Autor: Strider

Na początku były Przygody Gala Asterixa... A później wszystko inne. Nie przepuści żadnemu filmowi animowanemu, ani książce dla dzieci. Miłośnik dobrego science-fiction i gier starszych niż on sam.

Zanim zacznę wytykać organizatorom tegorocznego Pyrkonu co mi w nim nie pasowało, małe zastrzeżenie: ci z Was, którzy oczekują rzetelnej relacji redaktora, co to na niejednym konwencie zęby połamał, mogą w tym miejscu przestać czytać. Dla Was będzie relacja borga.

Plakaty reklamujące Zaplątanych są jednoznaczne – to najbardziej wyczesana komedia roku. Po ujrzeniu ich pierwszą moją reakcją było: uważajcie, jeszcze uwierzę – no, bo powiedzcie sami, ile takich posterów widzieliście? No właśnie.

Na twarz padnijcie przed Aniołem Zagłady, wy, którzyście zwątpili w sens jego misji! Albowiem zaprawdę powiadam wam – autorka po raz kolejny na wysokości zadania stanęła, lecz dostrzec tego nie chcieliście!

Tak się jakoś ostatnimi laty złożyło, że bardzo popularna stała się w fantastyce tematyka anielska. Na rodzimym podwórku zaczęło się od Kossakowskiej i jej opowiadań oraz Siewcy wiatru, następnie był Ćwiek, który wpadł na (jakże odkrywczy!) pomysł stworzenia uniwersum aniołów bez Boga w Kłamcy, ostatnio nie do końca spełniający oczekiwania Zbieracz Burz, znów Kossakowskiej.

Choć może wydawać się to dziwne, fantastyka naukowa, to naprawdę ciężki kawałek chleba dla pisarza. Teoretycznie wszystko jest proste – wystarczy wystrzelić ludzi w kosmos albo rozwinąć ich cywilizację do niebotycznego poziomu, dorzucić trochę quasi-naukowego słownictwa i dodać jakiegoś – niekoniecznie charyzmatycznego (vide filmowy Luke Skywalker) – bohatera. Proste?

Lato to taka pora roku, kiedy potężna liczba uczniów i studentów po raz kolejny zasłużenie odpoczywa po całorocznym wysiłku związanym z unikaniem pracy. Dwa (a czasami nawet trzy) miesiące wakacji, to nie byle co, nic więc dziwnego, że i różnej maści wydawnictwa solidarnie zorganizowały sobie wakacje…

Jak daleko mogę sięgnąć pamięcią, horrory i historie grozy zawsze towarzyszyły mi w życiu. Do dziś doskonale pamiętam, jak dorośli straszyli mnie opowieściami o wampirach, duchach w starych budynkach, zmarłych nagle budzących się w trumnach…

Recenzja ta zaczynać miała się inaczej. Wstęp miał być opatrzony mądrymi uwagami na temat legendy o Robinie, pojawić miały się uwagi odnośnie jego historyczności, planowałem przedstawić pokrótce dotychczasowe wykorzystanie legendy w literaturze i filmie.

Na początku niniejszego tekstu, postanawiam zastrzec, iż nigdy wielkim fanem Iron Mana nie byłem. Choć uniwersum Marvela znam od lat, do historii o Człowieku z Żelaza nigdy nie ciągnęło mnie tak bardzo, jak do przygód X-Menów czy Spider-mana.

Są dni, kiedy nic nie idzie wam tak, jak byście sobie tego życzyli. Budzik się zepsuł, więc wstajecie z dwugodzinnym poślizgiem. Chcecie jak najszybciej zjeść śniadanie i wyjść z domu, ale zapomnieliście wczoraj zrobić zakupy!