Kategorie
Gry komputerowe

Disgaea D2 – recenzja gry

2305754-disgaea

Disgaea od zawsze bawiła się konwencją, ale niestety w swojej zabawie – i w swojej ilości wersji, sequeli, konwersji – zagubiła się rynkowo. Gracze byli oczarowani pierwszą odsłoną. Oczarowani jej zwariowanym systemem, tak bardzo odmiennym od poprzednich dzieł gatunku taktycznego RPG, oczarowani jej klimatem, tak bardzo odmiennym od smutnych opowieści z tego gatunku zalewających pierwsze PlayStation, oczarowani wreszcie radosną oprawą.

Znudzili się przy sequelach, których czasami nie rozumieli, a które czasami były po prostu zbyt do siebie podobne. I dodatkowo były innymi historiami, i jakoś utrwaliło się, że gorszymi. Ale pierwsza odsłona Disgaei pozostała kultowa w świadomości mas. NISA, producent, wpadł wreszcie na genialny pomysł – stworzenia bezpośredniego sequela do pierwszej odsłony, z tymi samymi bohaterami. I tym dokładnie jest Disgaea D2.

Te same potwory, ten sam system, te same problemy, ci sami bohaterowie – zagrano na nostalgii w każdy możliwy sposób, wywalając sporo mechanik i zmian z części czwartej, którą uważam za grę lepszą, ładniejszą, ciekawszą. Nie zmienia to faktu, że D2 to dobra odsłona – zabawna, campowa, durnowata, bardzo growa – która jest dokładnie tym, czym chce być. Wirtualnym placem chorych zabaw w turach.

2238252-687861_20130913_002Jeżeli nie słyszeliście o poprzednikach, to są to bardzo skomplikowane taktyczne RPG w turach, gdzie rządzi system polegający na podziale na klasy, rzucaniu w siebie innymi postaciami, pokonywaniu ogromnych przeszkód terenowych i levelowaniu wszystkiego we wszystko (na wszystkim i przez wszystkich!). Paradoksalnie – pomimo, że można levelować przedmioty, postaci, klasy, nawet w pewien sposób walutę – to jest to jeden z rzadkich przypadków, gdzie nie zepsuto game designu przez grind. Zasady są klarowne, główny wątek zbalansowany, a levelowanie wszystkiego i zabawa w nieskończoność stworzone są… no właśnie dla ludzi, którzy chcą się bawić w nieskończoność.

I na tym głównie polega Disgaea – o ile seria stara się być parodią gatunku, stara się być zabawna i stara się pokazać stary, dobry koncept, że ci źli i demoniczni nie są wcale gorsi od tych pięknych, anielskich, to przede wszystkim jest bardzo dobrą, bardzo wciągającą i bardzo rozbudowaną grą wideo.

Disgaea-D2-Screenshot-01Walki w turach zawsze mi się podobały. Zawsze kochałem taktyczne RPG-i właśnie za ich warstwę taktyczną i w dobie, gdy artyści tacy jak Yasumi Matsuno muszą korzystać z Kickstartera, miło jest widzieć firmę, która wciąż rozwija swoje serie taktyczne po swojemu, nie żebrząc o łaskę Zachodu.

Bo klimat tej serii można lubić lub nie – mnie generalnie potrafi przemęczyć w dłuższych dawkach, ale nie dla klimatu w nią gram. System jest solą, chlebem, mlekiem oraz miodem tej gry – to nim się bawimy. To z niego się radujemy. To on przewyższa swoją jakością co najmniej wątpliwy dla naszego kręgu kulturowego projekt postaci i humor. W grach RPG zawsze ważniejszy jest system niż oprawa – ważniejsza jest fabuła niż grafika – ważniejsza jest muzyka i opisy niż realistyczna fizyka. I D2 wie, gdzie ma swoje priorytety.

uLTaQf1Disgaea D2 jest w pewien sposób sporym krokiem w tył dla serii – ale tak naprawdę zapowiedziano, że od teraz będą dwie serie. Poza tym jest krokiem do łatwiejszych, bardziej przyswajalnych reguł, prostszej historii i oprawy (trochę zbyt festyniarskiej, niestety), krokiem, który powinno uczynić więcej serii, które nie rozumieją pewnej zasady.

Że perfekcja to moment, gdy nie można nic odebrać, a nie nic dodać.

Tytuł: Disgaea D2
Producent: Nippon Ichi Software
Wydawca: NIS America
Rok: 2013
Platformy: PS3
Ocena: 4
Kategorie
Gry komputerowe

Disgaea 4 – recenzja gry

Disgaea_4_JP_(Limited)_CoverKażdy, kto pamięta starego dobrego Dungeon Keepera wie, że dobrze jest być złym. Radę tę wykorzystali liczni autorzy gier wideo, słusznie uznając, że pokazanie odwiecznego konfliktu dobra ze złem od drugiej strony, a na dodatek z przymrużeniem oka i sporą dawką czarnego humoru, musi wyjść co najmniej przebojowo.

Z tego przepisu skorzystał Overlord. Skorzystał fantastyczny Badman. Skorzystała również Disgaea. Czwarta część tej wielkiej serii nie tylko przenosi ją wreszcie w świat grafiki HD, ale jest również najlepszą od czasów jedynki. Przynajmniej w przekonaniu niżej podpisanego mistrza zła.

Zabójcze pingwiny

Opisywanie fabuły w Disgaea jest trochę jak opisywanie fabuły każdego odcinka serialu Family Guy. Niepotrzebne. Wiadomo, że będzie niedorzecznie. Wiadomo, że znajdą się setki odniesień do kultury, polityki i innych gier wideo. Wiadomo wreszcie, że będzie zabawnie.

Disgaea 4 ponownie rzuca nas w rolę wielkiego złego, który aż taki zły do końca nie jest. Oczywiście ponownie trzeba ratować również zaświaty, a także rozporządzać Prinnymi, czyli bandą nieokrzesanych, pluszowych pingwinów powstałych z dusz ziemskich grzeszników. Trzeba też posprzątać trochę burdelu oraz odnaleźć kilku wielkich bohaterów, znanych z poprzednich części.

Disgaea to całkiem nieźle napisane dialogi i sporo głupkowatej zawartości. Te scenariusze się lubi albo nie; co więcej, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby je po prostu zignorować. Nie są na tyle ważne, żeby odrywać nas od samej gry. Fakty są dla mnie proste – nie uśmiałem się tak bardzo od czasów jedynki. Do tego gra posiada tonę dystansu do samej siebie i często przebija czwartą ścianę, zwracając się bezpośrednio do grającego. Czasami nawet go potępiając…

Niszczycielskie zło

Gra to taktyczny cRPG, opierający się na zasadach jakie wprowadziły pierwszy Tactics Ogre oraz Front Mission. Rzut izometryczny, żelazny podział na tury, waga statystyk oraz podłoża, kilkadziesiąt zmiennych warunków bitewnych. I ogromny system, z dziesiątkami typów jednostek, czarów, przedmiotów, z których każdego można używać na kilka sposobów. Pod względem zawartości Disgaea 4 to jedna z największych gier wideo, co oczywiście przekłada się także na średni balans. Z drugiej strony jest tyle do wypróbowania oraz zrobienia, że… to niewielka wada.

disgaea4fo0-3Zawsze ceniłem sobie w serii to, że można ją przechodzić na dwa różne sposoby. Albo skupiamy się tylko na fabule, ewentualnie również fabularnych dodatkowych zadaniach, co daje nam kilkanaście do kilkudziesięciu godzin solidnej i dosyć wymagającej rozgrywki, albo bierzemy wszystkie zadania, levelujemy każdy ważniejszy przedmiot, bawimy się systemem gry, walczymy o lepsze jutro dla naszej armii, co daje nam kilkaset godzin gry.

Media troszkę przesadziły rozdmuchując Disgaeę do nieprawdopodobnych rozmiarów gry, która jest nie do skończenia dla zwykłego śmiertelnika. Po prostu – można przejść tylko historię, a można utopić 500 godzin w różnych rozgrywkach i bonusowych zadaniach. Poza typowymi nowościami w stylu jednostek, czarów i map, doszedł także wątek zajmowania fragmentów mapy (za)świata i politycznego rozporządzania nimi, prosty, ale udany, ciekawy i świeży.

Diabelskie dwa wymiary

Oprawa Disagei 4 jest urocza – to nadal sprite’y superdeformer, ze specyficznymi, głupkowatymi projektami postaci oraz potworów, lecz tym razem w przyjemnym dla oka HD. Nie jest to najładniejsza gra 2D, ale bez wątpienia najlepiej wyglądający taktyczny cRPG, w którym oprawa ma jednak podrzędną rolę. Muzyka wypada nieźle, a voice acting w wersji angielskiej jest przeciętny. Puryści mogą włączyć japońskie głosy, co także się ceni.

Generalnie połączenie grafiki w wysokiej rozdzielczości z pokręconymi projektami postaci sprawdza się bardzo ładnie na telewizorach SD oraz HD. To takie nowoczesne retro, bez pikselozy, za to ze sporą dawką włożonej pracy. Chyba obok King of Fighters XIII oraz Jamestown to najładniejsza gra 2D tego roku.
disgaea4fo0-2

Przeklęte zło powraca!

Nie chcę idealizować tej gry. Ma sporo wad, których nie da się przeoczyć – czasami żarty nie są śmieszne, czasami balans klas budzi poważne zastrzeżenia, czasami pola bitwy są za mało różnorodne. Ale Disagea jaka jest, każdy widzi. To najlepsza część tej serii. Po prostu. Nie zmienia się zwycięskiej formuły, więc Nippon Ichi, zamiast kombinować, ulepsza swój największy hit. Jeżeli jesteście maniakami serii – bierzcie. Jeżeli nie znacie serii – sprawdźcie ją! Jeżeli natomiast jej nie lubicie, to po prostu nie macie tutaj czego szukać.

I chociaż nie jest to gra tak dobra jak Tactics Ogre, to NIS udało się pokazać, że na rynku wciąż jest miejsce dla troszeczkę bardziej skomplikowanych produkcji. Dużych, wymagających, na setki godzin, które – chociaż pochłaniają masę czasu – to dają również masę satysfakcji. I są na konsole! Z niektórych zabawek nigdy się nie wyrasta.

Tytuł: Disgaea 4
Producent: NIS
Wydawca: NIS America
Rok: 2011
Platforma: PS3
Ocena: 4+
Kategorie
Gry komputerowe

Disgaea, o konsolowym uzależnieniu

Diaboliczne pingwiny, psychopatyczni megalomani, antychryst, zdrajcy, wariaci i masa dziwnego poczucia humoru. Seria Disgaea jest jedną z najlepiej kojarzonych taktycznych cRPG-ów w historii, niedorzeczną zabawką pełną dystansu do samej siebie, na dodatek oferującą dziesiątki godzin wciągającej rozgrywki.

Szeroko pojęte gry taktyczne na zachodzie przez lata kojarzono jedynie z rynkiem PC. Dopiero wraz z wejściem pierwszego PlayStation zaczęły się pojawiać prawdziwe molochy, w postaci Final Fantasy Tactics, Tactics Ogre lub Front Mission, które przyciągnęły uwagę wielu graczy. Nie były to czyste taktyki, ale wymieszanie tego gatunku z cRPG, które prędko podbiło moje serce.

Również premiera Game Boya Advance odbiła się na popularności konsolowych gier taktycznych. Przełomem było pojawienie się konsol 128-bitowych, co umożliwiło przebicie się gatunku do szerszej świadomości nowych pokoleń graczy, głównie dzięki takim tytułom jak seria Disgaea.

Europa nie miała szczęścia do taktycznych cRPG-ów – nawet kiedy era 32 bitów była już w pełni rozkwitu, a amerykanie dostali Tactics Ogre oraz Final Fantasy Tactics, nas ominęły te świetne gry. Co prawda był Kartia oraz Front Mission 3, ale – uogólniając – Europejczycy nie mogli się w sposób legalny cieszyć wieloma wybitnymi grami gatunku.

Dodatkowym problemem był wydźwięk większości taktycznych cRPG-ów z okresu PlayStation – były niesamowicie depresyjne oraz ponure, zbyt dojrzałe oraz zbyt skomplikowane dla wielu graczy, czasami do tego nieprzystępne jak diabli. Erę 32 bitów uważam za najlepszą dla gatunku cRPG, tamtejsze taktyczne cRPG-i za najwspanialsze, jakie kiedykolwiek się pojawiły, lecz nie oznacza to, że nie doceniłem tego, co zdarzyło się potem. Za to wciąż doceniam gry, które wychodziły gdy byłem na nie za mały (bo za głupi wciąż bywam…).

Z czasem zdarzyła się rzecz niebywała – niewielka japońska firma, Nippon Ichi Software, wraz z nadejściem PlayStation 2, zaoferowała światu masę lekkich, przyjemnych, kolorowych, radosnych, a także niesamowicie uzależniających taktycznych cRPG-ów. Jak to określił pewien komentator z Eurogamera – ta seria jest jak narkotyk, który pokochasz, ale który Cię wyniszczy. Bo Disgaea jest bardzo intrygująca – to jedna z najbardziej niedorzecznych historii w grach wideo, zbudowana na systemie, który pochłania setki godzin. I chociaż można sobie odpuścić skolekcjonowanie całej serii, to chociaż w jedną część zagrać po prostu trzeba.

Oczywiście popularyzacja taktycznych cRPG-ów wśród nowego audytorium była również zasługą Nintendo, które wraz z Game Boyem Advance przyniosło proste strategie w postaci Adwance Wars oraz klasyczne taktyczne RPG-i, takie jak Fire Emblem, na zachód. Ale ostatecznie to Nippon Ichi opanowało zachodnie rynki konsol stacjonarnych. O dziwnej sytuacji tego gatunku najlepiej świadczy fakt, że prawie każda większa gra konkurencji wydana na zachodzie pojawiła się jedynie na… konsolach przenośnych.

Pierwsza Disgaea była w pewien sposób przełomem – system gry pozwalający wylevelować wszystko, łącznie z gumą do żucia, ustalanie własnych praw, budowanie wież i rzucanie własnymi jednostkami, ogromne ilości etapów do eksploracji oraz głupiutka, zabawna, dziwaczna fabuła stały się przebojem dla wielu graczy na świecie.

Sukces serii pociągnął za sobą troszkę zgubną taktykę, ponieważ NIS wydało masę bardzo podobnych do siebie gier, wśród których klienci się pogubili – La Pucelle, Makai Kingdom, Phantom Brave czy Soul Nomad (ma się rozumieć, że jeżeli wejdziemy w szczegóły, to te gry są bardzo różnorodne, ale pierwsze wrażenie to mod do Disgaea). Do tego Disgaea 2, w przekonaniu większości okazała się gorszą grą od jedynki, a jak czas pokazał, chyba także najgorszą częścią serii. NIS musiało powrócić do promowania swojej głównej serii, pokazać, że stać ich jeszcze na równie udaną produkcję.

NIS wciąż kombinowało, portując swoją serię na co się da – NDS-a, PSP, inne platformy mobilne. Każda wersja miała jakiś smaczny dodatek, więc najwięksi fani nadal czuli się usatysfakcjonowani. Wraz z nadejściem nowej generacji, seria znalazła się w trudnej sytuacji – bo oto era prawie HD wymaga od deweloperów świetnej grafiki, a recenzenci pokazali, że będą zaniżać mocno oceny, jeżeli tylko nie spodoba im się oprawa.

NIS mogło przenieść się całkowicie na konsole przenośne. NIS mogło uciec na Steam. NIS mogło spakować manatki. Ale NIS wolało zaatakować PlayStation 3 z Disgaea 3 oraz 4. Powtórzę to raz jeszcze – nie uważam, że to gry aż tak dobre jak kilka klasyków z czasów 32 bitów, ale NIS stworzył coś, o czym nie śniłem – przywrócił taktyczne cRPG-i konsolom stacjonarnym.

Podczas gdy SE nie śpieszy się do Front Mission 6 (który zapewne jak piątka i tak pozostałby w Japonii…), a Matsuno mógł co najwyżej stworzyć remake swojej gry na PSP, NIS wydało dwie duże, świetnie i dopracowane gry na PlayStation 3. Gry, mówiąc nieładnie, pokazujące gest Kozakiewicza obecnemu podejściu wielkich firm do rynku gier wideo.

O ile Disgaea 3 mocno trzyma się poprzedników, wyglądając nawet podobnie, tak nowe sprite’y w czwórce to piękny przykład grafiki, nazwijmy ją modern retro, pokazujące, że jest wciąż miejsce dla dobrych gier 2D. Jest miejsce dla dobrych, dużych taktycznych cRPG na konsole, które ciągle są kojarzone jedynie z grami akcji.

Dlaczego moją odę do taktycznych cRPG zacząłem od Disgea? Ponieważ wierzę, że ta seria posiada największy potencjał do przekonywania posiadających już konsolę ludzi, którzy jeszcze gatunku nie znają. Ponieważ ta seria jest zabawna i bardzo, ale to bardzo wciągająca, podobnie jak Terraria, Minecraft lub Puzzle Quest.

Wreszcie, ponieważ obok Tactics Ogre: Let Us Cling Together to właśnie Disgaea 4 jest jednym z najlepszych taktycznych cRPG od lat, będąc zarazem ogromnym przeciwieństwem gry Matsuno, w prawie każdym aspekcie.

Jeżeli lubicie dobre japońskie cRPG, jeżeli macie ochotę na dziwaczny humor, jeżeli chcecie sprawdzić coś innego, coś łączącego w sobie nowoczesne rozwiązania i urok starych gier wideo – sprawdźcie gry Nippon Ichi. Są specyficznie niczym kuchnia obcego kraju – a nie samym kotletem i ziemniakami człowiek żyje.