Jak uniknąć znużenia sesją?

Dla setek tysięcy ludzi na świecie RPG jest rozrywką najciekawszą z możliwych. Nieskrępowane możliwości działania, wyimaginowane światy, a wraz z nimi wizja dowolnej kreacji swojej postaci; czyny heroiczne i te mniej chwalebne, wykonane niemożliwe zadania, rozwiązane zagadki, zabite groźne bestie – to jest to, co lubimy najbardziej. Co jednak robić, gdy ta zabawa powoli zaczyna się nudzić? Jak zaradzić, by (proszę, bez zbędnych skojarzeń…) przyjemność trwała dłużej? I czy w ogóle cokolwiek można w tej kwestii zdziałać?

Przyznam, że gdy Caras polecił mi napisać tekst o unikaniu znużenia sesją do numeru majowego, pojawiło się przede mną zadanie nie lada. Jestem MG z jako-takim doświadczeniem, ale ponieważ temat nie jest prosty, poprosiłem jeszcze o pomoc kolegów po fachu. Ten tekst powstał więc wspólnym wysiłkiem kilku osób. Niniejszym chciałbym im podziękować za poświęcenie mi swojego czasu oraz udzielone rady. Teraz zaś do rzeczy.

(…) Po prostu, po pewnym czasie (nie da się tego uniknąć), sesja, jak każda dobra zabawa, zaczyna nudzić. Wtedy trzeba albo zmienić system albo zacząć pisać do Tawerny RPG.

Mal’Ganish

Uczciwie trzeba przyznać, że Mal’ ma rację. Niestety, sesje z czasem się nudzą, jak wszystko zresztą. Należy jednak odróżnić moment, kiedy gracze i MG są zwyczajnie chwilowo znudzeni od chwili, gdy naprawdę nie chce się już grać. Zwłaszcza, jeśli ma się dużo wolnego czasu (a więc ferie, święta, w ogóle kilka wolnych dni itp.), kiedy RPG powraca do łask z całą mocą, nietrudno o sprzykrzenie gry. Ziezór stwierdził: nawet jak zjesz 10 kg najlepszej czekolady to ci ona obrzydnie. Często bowiem, kiedy są po temu możliwości, Gracze chcą grać ile tylko wlezie, każdego dnia i zarywając każdą noc. Po pierwsze stanowi to jednak problem organizacyjny dla MG (wymaga niebagatelnej ilości przygotowanych przygód), po drugie zaś – po którejś już nocce z kolei siły i koncentracja są wyraźnie nadwątlone. Wszystko to sprawia, że kilka sesji pod rząd może skutecznie zniechęcić do dalszej gry. A szkoda by było. Jeśli więc Tobie, MG, i Twojej drużynie odechciało się grać, nie zmuszajcie się. To brzmi może absurdalnie, ale niekiedy naprawdę tak jest, że organizuje się sesję na siłę. Czasem dobrze jest nawet przed jej rozpoczęciem po prostu uczciwie spytać, czy wszyscy naprawdę chcą grać. Ostatnio ja miałem taką sytuację, iż wszyscy zgodzili się, że jednak wolą zorganizować porządną libację…

Kiedy jednak chęci są, do tego jak najbardziej nieprzymuszone, ale za to, niestety, z wykonaniem jest coś nie tak, wówczas problem jest głębszej natury. Przede wszystkim najpierw należy znaleźć istotę problemu, a więc to, komu tak naprawdę nie chce się grać – czy graczom, czy MG. Zajmijmy się sytuacją pierwszą.

Zdecydowanie warto czasem porozmawiać po prostu ze swoimi Graczami, co im nie pasuje, co przeszkadza, nudzi, drażni itd. Na ogół jednak nie potrafią sami tego dostrzec lub głupio im w sposób oczywisty powiedzieć słuchaj, stary, tu i tu robisz takie a takie błędy, bo niejeden co wrażliwszy MG może się zwyczajnie obrazić. Zastanawiając się więc wspólnie ze znajomymi MG nad tematem, spisaliśmy te rzeczy, które, wg nas, najbardziej nudzą Graczy:

  1. Długie i nudne opisy.
  2. Brak pomysłów na rozwiązanie zagadki.
  3. Monotonia i stereotypowość (ktoś zły robi coś złego i oni, dobrzy, muszą go zabić), przewidywalne sytuacje czy BN.
  4. Styl prowadzenia. MG gra ze swoimi znajomymi tak długo, że ci znają wszystkie jego sztuczki (tudzież ów MG nie stosuje ich wcale).
  5. Przegięcia ze strony MG, zbyt sztywne trzymanie się zasad.
  6. Zmęczenie nie tyle RPG i sesjami, co danym systemem.

Długie i nudne opisy

Cóż, wszystko zależy od tego, czy MG ma ciągoty do długich i bogatych opisów, a także od tego, czy sami Gracze je lubią. Znacząca część ludzi pasjonujących się RPG to nastolatki i nie ma co ukrywać – większość z nich woli sesje postawione na akcję, zaś literackie niemalże opisy zwyczajnie ich nużą. Z kolei mam kilku znajomych w okolicach trzydziestki uwielbiających gry fabularne i pośród nich długie, wyrafinowane opisy MG są na porządku dziennym, a nikt sobie bez takich normalnej gry nie wyobraża. Fakt jednak faktem, iż istnieje niekiedy inny problem. Nie każdy przecież MG potrafi na bieżąco, bez przygotowania, takowe układać.

Czy możliwa jest redukcja opisów? Tak. Trzeba ją jednak przeprowadzać rozsądnie, z wyczuciem. Największe cięcia są możliwe w przypadku omawiania walki, tutaj zresztą są nawet wskazane. Walka musi być opisywana krótko, zwięźle, a jednak treściwie. Musi być dynamiczna, inaczej bowiem jest mało emocjonująca (polecam artykuł Akademia Wojskowa Mistrza Everana, Tawerna RPG, grudzień 2002, nr 33). Opisy jednak, tak w kwestii walki, jak i poza nią, muszą być odpowiednio wyważone. Podawaj tylko najważniejsze, zasadnicze rzeczy. Pamiętaj, że BG nie mogą zauważyć wszystkiego w danej lokacji ot tak, na wejściu. Oszczędź więc zbędnych szczegółów graczom na chwile, kiedy będą dokładniej badali miejsce, w którym znajdą się ich postacie. Kiedy jednak chodzi o jakieś potwory i bestie, które są rzadko spotykane lub które BG widzą pierwszy raz, gracze z reguły bardzo lubią o nich słuchać. Podobnie jest z broniami, ważnymi sprzętami i maszynami oraz co ciekawszymi elementami wyposażenia. Często graczom brakuje również w opisach odrobiny humoru, swoistego przymrużenia oka. To bardzo pomaga w przyciągnięciu ich uwagi. Wprowadzając ich zatem do wioski opisz wszystko, jak należy, ale dodaj np. dwa zdania o tym, jak duży, młody i jurny wilczur grzmoci namiętnie nogę zawstydzonego syna pastuchów…

Brak pomysłów na rozwiązanie zagadki

Bywa, że łamigłówka, tak przemyślna, tak wspaniała z punktu widzenia MG, jest zwyczajnie za trudna dla Graczy. Często pomysły na rozmaite pokrętne zagadki nachodzą MG w chwilach olśnienia. Warto więc, by MG pamiętał o tym, iż gracze również olśnienia będą potrzebowali, by ją rozwiązać…

Na ogół jednak wspomniane przebłyski geniuszu są rzadkością. Chociaż więc dobre zagadki świadczą o klasie MG, to jednak nie każdy gracz ma do nich głowę. Wówczas pozostaje jedynie albo pomóc albo konsekwentnie trzymać się schematu nie wpadli na to – trudno. Pomoc jednak musi być delikatna, nie nachalna, inaczej bowiem gracze szybko mogą dojść do przeświadczenia, iż nie muszą wysilać mózgownicy. Po co, skoro zawsze im pomożesz, byle tylko popchnąć swoją intrygę do przodu? Moim zdaniem nie warto kluczowych momentów gry obwarowywać zagadkami, bo to szybko zniechęca Graczy. Ponadto zagadki powinny być rzadkością, spotykaną tylko w tajemniczych labiryntach, obiektach kultu, bądź też przypadku pojedynku na pomyślunek dwóch inteligentnych postaci. Nic tak nie wnerwia Graczy jak trudna zagadka, od których zależy życie ich postaci, a na której rozwiązanie mają niewiele czasu, w dodatku nie mając żadnych pomysłów ani wskazówek. Czasem warto wprowadzić trudne zagadki, na których rozwiązanie Gracze będą mieli jednak dłuższy czas (np. jakiś zagmatwany tekst ze starożytnej księgi, od rozszyfrowania którego zależy bardzo wiele, ale którego rozwiązać będą pomagały różne okoliczności podczas gry).

Monotonia i stereotypowość

To chyba najczęstsza rzecz, która powoduje zmęczenie sesjami, w zasadzie u obu stron. I, w zasadzie, na dłuższą metę jest nie do uniknięcia. Zanim jednak naprawdę zabraknie MG pomysłów, co z reguły następuje dopiero po ładnych kilku latach, częściej chodzi nie tyle o same pomysły, co ich zbyt jednostajną realizację.

Wszystkiemu można jednak jakoś zaradzić. Zieziór napisał: nawet najlepsze sesje staną się nudne, jeśli tylko ciągle będą tym samym. Przykład autentyczny: napadła mnie kiedyś mania na prowadzenie kryminału w ZC. Po pierwszych kilku sesjach gracze wychodzili dygocąc i oglądając się za siebie, mówili o nich przez kilka następnych dni. Dalej również było dobrze, ale coraz trudniej było mi przestraszyć, bądź co bądź, starszych ode mnie, graczy. Gdy zrobiłem przerywnik w stylu naparzanki z kultystami, a potem wróciłem znów do kryminału [nie, nie siedzieć… – dop. Equi], wszystko było jak na początku. Bali się.

Co na to Longinus? Rozbrajająco radzi, że niekiedy należy po prostu zmienić typ przygody jakie się prowadzi, poczytać parę artykułów [po coś w końcu je piszemy – dop. Equi], zaczerpnąć parę pomysłów z literatury czy filmu, ew. ściągnąć czyjąś gotową przygodę i postarać się spróbować cos nowego. Bo ileż razy można zabijać smoka/bazyliszka/wilkołaka/minotaura/inne_pasqdztwo w okolicznych/mniej_okolicznych lochach/jaskiniach/kanałach/innej_ciemnej_dziurze?

Trudno odmówić im racji. Wiele zależy od tego, czego gracze oczekują danego dnia od gry. Bywa, że mają ochotę na intelektualną zabawę, na istną łamigłówkę, czasem natomiast chcą się po prostu wyżyć, poszaleć. Warto wtedy zwracać uwagę na graczy, na to, jak się zachowują – czy się wiercą, z niechęcią zabierają za coś bardziej skomplikowanego, usypiają budząc się tylko na walkę. Takie symptomy wskazują na tęsknotę za profesjonalną i bezpardonową rozpierduchą… Co wtedy robić, skoro masz taki, a nie inny scenariusz? Improwizuj! Sklecić prostą przygodę, która zacznie się walką, będzie polegała na walce i, kto by pomyślał, batalią z big bossem się skończy, nie jest przecież trudno. Jeśli zaś nie masz do tego głowy to lepiej zrezygnuj z roli Mistrza. Poważnie zaś polecam taki sposób – założyć sobie cienki zeszycik improwizowany. Przyda się każdemu MG, a będzie zawierał takie właśnie, potrzebne na gwałt przygódki.

Gracze to bestie, które nudzą się, jeśli zbyt wiele im się narzuca. Ich żywiołem jest działanie. Niech więc działają. Everan radzi: Gracze uwielbiają mieć realny wpływ na akcję. Pozwól im robić to, co chcą, niech improwizują. Mal’Ganish dodaje: Graczy cechuje na ogół pomysłowość i chęć do tworzenia. Mistrz Gry nie powinien im tego zabraniać (…). Przykład: miałem graczy, którzy koniecznie chcieli zrobić występ, dosyć nietypowy: wiedźmin tańczący breaka (Akrobatyka), drugi rapujący coś Liroya (Śpiewanie), a trzeci grający na bębenku (Muzykalność). Czasem po prostu trzeba odpocząć od ratowania świata i zrobić albo coś codziennego (jak głupie targowanie się gdzieś na mieście) lub nietypowego (jak owy występ).

Faktem jest jednak wtedy, iż sam musisz umieć nieźle kombinować w czasie gry, a okiełznanie rozochoconych Graczy bywa naprawdę trudne. Jeśli nie stać Cię na takie coś, daruj sobie improwizacje w myśl zasady: nic na siłę. Przygotuj natomiast w spokoju kilka dróg rozwiązania danego problemu i podsuwaj je Graczom. Nie będzie to dla Ciebie aż tak wiele pracy, a rozrywkę z pewnością uprzyjemnisz i uczynisz bardziej frapującą.

Inny sposób, proponowany przez Ziezióra, to zapraszanie na sesję nowych ludzi. Istotnie, jest w tym sporo racji, bowiem nowy gracz często pobudza do działania innych (jeśli okaże się pełnym świeżości nowym, do tego wcale niezłym kombinatorem, starzy wyjadacze obudzą się, chcąc mu dorównać). Ponadto nowy gracz, mający swoje upodobania i swój styl, zazwyczaj diametralnie zmienia oblicze całej drużyny (przybywa przecież nowa osobowość, nowy jej człowiek, z którym trzeba się liczyć).

Sesje z niedoświadczonymi graczami rządzą się swoimi prawidłami, swoje ma też gra ze starymi prykami. Z tymi drugimi można nierzadko ciekawie pogmatwać zabawę. Ostatnio zaproponowałem jednemu z moich graczy, że będzie utrudniał życie innemu członkowi drużyny, co też potajemnie nakazał mu wódz plemienia, z którego BG się wywodzili. Był zachwycony. Zabawa typu Agent (jeśli będzie następna edycja w telewizji radzę obejrzeć, o ile ktoś jeszcze nie wie, na czym program polegał) jest niezwykle ciekawa i emocjonująca, ale też wymagająca dla gracza.

W ogóle drużyna przyzwyczajona jest do ścisłej współpracy, zatem wprowadzenie sytuacji konfliktowych na pewno wpłynie na świeżość sesji. Stawiaj przed nią trudne wybory, zadania sprzeczne z pierwotnymi celami, nietuzinkowych, zdradzieckich BN-ów. Gracze są bardzo ufni, więc jeśli mają ustalonych wrogów, wiedzą, kto jest zły i na kogo polują, gdy ktoś obcy zaproponuje im pomoc zazwyczaj kierują się przekonaniem, iż to jest ten dobry, którego jedynym zadaniem jest popchnięcie akcji dalej. Gracze dodatkowo szczególnym zaufaniem darzą postacie kobiece, w fantasy często uległe, ciche, pokorne (albo też dzikie dominy sado-maso, zależnie od marzeń MG, ale te są raczej rzadkością). Jeśli nawet więc będzie ona zdradziecka, Gracze rzadko będą ją podejrzewać o niecne plany.

Styl prowadzenia

Praktycznie każdy Mistrz Gry ma swój określony styl, prowadzi przygody pewnymi schematami, używa często pewnych zwrotów, w taki, a nie inny sposób buduje opisy. Bardzo trudno jest zmienić mu swoje upodobania, jeśli chodzi o prowadzenie, lecz jeśli chce zatrzymać graczy przy sobie nie ma innego wyjścia. Schematyczności jednak trudno uniknąć. Tymczasem należy pamiętać, iż gracze szybko rozgryzają styl swojego MG, zapamiętują, w jaki sposób próbował ich w przeszłości pognębić i z każdą sesją mroczna i tajemnicza gra przestaje taka być. Jak sobie z tym poradzić – o tym szeroko pisze o tym Longinus. Przykład: MG notorycznie przed atakiem na obozowisko graczy parę nocy wcześniej przeprowadza akcje dywersyjne, jakieś dźwięki w krzakach, dziwne odgłosy etc., które mają za zadanie uśpić czujność graczy. Za n-tym razem nawet najbardziej oporny gracz nauczy się tej zasady, kiedy więc zaczną reagować na te drobiazgi ze zmniejszoną czujnością, należy bez żadnego uprzedzenia zrobić im wjazd pierwszej nocy, potem przez dwie noce znowu nękać ich zmyłkami, zaatakować ponownie, dwie noce postraszyć, zaatakować, dwi… nieee, po trzecim ataku wyprowadzić od razu czwarty, silniejszy od pozostałych trzech…

Niech uczą się na nowo czujności przy rozstawianiu obozowiska (oczywiście bez przesady… nie chodzi wszak o to, by ich wyciąć w pień, nie?). (…) Jedynym rozwiązaniem, jakie gracze mogą znaleźć, aby wyjść z opresji, jest stała czujność… Skoro więc zaczną popadać w paranoję należy podsycić ją tylko kilkoma małymi atakami i wieloma nocami pełnymi… ciszy… Potem znów parę nocy pełnych dywersji, dwa ataki po sobie, noc ciszy. (…) Jeśli wykażą się czujnością nic im się większego nie stanie, ale nerwy będą mieli napięte jak postronki. Nie będą mieli sposobu na przewidzenie tego, co MG zaraz zrobi. Sam MG zaś powinien reagować elastycznie na poczynania drużyny: jeśli wystawiają warty i są aż nadto czujni proponuję tylko straszyć, jeśli boją się sprawdzić, co hałasuje w krzakach, umieść tam kogoś potrzebującego pomocy, kto odciągnie ich uwagę od drugiej strony obozu, skąd nastąpi atak… Jeśli boją się choćby ruszyć o świcie w drogę, daj im chwilkę wytchnienia, parę nocy ciszy, po czym zaatakować ze zdwojoną mocą… Same ataki zaś i dywersje też muszą się różnić od siebie, raz niech to będzie tylko sowa ze złamanym skrzydłem, innym razem dzik, podróżny, który zbiegł bandytom, elfy, nimfy, demony… cokolwiek by to nie było, nie powinno być tym spodziewanym. (…) Adrenalina podskoczy graczom troszkę… na pewno przestaną się nudzić. Nie można na tym poprzestać, każda następna akcja musi być inna od poprzedniej tak, aby wprowadzić jak najwięcej zamieszania do oceny sytuacji. Elementy jako takie mogą się powtarzać, ale z różną częstotliwością, aby niemożliwym stało się wyprowadzenie z nich jakiejś prawidłowości. Jeśli gracze nie będą wiedzieli, co ich zaraz czeka, nie będą mieli czasu czuć się znużonymi. Całą uwagę będą starali się poświęcić na znalezienie jakiegoś sposobu radzenia sobie z przeciwnościami.

Longinus radzi dalej, by przyjrzeć się przy pracy innym Mistrzom, wypróbować ze swoimi graczami ich metody. Everan na przykład, opisując scenę ataku na BG potwora posługującego się gazem, sięgnął ukradkiem po spryskiwacz do roślin ukryty za zasłoną i rozpylił nad stołem gaz. Najważniejsza jest inwencja, mówi.

Niestety, ale podejmując się prowadzenia, należy wykazać się wszechstronnością. Inspirację do samych przygód można znaleźć wszędzie, w książkach, filmach, komiksach. Bardzo dobre skutki przynosi przestudiowanie mitów, legend i podań, zwłaszcza tych mało znanych (pomocny będzie Rękopis znaleziony w smoczej jaskini Andrzeja Sapkowskiego, wydawnictwa SuperNOWA). Graczy nęci egzotyka, zatem wcale ciekawie może być, jeśli MG zaczerpnie pomysły z bogatych kultur wschodu. Słowa Longiego: polecam historię Japonii, motyw dobrego ronina bywa bardzo przydatny. Wszyscy dobrzy MG potrafią wyłapać ciekawe postacie z otaczającego środowiska (niekiedy alegoryczność do znanej postaci ze sceny politycznej może być zabawna i ciekawa), prasa więc, telewizja i radio, stanowią nieopisane wsparcie.

Przegięcia ze strony MG, zbyt sztywne trzymanie się zasad

Wszelkie przegięcia to poważne zagrożenie dla czerpania przyjemności z gry. Wielu MG często owymi MG być nie powinno, nie potrafi bowiem myśleć elastycznie, czego objawem jest na ogół kurczowe trzymanie się reguł systemu. Bywa, że jest to słuszne, ale nawet sami twórcy podręczników do danych systemów zwracają uwagę na to, że dla wszelkich zasad i mechaniki można i należy stosować różne odstępstwa. Należy pamiętać, że to nie kostki i regułki rządzą grą, lecz zdrowy rozsądek (ja na przykład nigdy nie dopuszczam do sytuacji, że gracz nie trafia przeciwnika, gdy jego rzut jest nieudany tylko o 01 czy 02, bo to czysty sadyzm, by tak dokładnie czepiać się rzutów).

Wielu MG, szczególnie młodych i niedoświadczonych, szybko naraża się na kpinę, a przy okazji zniechęca do gry swoich graczy po prostu nieznajomością realiów danego świata. Świadczy o tym choćby przypadek prowadzącego, który opisał Zieziór. Przyklad z sesji (…): grając paladynem w żaden sposób przez usta nie mogła mi przejść prośba do chłopa o pomoc – chciałem zebrać milicję i ich przeszkolić do obrony ale nie mogłem. Paladyn podobno jest od tego, żeby własną piersią zasłaniać bezbronnych i uciśnionych i, niestety, nie może od nikogo żądać pomocy. W związku z tym chłopi siedzieli i patrzyli, jak ich mordują, bo ja i moja czteroosobowa drużyna zajęci byliśmy walką po jednej stronie wioski, a rozdwoić się nie mogliśmy. (…) U tegoż samego MG nie mógł [paladyn – dop. Equi] wynająć dobrego, czystego i zaopatrzonego w urządzenia sanitarne pokoju w karczmie z powodu tego, iż jest paladynem i ładne zbytki mu niekonieczne. No ale ranny paladyn z ranną drużyną w stajni wypoczywać powinien…

Delikwent doprawdy do wychłostania. Cóż jednak z tego? Jasnym jest, że prowadzący sesję bierze na siebie ogromną odpowiedzialność. Musi zdawać sobie sprawę z tego, że powinien posiadać szeroką wiedzę w bardzo wielu dziedzinach. I chociaż wiadomo, że każdy jest tylko człowiekiem, to jednak, niestety, Mistrz Gry musi, przynajmniej w znakomitej większości przypadków, wykazywać się sporą erudycją, by odpowiadać na częstokroć podstawowe pytania graczy. Dlatego, Mistrzu, przed każdą sesją naprawdę warto solidnie się przygotować, poznać nazewnictwo i możliwości rozmaitych budowli, konstrukcji, przedmiotów, broni, sprzętów, słowem wszystkiego, z czym BG prawdopodobnie się zetkną. Jeśli się pomylisz (tylko nie rób tego nagminnie) lepiej przyznaj się do błędu niż udawaj wszechwiedzącego. O ile masz w porządku graczy – zrozumieją.

Zmęczenie nie tyle sesjami i RPG, co danym systemem

W zasadzie stwierdzenie, że z takim problemem ma się do czynienia, samo przez się nasuwa już jego rozwiązanie. Zadecydowałem jednak, że wyraźne zaznaczę, iż czasem faktycznie chodzi tylko o znużenie jednym systemem, wałkowanym powiedzmy pół roku, rok czy dwa a nawet więcej lat. Często tego się nie zauważa, ponieważ panuje mylne przekonanie, że przecież i tak wszędzie chodzi o to samo. Otóż z RPG jest jak z seksem – niby zawsze, wszędzie i z każdym wszystko jest podobne (no, nie liczę typowo perwersyjnych odchyłek…), ale liczą się szczegóły. I to właśnie te szczegóły sprawiają, że grać (chędożyć?) naprawdę rzadko się tak po prostu, absolutnie odechciewa. Jak słusznie napomknął Caras, dobrym sposobem, aby do zmęczenia RPG w ogóle nie doprowadzić, jest gra w kilka systemów równocześnie. Nie mówię nawet o stałej grze – obecnie pojawiło się tyle znakomitych systemów, że można rozegrać trzy, cztery sesje i spokojnie odłożyć podręcznik na półkę. W Internecie można odnaleźć mnóstwo systemów autorskich, a nawet (zwłaszcza ostatnio stało się to bardzo modne) wersji próbnych oryginalnych systemów [przypominam chociażby o Neuroshimie, do której materiały zostały zamieszczone również w Tawernie RPG, w numerze na marzec 2003 – dop. Equi]. Jest więc w czym wybierać, każda drużyna znajdzie coś dla siebie.

Sam zresztą też zetknąłem się z sytuacją, kiedy wystarczył mały eksperyment. Moi gracze byli już dość znudzeni fantasy i coraz częściej truli mi nad uchem, że pograliby w coś współczesnego. W szybkim czasie wymyśliłem system w realiach naszych czasów. Zagraliśmy dwie sesje. A chociaż nie było źle, gracze szybko stwierdzili, iż wolą jednak fantasy. W fantasy po prostu lepiej się odnajdują, a do tego ekranizacja Władcy Pierścieni robi swoje…

Zresztą wielu doświadczonych MG, dostrzegając wady danego systemu, a do tego mających ciągoty pisarskie, zabiera się za opracowywanie własnego. To naprawdę niezła zabawa, dająca, wbrew pozorom, sporo satysfakcji, a przy tym stanowiąca spore urozmaicenie dla graczy. Będą Cię oni na ogół zachęcać, byś pracował nad systemem, ponieważ, w gruncie rzeczy, tworzysz go bardziej dla nich niż dla siebie.

W zasadzie tymi słowami mogę zamknąć część, w której próbuję, wraz z redakcyjnymi kolegami, choć trochę pomóc w sytuacji, gdy sesją znudzili się gracze. Niżej zaś mamy sytuację odwrotną – gra nuży się prowadzącemu.

Co wydaje się dziwne, wbrew pozorom MG szybko może znudzić się gra. Zwłaszcza, gdy jest ambitny i co sesję chce prowadzić inną przygodę. Po krótkim czasie stwierdzi po prostu, że się wypalił, bo też na nic nowego wpaść nie może i odmówi prowadzenia. Jakie jest tego rozwiązanie? Takie, które podawałem także w przypadku graczy – na ogół wystarczy zwyczajnie rzadziej grać. To naprawdę pomaga. Sprawia, że sesja, będąca przecież dobrowolną przyjemnością, przestaje być traktowana jako musowa katorga. Gra na nowo jest interesująca, gdyż przestaje być czymś częstym. Znów jest czymś, na co się naprawdę czeka. Wtedy też, co jest dodatkowym plusem, nie traci się czasu na zbędne gadanie, bowiem wszyscy, wyczekując sesji od miesiąca, naprawdę wolą sobie pograć, niż się obijać.

Jeżeli jednak nie starają się gracze, trudno tego wymagać od Mistrzów Gry, pisze Caras. Należy pamiętać, że Mistrz jest tylko jeden i sam nie da rady napędzić klimatu dla całej przygody. Jeśli wszyscy zaczną przykładać się troszkę bardziej niż czynili to do tej pory (np. gracz napisze/rozbuduje swoją historię, MG wymyśli atrakcyjny wątek poboczny dla każdego członka drużyny etc.) znużenie samo zniknie. I tak na ogół jest. Prowadzący jest generalnie człowiekiem cierpliwym, bo gdyby takim nie był, już dawno popełniłby rytualne samobójstwo albo wylądował u czubków. Fakt jednak faktem, że MG, jeśli się istotnie przygotowuje, wielokrotnie sam tysiąc razy bardziej chce grać, niż jego gracze. Widząc zaś lekceważenie z ich strony, i to kilka razy z rzędu, traci po prostu chęci do gry, co chyba nie dziwi. Zresztą gracze bardzo rzadko zdobywają się na głupie dzięki, to była dobra sesja. To niby niewiele, ale dla MG, który w prowadzenie wkłada naprawdę wiele serca i poświęca temu swój wolny czas, znaczy naprawdę dużo.

Bywa że, choć generalnie wszyscy grają dobrze, to jednak w grupie znajdzie się ktoś, kto postawi sobie za cel zepsucie sesji. Może nawet nie robić tego celowo, ale po prostu taka osoba nie umie wstrzymać się z głupimi, ironicznymi komentarzami. I nie pomagają żadne upomnienia, prośby, groźby. Rozłożył mnie kiedyś pewien gracz. Mój opis brzmiał bowiem mniej więcej tak: nareszcie docieracie do wrót wychodzących z podziemi. Otwieracie je…. Gracz: a co jest za drzwiami? Odpowiadam więc: za drzwiami jest noc, panuj… Gracz: jeee, uwolniliśmy noc! Masz rozpiskę nocy? Myślę, że każdy MG miał styczność z takimi sytuacjami. Najprostszym, ale zarazem najskuteczniejszym sposobem przywrócenia ładu jest po prostu wykluczenie takiej osoby z grupy. Cóż, wiadomo jednak, że to takie proste nie jest, a zazwyczaj sprawa kończy się kłótnią.

Gracze zresztą rozczarowują nie tylko samą grą, ale też tym, jak prowadzą swoje postacie. Znając graczy, to mając 300 punktów na rozdział dadzą: 100 na Walkę Wręcz, 100 na Uniki, 100 Akrobatykę. A jak przyjdzie do akcji mającej na celu włamanie się gdzieś to oczywiście nikt nie ma Otwierania Zamków – bo po co? przydaje się tylko czasami, poza tym jest tylko stratą cennych punktów, dzięki którym jego postać mogła by lepiej wywijać tasakiem… Wszystko to niesamowicie nudzi MG, który widząc wąskie specjalizacje postaci myśli o ich masowej eksterminacji. Wyjściem jest zmuszenia graczy do tworzenia realnych bohaterów a nie ciągle specjalistów w jednej dziedzinie, w której już nikt im nie dorówna.

Jak graczy zmusić? Albo otwarcie powiedzieć, że kolejny raz z chodzącymi maszynkami do mięsa grać nie będziesz, albo, gdy wylosują nowe postacie, pokazać im (samymi przygodami), że warto inwestować nie tylko w cechy bojowe.

Często nas, MG, nuży brak poszanowania graczy dla zdrowia oraz życia ich postaci, a także zwyczajna niechęć do aktorstwa. W pierwszym przypadku jest tak, iż BG po prostu szarżują wszędzie i zawsze, pewni swego i tego, że MG to przecież ich kumpel, który ich lubi. W drugim gracze są po prostu leniwi. Gość wchodzi na audiencję do króla przegryzając jabłko, zwraca się do niego na „Ty”, a potem dziwi się, że król nie miał ochoty na żarty i wścieka na MG, że siedzi [jego postać – dop. Equi] w pierdlu albo leży gdzieś w gnoju – oto przykład przytoczony przez Ziezióra. W większości przypadków skutkuje jednak zwykła stanowczość. Jeśli konsekwentnie będziesz ubijał BG w niepotrzebnie prowokowanych, nierównych walkach, jeśli będą lądowali w więzieniu za przewinienia takie, jak wyżej, gracze na pewno przystosują się. Musisz być jednak uparty i nie możesz popuszczać. Bądź perfidny. Uprzedź BG, że władca jest kapryśny, dumny i ma manię wielkości. Jeśli mimo to gracze będą zachowywali się na jego dworze, jakby byli mu równi albo i ważniejsi od niego, nie wahaj się wsadzić ich do więzienia. I nie na trochę. Do końca życia ich bohaterów. W średniowieczu władcy-tyrani się nie patyczkowali. Wtrącali kogoś do lochu i zapominali o nim. Niech gracze stracą swoje postacie. Wylosują nowe i znowu będą zachowywali się niestosownie wobec BN-ów bądź w ogóle głupio (np. próbując pływać w ciężkiej kolczudze)? Powtórz sytuację. Jeśli szczególnie chamsko będzie zachowywał się jeden z graczy – tym lepiej. Gdy będzie patrzył, jak reszta gra, a on na dziś już zakończył autentycznie postara się zmienić. W skrajnych przypadkach ze stoickim spokojem warto jak gdyby nigdy nic wstać, zebrać karty i w ogóle wszystko oraz powiedzieć, iż sesja skończona. Twoja decyzja, czy po prośbach graczy ją wznowisz (na ogół takie raczej zaskakujące zachowanie z Twojej strony wpływa na nich kojąco). Jeśli nie zrobisz tego – poczekaj jakiś czas. Gracze na pewno nie dadzą za wygraną i upomną się o sesję. Postaw im wtedy warunek – zachowujcie się odpowiednio. Bądź jednak gotów powtórzyć sytuację… Po jakimś czasie chęć do grania powinna wziąć górę nad głupkowatością.

Niewiele napisałem o zmęczeniu MG graniem, ale też pisać też nie ma o czym przesadnie dużo. Albo bowiem MG naprawdę nie chce już grać, a w takim przypadku nie pomoże nic, albo wina, w znacznej mierze, leży po stronie graczy. Myślę jednak, mimo wszystko, że to, co napisałem z pomocą chłopaków, powinno pomóc. Poza tym ten artykuł jest już wystarczająco długi… Na koniec zaś podaję jeszcze motto Ziezióra, które warto, jeśli nie przyjąć za swoje, to chociaż solidnie przemyśleć:

Życie jest teatrem. RPG natomiast jest teatrem w teatrze, więc rolę trzeba grać dwa razy lepiej.

Udanych sesji, szybkiego rozwiązywania problemów (a najlepiej w ogóle braku takowych, ale to marzenie) oraz nigdy nie nużących sesji życzą autorzy tekstu: Equinoxe, Mal’Ganish, Caras, Longinus, Zieziór, Everan.

Equinoxe Opublikowane przez:

38 komentarzy

  1. fds
    12 października 2007
    Reply

    Brawo

    Jeden z najlepszych tekstów jakie pojawiły się na tawernie. Bardzo przyjemnie się go czytało, szkoda tylko, że taki krótki. Jednak nie można mieć wszystkiego 😉

  2. BAZYL
    12 października 2007
    Reply

    Poprawka

    Jeden z najlepszych tekstów, jakie przedmówca czytał na Tawernie 😉

  3. BLACKs
    12 października 2007
    Reply

    No ba!

    Lektura obowiązkowa. Brawo dla autorów za ten tekst. Jeden z lepszych, dot. rzemiosła MG.

    Ma wyraźnie pokazane opinie autorów. I to mi się podoba. Tak powinno tworzyć się teksty do zinów, zamiast starać się pisać obiektywnie na te same, nużące tematy.

  4. CoB
    13 października 2007
    Reply

    Hmmm…

    Obiektywizm nie jest zły, szczególnie, jeśli przedstawi się każdą stronę danego tematu. Z opinią subiektywną można się zgadzać lub nie, a na podstawie obiektywnej wyciągać wnioski 😛

    Co do tekstu – bardzo mi się spodobał, chociaż nie zetknąłem się jeszcze z problemem znużenia sesjami, a to chyba dlatego, iż nie gram ich zbyt często, a na wakacje, czy ferie, tym mniej miałem na nie czasu.

  5. Deckard
    13 października 2007
    Reply

    Skok w bok

    Nie powiem – patrząc pod kątem tekstu dla osób zaczynających albo zadowalających sie jednym stylem/techniką gry tekst jest smakowity. Tutaj wyrazy uznania dla autora(ów?) – jak dotąd jest to jedyny dobrze sprezentowany materiał tego typu na polskich serwisach.

    A teraz coś na ochłodę – na Poltku nie publikujemy takich tekstów z dwóch powodów – osoby zadowalające się jednym podejściem do gier niemal zawsze czekają na gotowe i same niczego nie napiszą (stąd podwójne wyrazy uznania dla autora). Ci zaś, którzy są w redakcji ( m.in. niżej podpisany) operują już na kilku modelach grania i dzielą się wiedzą, która wysadza z siodła punkt po punkcie obserwacje zawarte w powyższym artykule. Począwszy od charakteru i roli opisów, poprzez wkład graczy do sesji, poszanowanie systemu, oczekiwania wobec gry/sesji a na bagażu realizmu kończąc mamy inne podejście. I jestem z tego zadowolony – nie miałbym już siły ani ochoty pisać artu tego typu, zaś nie wszyscy mogą mieć ochotę czytać o czymś o czym nikt ich nie uprzedzał. 🙂

  6. Zajx
    13 października 2007
    Reply

    Trochę nadzieji

    Ten tekst dał mi nową nadzieję i motywację do bycia MG. Ostatnimi czasy wycieli mi taki numer, że straciłem ochotę do grania(z nimi:P RPG jest zbyt wciągające by można się było odzwyczaić). Wielkie dzięki artykuł jest świetny.
    Z wyrazami uznania:

  7. BAZYL
    13 października 2007
    Reply

    @Deckard

    Deckard, mam rozumieć, że gdybyście dostali na Poltera [b:1111111111]ten[/b:1111111111] tekst, to byście go nie puścili?

  8. Deckard
    13 października 2007
    Reply

    Bazyl

    Zdaje się, że zbytnio doszukujesz się flejmu. Nie, nie tak masz rozumieć moją wypowiedź. Again:
    * tekst jest jak dotąd najlepszym opracowaniem z jakim się spotkałem na polskich serwisach „w ujęciu nazwijmy to 2D” – za to autorowi należą się brawa,
    * gdyby autor lub ktokolwiek inny popełnił taki tekst dla naszego serwisu z pewnością zostałby opublikowany (dla mniej wprawnych w piórze również służymy pomocą),
    * niestety jest jak jest – pozyskanie dobrze piszących ludzi to problem, zwłaszcza w przypadku nowej generacji fanów,
    * dział rpg na poltku poszedł w innym kierunku – połączyliśmy siły osób znających rynek i grających za granicą z tymi, które nie wahały się poszerzać i zmieniać swojego podejścia do rpg – stąd piszemy często o innych rzeczach i o rpg z innej perspektywy (nazwijmy ją „3D”),
    * każdy rozsądny człowiek stwierdzi, że dla odbiorców potrzeba zarówno opcji 2D jak i 3D – i na tym polu uzupełniamy się znakomicie. Potrzeba ponawiać pewne idee i koncepcje dla dorastających graczy/MG, ale ktoś musi także iść z przodu i karczować dżunglę coraz to nowszymi narzędziami. Biorąc pod uwagę popularność zarówno np. niniejszego artu jak i naszych polterowych dokonań uważam, iż misję tę spełniamy (i proszę się nie uśmiechać krzywo – przecież nie piszę o „powołaniu” 😉 ).

  9. BLACKs
    13 października 2007
    Reply

    :]

    Nie ma to jak dobra autoreklama…

  10. BAZYL
    13 października 2007
    Reply

    Spoko

    Nie doszukuję się flejmu, chciałem tylko wiedzieć jak dosłownie traktować ten fragment: [i:1111111111]na Poltku nie publikujemy takich tekstów[/i:1111111111]. 😉

  11. Deckard
    14 października 2007
    Reply

    Bazyl

    Ale po kresce już Ci się nie chciało czytać jakie są powody niepublikowania (czyli brak tekściarzy wśród młodszego pokolenia i inne pole zainteresowań redakcji rpg) 😛

  12. BAZYL
    14 października 2007
    Reply

    ech…

    Nie chciałem robić flejmu, ale skoro wyrażam się niejasno:

    Chciałem tylko wiedzieć czy nie publikujecie takich tekstów dlatego, że uważacie że są słabe ([i:1111111111]wysadzanie z siodła punkt po punkcie obserwacji zawartych w powyższym artykule[/i:1111111111]), czy dlatego, że nikt u Was takich tekstów nie pisze (bo autorzy [i:1111111111]niemal zawsze czekają na gotowe i sami niczego nie napiszą[/i:1111111111]). To co napisałeś po myślniku, wybacz, było moim zdaniem o niczym – trochę jakiś niezrozumiały bełkot. Za to zrozumiałem to 2D i 3D. Że tekst jest wystarczająco dobry nawet na serwis 3D, doceniam to. 😉

  13. fds
    14 października 2007
    Reply

    Masakra

    BAZYL, jeśli kiedyś powiedziałem, że masz najbardziej rozrośnięte ego pod słońcem to przepraszam. Kajam się, nie miałem racji, kłamałem i wprowadzałem w błąd. Zapomniałem na śmierć o Polterowcach -_-

  14. Furiath
    15 października 2007
    Reply

    I po co te złośliwości?

    Gdybym tylko podobny tekst otrzymał, na pewno dział RPG po redakcji i poprawieniu błędów, opublikowaliby go chętnie na Polterze. I tyle.
    Furiath

  15. kaduceusz
    15 października 2007
    Reply

    🙂

    Furiath +1. Fajny tekst, i jak widać po coponiektórych reakcjach – potrzebny 🙂

    Osobiście silniej podkreśliłbym części 3 [o przekazaniu pałeczki graczom] i 6 [o tym, ze dobrze zmienić system], jako najważniejsze. Zmiana erpega może naprawdę wiele zmienić.

    Przyczepiłbym się za to do fragmentów części 4 [zmiana stylu] i 5 [przegięcia mechaniczne]. Opisana przez Longinusa metoda jest dość często przytaczana w różnych almanachach, jednak rzadko zauważa się, że nieumiejętnie stosowana prowadzi do stworzenia graczy-paranoików, narzekania na których słyszy się często na prelekcjach o prowadzeniu.

    Podobnie nie podawałbym naginania rzutów jako uniwersalnie dobrego pomysłu. W przypadku takim, jak opisany, jako gracz na pewno zżymałbym się na taką „litość” ze strony MG. Są gracze, którzy lubią, gdy te rzuty kośćmi jednak coś znaczą (a ileż jest dramatyzmu w takim chybieniu o milimetry ;-).

    A tak OT – strasznie małe macie to okienko do komentarzy na Tawernie, niewygodnie się pisze :oP

  16. BAZYL
    15 października 2007
    Reply

    @kadu

    Specjalnie dla Ciebie – okno komentowania od tej pory jest większe 🙂

  17. kaduceusz
    15 października 2007
    Reply

    🙂

    Takie podejście do użytkownika to ja rozumiem 😀

  18. Karczmarz
    16 października 2007
    Reply

    jakiś_tytuł

    Hmmm

    Bardzo dobry tekścik choć w sumie podsumować go można 1 zdaniem. Sesje (jak wszystko inne) zabija rutyna i jedynym sensownym pomysłem na przełamanie rutyny są zmiany: czy to nowi gracze, czy nowy mg, czy nowy system, czy nowe podejście do roli BG, czy nowe pomysły itp itd. Na szczęście RPG jako jedna z niewielu zabawek daje niemal nieograniczone możliwości zmieniania wszystkiego, więc mimo wieloletniej tradycji gry na razie nie obawiam się o popadnięcie w rutynę.

    >(…) Po prostu, po pewnym czasie (nie da się tego uniknąć), sesja, jak każda dobra zabawa, zaczyna nudzić. Wtedy trzeba albo zmienić system, albo zacząć pisać do Tawerny RPG.

    A co do tego kawałku to bardzo często mam wrażenie, że faktycznie, teksty do portali piszą ludzie którzy grali bardzo dawno temu i teraz jedynie „wspominają” różne rzeczy, przez co albo strasznie teoretyzują i człowiek ma wrażenie „czy autor tekstu w ogóle grywa czasem jeszcze, bo 90% jego stwierdzeń obali 1 z brzegu rozegrana sesja?”

  19. Furiath
    16 października 2007
    Reply

    Hmmm x 1000

    Co do teoetyzowania mam zupełnie inne spostrzeżenia: wielką trudność ludziom sprawia przekładanie teorii na praktykę, dlatego okopują się na stanowisku: teoria jest głupia, chcę grać a nie gadać o graniu.

    Teoria „jeśli chcesz zrobić fajną postać wojownika, to olej cechę Zręczność, a na maksa za wolne punkty rozwiń walkę wręcz” jest dobrze przyjmowana, gdyż jest zrozumiała dla przeciętnej osoby. Ludzie ci nawet nie nazywają tego teoria tylko „dobrą radą”.

    Teoria: „system ma błąd, gdyż cechy nie mają praktycznego przełożenia na działania podejmowane przez postać, taki wpływ mają tylko umiejętności” już jest wyższym szczeblem teoretyzowania, przy którym odpadnie część czytelników – a jest dokładnie tym samym co wyżej, tylko odnoszącym się do całego systemu, a nie tylko przykładu walki wręcz.

    Im teoria ogarnia większy obszar i jest w niej mniej konkretnych przykładów z życia, tym dla przeciętnie wykształconej osoby, jest trudniejsza do zrozumienia. A jak coś staje sie niezrozumiałe to dostaje łatkę „szatan” i „teoretyzowanie, zamiast grania”.

    Gdyby nie było teorii, która opisuje jakieś zjawisko, każdy sam musiałby dochodzić, że ogień parzy a wsadzanie głowy w paszcze krokodyla nie jest bezpieczne. jak stworzyć atmosferę strachu na sesji, jak zrobić dramatyczny pościg – to pokazanie pewnych technik, które bazują właśnie na teorii.

    Na koniec spostrzeżenie ogólnoludzkie – jeśli ktoś nam przedstwia teorię, to stawia się w pozycji autorytetu (znawcy teorii), nikt zaś nie lubi być pouczanym i stawiać sie w pozycji niższej od samozwańczego autorytetu, zatem zanim przeanalizuje przedstawioną teorię krzyczy „Bzdury” aby tylko obronić swoją pozycję.

    BTW: z chęcią zobaczyłbym, jak Karczmarz obala 90% jakiejś RPGowej teorii.

  20. BAZYL
    16 października 2007
    Reply

    Hmm…

    Furiath ma oczywiście w pewnym sensie rację, ale nie do końca. Chodzi mi tutaj bardziej o to, że teorie nie służą graniu – [i:1111111111]pokazanie pewnych technik, które bazują właśnie na teorii[/i:1111111111] to IMHO bzdura. Technika, to technika – sposób wykorzystania narządzi, a teoria, to gdybanie i domysły.

    Sam nie lubię jak mi ktoś w dyskusji wyskakuje z teoriami, bo mam wrażenie, że się naczytał głupot, a nie zna samych realiów grania w RPG. Wiadomo – [i:1111111111]Krytyk (teoretyk) i eunuch z jednej są parafii – obaj wiedzą jak, żaden nie potrafi[/i:1111111111]. I w tym miejscu nie pozostaje mi nic innego jak przyznać rację Karczmarzowi.

    BTW: Obalenie dowolnej erpegowej teorii w 90% jest prostsze niż możesz przypuszczać – wystarczy posłużyć się innymi teoriami… A przy odrobinie starań można by ją obalić nawet faktom z sesji, bowiem teorie zwykle opierają się o modelowy przykład graczy, a jak wiadomo każdy gracz jest inny, każda drużyna jest inna i na pewno graczom brakuje sporo do ideału.

  21. Furiath
    16 października 2007
    Reply

    re Bazyl

    Szanuję Twoje zdanie, ale się z nim zupełnie nie zgadzam.

  22. kaduceusz
    16 października 2007
    Reply

    o teoriach

    BAZYL
    > Obalenie dowolnej erpegowej teorii w 90% jest prostsze niż możesz przypuszczać

    Tak zwane teorie erpegowe nie są teoriami naukowymi, gdyż są niefalsyfikowalne – przeto nie da się ich w żaden sposób obalić 😉

    Osobiście jestem entuzjastą teorii erpegowych i to własnie z powodu, o którym pisał Furiath – dają one jakąś perspektywę – jeżeli nie szerszą niż nasza dotychczasowa, to przynajmniej spójną (dla osób znających teorię) – w sensie – pozwalającą na dyskusję na jednej płaszczyźnie.

    > Sam nie lubię jak mi ktoś w dyskusji wyskakuje z teoriami, bo mam wrażenie, że się naczytał głupot, a nie zna samych realiów grania w RPG.

    Trochę dziwne założenie, zwłaszcza jeżeli zdamy sobie sprawę z faktu, że teorie erpegowe zostały stworzone przez erpegowych geeków, na podstawie ich erpegowych doświadczeń. 😛

  23. borg
    16 października 2007
    Reply

    > Osobiście jestem entuzjastą teorii erpegowych i to własnie z powodu, o którym pisał Furiath – dają one jakąś perspektywę – jeżeli nie szerszą niż nasza dotychczasowa, to przynajmniej spójną (dla osób znających teorię) – w sensie – pozwalającą na dyskusję na jednej płaszczyźnie.

    Teorie nie zwiększają lecz zmiejszają perspektywę. Gdy się nimi posługujemy, to każde zjawisko chcemy, jeśli się nie da w prost, to na siłe wpisać w daną teorię.

    Teoria to zawsze zubożony opis świata, prawdziwa tylko dla pewnych założeń. W tak nienaukowym przypadku, jak rpg jest to bardzo widoczne – stąd wrażenie, że większosć autorów teroii się głupot naczytało (bo ich założenia ni jak nie mają się do naszych doświadczeń).

  24. kaduceusz
    16 października 2007
    Reply

    re borg

    > Teorie nie zwiększają lecz zmiejszają perspektywę.

    Miałem na myśli fakt, że niektórych zjawisk, czy też mechanizmów nie dostrzegamy, zanim nie spróbujemy uściślić sobie naszych obserwacji opisując ich językiem teorii.

    Zdajesz się sugerować, że teorie nas ogrniczają i dlatego są złe. Ja mam na to jedną odpowiedź: spójrzmy jakie są rezultaty rozkminiania erpegów z tej, jak piszesz, zawężonej perspektywy i w ten sposób oceńmy, czy teoria jest, czy nie jest pożyteczna. A cała amerykańska scena autorkowa jest z pewnością takim rezultatem.

  25. BLACKs
    16 października 2007
    Reply

    Ale, ale…

    Teoria RPGowa powinna pozostać jedynie punktem oparcia albo „podstawą”, o którą można się oprzeć przy spornych sytuacjach, a nie rzeczą stojącą powyżej, a nawet na równi z praktyką, w przypadku prowadzenia ważniejszą niż spójna terminologia i perspektywa. Widziałem już nieraz przypadki, gdy MG stawiał teorię za wysoko, tworząc scenariusze w oparciu o konkretne terminy, pod konkretne style gry, itd. Zwykle takie sesje okazywały się niewypałem, który miał tylko sprawdzić, jak wygląda scenariusz gamistyczny, a co się stanie, gdy MG postawi na totalny symulacjonizm, oczywiście narzucając swój styl gry na niczego nieświadomych graczy.

    Teoria jest OK, ale nie powinniśmy próbować podciągać pod nią wszystkich zjawisk na siłę – jak nazwiesz gracza, który wykorzystuje wiedzę z poza sesji, w ważnych sytuacjach wczuwa się totalnie w postać, podczas scen walki je czipsy i się śmieje, a gdy go najdzie chętka, to woli bardziej zagrać sesję narratywistyczną, a nie gamistyczną?

    Pozytywną częścią teorii, w moim przypadku GNS, było to, że dowiedziałem się o kilku nowych terminach, powiększyłem zasób eeee technik? Sztuczek? Ale mój styl prowadzenia się nie zmienił. Teorię traktuję tylko jako miły dodatek :].

  26. kaduceusz
    16 października 2007
    Reply

    re

    > jak nazwiesz gracza

    Po imieniu? 😉

    Ale jakbym miał go określać jakimś pojedynczym terminem, to spytałbym się bez jakiego elementu gry nie może się [zazwyczaj] na sesji obejść.

    > a co się stanie, gdy MG postawi na totalny symulacjonizm, oczywiście narzucając swój styl gry na niczego nieświadomych graczy

    Wiadoma sprawa – skrajności do niczego nie prowadzą, a teoretycy prozelici jakoś nie cieszą się sympatią tłumów 😉

    > Ale mój styl prowadzenia się nie zmienił.

    Przyznam, że mój się zmienił, choć zapewne bardziej przez gry, w które grałem, niż przez rozważania teoretyczne 🙂

  27. BLACKs
    16 października 2007
    Reply

    @kaduceusz

    „Wiadoma sprawa – skrajności do niczego nie prowadzą”

    Dlatego teoria w umiarkowanej ilości powinna być dobrym rozwiązaniem.

    „Ale jakbym miał go określać jakimś pojedynczym terminem, to spytałbym się bez jakiego elementu gry nie może się [zazwyczaj] na sesji obejść.”

    O, to akurat całkiem trafne. 😉

  28. borg
    16 października 2007
    Reply

    Wiem, że zbaczamy z temtu – ale sprowadzanie ogromnego zjawiska, jakim jest RPG, do trzech współczynników GNS zawsze mnie rozbraja :>

  29. drozdal
    16 października 2007
    Reply

    |x|

    „Wiem, że zbaczamy z temtu – ale sprowadzanie ogromnego zjawiska, jakim jest RPG, do trzech współczynników GNS zawsze mnie rozbraja :>”

    Pytanie brzmi czy czytales, bo janfajniej jest obalac cos czego sie nie zna.

    Co do teorii – teorie docelowo stosuje sie do actual play, albo (w mniejszym stopniu) do opracowywania gier.

    Rozmawianie teoretyczne o tym co moglaby sie wydarzyc na sesji (jak to ktos tutaj powyzej nasweitlal) i podciagajac to pod istniejace torie, albo na podstawie tych przykladow obalanie tych teorii rowna sie dialogowi ze sciana.

    Niestety dla (interenetorych, forumowych i komentarzowych) teoretykow – licza sie tylko przyklady z Actual Play.

  30. borg
    16 października 2007
    Reply

    > Pytanie brzmi czy czytales, bo janfajniej jest obalac cos czego sie nie zna.

    Tak, czytałem, i po polsku czytałem w tłumaczeniach i po angielsku czytałem u źródeł. Zaintrygowała mnie swego czasu ta teoria, bo rzeczywiście ciekawa. Jednak, żywy gracz to nie teoria. Naprawdę nie można człowieka w kilku współczynnikach zamknąć.

    Oczywiście znam przypadki osób, które rzeczywiście się na sejsach zachowują jak teoretyczne przykłady i choćby się paliło i waliło, grają zawsze tak samo 😛

    A najfajniej, jest obalać coś, mówiać, że nasz rozmówca się nie zna :>

  31. Karczmarz
    16 października 2007
    Reply

    @Furiath

    Hmmm

    >Teoria: „system ma błąd, gdyż cechy nie mają praktycznego przełożenia na działania podejmowane przez postać, taki wpływ mają tylko umiejętności” już jest wyższym szczeblem teoretyzowania, przy którym odpadnie część czytelników – a jest dokładnie tym samym co wyżej, tylko odnoszącym się do całego systemu, a nie tylko przykładu walki wręcz.

    >Im teoria ogarnia większy obszar i jest w niej mniej konkretnych przykładów z życia, tym dla przeciętnie wykształconej osoby, jest trudniejsza do zrozumienia. A jak coś staje sie niezrozumiałe to dostaje łatkę „szatan” i „teoretyzowanie, zamiast grania”.

    Pełna zgoda. Tylko pytanie: czy aby na pewno dobrym pomysłem jest właśnie komplikowanie pewnych spraw i kierowanie ich wyłącznie do tych „lepiej wykształconych” co w przypadku RPG zazwyczaj odnosi się do „tych co grali w więcej systemów”? Moim zdaniem do portali piszą właśnie ludzie którzy już swoje przeżyli, nagrali się do woli a teraz patrzą przez pryzmat tego całego swojego doświadczenia, przez najróżniejsze systemy i zbierając do kupy cały swój bagaż tworzą artykuł który de facto jest w pełni zrozumiały tylko i wyłącznie dla ludzi którzy przeczytali i rozegrali tyleż samo sesji w tak samo wielu systemach. A przeciętny jednosystemowy gracz szybko się zgubi i nic z artka dla siebie nie wyciągnie.

    Oczywiście miejsce powinno być zarówno dla artków praktycznych jak i teoretycznych, niestety w moim odczuciu tych pierwszych jest zdecydowanie za mało.

    Btw. Zawsze zastanawiałem się ile grają z czasem ludzie „żyjący z RPG” tacy jak wydawcy czy redaktorzy naczelni :] To zazwyczaj ludzie już ustatkowani, często z rodziną, dzielą czas między dom, prace, hobby itp itd. Zuhar kiedyś pisał na blogu że odkąd zaczął na serio redagować materiały i moderować forum, stracił zapał i dawną frajdę związaną z tym hobby. Zawsze mnie interesowało ile sesji grywa np Trzewiczek :]

  32. drozdal
    17 października 2007
    Reply

    |x|

    Borg ja do Ciebie nie piłem, tylko taka luźną uwagę puszczałem – po prosty chciałem dowiedzeić się czy jesteśmy na tym samym pułapie (znaczy czy wiesz tyle samo, a może i wiecej, niż ja).

    Co do zamykania ludzi w kilku współczynnikach – w tym momencie pokutuje to oczym pisałem – aplikacja teorii do czegoś do czego nie została ona stworzona. Rozmawiajac o jakims wycinku AP masz perspektywę, jikiś ktrótki wycinek czasu, kilka decyzji podjętuch przez człowieka – lub jak wolisz – przykład z życia (waszej sesji) wzięty. Aplikujac teorię tak od czapy do ludzi strzelasz sobie w stopę. Ale o tym (nieporozumieniach co do interpretacji) napisano juz (internetowe) tomy, więc nie mamy po co tutaj języków strępić.

  33. borg
    17 października 2007
    Reply

    Re: drozdal

    Skoro pusciłeś tę luźną uwagę pod cytatem z mojej wypowiedzi, to m się wydawało, że to do mnie :>

    Z drugą częścią wypowiedzi się absolutnie zgadzam – zarówno tej tuż powyżej, jak i poprzedniej.

    Jak by to rzekli polterowcy:
    drozdal +1

  34. Angello
    19 grudnia 2007
    Reply

    Dzięki

    Dzięki tobie odkryłem swój błąd Gdyby nie ty zapewne przestał bym grać i interesować się grą RPG bo byłem na granicy Grać czy nie grać i po przeczytaniu(co drugą linijkę na końcu) tego tekstu znów mam zamiar grać jak dawniej.

  35. mk19
    5 lutego 2008
    Reply

    jak grać

    jak zagrać w tą grę

  36. trajan7
    8 marca 2008
    Reply

    super

    Jako MG uważam że takie porady są bezcenne. Skorzystam! Przy okazji polecam też swoją stronkę http://www.sesja-rpg.pl – znajdziecie tam sporo informacji o rpg a także losy naszej drużyny osadzonej w realiach Wiedzmina! Zapraszam!

  37. Zufub
    5 lipca 2008
    Reply

    Reklama?

    Cóż… nadmierne teoretyzowanie nie ma sensu (przykład? Czytałem Nieboraków i przy rozdawaniu atrybutów musiałem się nieźle nagłowić, o co chodzi, gdyż nie znalazłem przykładu…).

    Sam robię autorkę (RPG i strategia w jednym), która nie będzie polegała tylko na czaruj i rządź państwem ale np. prowadź karczmę i ruszaj w przygodę. Strona: http://strategyrpg.tnb.pl/

  38. V.
    19 października 2012
    Reply

    V.

    U nas kiedy MG się wypali to zostaje graczem i ładuje baterie. Zmieniamy się cyklicznie. Każdy prowadzi inaczej, każdy ma swoje pomysły…

    A jeśli chodzi o zmęczenie graczy grą – zmiana klimatu (systemu), albo odstawiamy RPG na jakiś czas.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *