Złym okiem: Polcon 2004

XIX Ogólnopolski Zlot Miłośników Fantastyki POLCON 2004 tym razem odbywał się w niewielkiej, bo liczącej nieco ponad 100 tysięcy mieszkańców, Zielonej Górze. Dlatego nikt nie spodziewał się wielkich tłumów podczas tej imprezy. I słusznie, gdyż liczba osób jaka ściągnęła do tego przygranicznego grodu była porównywalna z tą jaka odwiedziła zeszłoroczną edycję tej imprezy w Elblągu (dla przypomnienia 350-400 osób łącznie z organizatorami i zaproszonymi gośćmi).

Jednak kiedy wspólnie z kolegami dotarliśmy na miejsce konwentu – do campusu B Uniwersytetu Zielonogórskiego – zdumieni ustawiliśmy się w olbrzymiej kolejce! Niestety nie był to ani nadspodziewany przyjazd olbrzymiej ilości uczestników, ani – wbrew żartom krążącym w kolejce LARP PRLowy pod tytułem Sklep mięsny, a jedynie brak odpowiedniego zgrania organizatorów imprezy. Nic więc dziwnego, że w obliczu prawie godzinnej pogoni za identyfikatorami spóźniliśmy się na pierwsze widniejące w programie spotkania.

Wreszcie z obolałymi nogami i pełni obaw o dalszy przebieg konwentu dotarliśmy do końca kolejkowych męczarni i trud nasz został nagrodzony olbrzymimi reklamówkami, jaskrawymi kolorami reklamującymi jednego z operatorów sieci telefonii komórkowej, w których znalazły się tradycyjne konwentowe pomoce i garść gadżetów. O ile plakat reklamujący tegoroczny POLCON oraz konwentową pocztówkę uważam za zbędne drobiazgi, o tyle przypinany znaczek imprezy mam za bardzo sympatyczną drobnostkę. Zaskoczyła mnie za to ilość broszurek, jakie dodano nam do tego zestawu. Stało się tak, albowiem organizatorzy postanowili rozdzielić program i informator konwentowy, co swoją drogą również muszę im policzyć na plus. Niestety mam wątpliwości co do ich zawartości.

Program – błędnie zatytułowany Informatorem – złożony jest w sposób bardzo przejrzysty i profesjonalny. Nic jednak nie usprawiedliwia tego, że nie ma tam programu w ujęciu chronologicznym – za to dwa razy zostaliśmy uraczeni przedstawieniem go ze względu na miejsce realizacji danego punktu. Niestety rozkład ten – dobrze spisujący się w graficznym przedstawieniu atrakcji – bardzo razi w spisie tekstowym.

Właściwy Informator prezentuje się dużo lepiej jeżeli chodzi o wygląd. Wydany został na lepszym papierze, z kolorową okładką i świetnie opracowaną grafiką. Jednak i tutaj można przyczepić się do jego zawartości. Na początku znajdziemy wstępniak, napisany w charakterze wspomnień sprzed rozpoczęcia konwentu. I chociaż tekst prezentuje się nieźle, to mimo wszystko zawiodłem się tylko widząc nieudolne próby dowcipkowania autora. Zaprawdę, po klubie z Polskiego Zagłębia Kabaretowego jakim niewątpliwie jest Zielona Góra spodziewałem się więcej. Podobnie jeżeli chodzi o szczyptę historii… została ona napisana w sposób zbyt naukowy i niezbyt ciekawy – niektóre zdania wyglądały jak żywcem wycięte z jakiegoś historycznego czytadła i – bądźmy szczerzy – raczej odstrasza potencjalnego konwentowicza od przeczytania tego. Co innego jeżeli chodzi o przedstawienie historii POLCONU i Nagrody Zajdla. Tutaj zawarto wszystkie informacje i to w sposób bardzo przejrzysty i przystępny. Kiedy jednak dotarłem do przeglądu tegorocznych nominowanych wyszło lenistwo – albo nieznajomość tematu – osoby przygotowującej Informator. Uważam tak, gdyż umieszczone tam informacje z oficjalnej strony Nagrody Zajdla były trochę nieścisłe, przynajmniej jeżeli chodzi o ich aktualność.

Opowiadania, które znalazły się w książeczce również pozostawiają wiele do życzenia. O ile Na ratunek Marcina Prackiego było wyłącznie słabe warsztatowo, ale intrygujące, o tyle Psychodelicznego obozu skoncentrowanego T. Zbigniewa Dworaka nie sposób było czytać. Przerost formy nad treścią w klasycznym wydaniu! Dalej następują fragmenty książek polconowych gości z Wydawnictwa RUNA, a o ich jakość można już być spokojnym.

Mi osobiście w omówionych wyżej informatorach zabrakło jednej rzeczy, a mianowicie przedstawienia sylwetek gości honorowych, jakimi w tym roku – zgodnie z przyjętym kanonem POLCONU (pisarz, wydawca, fan) – byli: Jacek Dukaj, Agencja Wydawnicza RUNA oraz Tadeusz Olszański.

Punkty programu przed uroczystym rozpoczęciem imprezy nie należały do najciekawszych. Odwiedziłem kilka sal prelekcyjnych na których długo miejsca nie zagrzałem, a kiedy nadszedł odpowiedni moment – udałem się na Aulę C Uniwersytetu na oficjalne otwarcie. I chociaż spodziewałem się nieco bardziej uroczystej oprawy, przyznam szczerze, podobało mi się. No, może do czasu krótkiego wystąpienia profesora Tadeusza Gila, które było połączone z otwarciem, a które, mimo że bardzo rzeczowe, nie musiało interesować wszystkich przybyłych na rozpoczęcie konwentu, a z którego nie sposób było umknąć nie zwracając na siebie powszechnej uwagi i nie przeszkadzając innym.

Dzień zakończyliśmy dość późno, ze względu na sesję, jaką zorganizowaliśmy sobie niezależnie od oficjalnego programu POLCONU. I bezapelacyjnie to był najjaśniejszy punkt pierwszego dnia.

Następny dzień – z przyczyn zależnych rozpoczęty przez nas dwugodzinnym przedłużeniem snu – był o wiele ciekawszy jeżeli chodzi o punkty programu. Pozostanie jedynie żal, że wiele ciekawych prelekcji odbywało się jednocześnie, podczas gdy bywały momenty, w których absolutnie nic nie było w stanie mnie zainteresować.

Na pierwszy ogień stanęliśmy w szranki konkursu I ty możesz zostać bohaterem, gdzie Achika wbrew przysłowiu starała się udowodnić uczestnikom, m.in. to, że bohater głową mur powinien przebić… Niestety nie byliśmy wystarczająco godni, aby dostąpić zaszczytu zwycięstwa w tym konkursie. Zaraz potem moi towarzysze udali się na Konkurs związany z WFRP, ja jednak – odporny na urok Starego Świata odwiedziłem prelekcję Co ty wiesz o periodykach, która okazała się kolejnym konkursem – tym razem ze znajomości polskiej prasy fantastycznej. Na obydwu tych konkursach zabawa była przednia, nawet jeżeli pominiemy fakt, że stanowiłem tam tylko tło dla innych…

Kolejnym punktem programu który zwrócił moją uwagę było spotkanie z naczelnym serwisu Poltergeist, który szybko przerodził się w zabawny dialog z przedstawicielami Valkirii obecnymi na sali. Na pewno to spotkanie świetnie poprawiło wszystkim humory i pokazało, że tak naprawdę nie ma agresji w rywalizacji między tymi dwoma serwisami. Następnie odwiedziłem spotkanie z przedstawicielami RUNY noszące tytuł Czy naprawdę książki są takie drogie?. Przyznam, że prowadzone przez Piotra W. Cholewę spotkanie z Edytą Szulc było naprawdę świetne i pokazywało cały proces i koszt wydania książki oraz dokładnie demaskowało odpowiedzialnych za wysokie ceny książek w naszym kraju!

W międzyczasie trafiłem także na prelekcję RPGów pokrętne tworzenie prowadzoną przez Aquiliona i LVeehala jednak oni nie zainteresowali mnie niczym – być może nie potrafiłem dostroić się do ich poczucia humoru…

Ostatnim spotkaniem w jakim wziąłem udział tego dnia – nie licząc krótkiego wstąpienia do pubu z ekipą Valkirii i Poltergeista – było wchodzące w panel tworzony przez RUNĘ spotkanie z autorami – Czy łatwo się debiutuje w polskiej fantastyce?. Znani i lubiani pisarze opowiadali jak oni stawiali swoje pierwsze kroki na tym gruncie, a Edyta Szulc przedstawiała jak to wszystko wygląda od kuchni. I to spotkanie chyba najbardziej zapadło mi w pamięć ze wszystkich w jakich uczestniczyłem w tegorocznym POLCONIE.

Trzeciego dnia nie zaspaliśmy z tej prostej przyczyny, że z założenia przedłużyliśmy sobie sen o dwie godziny. Kiedy jednak dotarliśmy na konwent poszedłem na Forum Fandomu, gdzie wybraliśmy komisję liczącą głosy oddane na finalistów Nagrody Zajdla oraz omówiliśmy i nanieśliśmy zmiany na nowy regulamin tejże nagrody. Następnie ustaliliśmy miejsce POLCONU 2006 – tym razem impreza przeniesie się na drugą stronę kraju – do Lublina. Na koniec zostało jeszcze opracowanie kalendarium na nadchodzący rok polconowy i świadomi dobrze wykonanej roboty mogliśmy się rozejść na kolejne punkty programu.

Następne w kolejności były dwa spotkania – pierwsze z Robertem Ziębińskim, szefem działu publicystyki w Nowej Fantastyce, który stronił od udzielenia odpowiedzi na pytania o rubrykę Kurier fandomu, ale za to przedstawił plany na najbliższą przyszłość czasopisma, oraz drugie – autorskie z Andrzejem Pilipiukiem, które było jak zwykle udane i zgromadziło bardzo wielu słuchaczy.

Do uroczystego zamknięcia imprezy pozostało jeszcze sporo czasu, który spędziłem krążąc pomiędzy salami prelekcyjnymi, nigdzie jednak nie znalazłem niczego co by mnie chociaż trochę zainteresowało – nie licząc brzmiących modłów grupy LARPowych kultystów czy też kolędników śpiewajacych bożonarodzeniowe pieśni i oczekujących na otwarcie sali w której miał się odbyć ich punkt programu. Kolejny raz okazało się że najciekawsze punkty programu odbywają się jednoczenie…

Do Auli C, w której odbyła się uroczystość zamknięcia POLCONU, dotarliśmy na tyle wcześnie, że mogliśmy zająć dość dobre miejsca, z których wszystko swobodnie było widać. Rozpoczęło się równie skromnie jak było na otwarciu – od przemówienia prezesa Ad Astry – organizatora tegorocznego POLCONU. Następnie był przerywnik teatralny i krótki skecz parodystyczny oraz wręczenie nagród zwycięzcom konkursów, w tym Joannie Szczepańskiej z Warszawy, która wygrała konkurs literacki na polconowe opowiadanie.

Wkrótce przygasły światła i wszystkim zgromadzonym przybliżono postacie osób nominowanych do Nagrody Fandomu Polskiego im. Janusza A. Zajdla za rok 2003, przy pomocy prezentacji multimedialnej. Chwilę później poproszono na scenę Tadeusza Olszańskiego, gościa honorowego konwentu, aby wręczył statuetkę fandomu laureatom. Pierwszym wyróżnionym został nieobecny na sali Andrzej Ziemiański za opowiadanie Zapach Szkła, zaś drugim – Jacek Dukaj za powieść Inne pieśni. Ogłoszenie zwycięzcą tego drugiego spotkało się z owacją wszystkich obecnych na sali, tak, że chcąc czy nie Jacek został zmuszony od wyjścia na środek i powiedzenia kilku słów publice, po której zachowaniu widać było, że w pełni zasłużył na to niezwykle prestiżowe wyróżnienie, jakim niewątpliwie jest Nagroda Fandomu Polskiego.

Niedzielny program ograniczał się spotkaniami i prelekcjami trwającymi jedynie do godziny 15. Nie przeszkodziło nam to jednak zagościć na dwóch spotkaniach na których Andrzej Pilipiuk sięgając do swojej wiedzy archeologa przedstawił nam historię alchemii i alchemików, okraszając je licznymi anegdotami oraz przeprowadził pokaz slajdów dotyczących archeologicznych zabytków związanych z magią obrzędową. Obie prelekcje były nad wyraz udane i co ciekawe zgromadziły pokaźną ilość słuchaczy mimo tego, że w ostatnim dniu nie zostało ich już zbyt wielu.

Na tym wypadałoby zakończyć tę relację, jednak pokuszę się jeszcze o drobne podsumowanie całości.

Zielonogórski Kub Fantastyki Ad Astra zrzesza ludzi, którzy swoje doświadczenie w przygotowywaniu konwentów nabierali podczas organizowania niewielkich imprezę takich jak Bachanalia Fantastyczne, czy zupełnie kameralny Hobbiton. To niestety było stale widoczne. Już na samum początku – przy wydawaniu identyfikatorów pokazały się braki organizacyjne, gdyż liczba osób, która odwiedziła POLCON wcale nie była taka zawrotna. Podobnie było z programem – stale się zmieniał, a w Informatorach można było znaleźć przekłamania takie jak konkursy nazwane prelekcjami i temu podobne potknięcia. Dodatkowo niektóre punkty programu odbywały się w salach, które z trudem mieściły 30 osób, a zainteresowanych było znacznie więcej. Karygodnym niedopatrzeniem było też pozwolenie na to aby zabrakło papieru w toaletach.

Myli się jednak ten, kto sądzi, że wystawię złą ocenę Ad Astrze. Nic bardziej mylnego. Organizatorzy bardzo się starali i co ważniejsze było ich widać! Zawsze skorzy do pomocy, wyjaśnień czy udzielenia informacji, braki programowe starali się uzupełniać na bieżąco, a nawet, gdy zaistniała taka możliwość zorganizowano nadprogramowy turniej łuczniczy. Wpadki które zanotowałem raziły, ale naprawdę nie były one aż tak doskwierające żebym nie mógł napisać, że bez wahania zgodziłbym się aby zielonogórski klub organizował POLCON po raz kolejny. Jedynym co psuje obraz konwentu jako całości był brak wspólnych sal noclegowych w pobliżu miejsca konwentu, przez co do minimum ograniczone zostało konwentowe nocne życie. A jak wiadomo nie ma lepszych wspomnień po konwencie niż wspólnie spędzona na rozmowach czy też graniu, nieprzespana noc…

BAZYL Opublikowane przez:

Zaczął od tekstowego Hobbita na Commodore 64, a potem poszło już z górki. O tamtej pory przebił się przez wszystkie chyba rodzaje fantastyki – i nie przestaje drążyć tematu dalej.

Jeden komentarz

  1. BAZYL
    24 sierpnia 2004
    Reply

    Powyższy tekst

    jest uzupełnieniem tego co napisał Torpencjo – siłą rzeczy jeden człek nie mógł odwiedzić wszystkich punktów programu. Dlatego też nie rozpisywałem się np. o sprawiajacym wrażenie walącego się budynku Uniwersytetu Zielonogórskiego ;P

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *