Strona 1 z 6

Potwór, z ubicia którego moja drużyna jest szczególnie dumna

: sobota, 19 marca 2005, 11:10
autor: BAZYL
Zachęcam do wypowaidania się na ten temat - ale nie chodzi mi o wpisy "Ostatnio na sasji walczyliśmy z legionem zombich" tylko konkretnego przeciwnika, którego zabicie było przez Was odbierane szczególnie (np. ze względu na okoliczność) i czesto je wspominacie :)

: sobota, 19 marca 2005, 11:21
autor: BAZYL
Pamiętam kiedyś nasza wypasiona drużyna (mnie akurat nie było) musiała zdobyć pewien artefakt strzeżony przez bodaj skamieniałego smoka, który łapę trzymał na szkielecie człowieka który miał ten przedmiot - niby nic, ale się dopiero okazało...

Wzięliśmy ten przedmiot, bodaj berło i... Nie - to nie smok... ;-) Trup ożył i okazał się Nazgulem, czyli super-wypasionym martwiakiem. Wtedy całą drużyna straciła wszystko co miała - połowa drużyny zginęła (w tym przypakowany półbóg - w którego wszyscy wierzyli i który dawal drużynie powera).

Ci któzy przetrwali nie mieli nic - nawet ubrań. Ale ten temat i ta walka przewija się regularnie - czy to w realiach świata czy naszych opowieściach...

: sobota, 19 marca 2005, 12:24
autor: Darkelfft
Hmmm.... po chwili zastanowienia..... był taki jeden potwór...... zielony jaszczur...
Drużyna chciała na niego zapolować, koniec konców doszło do konfrontacji w lesie, nieopodal kryjówki smoka znajdującej się w jeziorze, w starej niezalanej krypcie. Pewni siebie bohaterowie pobili smoka ( jak im się zdawało, smok udawał), zadowoleni, że są tacy silni kazali mu pokazać, gdzie znajduje sie jego leże. Smok złożył im propozycję, że po co mają się męczyć, skoro on sam może wyniesć skarby z leża. Bohaterowie zgodzili się :). Tak więc smok zmienił się w postać humanoidalną i wskoczył do wody. Gdy nie wypływał już dobre 10 minut drużyna się wściekła, że smok ich wykiwał i postanowili sami zejść do jamy. Po rzuceniu zaklęć ochronnych zeszli pod wodę do przejścia, którym był pionowy tunel, z którego co chwilę buchała gorąca woda. Gdy przeszli ( z małymi szkodami), znaleźli się w jamie, która była przedsionkiem olbrzymiej krypty. Czekał już tam na nich smok, wraz ze swoją strażą, czyli czterema półsmokami. Zaczęła się jatka, trup słał się gęsto między obiema stronami. Gdy dochodziło już do elementu kulminacyjnego, kiedy więcej niż połowa drużyny była martwa, a smok dogorywał stała się rzecz niezwykła- krypta zatrząsła się w posadach i otworzyly się olbrzymie wrota, dotychczas zamknięte. Wszyscy usłyszeli głos dawno zmarłego licza unoszący się ze środka, po chwili on sam stanął w drzwiach. Jednym zaklęciem zabił kilku graczy i półsmoków...

Chociaż walka ze smokiem nie została dokończona ( obydwie strony cudem uciekły, tylko jeden gracz przeżył), to drużyna wspomina ją duzo razy, wtedy, gdy tylko przewinie sie im przez uszy nazwa smok...

: niedziela, 20 marca 2005, 15:31
autor: Falka
Pamietam jak raz na sesji w KC zabilam czterech czy pieciu Malaukow (czy jak tam sie zwali; po cztery rece mieli w kazdym razie) swoja 0-poziomowa nekromantka :) Ubilam drani w sposob nastepujacy: rzucalam na nich Sfere Bolu i jak lezeli na ziemi, w nastepnej turze podzynalam im gardla maczeta. Mialam wtedy wielkie szczescie, bo jakby choc jeden z nich choc raz mnie trafil (nie wychodzily im rzuty) to by ubil na miejscu, gdyz minimalne obrazenia i tak byly wieksze od moich PeZetow.
Reszta druzyny pozniej wypominala MG te potwory, bo nabilam sobie niezle EXP i pieniazkow :D
A zaatakowalam tych dziadow z niewiedzy - nie mialam zielonego pojecia, ze mnie moga ubic jednym ciosem.
Wniosek: glupi to ma zawsze szczescie ;)

: niedziela, 20 marca 2005, 22:18
autor: BAZYL
Te Uruk-Haie, z którymi walczyłas przewracaja sie w grobach jak słyszą to co napisałaś... I nie zaatakowałaś ich z niewiedzy, tylko one zaatakowały Ciebie za niesubordynacje :P

: poniedziałek, 21 marca 2005, 16:12
autor: Falka
Ej, to nie byly uruk-haie! Az takiej sklerozy nie mam ;) Jakbys powiedzial, ze to uruk-haie, to bym zrobila, co mi kazali. Uzyles innej nazwy.
I to ja je zaatakowalam: kazali mi oproznic kieszenie, a ja na nich sfere bolu rzucilam, bo nie weidzialam, ze mam sie ich bac.

: środa, 30 marca 2005, 22:56
autor: Widłak
Cóż... To było późną jesienią. Przeczesywaliśmy wtedy z kompanami pewien wiekowy las, w poszukiwaniu chatki jednej takiej wiedźmy, która nas nieźle udupiła (odebrała naszemu kapitanowi potencję, a reszta nabawiła się parchów :x ). Deszcz siąpił tego dnia, a nastroje były podłe. Na dodatek zabłądziliśmy... Gienek zaczął rąbać głową w drzewo, ale go odwiedliśmy od tego (nie bez oporów), bo chłop był tęgi i jeszcze by krzywdę drzewku jaką wyrządził. I wtedy Mariano wpadł na niezły pomysł - wiedźma musi mieszkać blisko wodopoju, bo przecież by sobie chyba studni sama nie wybiła w środku lasu... (jak sę później okazało wybiła sobie :? ). No to ruszyliśmy z kopyta w kierunku strumyka, który minęliśmy jakieś dwa kwadranse wcześniej i zaczęliśmy przeszukiwać jego okolice. I to było to! W końcu znaleźliśmy chatę staruchy! Dobyliśmy mieczy i skoczyliśmy w stronę rozpadającej się chałupy. Gienio rąbnął w drzwi, a te wpadły razem z framugą do środka. Jędza siedziała na piecu i grzała się, jakby jej żar nie dokuczał. 'Szykuj się na śmierć, wiedźmo!' - zagrzmiałem, a ona ani drgnęła. Splunąłem i wyciągnąłem ostrze w jej stronę, gdy ta zagwizdała i zawołała: 'Lucek! Wyleź wnet ze swej jamy!'. Zamarłem na chwilę, ale szybko się odwróciłem, żeby obejrzeć sobie tego Lucka, bo wcześniej nikogo innego nie dostrzegłem w chałupie. I nic dziwnego - Lucek chował się w piwniczce, pod podłogą. Wtem klapa od piwnicy uniosła się i spojrzały na nas dwa, najszkaradniejsze jakie w całym swoim życiu widzieliśmy, ślepia. Po chwili ukazał się łeb bydlaka, a potem całe jego tłuste cielsko wgramoliło się do izby. I tak oto stanął przed nami na chwiejących się łapach stary cap - bazyliszek! Ślepy już był i niekumaty, więc jego wzrok praktycznie nie miał na nas wpływu, chyba jeno wywołując potworne obrzydzenie...
Gad był tak stary, że nie mógł na nogach ustać, więc Mariano kopnął go w bok i ten potoczył się z łoskotem na dno piwnicy. Wiedźma zaczęła kląć w sposób, który zawstydziłby nawet krasnoluda i porwała swoją miotłę. Zaczeła nas nią okładać i grozić, że dziadów borowych na nas naśle, a te ponoć lubują się w chędożeniu wszystkiego co popadnie. Na to Gienek się zdenerwował i jak chwycił staruchę za fraki i zaczął nią potrząsać, aż sztuczna szczęka jej wyleciała i ugodziła Mariana w czoło! Otworzył tedy Gienek drzwi od pieca i wepchnął wiedźmę w kąsające płomienie. Czarownica nawet przypalana i bez zębów nie przestała kląć na nas, że niby pożałujemy, że nam krasnale będą sikać do mleka. Ale my się nie przelękliśmym, takie to z nas odważne brachy były. Zamknęliśmy piec i poczekaliśmy aż starucha zamieni się w chmurkę - a długo jej to zajęło. Dopięliśmy jednak swego! Pomściliśmy kapitana i uwolniliśmy świat od poczwary!
Zastanawialiśmy się tylko, co uczynić z bazyliszkiem, który wył niemiłosiernie w piwnicy. Padł pomysł, żeby go wybebeszyć, a potem wypchać pierzem i postawić obok kominka, ale ostatecznie odechciało nam się targać ścierwa z powrotem. Zostawiliśmy więc toto w piwnicy i pomaszerowaliśmy zadowoleni do miasta...


I tak oto skończyła się nasza przygoda. Z ubicia wiedźmy byliśmy bardzo zdowoleni, ostatnio nawet Gienek wspominał tamte zdarzenia, kiedy u niego grillowaliśmy... eee... zaraz... Właśnie sobie uświadomiłem, że to nie była gra, tylko nasza ostatnia wycieczka do Puszczy Kampinoskiej... coś tu nie gra, coś tu nie gra... Gdzie są moje proszki...

: czwartek, 31 marca 2005, 23:05
autor: Dante
Wciąż pamiętam naszą jadke z dorosłym zielonym smokiem... no jak by to było dziwne nasza 8 poziomowa ekipa (4 postacie) ubiła gada. Ale i tak najlepsza była rzeź w Haragoth, które oblegały smoki... Na końcu walczyliśmy z 6 pół smokami na 8-10- levelu.

Naszczęście mieliśmy szczęście i po pierwszym ciosie ze strony wrogów zwialiśmy. A śmiechu smoków biły się po korytarzu.

Jeszcze zanim miałem dnd grałem w sesje nawiedzone dworzyce i razem z kumplem doszliśmy do xantipicora. Ten nas lancą albo fire ballem a my go po łbie mieczami.

Niestety nie mam żadnych pięknych akcji ale na następnej sesj9i zapolujemy na dróżyne deads! czyli Devil, Darkstar i Ragnarok :D

: niedziela, 3 kwietnia 2005, 17:19
autor: laRy
moja druzynka w falloucie... jak oni byli dumni jak zalatwili tego deathclawa (100hp) w 6 rund... a jaka ja mialem radoche jak im powiedzialem, ze to bylo dziecko... a jaka radocha byla jak mamusia sie pojawila... (250hp) meczyli sie strasznie, wszystkie stimpacki i dragi zuzyli, prawie cala amunicja poszla w piach, ale im sie udalo... a jak teraz ta walke wspominamy to oni tylko mordy ciesza :D

: wtorek, 19 kwietnia 2005, 13:21
autor: Dante
Obiecałem, że w najbliższym czasie załatwię graczom fenomenalną walkę? To słowa dotrzymuje.

Drużyna przebiła się przez masę wrogów do jaskini królowej Yuan-t.
Spodziewali się zobaczyć jakiegoś Wężoluda z obstawą, ale to, co zobaczyli przerosło ich. 20 Metrowa bestia z 6 masywnymi rękami w każdej trzymając wielki, Sejmitar +2. I na dodatek na dzień dobry trzasneła chmurą kwasu, 1k10 obrażeń na runde dla każdego 3 metry od niej bez latania.
Drużyna 3 wojowników poziomy 8-9 Sw 10-12 kontra bestia sw16:D
Walka była zaciekła pół smok razem z wojownikiem z tarczą lotu atakowali z powietrza. Tym czasem krasnolud próbował wspiąć się na kolumnę. Yuan-t rozwalił kolumnę krasnal spadł i złamał nogę. Latacze zostali powaleni w chmurę przez potężne ciosy wroga.

Na końcu bohaterzy na skraju sił zabili wroga. Yuan-t wbił się mieczami we mnie wyrwałem się i dobiłem 4 hitami. Tylko Bowen był przytomny:D

: sobota, 23 kwietnia 2005, 09:29
autor: mrufon
Najgorszym potworem dla naszej drużyny była kierowniczka akademika "Parawanowiec", ponieważ nie chciała długo udostępnić nam pustej pralni do grania. Ale w końcu daliśmy radę. :D
A poważnie - to była strzyga, którą wciągnąłem solo. W KC, więc tym bardziej dumny jestem. Ci, którzy znają KC, wiedzą o czym mówię.

: sobota, 23 kwietnia 2005, 14:22
autor: BAZYL
mrufon pisze:A poważnie - to była strzyga, którą wciągnąłem solo. W KC, więc tym bardziej dumny jestem. Ci, którzy znają KC, wiedzą o czym mówię.
To trzeba ją było wodą - wodą polać ;-)

Ja ostatnio przy okazji naszej dyskusji na innym forum przypomniałęm sobie mojego krasnoluda i ubicie Hor-Gura (przygoda Nieproszony Gość), czyli takiego wielkiego robala - zadałem mu krytyka dzięki zdolności Młynek i zadałem bodaj 750 obrażeń - przeciecie poprzeczne co sie zowie.

Do dziś pamiętam jak mówie że robie młynek, a MG sie upewnia:
-A wiedsz czym to grozi (szansa krytycznego pudła x 2)
Potwierdziłęm - MG rzucił i powiedzniał:
-No to sie doigrałeś - sam tego chciałeś... Widzicie chłopaki wasz znajomy krasnolud zaczał młynkować toporem a potem tak jakoś krzywo uderzył potwora i jego topór tak krzywo sie wbil miedzy jego oslony i... bestia została poprzecznie przecieta ;]

: niedziela, 12 czerwca 2005, 16:06
autor: Jelcyn
Najbardziej dumny jestem z zabicia, zniszczenjia i doprowadzenia do szewskiej pasii największego i najstraszniejszego potwora na całej ziemi mianowicie mojego MG. Ten komu się to udało wie jaki to niewiarygodny wyczyn,
po pierwsze trzeba pokonac wszystkie na miejscu wymyślane zasadu, potem pokonać hordy niepokonywalnych stworów następnie mieć szczęśliwe rzuty, co więcej trzeba przekrzyczeć prowadzącego a potem to już idzie z górki aż dojdzie do momentu w którym
a:mistrz gry się popłacze
b: wyrzuci graczy z mieszkania
c:załamie się i dostnie shizofrenii oraz innych wspaniałych objawów niezrównoważenia

życzę przyjemnego polowania na te bestie-MG

: sobota, 10 września 2005, 20:57
autor: Seth
Ja muszę się pochwalic że kiedyś w pojedynkę zabiłem niebieskiego smoka! Był to ostatni poziom podziemi które nasz MG stworzył pod pewną górą, wszyscy już nie żyli jedynie mi udało się uciec na oślep do jakiejś komnaty gdzie jak mówił MG był tylko leżący na podeście banan. Gdy w końcu z trudem przekradłem się do smoka, ten odepchnął mnie podmuchem tak że mój miecz wylądował na drugiej stronie sali, w ciągu ułamku sekundy podjąłem krytyczną decyzję i rzuciłem w smoka tym co miałem pod ręką- owym bananem. Banan wbił się w oko bestii(wciąż nie wiem jak to zrobiłem!Ale później musiałem stworzy nową postac bo moja po ubiciu smoka była zbyt silna dla mojego nieambitnego MG) a ona w szale walnęła głową o sufit... i tyle słyszano o tym smoku, udało mi się otworzy pobliski portal i w pełni chwały zgodnie z decyzją mistrza gry trafic do... otchłani gdzie demony rozerwały mnie na strzępy. :?

: niedziela, 11 września 2005, 17:46
autor: Krycho
Pamietam jak moja 12 lvl. drużyna ubiła tarrasqaue ( Najsilniejszy potwór w d & d jakby ktoś nie wiedział, prócz tych największych smoków)... To było kawał czasu temu. nie pamiętam szczegółów, ale walka trwała całą sesję i kawałek drugiej, a wygrali przy pomocy kilku wojowników z sąsiedniej wioski (niższy poziom chyba mieli).

Z fajnych walk pamiętam też wyrżnięcie dużego zielonego smoka, cała drużyna była po walce w opłakanym stanie. Ciekawa była też walka z przywódcą orkowej armii na szczycie 100 metrowych spiralnych schodów, na zakończenie kampani (to była finałowa walka) schody się urwały, wszyscy gracze polecieli na dół, odbył się piękny pogrzeb i zostali pochowani przez mieszkańców miasta w złotym sarkofagu. Chlip. :D

: poniedziałek, 12 września 2005, 16:03
autor: LOD
A ja zabiłem smoka po czym zabił mnie goblin... :lol: Graliśmy z kumplem w autokarze w system bez reguł czyli wyobraźnia MG. Testy robiliśmy za pomocą "papier, kamień, nożyczki" i... ze smokiem wygrałem a z goblinem nie :P Ładnie się potem mściłem kiedy była zamiana ról....

: poniedziałek, 12 września 2005, 23:26
autor: BearClaw
Pewnego pieknego poranka gdy spotkalismy odrobinke przerosnieta, zgrubiala czerowna jaszczurke.. zwana .. smokiem... godzina walki.. chyba wiecej nie musze dodwac? :wink: