, będące miejscem akcji, jest opisane bardzo szczegółowo. Berren zna jego ciemne zaułki, w pewnym momencie obserwuje je także ze szczytu wieży w jednej świątyni. Koncepcja miasta zbudowanego na nabrzeżu wydaje się ciekawa. Dodatkowym smaczkiem są tereny okalające cywilizowany rejon – na przykład miasto wyrzutków zbudowane na palach. W trakcie przypływu transport odbywa się tam za pomocą łodzi. Po odpływie wszędzie zalega gruba warstwa mułu.

Łowca Złodziei powinien być zestawiony z książkami z serii Forgotten Realms albo podobnymi cyklami fantasy. Jest lepszy od powieści osadzonych w Zapomnianych Krainach przez pełniej nakreślonych bohaterów i większy realizm (zachowań, dialogów, walk). Za to akcja Łowcy Złodziei jest nieśpieszna, świat przedstawiony fragmentarycznie i jeśli chcemy zrozumieć lub dokończyć wszystkie sygnalizowane wątki, należy poczekać do wydania kolejnych tomów. Ja poczekam, choć nie z niecierpliwością. Raczej z zaciekawieniem.

Tytuł: Łowca Złodziei
Autor: Stephen Deas
Wydawca: Prószyński i S-ka
Rok: 2012
Stron: 320
Ocena: 4
CoB Opublikowane przez:

Fan papieru – w postaci książek i podręczników RPG. Pasjonat nauki, żeby sobie odbić (i być uważanym za fana sci-fi) tkwi po uszy w pięćdziesięcioletniej Nowej Fali.

Jeden komentarz

  1. Łędina
    26 kwietnia 2012
    Reply

    Łowca złodziei

    „Łowca złodziei” Stephena Deasanie nie jest czymś nowym, niewykorzystanym jeszcze przez innych pisarzy. Jednak od pierwszego tomu o przygodach młodego złodziejaszka i jego Mistrza łowcy złodziei bije taka aura, że niemożliwe jest aby poszukiwacz dobrej fantasy przeszedł obok tej pozycji obojętnie. Nie mogłam się doczekać aż książka trafi w moje ręce. Przez cały tom przeszłam w dwa wieczory i teraz po zakończeniu lektury z niecierpliwością będę oczekiwała jakichkolwiek wieści o wydaniu kolejnej części. Jak mam nadzieję, jeszcze lepszej od tej.

    Drugi tom trylogii zatytułowany „The Warlock’s Shadow” został nominowany do prestiżowej nagrody David Gemmell Legend Award, przyznawanej najlepszym powieścią fantasy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *