Tawerna RPG numer 114

Munchkin

Munchkin

Przyznam że z niejakim zdziwieniem czytałem recenzję JAskra, dotyczącą polskiego wydania gry Munchkin. Cenię go jako autora gier planszowych i człowieka który grał w naprawdę wiele gier tego typu, ale z jego oceną gry Steve’a Jacksona zgodzić się nie mogę.

Z góry zaznaczam, że Munchkina znam od lat. Poznałem go na jednym z konwentów i grałem tak często, jak tylko udało mi się trafić na grupkę chętnych i posiadających talię graczy. Gdy dotarła do mnie informacja, że Q-Workshop (wespół z Kuźnią Gier) szykują się do wydania polskiej wersji tej gry, byłem pewien, że ją zakupię. I tak też się stało – tuż po premierze, na wrocławskim Niuconie skusiłem się na zakup i zacierałem ręce na myśl wspólnej gry z drużyną z jaką gram w klasyczne RPG.

Munchkin

Z JAskrem zgodzę się w kwestii ceny. Gra należy do klasyki karcianek, ma już swoją renomę, nie tylko w naszym kraju, ale osiemdziesiąt złotych jest ceną zdecydowanie za wysoką – nawet jeśli weźmiemy pod uwagę solidne wykonanie pudełka (i niezbyt solidny papier na którym wydrukowano karty) i ładne kostki – w tym specjalnie przygotowaną munchkinową k10. Przyznam, że z chęcią bym zrezygnował z tego gadżetu, jeśli miałoby to obniżyć cenę. Raz że zasada wprowadzona wraz z dodatkową kością daje praktycznie zawsze sukces w walce z nieumarłymi (choć z drugiej strony w grze nie jest ich znowu tak wiele, żeby znacząco zachwiało to rozgrywką), a dwa że kości od Q-Workshopu są… nieczytelne. Zawsze irytuje mnie to, że najwyższa wartość na ich produktach zastąpiona jest jakimś znakiem graficznym, który najczęściej nie kojarzy się z żadną wartością – lub kojarzy się z zupełnie inną niż przedstawia (na przykład na k6 dołączonych do Munchkina PL 6 na pierwszy rzut oka przypomina 0, gdyż znajduje się na niej logo producenta). Jeśli zaś chodzi o wypraskę i karty do gry, to po kilku rozgrywkach problem sam znika.

Munchkin

Jako wadę wytknę jednak instrukcję. Po jednorazowej lekturze początkujący gracz wiele nie zrozumie, zaś uciekanie się do niej w czasie gry (zwłaszcza, gdy gra się w przyciemnionym pomieszczeniu), może sprawić trudność ze względu na małe literki. Papier kredowy to także zbędny luksus, o tyle irytujący, że od jego powierzchni lubi odbijać się światło, co sprawia, ze czytanie staje się jeszcze mniej przyjemne. Zwłaszcza w ferworze rozgrywki.

Na mój sprzeciw zasługuje również zdanie z recenzji JAskra, jakoby rozgrywka była losowa. Owszem, poniekąd to prawda, ale która gra oparta o kości nie jest losowa? Mechanika gry jednak bardzo ogranicza wpływ tej losowości na przebieg zabawy. Co prawda zwykle ciągnie się kartę z wierzchu stosu kart, ale w pewnych okolicznościach można z tego zrezygnować – na przykład biorąc ze stołu kartę odwróconą koszulką do dołu, zatem z widoczną zasadą. Jednocześnie, w czasie rzeczywistym, inni gracze mogą reagować na poczynania zawodnika, którego tura właśnie trwa. Mogą oni dokładać dodatkowych przeciwników lub pomagać koledze – ale równie dobrze, mimo możliwości, mogą tego nie robić! Losowość jest zatem mocno modulowana przez poczynania graczy.

Munchkin

Nie wiem także, co za wadą jest długość gry. To oczywiste, ze wraz ze wzrostem liczby graczy, pojawia się więcej możliwości zagrania i przez stół przewija się większa liczba kart. To wpływa na długość gry, ale rzadkie przypadki gdy trwa ona 2 godziny, to nie wada ale zaleta gry. Być może jestem już graczem starej daty, wychowanym na Monopolu (który do najkrótszych nie należy) i klasycznych wielogodzinnych sesjach RPG, ale przeciwnie do JAskra – lubię Munchkina za jego długość. Nic nie denerwuje mnie bardziej niż gry, które kończą się zanim na dobre zacznie się w nie grać, lub gdy rozgrywka trwa krócej niż rozkładanie na stole żetonów.

W przeciwieństwie do autora, z którym wdaję się w polemikę zauważyłem jeszcze jedną wadę polskiego wydania. Otóż w opisach niektórych kart wystąpiły drobne literówki, których nie wyłapała korekta (czy raczej testerzy, bo z tego co widać w stopce gra nie posiada nominalnego korektora). Mam nadzieję, że drugie wydanie tej gry – według zapowiedzi wydawcy z kolorowymi ilustracjami Johna Kovalica – zostanie poprawione także w tym zakresie.

Munchkin

Być może jestem ciut nieobiektywny, ze względu na duży sentyment do tej gry, ale jej ocena, w moim przekonaniu powinna być znacznie wyższa niż ta, którą wystawił JAskier. Wystarczy wspomnieć, że kiedyś przed zwykłą sesją RPG ze znajomymi zdecydowaliśmy się rozegrać partyjkę Munchkina, a zabawa dostarczyła nam naprawdę sporo rozrywki i w żadnym razie nie uznaliśmy tego za marnowanie czasu, mimo że uszczupliło to czas samej sesji. Na dodatek na początku kolejnej sesji musiałem tłumaczyć się, dlaczego nie przyniosłem ze sobą Munchkina – zupełnie, jakby czymś oczywistym stało się, że sesję zaczynamy właśnie od tej gry.

Mimo wymienionych wad, głównie technicznych, polskiego wydania, nie mogę się zgodzić z trójką wystawioną przez JAskra. Nawet jego asekuranckie zapewnienie, że miłośnicy gier fabularnych mogą ją spokojnie podnieść, nie przekonuje mnie do tak niskiej oceny Munchkina. Karcianka ta, ze względu na specyficzny i hermetyczny humor, a także sam temat – niekoniecznie znany zwykłym zjadaczom chleba – powinna otrzymać czwórkę. Choć ja, jako zadeklarowany erpegowiec nawet tę ocenę uważam za nieco zbyt niską. Dlatego zgodnie ze swoim sumieniem i na własną odpowiedzialność dodam jeszcze plusa.

Tytuł: Munchkin PL
Autor: Steve Jackson
Wydawca: Q-workshop, Kuźnia Gier
Ilość graczy: 3-6
Rok wydania: 2008
Ocena: 4+

Autor: BAZYL

Pewne prawa zastrzeżone. Tekst na licencji Creative Commons.