Kategorie
Gry planszowe

Belfort – recenzja gry planszowej

belfort-600x800

Choć z pozoru to kolejne suche euro, Belfort już od samego początku stara się nieco zaprzeczyć schematom charakterystycznym dla gatunku. Instrukcja gry nazwana została Zbiorem Przepisów Biurokratycznych i jest pełna humoru. Cała bajkowa oprawa graficzna gry, również potraktowana została z przymrużeniem oka.

Pudełko z grą to format znany dobrze z innych tytułów Lacerty – Agricoli, Puerto Rico czy Goa. Jest wypchane zawartością po brzegi i stosunkowo ciężkie, gdyż oprócz instrukcji, składanej z części planszy głównej, planszy akcji, planszy kalendarza i plansz gracza, sporej ilości żetonów i kart, znajduje się tam naprawdę pokaźna ilość drewna. Wagowo można Belforta spokojnie porównywać ze wspomnianą już Agricolą, więc każdy, kto zainwestuje pieniądze w grę, na pewno będzie zadowolony, zwłaszcza że komponenty wykonane są wprost fenomenalnie. Zasady gry opisane są bardzo szczegółowo na 15 stronach (pozostałe 5 to opis kart budynków i żetonów gildii) i choć jest ich sporo, to po dokładnej lekturze instrukcji, nie powinno być problemu z ich zapamiętaniem. Na plus na pewno można zaliczyć fakt, że zarówno na planszy gracza, jak i planszy kalendarza rozpisane są pomoce, które bardzo ułatwiają rozgrywkę.

bel1Grając w Belforta, wcielamy się w architektów baśniowego zamku, podzielonego na pięć dzielnic. W każdej z nich, oprócz kilku podstawowych budynków, takich jak m.in. kuźnie, baszty, ogrody, karczmy, czy banki, znajduje się miejsce na specjalne gildie przynoszące zróżnicowane bonusy. Do zbierania surowców potrzebnych do budowy i złota potrzebne będą elfy i krasnoludy, które zdobywamy na polu akcji Pośredniaka, natomiast wybudowane budynki można będzie ulepszyć zatrudniając gnomy. Trzy razy w ciągu gry następuje punktacja, w której sprawdza się przewagi w poszczególnych dzielnicach oraz przewagi w posiadaniu największej liczby robotników. Gra kończy się po ostatniej fazie punktowania.

Każda runda gry rozpoczyna się od przesunięcia znacznika na kalendarzu. Następnie rozgrywana jest faza rozmieszczania, w której możemy rozdysponować naszych robotników na przeróżne pola akcji. Możliwe jest zbieranie funduszy i surowców, zmiana kolejności graczy, rekrutacja nowych elfów i krasnoludów, czy wreszcie korzystanie z wystawionych już na planszę budynków bądź gildii. Po rozłożeniu pionków wykonywane są akcje dotyczące planszy akcji, a następnie gracze pobierają przychód i płacą podatki (zależne od pozycji na torze punktacji). Dopiero wtedy przechodzi się do rozgrywania akcji związanych z planszą główną, gdzie płacąc odpowiednie koszta wyrażone w surowcach, można stawiać nowe budynki, mury i gildie, wymieniać jedne zasoby na inne, zatrudniać gnomy, aktywować wysłanych wcześniej do pracy robotników czy kupować nowe karty budowli. Na zakończenie niektórych rund trzeba jeszcze rozpatrzeć wspomnianą wcześniej punktację.

bel2Ogólny zarys rozgrywki jest bardzo prosty, jednak odpowiednie wykorzystanie zasobów i balansowanie między zdobywaniem punktów, a płaceniem podatków wymaga sporej optymalizacji ruchów. Belfort, mimo bajkowej oprawy, to gra skomplikowana, w której popełnienie błędu może czasami naprawdę sporo kosztować. Gra jest pod tym względem bardzo podobna do tytułów autorstwa Uwe Rosenberga, więc fani tego projektanta na pewno znajdą tutaj coś dla siebie. Tytuł przyciąga także wspomnianą już świetną jakością wykonania, grafikami oraz humorem, których raczej próżno szukać u konkurencji. Choć temat został doklejony do mechaniki, to widać, że ktoś postarał się na tyle, by mimo wszystko gracze mogli wczuć się w role architektów zamku.

Na plus można zaliczyć również dosyć wysoką regrywalność. Mimo tego, że gra w założeniach wciąż jest ta sama, to przed każdą partią losuje się całkiem inny zestaw pięciu kafelków gildii, które mogą przestawić graczom priorytety na nieco inne tory. Zwłaszcza, że możliwe jest stosowanie gildii z kilku różnych poziomów – podstawowego, surowców oraz interakcyjnego.

bel3Niestety gra posiada kilka mankamentów. Wspomniane już podobieństwa do innych eurogier raczej nie działają na jej korzyść. Tak naprawdę wszystkie te elementy już gdzieś widzieliśmy i mając np. przywoływaną już Agricolę raczej nie ma sensu inwestować po raz kolejny w tytuł bliźniaczo wręcz podobny. Belfort naprawdę zyskałby na jakimś oryginalnym pomyśle, gdyż samo opodatkowanie gracza według pozycji na torze punktacji nie jest wystarczające. Sporym problemem może być też podatność na przestoje, a co za tym idzie naprawdę długi czas rozgrywki. W maksymalnym gronie trzeba sobie przygotować, co najmniej trzy godziny, gdyż wielokrotnie podczas gry, gdy ktoś zajmie nam tuż przed nosem jakieś wartościowe pole akcji, konieczne jest przemyślenie dalszego postępowania. Wraz ze zmniejszeniem liczby graczy jest nieco lepiej, ale gra traci wtedy na interakcji między graczami, gdyż plansza staje się bardziej luźna.

Belfort to z pewnością nie jest tytuł, który wpisze się w znaczący sposób w historię planszówek. To kolejne solidne, rzemieślnicze euro, ani lepsze, ani gorsze od reszty konkurencji. Z pewnością może być bardziej atrakcyjne ze względu na wykonanie, ale jeśli miałbym oceniać samą rozgrywkę to zdecydowanie wybrałbym raczej coś z nieśmiertelnych klasyków. Jeśli miałaby to być pierwsza tego typu gra w kolekcji, to zdecydowanie warto zakup rozważyć. Mając jednak na półce kilka podobnych pozycji, zdecydowanie bym się wstrzymał.

bel4Plusy:

  • wysoka jakość wydania,
  • proste zasady, a przy tym bardzo wymagająca rozgrywka,
  • humor,
  • zróżnicowanie rozgrywek poprzez różne kafelki gildii.

Minusy:

  • brak oryginalnych elementów mechaniki,
  • bardzo długi czas rozgrywki.
Tytuł: Belfort
Autorzy: Jay Cormier, Sen-Foong Lim
Wydawca: Lacerta
Rok: 2013
Liczba graczy: 2-5
Czas gry: 120-180 minut
Ocena: 4
Kategorie
Gry planszowe

Goa – recenzja gry planszowej

Goa_big

Wydana w 2004 roku gra Goa obrosła swego rodzaju legendą. Z powodu niedostępności stała się obiektem pożądania, co skutecznie podsycali także sprzedający tytuł na rynku wtórnym, zachwalając liczne zalety. Czy słusznie gra zajmuje wysokie, bo trzydzieste miejsce w rankingu światowym prowadzonym przez BoardGameGeek? Polska edycja wydana przez Lacertę pozwala przekonać się na własnej skórze.

W pudełku znajduje się dosyć duża plansza, sporo drewnianych znaczników surowców i postępu, żetony które będziemy licytować w trakcie rozgrywki, a także trochę kart wykorzystywanych w kolejnych akcjach. W nowej edycji dodatkowo znajdziemy naklejki z symbolami surowców, które są dość praktyczne i po prostu ładnie wyglądają na znacznikach. Niestety w przypadku wypraski, ktoś dość oszczędnie podszedł do kwestii miejsca na komponenty – i tak na przykład włożenie flagi w miejsce nań przeznaczone, kończy się lekkim wygięciem żetonu, problem jest także z wyjęciem części żetonów z pionowo ułożonej wnęki, gdyż mieszczą się tam na tyle ciasno, że jedynym wyjściem jest wyciągnięcie całej wypraski i wypchnięcie ich od dołu. Wprawdzie przynajmniej nic nie lata podczas transportu, ale odrobina więcej luzu by nie zaszkodziła.

Rozgrywka w Goę dzieli się na osiem tur, a te z kolei na trzy fazy. W pierwszej będziemy rozgrywać wskaźniki aukcji, w drugiej licytować żetony, a w trzeciej wykonywać akcje. Na początku, zaczynając od pierwszego gracza, który kładzie żeton flagi i znacznik z numerem jeden, kolejni gracze będą wybierać żetony, które zostaną zlicytowane w tej turze, na każdym kładąc znacznik z cyfrą o jeden większą od poprzednika (pełni to tylko charakter informacyjny). Następnie w zadanej kolejności będą odbywać się aukcje – poczynając od gracza następnego po tym, którego znacznik znajduje się na żetonie, każdy kolejno może podać oferowaną wartość w dukatach lub spasować. Właściciel żetonu (czyli gracz, którego znacznik jest na nim położony) może kupić żeton za jedną monetę mniej lub wziąć pieniądze z najwyższej oferty. Jeśli wszyscy spasują, otrzymuje on żeton za darmo.

goa1W trzeciej fazie każdej tury można zawsze rozegrać naprzemiennie z pozostałymi graczami trzy akcje, a więc bardzo niewiele. Toteż każdy ruch trzeba odpowiednio przemyśleć, gdyż na naprawę błędów nie będzie czasu. Jeśli posiadamy karty akcji dodatkowych, np. poprzez wylicytowanie flagi czy pozyskane w wyniku rozwoju swojej kolonii, możemy z nich skorzystać na końcu fazy. Trzeba przyznać, że dodatkowe akcje dają dużą przewagę i warto się o nie postarać. Możemy także pobrać statki, przeprowadzić żniwa, zebrać podatki lub dociągnąć karty wypraw. Oprócz tego, posiadając odpowiednią ilość przypraw i statków, możemy rozbudować jedną z pięciu rzeczy w naszej kolonii – ilość statków, przypraw odnawianych przy żniwach, zbieranych podatków, dociąganych kart wypraw czy bazowych kolonistów. Ostatnią z możliwych akcji jest nawiązanie kontaktów z jedną z kolonii – bierzemy wtedy pod uwagę bazowych kolonistów, odsłaniamy dwie karty wypraw i sumujemy ilość kolonistów, jaka się na nich znajduje; możemy także dołożyć posiadane karty kolonistów. W przypadku sukcesu, czyli uzyskania wymaganej liczby kolonistów, możemy przyłączyć kolonię, która oprócz punktów zwycięstwa na końcu gry jest o wiele bardziej uniwersalna niż żetony plantacji.

goa2Do zwycięstwa wiedzie wiele ścieżek, choć zdecydowanie specjalizacja w mniejszej liczbie rozwijanych dziedzin wydaje się przynosić większe korzyści niż rozbudowywanie wszystkiego po równo. Polecam zwrócić uwagę na fakt, że o ile rozwinięcie się na pierwszy poziom daje stosunkowo niewiele, tak kolejny jest już o wiele bardziej cenny.

Warto zwracać uwagę także na ilość posiadanych pieniędzy, szczególnie w grze dwuosobowej, gdzie łatwiej jest wszystko liczyć. Pełniejsza sakwa pozwala nam licytować więcej żetonów, a co za tym idzie – zdobywać przewagę nad pozostałymi graczami. Trzeba też kontrolować ilość wprowadzanych do gry pieniędzy w trakcie akcji zbierania podatków – im więcej mamy w obrocie dukatów, tym mniej są one warte. Podobnie w sytuacji, gdy kupujemy żetony, na których leżał nasz znacznik – nie dość, że tracimy pieniądze, to jeszcze zwiększamy ich wartość w grze. Z tej analizy wynika, że nie zawsze warto kupować własne żetony, a czasami można np. przyjąć pieniądze od przeciwnika i postarać się wylicytować w tej turze więcej rzeczy.

goa3Dużą przewagę możemy także zdobyć dzięki kartom wypraw, które czasami umożliwiają rozwój za same statki lub same przyprawy, wykorzystanie planszy rozwoju innego gracza, czy zebranie dodatkowych kart. Szczególnie mając dodatkowe akcje w danej turze, można dobrać kilka kart wypraw, by w następnej ułatwić sobie rozgrywkę. Część kart można także zachować do końca gry, zwłaszcza gdyby mogły bardziej pomóc przeciwnikom, a oprócz tego możemy zyskać punkty zwycięstwa za symbole na nich umieszczone.

Niewątpliwą zaletą gry jest skalowalność, gdyż równie dobrze do stołu możemy zasiąść w dwójkę, w trójkę czy w pełnym czteroosobowym składzie. Za każdym razem poczujemy różnicę chociażby w przypadku licytacji, ale trudno stwierdzić czy w którymś wariancie gra się zdecydowanie lepiej. Również czas rozgrywki jest dosyć krótki, gdyż nie przekracza trzech godzin – a standardowo w maksymalnym gronie wynosi około dwóch. Przy oferowanej mnogości dróg do wygranej, kieruję wyrazy uznania do autorów, gdyż stopień wejścia jest naprawdę niewielki, przede wszystkim ze względu na nieskomplikowane zasady.

goa4Jeśli chodzi o to, co w grze się nie udało, na pierwszym miejscu trzeba wymienić trochę niedopasowaną tematykę. Rozwijanie kolonii na bazie przypraw i statków nie jest w żaden realistyczny sposób uzasadnione. Oczywiście dla eurograczy to żadna wada, ale osoby, które szukają przygody i możliwości wcielenia się w rolę szesnastowiecznego handlowca, poza ślicznie wykonaną planszą nie znajdą tutaj wiele klimatu.

Przeszkadzać może też niewielka ilość interakcji pomiędzy graczami, gdyż nie jesteśmy w stanie nikomu w dużym stopniu zaszkodzić. Dzięki temu rozgrywka odbywa się w pokojowej atmosferze, ale osoby, które lubią sobie nawzajem poprzeszkadzać, nie mają tu zbytnio czego szukać.

O jakości gry Goa najlepiej niech świadczy fakt, że na jednym z for dyskusyjnych w temacie o grze, absolutnie dominuje ona w zestawieniach. W swoim gatunku jest faktycznie jedną z najciekawszych pozycji, aczkolwiek do ideału jeszcze trochę brakuje. Dobrze będą się przy niej bawić zarówno miłośnicy tytułów cięższego kalibru, jak i gracze dopiero rozpoczynający swoją przygodę z eurogrami.

Plusy:

  • ogrom możliwości,
  • zmusza do myślenia i optymalizacji,
  • limit trzech akcji w turze,
  • proste zasady,
  • jakość wydania.

Minusy:

  • wypraska,
  • sucha rozgrywka,
  • niewielka interakcja między graczami.
Tytuł: Goa
Autor: Oliver Freudenreich
Wydawca: Lacerta
Rok: 2012
Grzaczy: 2-4
Czas gry: 120 minut
Ocena: 5