Kategorie
Gry komputerowe

Transformers: Devastation – recenzja gry

Transformers_Devastation_cover_art

Devastation to ogromny hołd dla Transformers, świetny wstęp do character action games, kuzyn Bayonetty i najlepsza gra o Autobotach walczących z Decepticonami.

Platinum Games, znane z fantastycznych gier akcji, ma na koncie praktycznie same hity – nawet średnio oceniane Legend of Korra uważam za jeden z najlepszych tytułów tamtego roku. Wszystkie gry Platynowych łączy kilka rzeczy – są proste do grania na niskim poziomie, ale bardzo wymagające i głębokie jeżeli chodzi o systemy walki. Liczenie klatek, różne właściwości ciosów, geometria etapów – w tych grach liczy się to wszystko.

Hołdują kulturze arcade. Czyli nie są zbyt długie, ale idealnie nadają się do powtarzania, przechodzenia na najwyższych notach, speedrunowania oraz rywalizacji. I kolejno są bardzo efektywne oraz efektowne. Brutalne, szybkie, dzikie, a oglądanie jak gra w nie dobry gracz sprawia ogromną przyjemność, syci oczy oraz ducha. Samemu natomiast możemy łatwo doznać efektu WOW, grając nawet przeciętnie.

Posługując się analogią – to po prostu spadkobiercy takich tytułów jak Metal Slug, czy Final Fight.

More than meets the Eye

Przyjemna, ale prosta fabuła to oczywiście pretekst do zabawy. Warto jednak zaznaczyć, że gra rozpoczyna nowy kanon uniwersum, bazowany na generacji pierwszej oraz przedstawionych w niej wydarzeniach.
2015-10-13_00005
Transformers to character action games, z drobnymi elementami shootera i racera. Gra w głównej mierze polega na rozgrywaniu efektownych pojedynków, korzystając z uproszczonego systemu walki Bayonetty, ale ma kilka własnych rozwiązań. Przede wszystkim mamy podział na ciosy lekkie i silne, transformację, strzelanie i cios specjalny. Ze względu na mieszanie bicia i strzelania oraz formy robota i pojazdu (lub, w jednym przypadku, dinozaura) system combo jest molochem.

W jednej chwili uderzamy toporem, żeby przełączyć się na miecz. Robimy unik przed ciosem, co włącza spowolnienie czasu, i rzucamy się w bok, strzelając z działa, żeby upaść już w formie samochodu. Przechwytujemy ciosy wroga, rzucamy przedmiotami i dobijamy, paląc na nim opony. Kilka klas broni i kilku bohaterów (w tym ma się rozumieć nasz ukochany dinozaur!) to masa zabawy.
2015-10-18_00002
Ale walka to nie wszystko. Często skaczemy i jeździmy. Czasami bawimy się w side-scrolera w prawo. A czasami… w Diablo. I powiem Wam, że jeżeli Diablo 3 byłoby w połowie tak grywalne, to nie odrywałbym się od peceta. System lootów oraz sklep to tylko dodatki do replayability. Level design może nie urywa głowy, ale nie musi – gra jest różnorodna, dynamiczna i po średnim początku ciągle trzyma zawrotne tempo.

Jeżeli kochacie chodzone bijatyki – bierzcie. Jeżeli kochacie efektowne gry – bierzcie. Jeżeli pałacie sympatią do tytułów dobrych na 30 minut i na 3 lata – bierzcie, bierzcie, bierzcie!

Transformacja

Nie tylko oddano szacunek poprzez modele oraz występy wszystkich ważniejszych bohaterów z obu stron barykady. Zatrudniono żyjących jeszcze aktorów pierwszej generacji do podłożenia głosów. Przygotowano indywidualne cut-scenki i odzywki dla każdego bohatera. Stworzono powermetalowy (chociaż oczywiście przechodzący między gatunkami) OST, który zagrzewa stal w sercu gracza. Zaoferowano logi z lore świata Transformersów… po prostu godnie oddano robotom co im należne; jest to miłe, biorąc pod uwagę kinowe ekranizacje (i ich adaptacje do grania).
2015-10-18_00011
Gra wygląda fantastycznie i jest zawsze płynna, zarówno na starszych konsolach, obecnych konsolach, a nawet moim leciwym już PC. 60 klatek, piękny cell-shading, dźwięk przestrzenny i dobrze zbudowany interfejs, to coś, co trzeba zawsze chwalić. Po naprawdę dobrych dwóch grach o autobotach z tamtej generacji (dylogia Cyberstron) teraz nadeszło arcydzieło. Wierzę w Platinum Games.

Pomimo Wiedźmina 3, Bloodborne, czy MGSV to raczej będzie moja gra roku.

Opinia Pity: Uproszczona Bayonetta z elementami Vanquisha, w uniwersum Generacji 1? TAK! To fantastyczna gra akcji i prawdziwy pokaz jak robić gry na licencji. Jeżeli kochacie dobre gry i tęsknicie do czasów automatów – nie ma wielu lepszych produkcji na rynku. Może wygląda to jak spisek fanbojów, ale jeszcze nigdy nie zawiodłem się tytułem od platynowych. In Platinum Games We Trust.

Kategorie
Filmy

9 – recenzja filmu

9

Dobre złego początki – dwa oblicza 9

Wszystko zaczęło się w 2005 roku. Znakomita krótkometrażowa animacja Shane’a Ackera wygrała kilka konkursów i została nominowana do nagrody Akademii Filmowej. Film 9 z 2005 roku urzekł mnie tajemnicą, niedopowiedzeniami, brakiem zbędnych dialogów, bezpretensjonalnością. Na próżno było szukać w nim patetycznych zdań pokroju świat będzie taki, jakim my go uczynimy.

Historia była krótka, wydawała się jednym z wielu epizodów, wyrwanym z rzeczywistości bohatera – szmacianego stworka – 9. Po ostatnich scenach widz może się tylko domyślać dalszych losów 9, jednak tym domysłom towarzyszy lęk, smutek, tęsknota wymieszane ze spokojem i przymusem zgody na taki los.

Animacja nie była arcydziełem, ale z całą pewnością była dobra – tak technicznie jak i pod względem treści. Najprościej rzecz ujmując, mniej lub bardziej mnie poruszyła. Cztery lata później do kin trafił pełnometrażowy film 9, będący nie kontynuacją, a rozwinięciem pierwowzoru.

Tak właściwie słowo rozwinięcie nienajlepiej oddaje jego charakter. Rozwinięcie kojarzy się ze swoistym ulepszeniem, progresją. Tutaj natomiast owy postęp można zaobserwować przede wszystkim w czasie trwania filmu i – częściowo – w jakości animacji. Poza tym obecny jest raczej regres.

Przede wszystkim widać nieco komercyjne podejście do tematu – tajemnica i wszelkie niedopowiedzenia zostały rozwiane. Znajdujemy się w postapokaliptycznej rzeczywistości, świat jest jednym wielkim pobojowiskiem, zniszczoną areną, na której rozegrała się walka pomiędzy ludźmi a zbuntowanymi maszynami. Mam deja vu, czy już to skądś znamy? Rozwiązany zostaje także problem statusu ontologicznego bohaterów – to szmaciane lalki, w które (uwaga) wynalazca maszyn przelał fragmenty swojej duszy… W filmie owe lalki (posiadające liczbowe imiona, którym niektórzy, chcąc dodać filmowi na siłę głębi, przypisują alegorycznie cechy ludzkie) będą zmagać się z maszynami. W heroicznej walce główny bohater unicestwi wroga.

999Oto przepis na zniszczenie dobrej animacji tanią fabułą. Pełnometrażowy film krzywdzi 9 z 2005 roku. Pozbawia je legendy. Fabuła jest płaska, wszystko zostało podane na dłoni, dramatyzm nie przekonuje (a to najgorsze, co może się filmowi przytrafić – sceny tragiczne zaczynają irytować lub bawić). Mój zawód jest tym większy, że zazwyczaj widząc nazwisko Jarmuch, Burton, Lynch, Tarantino, oczekuję specyficznego, ale dobrego kina. Tim Burton był co prawda jedynie (aż?) producentem, mimo wszystko od takiej marki oczekiwałem czegoś więcej.

Na plus za to zaliczam industrialną (postindustrialną?), antyestetyczną… wizję. Świat przedstawiony wydaje się spójny. Wszechobecny chaos i zniszczenie budują dobry nastrój. Świat jako wysypisko śmieci staje się jeszcze większy i mniej przystępny, gdy oglądamy go z perspektywy małych lalek. Lalek, które niestety przemawiają naturalnymi ludzkimi glosami dojrzałych mężczyzn i kobiet, głosami zupełnie niepasującymi do ich postury, wyglądu czy po prostu inności.

Film 9 z 2009 roku wyświadczył niedźwiedzią przysługę swemu poprzednikowi, mimo to nie można nazwać go klapą. Posiada ciekawą oprawę wizualną, która znacznie podnosi jego wartość oraz (słabą bo słabą) fabułę, która i tak jest lepsza od takich gigantów pokroju 2012, czy Transformers 2

Formuła Tawerny RPG zmusza mnie do wystawiania oceny liczbowej, nie lubię tego robić… Zatem z niechęcią: 4 za wizję, 3 za fonię, 3 za treść, co daje szkolne 3 z plusem, czyli warto zobaczyć, nie warto wracać.

Tytuł: 9
Reżyseria: Shane Acker
Scenariusz: Pamela Pettler
Obsada: Christopher Plummer, Martin Landau, John C. Reilly, Crispin Glover, Jennifer Connelly, Elijah Wood
Rok: 2009
Czas: 79 minut
Ocena: 3+