Kategorie
Felietony

Części zamienne

Kilka miesięcy temu na ulicach Torunia pojawiły się ogromne bannery. Wielkimi, drukowanymi literami walą w kierowców hasłami, które mają ich zachęcić do zdjęcia nogi z gazu i, ogólnie rzecz biorąc, ostrożniejszej jazdy. Większość z tych sloganów rzadko trzyma sensowny poziom, jednak niektóre czasem dają do myślenia. Urodziłeś się bez części zamiennych – głosi jeden z nich.

Swojego czasu znajoma opowiedziała mi historię science-fiction. Opowiadanie, opublikowane w Nowej Fantastyce w czasach, kiedy na stojaka pod szafę wchodziłem, było o niesamowitym megamieście, w którym żyli bogaci, nieśmiertelni ludzie. Oczywiście w przyszłości wcale nie było tak znowu pięknie – wokół miasta po horyzont rozciągały się osiedla wegetującej biedoty. Według autora jedynym źródłem utrzymania biedaków była… sprzedaż ich własnych ciał. Bogacze mieli bowiem tylko jeden problem – by utrzymać swoją nieśmiertelność, potrzebowali budulca, potrzebowali właśnie „części zamiennych”. Nędzarze sprzedawali więc siebie po kawałku, ten usta, tamten uszy, a jeszcze inny rękę. Tym sposobem ulicami gigantycznych slumsów chadzały pokraczne, okaleczone paskudztwa, egzystujące z dnia na dzień w oczekiwaniu, kiedy pojawi się kolejne zamówienie na, na przykład, nos. Nigdy nie dowiedziałem się od znajomej, czy w tym groteskowym opowiadaniu bogacze byli rzeczywiście szczęśliwi. Wydawało mi się to wątpliwe; kto cieszyłby się, że wygląda jak zestaw Mały Frankenstein do samodzielnego sklejania? Ale pewnie nie o takie dylematy autorowi opowiadania chodziło. Grunt, że historia zrobiła na mnie spore wrażenie.

Tymczasem tuż po tym, jak ujrzałem ów groźny banner o „częściach zamiennych” jako żywo stanął mi przed oczami pewien obrazek z prasy popularnonaukowej. Na owym obrazku stał dumny Dawid dłuta Michała Anioła. Nie był to jednak Dawid zwyczajny – graficy magazynu dodali mu mechaniczną rękę, hydropneumatyczną nogę opartą na technologii wojskowej, sztuczne płuco; powlekli go wyhodowaną w laboratorium skórą, w kręgosłup wstawili mu tytanowe kręgi, przeszczepili mu serce, pęcherz, wszyli nawet w penisa specjalny woreczek, który umożliwiał mu wzwody. Słowem – ideał męskiego piękna epoki renesansu bardziej przypominał cyborga z dalekiej przyszłości. A jednak był człowiekiem.

Dlatego na wspomnienie Dawida poważny bądź co bądź w swojej wymowie banner wywołał u mnie uśmiech. Technologia i świat nie tyle cały czas idą do przodu; trudno się oprzeć wrażeniu, że wręcz biegną, gubiąc buty. I czuję, że w nie tak bardzo dalekiej przyszłości „części zamienne” przestaną być powodem do wstydu, a zaczną być powodem do dumy. Pięć lat temu głośno było o Sławku Dulu – ten niepełnosprawny maratończyk ustanowił Rekord Guinessa, pokonując 300 kilometrów w łącznym czasie niespełna 24 godzin. Jeżeli dziś człowiek z protezą może tyle – co będzie mógł jutro? Niedostrzegalnie wspierany przez technologię – jeszcze sprawniejszy, jeszcze szybszy, silniejszy, bliższy doskonałości (vide Will Smith i jego mechaniczne ramię w Ja, Robot). Dzieciaki na placu zabaw będą dyskutować z wypiekami na twarzach o tym, czyj tata ma mocniejsze, fajniejsze protezy. Nieuleczalnie chorzy możni tego świata dali się zahibernować w nadziei, że w przyszłości znajdą się leki na ich dolegliwości. W tej dziedzinie jednak największym sukcesem pozostaje wciąż eksperyment z 1992 roku, w którym zamrożono i przywrócono do życia gibbona. Zamrożenie trwało jednak zaledwie godzinę. Może więc nie tędy droga? Równolegle z krioniką rozwija się przecież klonowanie, kto wie, czy nie bardziej dynamicznie. Może rzeczywiście ludzie o zasobnych portfelach będą w przyszłości hodowali sobie całe ciała, w które będą mogli „przeprowadzić się” w razie potrzeby (Jacek Dukaj, Perfekcyjna Niedoskonałość)?

W gruncie rzeczy – wraz z galopującym postępem nauki co teraz wydaje się bardziej prawdopodobne – czarne opowiadanie z lat 80-tych, w którym ludzie wymieniają się kawałkami ciała? Czy wizja świata XXI wieku, w którym już wkrótce będzie można w człowieku wymienić niemal wszystko? Można rzecz jasna dyskutować, ile w nas wtedy pozostanie z człowieka – czy człowiek to umysł, dusza, czy także ludzkie ciało? Pytań będzie wiele.

Ale cóż – filozofowie mogliby się wreszcie zająć czymś nowym.

Kategorie
Literatura

Perfekcyjna niedoskonałość

perf-niedoskCzy się Jacka Dukaja lubi, czy nie, talentu odmawiać mu nie wypada. Można nie akceptować jego wyrafinowanego języka, można nie przepadać za filozofowaniem, które zapamiętale uprawia, można wreszcie nie trawić erudujnego stylu, który niektórym utrudnia odbiór; trzeba jednak oddać Dukajowi, że jest człowiekiem obdarzonym wielką, bogatą wyobraźnią, że jest pisarzem, który ma odwagę podejmować prawdziwe, literackie wyzwania, czego dobitnym dowodem były chociażby niezwykłe Inne pieśni. Tymczasem Jacek Dukaj pokusił się o napisanie czegoś naprawdę wielkiego. I tak w drugiej połowie ubiegłego roku nakładem Wydawnictwa literackiego ukazał się pierwszy tom nowej powieści autora, zatytułowany Perfekcyjna niedoskonałość. Enigmatyczny, kuszący pozornym paradoksem tytuł i śmiała wizja świata w XXIX wieku przyciągnęły już wielu; w końcu przyszedł czas i na mnie.

Trzeba to napisać od razu – Perfekcyjną niedoskonałość charakteryzują wszystkie cechy właściwe dla twórczości Dukaja, o których pisałem wyżej. Mamy wykwintny język, są elementy filozofii, autor nie kryje też swojej rozległej wiedzy. Jeśli ktoś właśnie za to ceni Dukaja to Perfekcyjna niedoskonałość jest dla niego (pozdro dla Ciebie, Mateo). Jeśli zaś zawsze cię to, czytelniku, denerwowało, to spokojnie – nie jest tak źle. Owszem, Dukaj także w tej książce jawi się jako elokwentny erudyta-myśliciel. Przesady jednak na szczęście nie ma – są to tylko często celne podsumowania, błyskotliwe spostrzeżenia, które w niektórych sytuacjach śmiało mogą posłużyć jako doskonałe cytaty. Taką dozę literackich deliberacji z pewnością każdy zniesie. Tradycyjnie też zdarzają się autorowi przegięcia pałki w stronę nauki, na pola obce przeciętnemu czytelnikowi. Mimo wszystko gotów jestem Dukaja usprawiedliwić – podobne zapędy miewają także inni, świetni autorzy, jak choćby Zimniak – prawda jest bowiem taka, że science-fiction, której głównym bohaterem jest XXI wieczny astronauta, a której akcja dzieje się w dwudziestym dziewiątym stuleciu, w świecie Komputera Ostatecznego, istot postludzkich i równoległej egzystencji na wielu płaszczyznach, bez języka nauki byłaby cokolwiek niepełna.

Usprawiedliwieniem dla Dukaja jest także to, że jego Perfekcyjna niedoskonałość jest po prostu… świetną książką! Mimo poczucia zagubienia, które towarzyszy podczas lektury kilkunastu pierwszych kart, historia Adama Zamoyskiego, astronauty, który zginął w katastrofie gdzieś w kosmosie pod koniec XXI, a który został wskrzeszony stulecia później, niezwykle wciąga. Gdy po raz pierwszy zabrałem się za książkę na odpoczynek zebrało mi się dopiero, gdy na stopce ujrzałem grubo ponad setną stronę, a to naprawdę niezły wynik, mając na uwadze gatunek literatury. Perfekcyjna niedoskonałość fascynuje; Dukaj, co już udowodnił w Innych pieśniach, ma niezwykły dar powoływania do życia całych światów. Co szczególne, uderza dbałość o ich pełnię, logiczne podstawy i zasady funkcjonowania – wszystko ma swoje uzasadnienie, każdy element jest dokładnie przemyślany. Pieczołowitość autora procentuje; precyzja i spójność, z jaką nakreślił swoją wizję świata przyszłości jest tak wielka, że wydaje się być ona wręcz naturalną – chciało by się rzec, że tak właśnie kiedyś będzie. Podczas lektury trudno się oprzeć wrażeniu, że Dukaj pomyślał naprawdę o wszystkim.

Miłośnik dobrego science-fiction znajdzie bowiem w powieści wszystko to, czego oczekuje: pytania o przyszłość rodzaju ludzkiego, dylematy moralne związane z technologiami przyszłości, umożliwiającymi człowiekowi np. jednoczesne życie w kilku ciałach (ze skopiowanymi osobowościami, rozwijającymi się niezależnie od siebie!) czy też w rzeczywistości wirtualnej; pytania o istotę człowieczeństwa, problemy ze zdefiniowaniem płci istot postludzkich czy też ich relacji ze „zwykłymi” ludźmi. Dukaj niczego nie pozostawia bez konsekwencji – przykładem może być sposób, w jaki potraktował postludzi, tworząc dla nich odrębną koniugację („nu weszłu”, „przyszłu”, „zobaczyłu”, „uścisnął jenu dłoń” itd.). Widać, że Perfekcyjna niedoskonałość musiała dawać Dukajowi w trakcie pisania sporo satysfakcji. Lubujący się w skomplikowanych, pełnych szczegółów wizjach rzeczywistości autor w tej książce prezentuje znakomitą formę. Oczywiście, niektóre elementy książki (vide wspomniana odmiana), zwłaszcza na początku wywołują czasem lekki uśmiech na twarzy. W ostatecznym jednak odbiorze świetnie spełniają swoją funkcję, zmuszając do refleksji – cholera, przecież to faktycznie będzie kiedyś problem…

Co ważne, Dukaj świetnie prowadzi fabułę w ramach ładu, który sam ustanowił, cały czas asekurując czytelnika, by nie zagubił się w obcym świecie przyszłości. Oczywiście momenty przystanków i zwątpienia pojawiają się, jednak chwilę później Dukaj cofa się ku czytelnikowi, by podać mu dłoń. Perfekcyjna niedoskonałość to bardzo dobry przykład książki, która mimo skomplikowanego świata cały czas konsekwentnie skupia się na głównym bohaterze – nie ma ucieczek w rozdmuchane opisy; mimo całej szczegółowości świata, Dukaj nie popada w samozachwyt, nie próbuje, co jest częstym grzechem erudyjnych autorów, na siłę wzbogacać swojej wizji i pokazać, jak wiele potrafi sobie wyobrazić czy jak wiele umie uzasadnić naukowo. Nie ma naukowego bełkotu – dywagacje fizyczne pojawiają się tylko wtedy, gdy jest to konieczne.

Nawet jeśli spodziewasz się, drogi czytelniku, problemów, zdecydowanie warto sięgnąć po Perfekcyjną niedoskonałość i spróbować przez nią przebrnąć – cierpliwość pomoże ci przebrnąć przez pierwsze strony, zaś potem zostanie ona sowicie wynagrodzona doskonałą fabułą i, jeśli ktoś to lubi, bogatym językiem pisarza. Fabuła zaś nieraz zaskoczy, a praktycznie cały czas będzie wciągać niczym wir; nie da się jej w żaden sposób streścić, trudno też jest ją nakreślić; to jedna z tych nielicznych książek, o której można opowiadać dopiero wówczas, gdy druga strona również już ją zna. I jedynym jej poważnym minusem jest fakt, że… się kończy.

Ale przecież jest to dopiero pierwszy tom.

Świat się jeszcze nie dokonał, Progres trwa…

Tytuł: Perfekcyjna niedoskonałość
Autor: Jacek Dukaj
Wydawca: Wydawnictwo Literackie
Rok wydania: 2004
Stron: 456
Ocena: 5