Tawerna RPG numer 114

Rybak

W portowych dokach Gors Velen można go spotkać od dawna. Spuściwszy nogi z drewnianego pomostu siedzi i tępo wpatruje się w drgający na wodzie korkowy spławik. Jak zawsze odziany w zielony sztormowy płaszcz i czapkę z wąskim rondem, obiegającym ją dookoła. Na jego twarzy widnieje doświadczenie przeżytych lat, lecz często zmarszczki przecina szeroki i szczery uśmiech. Dawno posiwiała i gęsta broda nie jest zbyt długa, wystarczy że opada starcowi na pierś. A w jasnych oczach odbija się barwa morza. Zawsze w pobliżu znajduje się niewielkie drewniane wiaderko, w połowie wypełnione wodą, nikt jednak nie wspominał, by widział w nim jakieś ryby. To nieszkodliwy dziwak.

Właściwie ludzie przyzwyczaili się do tego człowieka między cumującymi starkami, czasami tylko przybysze na zagranicznych łajbach dziwią się trochę, nabijają z biedaka, bądź burzą, że miasto nie potrafi zaprowadzić porządku w dokach. Bardzo rzadko znajdzie się ktoś agresywny.

I ja przywykłem do niego; stał się tylko częścią tła, jakim jest port dla codziennych spraw wielkiego miasta. Dopiero gdy jeden z podpitych w tawernie marynarzy zaczął go szarpać za podniszczony przyodziewek, zwróciłem na wszystko baczniejszą uwagę. Znikąd pojawiły się bowiem dwa bełty, które szybko ostudziły zapał agresora. A starzec ciągle wpatrywał się w spławik. Ktoś inny nad nim czuwał. Jedni powiadają, że sam Dijksrra z polecenia króla Vizimira, inni że to czarodzieje z wyspy Thanedd, lecz któż dawałby wiarę temu co ludzie mówią?

Od tamtej pory zacząłem pytać o Rybaka, bo właśnie Rybakiem zwą tego niecodziennego cudaka. Człowiekiem z portu, który całymi dniami siedzi nad wodą i lepi z chleba kulki, którymi się żywi, dzieląc okruchy niedoli z rybami w odmętach portowej zatoki.

W mieście gadają o nim różne rzeczy. Podobno był kiedyś mędrcem, który znalazł butelkę i pragnąc szczęścia dla wszystkich dał się złapać w pułapkę; zażyczył sobie uwolnić dżinna. Za karę musiał potem zająć jego miejsce. Nikt jednak nie potrafi powiedzieć jak się uwolnił. Każdy potwierdza tylko, że był tam zamknięty całymi latami, a wiedza jaką przez to zdobył jest przeogromna.

Czasami, gdy na morzu trwa sztorm, a fale biją spienionymi bałwanami o deski pomostu, można go spotkać na nabrzeżu, bazgrzącego węglem jakieś przedziwne symbole. Powiadają, że są to na zawsze zapomniane imiona dżinnów, którzy czekają na kogoś, kto ich uwolni. A może to zaklęcia, którymi chce uspokoić wzburzone demony morza? Często magowie interesują się tymi znakami, lecz nim pojawią się na nabrzeżu deszcz, wiatr i dzieciaki dokonają już dzieła zniszczenia. A Rybak... Cóż, te symbole to jedyny temat, na który zagadnięty nie odpowiada.

Gdy woda jest spokojna, a starzec w porcie, czasami ktoś się do niego przysiadzie i podobnie mocząc kij w wodzie nawiąże krótszą lub dłuższą rozmowę. Bo mędrzec chętnie dzieli się wiedzą, którą posiadł z osobami podobnymi do siebie. Zawsze rozpocznie, mówiąc o szczęściu, a z czasem odpowie na zadane pytanie, poradzi, pomoże rozwiązać zagadkę. A mądrość jego jest tak rozległa, że ponoć czasem i król Vizimir wysyła do niego swych ludzi, a i podobnież nawet zjawia się u niego osobiście. Bo jest on być może jedynym żyjącym wśród ludzi dżinnem. A może to tylko plotki...

Tak, to niewątpliwie bujdy, a jedno co jest pewne w tej całej historii to fakt, że Rybak siedzi tam, w porcie i na coś czeka. Być może na ciebie, więc jeśli chcesz z nim pogadać, to chwytaj za wędkę i ruszaj na pomost. Ale nie musisz się śpieszyć. Mam przeczucie, że będzie tam jeszcze długo...

Autor: BAZYL

Pewne prawa zastrzeżone. Tekst na licencji Creative Commons.