Gone – Zniknęli. Faza szósta: Światło – recenzja

okladka-676Szósty tom serii Gone został wydany w niedługi czas po debiucie w telewizji serialu Pod kopułą, zrealizowanego na podstawie powieści Stephena Kinga. Czy tego chcę, czy nie, ogólne podobieństwa tych dwóch historii wymuszają na mnie ich porównanie. Jednakże muszę stwierdzić, że w tej konfrontacji, powieść Michaela Granta wcale nie wypada gorzej.

To już ostatnie spotkanie z dzieciakami z Perdido Beach. Po wielu komplikacjach, które nie ułatwiały bynajmniej życia bez dorosłych, przyszła pora na finalną konfrontację z Gaiapage, który po fizycznym pozbyciu się małego Pete’a przyjął ciało dziewczynki i po trupach zamierza zrealizować swoje plany. Czytając książkę, często można się natknąć na myśli tej istoty, które informują nas o jej planach, trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że są one dość płytkie – chodzi bowiem o zło czynione dla samego zła, mordowanie dla mordowania i tak naprawdę niewiele stoi za tym – było, nie było – inteligentnym bytem.

Gaia postanawia, że zabije wszystkich w ETAP-ie, a na końcu unicestwi swoją Nemezis w postaci Pete’a. Pomóc mają jej w tym moce bohaterów książki, gdyż potrafi ona korzystać ze wszystkich zdolności, jakie dzieciaki wykształciły uwięzione pod kopułą. Są jednak pewne ograniczenia, jeśli posiadacz danej mocy zginie, razem z nim przepadnie także jego moc, więc pod tym względem para głównych przeciwników, ponownie łączących siły Sama i Caina, jest chroniona. Nie oznacza to jednak, że bohaterów nie można uwięzić lub dotkliwie okaleczyć, a w tym Gaia jest naprawdę dobra. Jest jeszcze jedno ograniczenie, które wynika z limitów jakim podlega ludzkie ciało – jest ono podatne na głód, zmęczenie i oczywiście obrażenia fizyczne. Z tym ostatnim jednak można poradzić sobie dzięki mocy Lany.

Tymczasem na zewnątrz, po dramatycznych wydarzeniach, jakie rozegrały się na oczach obserwatorów w finale poprzedniego tomu, stanowiska dorosłych są podzielone – część z nich twierdzi, że dzieci przystosowały się do nowych okoliczności i radzą sobie jak mogą, większość jednak uważa je za zdziczałe i niebezpieczne dla otoczenia. W tej sytuacji matka Sama będzie próbowała skontaktować się ze swoim synem, jednak będzie to wyścig z Gaią, która powoli realizuje swoje plany.

Natomiast jeśli chodzi o tom finalizujący całą historię, to ciężko odmówić mu rozmachu, jeśli chodzi o poświęcenie bohaterów i towarzyszące temu śmierci. Żniwo, jakie zbiera Gaia jest naprawdę obfite, zaś umierają nie tylko statyści, ale także bohaterowie, których zdążyliśmy poznać lepiej, a także polubić. Zabieg ten jest zrozumiały – kiedy bariera opadnie, trzeba będzie powiedzieć co dalej, a mniejsza liczba bohaterów oznacza mniej komplikacji i mniej kwestii, które trzeba rozwiązać.

W końcu, tradycyjnie upływający czas mija i bariera opada. I to właściwie koniec historii, która sama w sobie była bardzo zadowalająca. Pozostały jednak pytania o dalsze losy bohaterów i na nie autor odpowiada w czterech rozdziałach Co było potem. O ile więc zasadnicza część książki mogła wstrząsnąć i nawet wzruszyć, o tyle zakończenie jeszcze potęguje ten stan. Chyba wszystkie wątki doczekują się satysfakcjonującego zakończenia i nie obędzie się bez niespodzianek – radosnych i smutnych. Niczego więcej nie można oczekiwać od zakończenia cyklu.

Jeśli chodzi o tom zatytułowany Światło, to jakość jego wydania nie odbiega zanadto od jakości poprzednich części. Wita nas średnio zachęcająca okładka z fotografiami jakichś dzieci, która jednakże nie jest najgorszą w cyklu. Kilka uwag można by też mieć do korekty, czy redakcji, która nie zauważyła, jak przypuszczam, skrótu PB odnoszącego się do najważniejszej miejscowości powieści – wcześniej podobne uproszczenie nie było stosowane, więc myślę, że to pozostałość po pracy tłumacza, który w ten sposób przyspieszał swoją pracę. To jednak nie ma większego znaczenia, gdyż wszelkie niedoskonałości nikną w nurcie akcji, która nakazuje nam przerzucać kolejne strony.

Michaelowi Grantowi udało się stworzyć powieść kompletną, wciągającą od początku do końca i satysfakcjonującą czytelnika. W kategorii powieści przeznaczonej dla nastoletniego czytelnika, książki z cyklu Gone plasują się zdecydowanie w czołówce. Próżno w tej chwili szukam w pamięci tytułu science fiction, który mógłby się z nim równać. Jeśli zaś chodzi o starszych czytelników, to z czystym sumieniem mogę im polecić tę serię. Wierzę że się nie zawiodą i jak ja, dadzą się porwać snutej na kartach powieści historią. Gone to lektura obowiązkowa. Od pierwszego do ostatniego tomu.

Tytuł: Faza szósta: Światło
Cykl: Gone – Zniknęli, tom 6
Autor: Michael Grant
Wydawca: Jaguar
Rok: 2013
Stron: 380
Ocena: 5+
BAZYL Opublikowane przez:

Zaczął od tekstowego Hobbita na Commodore 64, a potem poszło już z górki. O tamtej pory przebił się przez wszystkie chyba rodzaje fantastyki – i nie przestaje drążyć tematu dalej.

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *