Kategorie
Literatura

Edda – recenzja książki

edda-b-iext7515926I stało się. Oto minął kolejny rok szkolny, a setki tysięcy uczniów udało się po raz kolejny na w pełni (nie)zasłużone wakacje. Spędzą je różnie – na koloniach, obozach, większość pewnie w swoich domach. Bez względu na formę wypoczynku warto byłoby jednak pomyśleć o zaopatrzeniu się w porządny zestaw lektur do przeczytania. Czy wydana przed kilkoma tygodniami Edda jest dobrym do tego kandydatem? Sprawdźmy!

Akcja ostatniego tomu Kronik Awatarów osadzona została w kilka miesięcy po obaleniu Czarnej Królowej i przejęciu przez Zjawę rządów w Sadze. Jak się okazuje, zlikwidowanie straszliwego terroru poprzedniej władczyni nie przyniosło pełnego bezpieczeństwa mieszkańcom wirtualnego świata. Saga rozwija się co prawda doskonale, na horyzoncie pojawia się jednak nowe zagrożenie zewnętrzne – okazuje się, że Epic i Saga nie były jedynymi programami, w których rozwinęły się samoświadome istoty. Lord Scanthax, ostatnia myśląca jednostka ze świata Eddy, wiedzie w kierunku Sagi gigantyczną armię bezwolnych NPC, zostawiając za sobą śmierć i zniszczenie . Największym atutem Scanthaxa nie jest jednak ani jego przebiegłość, ani siła wojsk, lecz tajemnicza Penelopa – awatar ostatniej ludzkiej użytkowniczki Eddy – potrafiąca skryptować otaczające ją wirtualne środowisko. Aby powstrzymać przybliżającą się zagładę Sagi, w celu porozumienia się ze Scanthaxem, wyrusza grupa dobrze znanych nam już bohaterów: Zjawa, Milan, Athena oraz Erik, wraz ze swoimi ludzkimi towarzyszami. Jednak czekające ich zadanie nie będzie łatwe, a występujący od pierwszych chwil rozłam w drużynie zdaje się jedynie zmniejszać szanse na szczęśliwe zakończenie całej historii…

Przebieg wydarzeń w Eddzie jest, z grubsza rzecz biorąc, taki sam jak w pierwszej części cyklu: zbiera się grupa (prawie) niepokonanych bohaterów, wyruszają wspólnie w drogę, napotykają przeszkodę, pojawia się postać poboczna, która pomaga wykonać zadanie itd., itp., aż do finałowego starcia. Z racji tego nie będę po raz kolejny rozwodził się nad takim, a nie innym zamysłem autora – o tym poczytać możecie w recenzji Epica, moje zdanie w tej kwestii niewiele się zmieniło przez ostatnie parę miesięcy. Zamiast tego skupię się na tym, co wyróżnia Eddę na tle całości i dlaczego warto (albo i nie) poświęcić jej te kilka godzin potrzebnych na lekturę.

Przede wszystkim ostatni tom Kronik Awatarów jest znacznie dojrzalszy od swoich poprzedników. Wprowadzając postać samotnej Penelopy, Kostick w subtelny sposób zmusza do zastanowienia się nad tym, czym jest samotność i jak ważny dla każdego człowieka jest kontakt z innymi ludźmi. Współczujemy Penelopie jej losu, chcemy aby znalazła sposób na skontaktowanie się z innymi nie-wirtualnymi istotami, ale w miarę rozwoju akcji również zaczynamy się jej odrobinę bać, rozumiejąc, że dorastanie u boku wyrachowanego lorda Scanthaxa mimowolnie odcisnęło na dorastającej dziewczynie piętno. Z drugiej jednak strony, wrażenie psuje pewna infantylność tej postaci. Rozumiem, że Penelopa nigdy nie miała możliwości porozmawiania z istotą ludzką i za wszelką cenę dążyła do jakiegokolwiek kontaktu, jednak jej spotkanie z drużyną Erika wydaje się co najmniej naciągane. Zamek lorda Scanthaxa, miejsce ze wszystkich stron otoczone przez wrogów, jaskinia lwa i bezgranicznie ufny kontakt zainicjowany przez rzucenie: Cześć! Jestem człowiekiem, a wy?. Zapewne część czytelników się oburzy i uzna, że Edda nie jest książką dla dorosłych i trzeba wybaczyć jej pewne uproszczenia, ja jednak nigdy nie uznawałem tego za satysfakcjonujące usprawiedliwienie. Prostszy język – tak, to rozumiem. Jeśli jednak autor decyduje się na poruszanie takich, a nie innych tematów i wątków, jego zadaniem jest również satysfakcjonujące ich rozwiązanie. Saga pod tym względem nie zawodziła, Edda zaś wraca do pewnej nieporadności Epica w przedstawianiu relacji międzyludzkich.

Abstrahując od powyższego, na plus należy mimo wszystko policzyć autorowi niespotykaną do tej pory odwagę w kreowaniu sytuacji trudnych i bolesnych. Ani w Epicu, ani w Sadze nie mieliśmy tak naprawdę do czynienia z wydarzeniami, które mogłyby w sposób nieodwołalny wpłynąć na bohaterów. Edda przedstawia regularną wojnę i trudno byłoby obyć się autorowi bez ofiar. Dość napisać, że tym razem śmierć poniosą nie tylko awatary ludzi, ale również niektórzy dobrze nam znani bohaterowie wirtualni… Nie udało się Kostickowi co prawda utrzymać poważniejszego nastroju w obliczu śmierci każdej z postaci, jednak nieprzewidywalność dalszych wydarzeń bardzo pozytywnie wpływa na ocenę końcową powieści.

Gdy przed kilkunastoma tygodniami recenzowałem Sagę prorokowałem, że Edda utrzyma zwyżkową tendencję serii i będzie małym hitem s-f. Cóż, raz się udaje, raz nie – nikt tu nie jest zawodowym jasnowidzem. Pod kilkoma względami Edda jest, co prawda, doskonalsza od Sagi, powiela jednak również część błędów Epica, przez co jest może i ciekawą propozycją na długie i z natury nudne podróże pociągami, z trudem jednak broni się w starciu z wieloma innymi tytułami s-f dla młodzieży. Ot, przeczytać można, najlepiej pożyczając od kogoś, ale jeśli się nie uda – niewielka strata. To typowa lektura na jeden raz.

Tytuł: Edda
Seria: Kroniki Awatarów, tom 3
Autor: Conor Kostick
Wydawca: Telbit
Rok: 2012
Stron: 420
Ocena: 4-
Kategorie
Literatura

Saga – recenzja książki

Kostick_SagaGdy przed kilkoma tygodniami recenzowałem pierwszy tom Kronik Awatarów, byłem nim zasadniczo rozczarowany: nie dość, że nie wyróżniał się niczym szczególnym, to jeszcze wyraźnie kulała w nim przewidywalna fabuła oraz niewyraziste charaktery głównych bohaterów. Przygody piątki nastolatków, którzy odkrywają sposób na zniszczenie wszechobecnego, złego systemu, przeczytałem bardziej z obowiązku, niż ze szczerych chęci. Z Sagą jest już na szczęście dużo lepiej, choć wciąż brakuje jej nieco do ideału.

Przede wszystkim poprawiona została fabuła. W finale poprzedniego tomu Eric zdecydował się unicestwić świat Epic, tym samym żegnamy się więc z prostym i sztampowym światem fantasy (tak, wiem, że to był celowy zabieg autora; mimo wszystko, nijak nie przypadł mi do gustu). Zamiast niego przenosimy się do pełnokrwistego uniwersum cyberpunku, w którym towarzyszymy tajemniczej Zjawie i jej anarchistycznemu gangowi skaterów. Historia opowiedziana w Sadze wciąga czytelnika błyskawicznie i nie razi już przewidywalnością. Chociaż mniej więcej od połowy książki domyślamy się, jaki będzie finał całej opowieści, to i w dalszej części dajemy się kilkukrotnie zaskoczyć autorowi. To ogromny postęp w stosunku do poprzedniego tomu

Ogólną ocenę winduje w górę również dobór głównych postaci – w orbicie wydarzeń przestały nareszcie obracać się niedojrzałe dzieciaki. Zamiast nich obserwujemy wszystkie wydarzenia bądź to z perspektywy wspomnianej już Zjawy i jej gangu, bądź podstarzałych Michelotta i Czarnej Królowej. Zarówno zmiana charakteru bohaterów, jak i przeniesienie akcji na opanowane przez punków ulice, pchnęło Kroniki Awatarów w kierunku konkretnej grupy wiekowej. O ile tom pierwszy bytował w zawieszeniu, tak jakby autor nie mógł zdecydować się czy chce pisać dla dzieci, czy też dla nieco dojrzalszej młodzieży, o tyle tom drugi zdecydowanie skierowany jest do odrobinę starszej grupy. Nie zrozumcie mnie źle: Kroniki Awatarów nie stały się nagle lekturą dla dorosłych, po prostu odrobinę spoważniały. Różnica, powiedzmy, jak pomiędzy pierwszymi i ostatnimi tomami książek o Potterze.

W przeciwieństwie do Epic, w Sadze trudno również wskazać konkretne minusy. W zasadzie wszystko, co tak bardzo raziło w tomie pierwszym, tutaj zostało poprawione. Na dobrą sprawę można by się doczepić tylko do dość nijakiego zakończenia, które tak jak poprzednio wyskakuje niemalże znikąd i nieco razi przesadną radością, nie bardzo pasującą do ponurego klimatu powieści.

Gdybym miał zachęcić konkretną grupę osób do sięgnięcia po drugi tom Kronik Awatarów, byliby to… wszyscy ci, którzy mieli już styczność z Epic. Odkrywcze, prawda? Osobom, którym podobał się tom pierwszy, tom drugi przypadnie do gustu momentalnie. A ci, którzy zrezygnowali z lektury pierwowzoru ze względu na wymienione już wady, tutaj znajdą je wyeliminowane, bądź ograniczone do minimum. Epic dostał ode mnie 3+, Saga jednak zasługuje na wyższą ocenę. Zastanawiałem się nad nią dość długo i zdecydowałem się wreszcie na solidną, szkolną 4 i zachęcenie wszystkich czytelników do lektury. Jeśli trend się utrzyma, to wydana właśnie Edda będzie prawdziwym hitem. Czego sobie i wszystkim szczerze życzę.

Tytuł: Saga
Seria: Kroniki Awatarów, tom 2
Autor: Conor Kostick
Wydawca: Telbit
Rok: 2012
Stron: 360
Ocena: 4
Kategorie
Literatura

Epic – recenzja książki

epic

Jakoś się tak zabawnie składa, że należę do tego dziwnego, niemal już mitycznego pokolenia, które o wszelkich nowinkach technologicznych dowiadywało się nie na rok przed ich oficjalnym ogłoszeniem, a raczej dobry rok po nim. Rozumiecie – stracone pokolenie bez Internetu, które zamiast solidnych informacji ze świata gier dostawało raczej ochłapy plotek. W tych ekstremalnie trudnych warunkach, pacholęciem będąc, po raz pierwszy usłyszałem plotki o grach MMO. Przed moimi oczami jawiła się wizja setek tysięcy graczy, wszystkich funkcjonujących w tym samym świecie gry, mogących dowolnie ze sobą wchodzić w interakcje etc. Ot, taka dziecięca fantazja. Cóż, gdy pierwszy raz zobaczyłem grę MMORPG, moja mina nieco zrzedła: graczy może i były setki tysięcy – ale na setkach serwerów; może i wchodzili ze sobą w interakcje – tyle, że bardzo ograniczone; no i na pewno nie mogli robić tego, na co mieli ochotę. W zasadzie można było odnieść wrażenie, że to wszystko jest po prostu nudne – bieganie przez kilkanaście godzin w kółko po jednym obszarze, tylko po to, żeby nabić odpowiednio dużo doświadczenia, iść kawałek dalej i robić dokładnie to samo, tyle że z silniejszymi przeciwnikami.

It’s epic!

No dobra, w tym momencie ktoś może się zapytać, co moje marudzenie może mieć w ogóle wspólnego z recenzją książki, która stanowi zupełnie inne medium? Jak się okazuje – całkiem sporo. Wyobraźcie sobie bowiem świat, w którym egzystencja wszystkich ludzi w świecie rzeczywistym podporządkowana jest ich poczynaniom w świecie wirtualnym. Świat bez wojen, bez przemocy, (prawie) bez nierówności społecznych, w których wszystkie konflikty rozwiązywane są za pomocą monumentalnej gry MMORPG, a potęga i bogactwo awatarów przekładają się na pozycję społeczną obywateli w jak najbardziej realnej rzeczywistości. Już? Zanurzmy się więc w świat powieści Epic

Głównym bohaterem I tomu Kronik Awatarów, powieści pomysłodawcy pierwszej na świecie gry fabularnej na świecie rozgrywanej na żywo, jest kilkunastoletni Erik Haraldson. Chłopak pochodzący z domu w którym – generalnie rzecz biorąc – się nie przelewa. Lecz również chłopak z marzeniami, który chciałby zmienić świat, obalić wszechpotężne, niesprawiedliwe rządzące wszystkim Centralne Biuro Alokacji i zmienić świat, w którym prawie nie ma nierówności społecznych w świat, w którym naprawdę nie ma nierówności społecznych. Powiecie pewnie: co w tym niezwykłego? Przecież każde dziecko tak ma! Może i tak, ale nie każde odkrywa sekret umożliwiący zrealizowanie marzeń…

Critical hit!

Do lektury Epic podszedłem z dużą dozą ostrożności. Zanim książka pokonała drogę z wydawnictwa do mojego domu, zdążyłem się zapoznać z reklamami nowego produktu Telbitu. Odniosły one w zasadzie skutek odwrotny od zamierzonego – trzymając się starej dobrej zasady mówiącej, że gdy wszyscy chwalą, to musi być coś z towarem nie tak, uznałem książkę Kosticka za kolejny średniawy tytuł, na który nie warto wydawać pieniędzy.

Gdy jednak przystąpiłem do lektury, moje nastawienie do Epic zaczęło się powoli zmieniać. Choć na pozór nie ma w książce nic szczególnego, w jakiś dziwny sposób wciąga ona czytelnika w swój świat, każąc mu u boku Erica polować na smoka i podróżować po świecie. Zasługą tego niewątpliwie jest fakt, że Kostick pisze w sposób bardzo swobodny, bez popadania w wydumane frazy i sformułowania, które zupełnie nie pasowałyby do ogólnej konstrukcji świata.

Nie do przecenienia jest również fakt, że w Epic przez cały czas się coś dzieje. Akcja pędzi na łeb, na szyję (czasami wręcz zbyt szybko, przez co zachowanie bohaterów może wydawać się nieco infantylne), kolejne wydarzenia przemykają jeden za drugim, a my z zaskoczeniem odkrywamy, że przeczytaliśmy większość książki za jednym podejściem.

Missed!

Z drugiej jednak strony, kłamstwem byłoby stwierdzenie, że książka naprawdę wzbudza głębsze emocje. Nie chodzi mi tutaj nawet o odkrywczość – nie każda powieść musi wnosić coś nowego i zaskakującego do swojego gatunku – ale po prostu o zwykłe przejmowanie się losem postaci, którą przez te 350 stron śledzimy. Tego tutaj zupełnie brak, co wynika z prostej przyczyny: Epic jest do bólu przewidywalny. I staram się nie pisać tego z punktu widzenia osoby dorosłej, ale kogoś, kto naprawdę stara się być obeznanym z kanonem fantastyki dla dzieci i młodzieży. W gruncie rzeczy, po pierwszych 50 stronach wiemy już co będzie dalej i jak to wszystko się skończy – dalsza lektura jedynie utwierdza nas w tych wnioskach.

Również próba stworzenia miksu science fiction i fantasy niezbyt się udała. Konstruując dwa zupełnie odrębne od siebie światy Kostick stworzył powieść, która w żaden sposób nie jest w stanie się obronić w konfrontacji z którymkolwiek ze swoich rodziców. O ile można by jeszcze przełknąć ogólną nijakość świata rzeczywistego, o tyle fantasy w książce reprezentuje poziom naprawdę mizerny – czasem kojarzący z sesją RPG grupki znudzonych i podchmielonych fanów fantastyki, prowadzonych przez niezbyt przytomnego Mistrza Gry. Wielkie bitwy, podniosłe wydarzenia, wspaniałe zwycięstwa i zupełnie nieprzejmujący się tym wszystkim gracze, którzy lecą wykonać kolejne zadanie, zgarnąć trochę doświadczenia i kupić nowy komplet zbroi płytowych.

Quest finished!

I taki jest w gruncie rzeczy cały Epic – argumenty za kupnem książki można mnożyć długo, problem jednak w tym, że na każdy pozytyw z łatwością znajduje się równoważący go kontrargument. Pytanie więc, czy warto wydawać prawie 40 złotych? Moja odpowiedź: tak, ale tylko, jeśli nie spodziewacie się książki, do której będzie się wracało. Epic jest typową lekturą na jeden raz, świetnie nadającą się do długiej podróży pociągiem lub autobusem. Nie zmęczy, można przerwać lekturę w dowolnym momencie. Być może moją opinię zmieni tom II, za czytanie którego właśnie się zabieram, ale na razie Kroniki Awatarów nie porywają niczym szczególnym i otrzymują ode mnie równie nieszczególną ocenę.

Tytuł: Epic
Seria: Kroniki Awatarów, tom 1
Autor: Conor Kostick
Wydawca: Telbit
Rok: 2011
Stron: 360
Ocena: 3+