Polcon 2004 – okiem Sir Torpedy

Zloty miłośników fantastyki są wielkim wydarzeniem dla całego fandomu – można miło spędzić czas wśród ludzi którzy podzielają nasze zainteresowania. W dniach od 19 do 22 sierpnia trwał Polcon 2004 – konwent ciekawy, z licznymi atrakcjami.

Polcon to ogólnopolski konwent miłośników fantastyki. Impreza ta corocznie odbywa się w innym mieście. Tym razem wybrana została Zielona Góra wraz z Zielonogórskim Klubem Miłośników Fantastyki Ad Astra. Chociaż był to ich pierwszy tak duży konwent, to jednak posiadali już pewien bagaż doświadczeń – co roku organizują przecież Bachanalia Fantastyczne, które są imprezą towarzyszącą zielonogórskiemu Winobraniu, a także minikonwent Hobbiton.

Dziewiętnasta odsłona tej imprezy gromadzącej fantastów odbywała się w jednym z campusów Uniwersytetu Zielonogórskiego. Mam mieszane wrażenia co do jednego z dwóch udostępnionych przez uczelnię budynków – główna budowla konwentowa jest co prawda najnowocześniejszą z całego kompleksu, przez co wręcz wymarzoną dla tego typu przedsięwzięć, jednak dało się zauważyć liczne pęknięcia tynku, co sugerowało lekką niestabilność gmachu.

Zbiorcze sale noclegowe były wynajęte w zupełnie innej szkole, oddalonej o parędziesiąt metrów od uniwersytetu, jednak konwentowiczom został zapewniony dostęp do natrysków z ciepłą wodą, za co należą się organizatorom wielkie brawa.

Pierwszy dzień – akredytacja, dwie prelekcje i LARP

Na teren konwentu dotarłem około godziny 15:20 i tu nastąpiło rozczarowanie – w kolejce do recepcji czekałem niemal godzinę. Wraz z identyfikatorem otrzymałem reklamówkę z następującą zawartością: plakat i pocztówka z motywem konwentu, program i informator Polconu (dwie osobne książeczki) oraz przypinany znaczek z nazwą imprezy.

Pierwsze dwie prelekcje, na których dane mi było chwilkę posiedzieć, nie wzbudziły mojego zainteresowania na tyle, aby wytrwać na nich do końca. Następnie udałem się na LARPa – przyznam, że bawiłem się świetnie – prowadzonego przez lekko spóźnionego Inkwizytora. Od razu po jego zakończeniu udałem się do jednej z większych sal wykładowych na oficjalne rozpoczęcie Polconu 2004. Tam, po przywitaniu wszystkich gości przez organizatorów i odczytaniu listy sponsorów, można było pokrótce poznać historię UZ, a także wysłuchać prelekcji o planowanej budowie multimedialnego planetarium w Zielonej Górze.

Dzień drugi – dwa konkursy, kawałki prelekcji i kolejny LARP

Drugi dzień Polconu rozpoczął się pobudką o 8:00… Znaczy, rozpocząłby się wtedy, gdyby autor tego artykułu dał się o tej godzinie dobudzić, jednak ma on silną wolę i za nie pozwolił się zwlec z łóżka przed 10:00.

Pierw odwiedziłem dwa konkursy pt. I ty możesz zostać bohaterem oraz Konkurs wiedzy i umiejętności Warhammer Fantasy Role Play. Szczęście niestety mi nie dopisało, ale atmosfera była przednia… Tuż przed 15:00 wybrałem się na projekcję filmu Metropolis i wytrwałbym na niej do końca, jednak sala miała pewien mankament. Był nim schładzający pomieszczenie klimatyzator – tak bardzo, że na dworze było cieplej pomimo tego, że kropił tam deszcz.

Następnie trafiłem na zakończenie bardzo ciekawej dyskusji o tym, czy książki są naprawdę tak drogie, jak się powszechnie sądzi. Piotr W. Cholewa wraz z Edytą Szulc przedstawili cały proces, jaki musi przejść tekst w niewielkim wydawnictwie, zanim trafi na półki w księgarniach. Wydanie czterystustronicowej książki zamyka się w kwocie od 10 do 32 tys. złotych. Trudno było nie przyznać im racji – dzisiejsze wydawnictwa nie mogą zbytnio obniżyć cen, jeśli nie chcą stracić płynności finansowej. Poruszono tutaj także kwestię e-booków, a konkretniej tego, iż nie są one u nas wydawane. Niestety nic nie zapowiada zmian, a przynajmniej nie z inicjatywy Runy – pierwszy krok, aby sprawdzić opłacalność takiego przedsięwzięcia, musiałyby wykonać jakieś rodzime molochy wydawnicze.

Krótka przerwa na posiłek pomogła mi w wytrzymaniu więziennej atmosfery ciekawego LARPa organizowanego przez S.M.E.R.F. pt. Altdorf by night. Proszę me słowa potraktować poważnie, ponieważ cała gra toczyła się w lochach zarządzanych przez kapłanów Urlyka, a więźniowie – co jest faktem powszechnie znanym – chleb jeno i wodę dostawać mogli…

Dzień trzeci – wręczenie Nagrody Zajdla… i LARP

A może by tak dla odmiany zagrać czymś tak niekonwencjonalnym jak drużyna złożona z elfich łuczników albo włamyhobbitów? Mateusz ‚Inkwizytor’ Budziakowski, na swojej prelekcji o częstej powtarzalności pewnych sytuacji w grach fabularnych, udowadniał, że coś takiego ma rację bytu.

Następnie salę wykładową zajęli: Tomasz ‚Aquilion’ Pruski i Jędrzej ‚LVeehal’ Lubański. Kwiatki z sesji, czyli dlaczego należy uważać na słowa? – tytuł wykładu (i przy okazji konkursu) nie pozostawia żadnych wątpliwości co do jego treści – można tu było usłyszeć historie zarówno śmieszne jak i nieco makabryczne, gdyż niekonwencjonalne pomysły MG i graczy potrafią zmiękczyć czasem nawet największych twardzieli.

Konwenty są dla mnie okazją do spotkania się ze znajomymi, wysłuchania ciekawych prelekcji i pogrania w LARPy. Dlatego też nie mogłem opuścić punktu programu, który organizował Inkwizytor: Wilczy kasztel – później przechrzczony na Wilczy kaszel ze względu na kłopoty zdrowotne prowadzącego. Gra w konwencji Dzikich Pól okazała się być dokładnie tym samym, czym uraczono uczestników ConQuestu 2003. Tutaj jednak nie wyszła ona aż tak dobrze, gdyż część graczy nudziła się do tego stopnia, że zamiast gry wybierali rozmowę z dziennikarką Gazety Lubuskiej – winą za to nie obarczam tylko organizatora, bo żeby się dobrze bawić na tego typu punktach programu, trzeba wykazać nieco własnej inicjatywy…

Ostatnie parę godzin przed oficjalnym zamknięciem Polconu 2004 i rozdaniem Nagrody Zajdla spędziłem na odpoczynku, skromnej kolacji i spacerowaniu po terenie konwentu, gdyż nie było interesujących mnie punktów programu. Nie znaczy to wcale, że nic się nie działo. Można było wziąć udział w konkursie łuczniczym czy, tak jak ostatecznie sam zdecydowałem, udać się na jedną z prelekcji. Słowiańskie zaklęcia to tytuł wykładu Marcina Szklarskiego, na którym dowiedziałem się, że wyrażenie dzień dobry jest już formą czaru, gdyż zawiera się w nim chęć sprawienia aby dzień upłynął komuś przyjemnie.

Na zakończenie parę słów o tym, jak czas do przygotowania takiej imprezy szybko organizatorom minął (a sama impreza jeszcze szybciej), podziękowania i wręczanie nagród dla zwycięzców konkursów konwentowych. Przed wręczeniem Nagrody Fandomu Polskiego im. Janusza Zajdla jeszcze tylko krótkie przedstawienie – humorystyczny skecz w wykonaniu dwuosobowego, teatralnego odłamu Ad Astry i już można przedstawiać nominowanych. Wreszcie nadchodzi sam moment wręczenia nagrody, tym razem został o to poproszony Tadeusz Olszański, gdyż Jadwigi Zajdel nie było wśród uczestników Polconu 2004, a to właśnie ona zwykle jako pierwsza gratulowała zwycięzcom. Napięcie sięga zenitu i… Już po chwili na sali rozlegają się gromkie brawa dla nieobecnego na konwencie Andrzeja Ziemiańskiego – on to właśnie otrzymał tegorocznego Zajdla w kategorii opowiadanie za Zapach szkła – i Jacka Dukaja, który urzekł czytelników powieścią Inne pieśni.

Ostatni dzień – podsumowanie

Dwie prelekcje Andrzeja Pilipiuka wypełniły mi cały niedzielny poranek. Według archeologów to właśnie kobieta wymyśliła maszynę do destylacji alkoholu – tego i wielu innych informacji o dawnych naukowcach można się było dowiedzieć słuchając wykładu O Alchemikach. Następny – O magii obrzędowej oczami archeologa – już nieco mniej ciekawy, bo A.P. ograniczył się niemal do omawiania kolejnych slajdów wyświetlanych słuchaczom.

Na Polconie było około 400 osób, licząc dziennikarzy, organizatorów i tych, którzy wykupili tylko jednodniowe wejściówki. Nie jest to liczba zapierająca dech w piersiach szczególnie, gdy pomyśli się, iż w latach świetności na tej imprezie było około 1000 uczestników. Nie można było spodziewać się jednak rewelacyjnych wyników, przecież Zielona Góra po raz pierwszy organizowała konwent o tak wielkiej randze – dla tych, którzy nie znali możliwości Ad Astry, był to wyjazd w ciemno. Polcon 2004 należy uznać za udany, były co prawda czasem lekkie zgrzyty organizacyjne, ale gdzież się to nie zdarza? Zielonogórzanie – organizujcie więcej tego typu spotkań fanów fantastyki – dziękuję Wam za dobrą zabawę!

Sir Torpeda Opublikowane przez:

3 komentarze

  1. BAZYL
    24 sierpnia 2004
    Reply

    A mnie

    się nmie podobaja wciskane na siełe archaizmy do tej relacji ;P

  2. Asar
    24 sierpnia 2004
    Reply

    moje 3 grosze

    odbył sie tez ciekawy i widowkiskowy pokaz gry bitewnej LOTR gdzie na stole stało blisko 600 modeli. dodam tez o godzinie12:00 były juzproblemy z rejestracjawynikajacez niedroznego systemu komputerowego, kolejnym mankametem byłaodległosc do przebucia miedzy salami sypialnymia terenem konwentu. jednak oceniam na 4,5

  3. Mortarien
    24 sierpnia 2004
    Reply

    😉

    Cieszy mnie pozytywna opinia, cieszy fakt, że imprezka wyszła, martwi bardzo, że nie mogłam na niej być ;-( Pozdrowionka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *