Jak NIE zginie ludzkość – recenzja

jak-nie-zginie-ludzkosc-b-iext22035701Co nas czeka w najbliższych dziesięcioleciach: zagłada z kosmosu? Mordercza plaga? Zamknięcie w wirtualnej rzeczywistości? Nic z tych rzeczy. Ale spokojnie – Andrzej Zimniak zapewnia, że naszym wnukom zmartwień nie zabraknie.

Zimniak da się lubić

Nie lubię Zimniaka – powiedział niedawno mój znajomy historyk. Zanim jeszcze w moje ręce wpadło Jak NIE zginie ludzkość, podczas dyskusji przy półce (nie, nie tej z książkami), gdy tematy polityki, światowej rewolucji socjalistycznej i Euro 2012 zostały już dokumentnie wyczerpane, na ruszt trafiła fantastyka. I wtedy właśnie padło owo kategoryczne: nie lubię Zimniaka. Czemu? – zapytałem, bo też zrozumieć nie mogłem, jak można nie lubić tego chemika z wykształcenia, a pisarza z zamiłowania, bez którego rodzima science-fiction byłaby jednak cokolwiek uboga. Odpowiedź brzmiała: bo trudny jest i za dużo wydziwia. W porządku, powiem zatem tak: istnieje duża szansa, że pan Andrzej zrehabilituje się w oczach tych z was, którzy myślą podobnie. I to właśnie za sprawą swojej najnowszej książki.

Przyszłość dla opornych

Uderzające przy pierwszym kontakcie z najnowszą książką autora jest to, że pisze w niej przystępnie jak nigdy. Tych, którzy wyrabiali sobie zdanie o jego stylu chociażby na podstawie zbioru opowiadań Śmierć ma zapach szkarłatu, tutaj na pewno Zimniak przyjemnie zaskoczy. Jak NIE zginie ludzkość to właściwie zbiór artykułów popularnonaukowych, które śmiało mogłyby się ukazać w Focusie czy w Wiedzy i Życiu. Nie ma przesytu specjalistyczną terminologią, Zimniak wykłada swoje wizje przyszłości „po ludzku”, luźnym językiem, nierzadko puszczając do czytelnika oko. Tutaj należą mu się brawa: choć snując opowieści o przyszłości prowadzi nas przez tematy tak odległe od siebie, jak eksperymenty genetyczne i mikrorobotyka, jak seks w XXI wieku i podróże kosmiczne, to jednak cały czas pewnie trzyma nas za rękę, żeby w gąszczu naukowych prognoz nie zamazał nam się ich związek z rzeczywistością. Dla tych, którzy na futurologię patrzyli dotychczas jako na płaszczyznę dla abstrakcyjnych zmyśleń niewyżytych intelektualnie naukowców, nowa książka Zimniaka może być jak szklanka orzeźwiającej wody.

Futurolog zapatrzony w historię

Co ciekawe, pisarz, który w swoich opowiadaniach bez skrępowania potrafi włożyć świadomość człowieka do mózgu półmechanicznej ważki, tym razem do swoich proroctw podchodzi śmiertelnie poważnie i odpowiedzialnie. Odrzuca wybujałą fantazję, skreśla, nie mające jego zdaniem podstaw, apokaliptyczne scenariusze, solidnie podpiera się natomiast dzisiejszym stanem wiedzy i… historią. Tu wychodzi z Zimniaka wielki optymista: zamiast chwytliwych wizji zagłady, Zimniak lansuje tezę, że ludzkość zdolna jest przetrwać wszystko, a człowiek wcale nie jest taki głupi, na jakiego wygląda. Zdaniem naukowca w najbliższej przyszłości nie zagrożą nam wszechobecni mutanci, bowiem eksperymenty genetyczne prowadzone są metodycznie i odpowiedzialnie; nie mamy co się obawiać klonów, bo będą to tacy sami ludzie, jak my, zaś drogą samego klonowania nie da się „wyhodować” drugiego Adolfa Hitlera; człowieka nie wytępi nawet najpotworniejsza zaraza (nasz gatunek przetrwał przecież plagi dżumy i „hiszpanki”, czyli słynnej gorączki z początku XX wieku), zaś broń jądrowa już nam nie grozi, bo w czasie „zimnej wojny” światowe mocarstwa miały tyle świetnych okazji, by jej użyć, że przyszłość już chyba historii pod tym względem nie przebije. Co ciekawe, za prawdopodobną Zimniak uznaje apokalipsę wywołaną przez inteligentne komputery. Nie jest to jednak obraz rodem z Terminatora czy Neuroshimy. Pisarz sugeruje raczej, że wysoko rozwinięte społeczeństwa może czekać klęska, jeśli pozwolą one Sztucznej Inteligencji opracowywać i wdrażać nowe technologie. W przypadku bowiem nieodwracalnej awarii SI, człowiek nie będzie w stanie odtworzyć jej prac: tok myślenia maszyny będzie dla niego niepojęty.

Jeśli nie bajki – to co?

Generalnie jednak, czytając Jak NIE zginie ludzkość, trudno nie odnieść wrażenia, że biorąc poprawkę na przełomowe wynalazki, których pojawienia się przewidzieć nie podobna, Zimniak przede wszystkim krok po kroku, metodycznie, rozprawia się z coraz bardziej powszechnymi w futurologii mitami. Rodzi się natomiast pytanie: czy tego chce czytelnik? Oczekując bowiem solidnej partii „obrazów z przyszłości”, można być zawiedzionym. Wprawdzie tytuł książki sugeruje, że jej autor stoi w opozycji do rozfantazjowanych wizjonerów wieszczących rychły upadek ludzkości (ostatecznie Zimniakowi zdarza się polemizować nawet z samym Lemem), jednak jego realistyczne, zachowawcze, a może po prostu – naukowe podejście do tematu jest jednocześnie największym minusem książki. Paradoks polega na tym, że choć Zimniak solidnie wywiązuje się z zadania, które sam przed sobą postawił, czytelnik może tego nie docenić. W Jak NIE zginie ludzkość nie znajdziemy w końcu śmiałych prognoz, odważnych tez, kategorycznego „tak” albo „nie”. Jest tylko jedno wielkie „może” plus garść ciekawostek (vide częściowo mechaniczne, a częściowo żywe statki kosmiczne). I chociaż podejście takie jest oczywiście uzasadnione z naukowego punktu widzenia, to w oczach kogoś, kto żądny wielkich wizji sięga po Zimniaka „prognozy przyszłości”, może to być po prostu rozczarowująco mało.

Z optymizmem w przyszłość

Żeby jednak namieszać do końca, przyznam, że najnowsza książka Andrzeja Zimniaka po prostu mi się podobała. W oczach bowiem kogoś, kto interesuje się futurologią jako specyficzną formą nauki, spełnia ona wszystkie oczekiwania, może poza objętością (220 stron to stanowczo zbyt mało, by wyczerpująco ogarnąć całe mnóstwo tematów, które autor poruszył). Karmi również czytelnika rzadkim w dzisiejszych czasach optymizmem; choć nierzadko Zimniak z przekąsem cieszy się, że niektóre dylematy moralne przyjdzie rozstrzygać dopiero jego wnukom, w większości jednak mamy przed oczyma naukowca pełnego wiary w ludzkość oraz w bezpieczniki, wbudowane gdzieś tam, pod czaszką każdego z nas, które uniemożliwią nam spektakularną samozagładę na skalę globalną.

Natomiast jeżeli zamiast futurologa siedzi w nas raczej fan science-fiction, który woli poczytać o teleportacji, rzeczywistości wirtualnej i podróżach międzygwiezdnych, wtedy w księgarni przy półkach z polską fantastyką proponuję zostawić Zimniaka, a sięgnąć po Dukaja – obejdzie się bez głębokiego niedosytu.

I na koniec jeszcze jeden wniosek – trudno nie ulec wrażeniu, że każdy, kto interesuje się trochę przyszłością i nowoczesnymi technologiami mógłby właściwie napisać to samo, co Andrzej Zimniak. Może z mniejszym polotem, może odrobinę mniej erudycyjnie, ale jednak. Nie świadczy to jednak, broń Boże, o miałkości jego najnowszej książki.

Przeciwnie, to raczej dowód na to, że w obliczu przyszłości wszyscy jesteśmy tak naprawdę jednakowo niepewni. A to oznacza, że pozostaje nam jedynie czekać.

Czekać z optymizmem.

Tytuł: Jak NIE zginie ludzkość
Autor: Andrzej Zimniak
Wydawca: Solaris
Stron: 232
Rok wydania: 2008
Ocena: 4
Equinoxe Opublikowane przez:

Jeden komentarz

  1. CoB
    18 sierpnia 2009
    Reply

    Co do spraw czysto technicznych…

    Myślę, że autor będący chemikiem, zbyt hurraoptymistycznie przedstawił przyszłość, którą oferuje nam biotechnologia i chemia. Nawet w działach poświęconych stricte technologii, nie brakuje nawiązań do nauk przyrodniczych, co według mnie działa na minus.

    Kolejna sprawa – autor piętnuje określenie „Nanotechnologia” ale… weszło ono w użycie potoczne i np. na politechnikach jest przedmiot o takiej nazwie. Nanotechnologia jest młodą dziedziną nauki, która stara się wykorzystać specjalne właściwości struktur o rozmiarach nano. Nie spodobało mi się, że pisarz zastosował wybieg i zastąpił nanotechnologię mikrorobotyką, bo to dwie różne dziedziny nauk technicznych.

    Poza tym nie byłbym takim hurrapesymistą co do SI, przez którą możemy wyginąć jako gatunek. Stworzenie takiej inteligencji to jak stworzenie zupełnie nowej istoty. Moim zdaniem komputery, nawet komputery kwantowe, do których będzie należeć przyszłość, wciąż będą maszynami liczącymi.

    Co do eksploracji Układu Słonecznego… Ona jest już technicznie możliwa, wystarczy przejrzeć program ESA na najbliższe lata, by przekonać się, co tam jest kombinowane (albo słynny „Mars Direct” Zubrina)… A zdaje się, że Zimniak nawet sceptycznie podszedł do misji załogowych na np. Marsa. To nie braki w technice są problemem, lecz pieniądze. To moje zdanie.

    Dałbym książce 3, ale muszę przyznać, że przyszłość w oczach chemika na pewno poszerzyła moje horyzonty, a niektóre z pomysłów wydają się naprawdę trafne. Dobry początek jak na popularyzowanie nauki przez polskich naukowców. Oby tak dalej, wnikliwiej i głębiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *