Kategorie
RPG

Graj trikiem – recenzja almanachu

Po dłuższej przerwie wróciłem do prowadzenia gier fabularnych. Nie ma w tym żadnej szczególnej historii – dotychczasowy Mistrz Gry zrezygnował i ktoś musiał go zastąpić. Jednym z pierwszych moich kroków było sięgnięcie po almanachy Portalu – książki które czytałem dawno temu, a które zawsze stanowiły dla mnie źródło ciekawych patentów w sam raz do wykorzystania na sesji. Jeszcze nie dokończyłem ostatniej posiadanej przeze mnie pozycji – Graj fabułą – a już zdecydowałem się na zakup kolejnego tomu, którego dotąd nie znałem – Graj trikiem.

Dlaczego dopiero teraz sięgnąłem po tę pozycję? Almanach Ignacego Trzewiczka jest zborem porad i anegdotek dotyczących wykorzystania gadżetów na sesjach, a gadżety to element, który interesował mnie dużo mniej – nie żebym sam ich nie używał; przeciwnie – byłem przekonany, że naszej drużynie książeczka ta nie może przynieść wiele nowego. Teraz też kierowałem się bardziej chęcią uzupełnienia kolekcji i poznania anegdot autora, niż przekonaniem, że uda mi się cokolwiek z jej zawartości wykorzystać w praktyce.

Ciemna, niebieska okładka ostatniej części trylogii almanachów (tak podręcznik określił autor), już na pierwszy rzut oka przywodzi na myśl poprzednie tomy. Znów mamy wielką kostkę od Q-Workshopu i tłusty tytuł. Podobnie z zawartością, podzieloną na rozdziały z gęsto rozsianymi śródtytułami i ozdobionymi grafikami marginesami. Klimat zostaje zachowany. Co więcej jest tam też znacznie więcej treści niż w otwierającym serię tomie Johna Wicka, tak że ani przez chwilę nie miałem przeświadczenia, że źle ulokowałem fundusze.

Graj trikiem czyta się bardzo szybko. Nawet zawartość w postaci jedenastu rozdziałów wzbogaconych wstępem i epilogiem wydaje się znacznie mniejsza w kontekście czasu, jaki trzeba poświęcić na przeczytanie almanachu. Wystarczą dwa wieczory, ale znacznie lepiej mocno to przedłużyć, gdyż snuta przez Trzewika gawęda sama nasuwa na myśl erpegową drużynę na postoju przy ognisku – kiedy opowieści chce się słuchać w nieskończoność.

Ogólny podział treści tej książki można przeprowadzić w okolicach połowy – do tego miejsca autor skupia się na miejscu prowadzenia sesji – przygotowaniu pomieszczenia, światła oraz muzyki. Dalej są już przede wszystkim gadżety – kości, mapy, listy itp. To oczywiście nie wszystko, gdyż mamy także część poświęconą ważnemu aspektowi, jakim jest czas, oraz opis wstępów do sesji, które może nie są gadżetami, ale doskonale pasują do pozostałych porad zgromadzonych na 128 stronach niniejszego poradnika.

Zasadniczym pytaniem, na które powinna odpowiadać ta recenzja, jest: do kogo skierowany został ten almanach? W pierwszej chwili wydawało mi się, że do osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z prowadzeniem. Nie miejmy złudzeń – większość porad to coś, do czego dochodzi się samodzielnie – czy to słuchając innych, grając u innych, dyskutując na forach w Internecie, czy nawet wymyślając coś nowego na własne sesje. Wiele z tych treści było już przerabianych wcześniej – w czasopismach, zinach i na konwentowych prelekcjach. Mimo to mam pewne opory przed wykluczaniem siebie i innych starych Mistrzów z grupy odbiorców Graj trikiem. Bo przecież każdy potrafi docenić zgrabnie napisane anegdotki rodem z sesji w najprzeróżniejszych światach RPG.

Nie mam przy tym wątpliwości, że to najsłabsza część serii (może porównywalna z Graj z głową, ale – jak wspominałem – znacznie bogatsza), przy czym wcale to nie oznacza, że należy ją omijać. Nawet typowe dla publikacji Portalu literówki i błędy edytorskie nie powinny nikogo zrażać – to naprawdę wciągająca lektura, za stosunkowo niewysoką cenę. A jeśli przy tym ktoś wyciągnie dla siebie jakieś rady, które wykorzysta później na sesji, tym bardziej warto ją przeczytać.

Tytuł: Graj trikiem
Autor: Ignacy Trzewiczek
Wydawca: Wydawnictwo Portal
Rok wydania: 2010
Stron: 128
Ocena: 4-
Kategorie
RPG

Graj z głową – recenzja

grajglowa.256730.1266x0.ffffff

Po lekturze Graj twardo nie sądziłem, że przyjdzie mi przeczytać Graj z głową, czyli kolejny podręcznik z linii Almanachów Mistrza Gry, tym razem napisany przez Ignacego Trzewiczka. Powody były dwa – po pierwsze nie najlepszy stosunek wartości informacji zawartych w pierwszym tomie do jego ceny – po wtóre fakt, że znam Trzewikowe sztuczki z felietonów zamieszczanych w czasopismach tematycznych. Traf jednak chciał, że dzięki uprzejmości Wydawnictwa Portal dane mi było przeczytać i ten poradnik.

Pierwsze co rzuca się w oczy to oczywiście okładka. Trudno się nad nią rozwodzić, choć uważam, że wyszła jeszcze lepiej niż ta, którą znamy z Graj Twardo. A wewnątrz? Cóż, wystarczy jeden rzut oka, aby przekonać się, że edytorsko ten almanach nie różni się zbytnio od poprzedniego. Skucha? Może i tak, ale pal to licho – przecież i tak najważniejsza jest treść.

Ta dzieli się na 4 części pogrupowane w rozdziały. Poświecone są one odpowiednio osobie gracza, drużynie (rozdział podzielony na dwie partie – o drużynie postrzeganej przez pryzmat jednostki i całości), Punktom Doświadczenia i, na koniec, bohaterowi gracza. Podział ten jest bardzo rozsądny, jednak w praktyce okazuje się, że często konieczne są odniesienia do innych części podręcznika (a nawet do kolejnego tomu z cyklu – Graj fabułą). To jednak nie rzutuje na jakość odbioru treści, przeciwnie, sprawia, że poszczególne części są jeszcze bardziej gawędziarskie.

Same porady serwowane Mistrzom Gry nie są specjalnie odkrywcze, szczególnie dla osób mających już do czynienia z felietonami autora. Zastanawiałem się nawet, czy nie są to przedruki napisanych wcześniej artykułów, bo często pojawiają się informacje o tym gdzie i w jakich okolicznościach była już o tym mowa. Są nawet cytaty starych tekstów. Mimo to widać, że całość nie została głupio przepisana. Tekst, nawet jeśli nie jest dziewiczy, został na nowo zredagowany i opatrzony dodatkowymi komentarzami. Na uwagę zasługują także ramki (których nie było w Graj twardo), gdzie pojawiają się dodatkowe porady i przykłady autorstwa Piotra Smolańskiego, Michała Oracza i Rafała Szymy. To wzbogaca i tak dość bogatą treść książeczki.

Wydawnictwo Portal nie słynie ze swojej korekty. Niestety dotyczy to także Graj z głową. Próżno szukać w stopce książki osoby odpowiedzialnej za to szlachetne zajęcie, ale to chyba i lepiej. Ja przynajmniej nie chciałbym być pod czymś takim podpisany. Literówek jest sporo, wszelkich innych błędów też. Szczególnie irytujące są jednak wstawki autora, które Feliks W. Kres nazwałby pewnie kalkami językowymi, a mnie nieodparcie kojarzą się z marketingiem wirusowym. Teksty typu prawie stanowi różnicę są dobre na konwenty, gdy trzeba nawiązać więź ze słuchaczami, puszczając do nich oko, cytując oklepane hasła z reklamy, ale w książce są potrzebne jak dziura w moście.

Jednak bez względu na to, ile bym miał uwag, Graj z głową to almanach bardzo wartościowy dla początkujących i zaawansowanych (choć nie znających tekstów Ignacego) Mistrzów Gry. Całość czyta się lekko, nierzadko z uśmiechem na twarzy. Widać też, że autor wie o czym pisze i ma coś do powiedzenia na ten temat. Jeśli więc ktoś stanąłby przed wyborem, czy kupić pierwszą część cyklu Almanachów Mistrza Gry, czy drugą, nie mam żadnych wątpliwości, co bym doradził. Graj z głową nie jest może pozycją obowiązkową, ale jako uzupełnienie i zbiór felietonów autora w jednym miejscu sprawdzi się świetnie.

Tytuł: Graj z głową
Autor: Ignacy Trzewiczek
Wydawca: Wydawnictwo Portal
Rok wydania: 2008
Stron: 128
Ocena: 4