Kategorie
Felietony

Animal Planet 2

Setka to dopiero po­czą­tek…

Pierwszy numer Tawerny RPG w wersji odrestaurowanej
Pierwszy numer Tawerny RPG w wersji odrestaurowanej

W zakurzonych księgach archiwum Tawerny RPG napisane jest, że na początku była ciemność… Ktoś miał później powiedzieć, że po­czą­tek zinu to Tawerna robiona przez Couka i dla Couka. Był przełom mileniów, po­czą­tek roku 2000, nic więc dziw­nego, że układ ciał niebieskich musiał odcisnąć na piśmie swe piętno (kto inny na­pi­sał­by, że gwiazdy były w porządku).

Z czasem menażeria potworów na dobre zagościła w wirtualnej redakcji i, jak się okazało, wynieść się stamtąd nie zamierzają… Czas upływał, cześć osób odchodziła, a na ich miejscach pojawiali się nowi. Gdyby wypisać tutaj wszystkich, którzy w tym okresie tworzyli na łamach Tawerny RPG, lista byłaby naprawdę długa. Gdyby o każdym napisać choć jedno zdanie, artykuł ten, niekrótki przecież, byłby ze cztery albo i więcej razy dłuższy.

Od pierwszego numeru minęło już prawie 8 lat. To kawał czasu dla każdego pisma, a naprawdę niewiele czasopism, szczególnie fanowskich, może poszczycić się setką numerów ukazujących się bez przerwy.

Ostatnie takie podsumowanie, wraz z artykułem Animal Planet, czyli okazyjne słów kilka o załodze… zamieściliśmy w numerze 50. Od tamtej pory nasza historia wykonała jeszcze jeden tak długi krok naprzód.

Raz jeszcze jubileusz będziemy obchodzić zapraszając Was na wędrówkę po tawernianym zoo. Poznacie tych, którzy przez ostatnie 50 numerów byli w redakcji i którzy w tym czasie nie szczędzili trudów, aby robić to pismo i trafić na monitory Waszych komputerów. Tradycyjnie już tekst ten to podziękowania dla wszystkich, którzy przez lata byli z razem z nami. Opisujemy tu siebie nawzajem. Złośliwie, bez skrępowania i szczerze, choć często z przymrużeniem oka i nie do końca poważnie.

Z oczywistych względów nie możemy opisać wszystkich, nie posiadamy też fotogra­fii wielu osób (zastąpiliśmy je obrazkami, np. wersjami okładek, które nigdy nie ukazały się w piśmie). Cóż, przez lata nasze drogi się rozeszły, a podróże w przeszłość, nawet te najbardziej sentymentalne, nie zawsze pozwalają dotrzeć do osób z przeszłości. Ale dziękujemy Wam wszystkim, bez względu na to, co porabiacie i gdzie teraz jesteście.

Aras

arasArek do zespołu został wepchnięty niemal siłą przez Pitę, który za wszelką cenę chciał zbudować zespół, który uniesie ciężar two­rzenia kącika o grach cRPG. Wybór bardzo dobry, bo to redaktor o dużej wiedzy na temat gier na konsole i mający wiele do powiedzenia na ich temat. Niestety, doprowadza do bólu zębów korektę, która często nie potrafi odnaleźć się w gąszczu nowomowy typowej dla graczy i zdań niekoniecznie mających sens.

Co ludzie powiedzą:

  • gracz, którego recenzje bardzo przyjemnie się czyta
  • korekta narzeka, oj narzeka… 😉
  • Niepoprawny konsolowiec. Ale na pewno uda się go z czasem naprostować także na PC.
  • wiedza na temat konsol duża, fanatyzm na ich temat jeszcze większy.
  • Nie znam… Jest taka gmina we wschodniej Hiszpanii (w Walencji konkretniej, a zwie się Aras de los Olmos), ale nigdy tam nie byłem – czyli nie znam.
  • a kto to? Znałem jednego Arasa w szkole średniej. Aras to też mój wujas. Arek, to Ty? 😛

Arisu

Ilustracja ta ukazała się na okładce numeru 91. Ta wersja, to pokaz umiejętności gra­ficznych Szelmona z czasu jego początków w TRPG
Ilustracja ta ukazała się na okładce numeru 91. Ta wersja, to pokaz umiejętności gra­ficznych Szelmona z czasu jego początków w TRPG

Dobrze, że Alicja ma ksywkę na „A”, bo dzięki temu można spokojnie napisać te słowa: Arisu to dziewczę, które zawróciło w głowie niejednemu facetowi z listy poniżej. A potem kontakt z nią się urwał i przez długi czas nikt nie wiedział co robi i gdzie przebywa. Przynajmniej do czasu, aż pewnego dnia zjawiła się na Forum TRPG i… Znowu zniknęła!

Co ludzie powiedzą:

  • Wielbicielka FF, tyle pamiętam 🙂
  • oj już daaaawno jej tu nie było…
  • Heh… Ostatnio zawitała na forum, nawet się odgrażała, że coś napisze, ale na razie cisza…
  • Kojarzę takiego nicka, to już coś. Ale szalenie ciężko pisać złośliwie o kimś, z kim nigdy nie weszło się w bezpośrednią interakcję (jakkolwiek przyjemne by to mogło być). ;P
  • Sympatyczna z poczuciem humoru.
  • swego czasu moja wielka miłość. I się nie ma co śmiać! Wespół zespół zrobiliśmy w bambuko (takie inne nunchaku) pół Tawerny, jak nie całą, że się znamy osobiście i w ogóle spotykamy etc. 😉 Urocze zrycie beretów końcówki wieku pacholęcego 😉 A co poza tym? Wspominam ją niezwykle ciepło. Niezwykle.

Arkana

arkanaOto przykład redaktorki przyciągniętej na siłę. W ekipie zjawiła się za sprawą DuchaX, który pewnego dnia oświadczył na Liście Dyskusyjnej, że ma koleżankę, która całkiem nieźle pisze. Ewa zawsze robiła za szarą myszkę – czytała wprawdzie Listę, lecz wszystkie jej wypowiedzi można policzyć na palcach jednej ręki. Niemniej jej opowiadania zapadają w pamięć na długo, co w jakiś sposób rekompensuje chwile, gdy nikt nie pamięta o ich autorce.

Co ludzie powiedzą:

  • o ile się nie mylę, to jedyna dziewczyna w zespole, która ma krótkie włosy 😉
  • uwielbiałem jej twórczość od dziecka. ;P
  • Narzeka na brak weny, ale jak każę jej napisać opowiadanie na zadany temat to pisze i jeszcze się ciska o więcej. EB.
  • I kolejna niewiasta, z którą słowa zamienić mi nigdy nie było dane… Coś mi się kołacze po głowie, iż to nasza ilustratorka. Nie pamiętam niestety żadnej z jej prac, ale wierzę głęboko, iż są ładne. 😛
  • napisała jedno opowiadanie, które cholernie mi się podobało. To wystarczająca rekomendacja, by poznać ją lepiej.

Asthner

asthnerMarcin swego czasu (raz, w zastępstwie) złożył Karciankowy Krąg i jakimś dziwnym trafem wszyscy zapamiętali go jako szefa tego kącika. Na nic się zdały zapewnienia, że on szefem nigdy nie był… Pewnego dnia zniknął z redakcji i słuch po nim zaginął. Niedawno wrócił w chwale jako członek zespołu korektorskiego, co ucieszyło wielce resztę korekty. To już nie jest ten sam śmieszny redaktor z rozdwojeniem jaźni (hej Asthner! hej Kubi!), a po prostu nie do końca poważny stu­dent matematyko-fizyko-czegoś-trudnego na Politechnice Łódzkiej. I choć w Magica już nie gra, dla nas zawsze będzie „magicowcem”.

Co ludzie powiedzą:

  • ex-magicowiec, fan SW, ma zaje-boskie koty i sympatycznych rodziców 😉 ale edycji plików HTML w Open Office to mu chyba do końca życia nie zapomnę 😛
  • ciekawy głos, ciekawe zainteresowania, ale ciężko powiedzieć coś więcej. Może po najbliższym meecie coś się wyjaśni?
  • parę funnych sesji na #tawerna-rpg utwierdziły mnie w przekonaniu, że nie jest w pełni odpowiedzialny za swoje czyny, jest pasjonatem, jest inteligentny, czyli jest ok.
  • Ma chłopak szczęście w kartach. Przysłowiowe.
  • To zupełnie inny gość niż kiedyś, ale ja ciągle patrzę na niego jak na tego młodego Asthnera…
  • Szelma, oszust, niegodziwiec, pozbawiony honoru redaktor-dezerter. Specjalista od słomianych zapałów i układania kolejnych projektów noszących wspólny tytuł: „kiedyś wrócę”. Drugie z tych zdań podziela ponoć nawet więcej niż jedna osoba.
  • miał śmieszne zdjęcie w Animal Planet 1 w numerze 50-tym 😀

Balgator

Drugi numer Tawerny RPG w wersji odrestaurowanej
Drugi numer Tawerny RPG w wersji odrestaurowanej

Jeżeli jesteś redaktorem od dawna, to młodszych stażem zawsze postrzegasz jak nowych. Dominik jest przykładem takiego „nowego”: w ekipie był re­la­tyw­nie krótko, ale gdyby wymieniać numery, w których pojawiały się jego teksty, to lista byłaby całkiem spora. Bardzo ambitny, można powiedzieć, że szukał tekstów i autorów do swojego kącika. Wraz z zakończeniem studiów zamknął pewien rozdział swojego życia, a wraz z nim, niestety, przygodę z Tawerną.

Co ludzie powiedzą:

  • kojarzy mi się z Balrogiem…
  • Półtora roku temu wziął „urlop” na napisanie pracy magisterskiej i… tyle go widzieli…
  • Nie lubię człowieka. Za co? Otóż będąc zaledwie piątym na liście re­dak­to­rów do obsmarowania, jest czwartą osobą, która przypomina mi, jak słabo znam obecną ekipę. Grrr.
  • patrząc na xyvkę to coś pomiędzy Balrogiem a nazwą producenta glebogryzarek :]

BAZYL

bazylBohater nieomal mityczny. Nikt tak naprawdę nie pamięta, kiedy Michał pojawił się w redakcji i w jaki sposób. Praktycznie od razu stało się jasne, iż załogę zasilił człowiek twórczy, nie­słychanie pracowity, pełen inwencji, wytrwały. Szybko też przejął naj­ważniejsze obowiązki związane z two­rzeniem zinu. Nie widać tego, niestety, ale gdy dostajecie do rąk nowy numer, to głównie jego zasługa. Ludwik XIV zwykł mawiać: państwo to ja! BAZYL z całą powagą może powiedzieć: Tawerna to ja. W początkach swojej obecności w ekipie podzielił nas na tych, którzy chcieli go wspierać w dążeniu do Dzieła i tych, których wybitnie irytował jego opanowany autorytaryzm. Wygrali ci pierwsi. Konstruktywna opozycja jednak wciąż istnieje, bo przecież nikt nie lubi dyktatorów.

Co ludzie powiedzą:

  • Człowiek, dzięki któremu powstaje mój kącik. Człowiek, dzięki któremu powstał mój kącik. Człowiek którego co miesiąc doję o wstawianie artykułów w szablony 😛
  • zupełnie nie w moim typie, mimo fajnej pasiastej piżamki 😉
  • wielki przedwieczny, pan i władca na krańcu świata i jeśli nie napisze, ze jest wspaniały, to…
  • jak sam twierdzi „jest ZŁY”. Nikt mu nie wierzy, ale to mu chyba zbytnio nie przeszkadza. Świetny rozmówca na online, na żywo natomiast dużo ciężej wydobyć z niego jakieś sensowne zdanie, bo jego hobby to zaszywanie się w kącie i łypanie złowieszczo po reszcie towarzystwa, okazjonalnie broniąc się przed demonstracjami radości na swój widok. Prawdopodobnie ze względu na to, że nawet on potrzebuje powietrza w płucach.
  • najlepszy szef jakiego kiedykolwiek miałem (ale fakt, że jeszcze nie miałem ich zbyt wielu) 🙂 Da się z nim pogadać, umie motywować… Nie wiem, dlaczego wszyscy twierdzą, że jest taki zły. A, i ma te swoje odchyły na punkcie bycia jaszczurką.
  • współczuję mu tej popularności. Każdy chce z BAZYLem pogadać, forumowicze pragną jego słów. ;P Istnieje temat, w którym od paru lat deliberują, czy jest pluszową jaszczurką czy nie… Trzeba mieć cierpliwość i lubić sławę. ;P naj­ważniejsze jest to, że jest oświeconym „ściśniętym” – lubi literaturę i jednocześnie studiuje… coś dziwnego. ;P
  • Mógłbym napisać o nim to i owo, ale zamiast tego oddam głos Lemowi, który już raz to kiedyś zrobił (w Cyberiadzie, gwoli ścisłości): „Jestem potwór algorytmiczny, anty­demokratyczny, ze zwrotnym sprzężeniem, z zabójczym spojrzeniem, z policją, ornamentacją, aparycją i samo­orga­nizacją, króla mam w brzuchu, ni słychu ni duchu, dyszelek z dwukółką, postukaj się w czółko, weźcie się pod boki, zróbcie cztery kroki, i buch na kolana, kompanio kochana!”
  • Zły. Ale starzeje się i tetryczeje. Steruje Falką i borgiem w taki sposób, żeby myśleli, że nim sterują.
  • Rozmowa na temat dresu z BAZYLem skłoniła mnie do zmiany avatara na forum…
  • nikt nie wie ile naprawdę robi, sam twierdzi, że dużo, ale nigdy się nie dowiemy prawdy.
  • Ooooooo. BAZYLa też nie lubię. Podpadł mi kiedyś- nie pamiętam, czym… Toteż teraz nie lubię go za idiotyczne uczucie niechęci bez jasnego powodu. ;P O, jeszcze jednym mnie denerwuje – byłby z niego świetny polityk. Ma silne poczucie własnej, alternatywnej rzeczywistości. ;p
  • Dziwny gość, nie pije i nie pali, a jednak ma też zalety. ;P Inteligentny, sumienny i dowcipny. Jak daje słowo, że coś zrobi to ludzie są skłonni mu uwierzyć. 😉
  • cześć piękny! :] Hahah, od razu poznasz 😛 Och, co się nawkur… przez tego człowieka! Ale jednego mu nie odmówię – uporu (!), wizji i determinacji, by z Tawerny uczynić coś naprawdę wielkiego.

BLACKs

Patryk w rozmowach telefonicznych zwykł się przedstawiać jako największy „lachociąg” w Gdańsku. Ale nie dajcie się zwieść jego fałszywej skromności – jest największym w całym Trójmieście, jeśli nie lepiej. Jego początki to nieudolne próby zadebiutowania teksta­mi, które niemiłosiernie były mu zwracane do poprawki. Kiedyś wresz­cie udało mu się coś przepchnąć, a potem poszło już z górki. Porównując jego pierwsze teksty z tymi obecnymi, nie da się ukryć, że przebył on naprawdę daleką drogę.

Co ludzie powiedzą:

  • Morda jak z koszmaru sennego, ale porządny ziomek. Wielka szkoda że działa 24/7 po nie tej stronie mocy 😛
  • ma świra, ale jeszcze nie wiem, czy to dobrze, czy źle… i z niego tró erpergowiec jest (cokolwiek to znaczy ;))
  • wredny i cyniczny? Tak przynajmniej wynika z dopisków na blogach.
  • pierwsze wrażenie: bachor z głupim nickiem rodem z Tibii. Wrażenie właściwe – profesjonalista i muzyk (co jest znacznie ważniejsze niż jego wszystkie artykuły w TRPG, jak dla mnie ;P). No i poza tym chyba jednak jest starszy ode mnie? ;P
  • Kręcił się gdzieś po forum, a potem przyjęli go do zinu ;p
  • To jest przyszłość TRPG. Ale zanim to nastąpi trzeba go nieco przytemperować.
  • młody, ciągle się rozwija, czasem daje się ponieść fałszywym
    tropom, lecz ogólnie da się znieść.
  • Nick drażni. Połączenie BAZYLowych capsów z żałobą po stłamszonej duszy, zredukowanej do samotnej literki „s”…
  • nie wiem, nie znam, zarobiony jestem.

Blantus

blantusJeżeli miarą dziwności jakichś re­dak­to­rów miałaby być ksywa, to Bartek niewątpliwie wiódłby tu prym. I to nie ze względu na swojsko brzmiącego Blantusa, ale na określenie jakim zwykli określać go koledzy z drużyny: Ręcznik. To brzmi dumnie! Ostatnio dowiedział się, że umie rysować mangę, co nie odbiło się najlepiej na jego zdrowiu psychicznym. Dlatego czy­tel­ni­cy Tawerny mogą nastroić się na kolejną porcję tasiemców w TPGR.

Co ludzie powiedzą:

  • piłkarz, władca tasiemców i stu­dent teologii – wybuchowa mieszanka 😉
  • Miła ksywka, już go lubię 🙂
  • jajcarz z PGRu? Jak ja mam go podsumować? Rysownik wierszokleta. To pierwsze nawet mu wychodzi. Nie wiem jak drugie, bo nigdy nie dotrwałem zbyt daleko. Nie lubię poezji, nawet dowcipnej.
  • Poeta Taferniany (nie mylić z klozetowy!)
  • Spoko typ. Kibic i zawodnik. Poza tym naprawdę dobry kumpel i redaktor, nawet gdy zna się go tylko przez net.
  • niby się przewija przed wzrokiem, ale oprócz ostatnich głupot o religii niczym nie wpadł mi w pamięć.
  • To miło, kiedy ktoś już samym nickiem informuje, by nie siadać po jego zawietrznej. 🙂

Borg

borgNiewielu zdaje sobie sprawę z tego, że Jakub został na nas nasłany przez samego Smugglera z CD Action. Początkowo prowadził kącik Wiedź­mina RPG, ale z czasem zajął się także stroną i milionem innych rzeczy w Tawernie. Z komputerem potrafi zrobić niemal wszystko, w co wiele osób szczerze wątpi. Ostatnio stwier­dził, że na starość zostanie chyba gra­fikiem. Osądzony i skazany za wrocławski CoolKon, Informator Kon­wen­towy i fanowską stronę o Cza­ro­dziej­ce z Księżyca… Dalej, dla własnego bezpieczeństwa, zdecydowaliśmy się nie wnikać, pewne jest jednak to, że to nie koniec jego sieciowej działalności.

Co ludzie powiedzą:

  • Z tego co wywnioskowałem, to gdy my jesteśmy fantastycznymi stworami, on dyktuje ile mamy PŻ.
  • leniwy admin, który nie lubi (nie potrafi? ;>) zarządzać Apachem z terminala i żyć nie może bez Pleska 😛
  • ten jego pistolet… ;P
  • Nie istnieje. To tylko 2gie konto BAZYLa służące do zwalania winy za problemy techniczne.
  • Pierwszy magister inżynier w ekipie i co się z trym wiąże, stary i stetryczały. Tak naprawdę to on steruje BAZYLem.
  • typowy indywidualista, nic dodać nic ująć.
    – jakiś taki fatalista-defetysta przy pierwszym kontakcie, ale może dlatego, że zmęczony był 🙂 No i flegmatyczny troszku. Ale może dlatego, że zmęczony był… a zmęczony miał być prawo, bo to niezrównany, niezastąpiony, ponadczasowy, oryginalny i z metką organizator CoolKonu. Facet, który nie śpi. Nigdy.

caras

carasMichał to taka tawerniana złota rybka. Konkretnie karaś. Sam o sobie mówi, że jest jak Chuck Norris i jest w tym ziarenko prawdy. Głowę z pewnością ma równie mocną. Znany jest z tego, że bezdomnym oddaje jedno-, dwu- i trzygroszówki. Kiedyś w redakcji się tylko obijał, a teraz już nawet tego nie robi. Niemniej jest takim dobrym duchem krążącym w pobliżu: czasami bliżej, a czasami dalej. Najczęściej jednak zygzakiem…

Co ludzie powiedzą:

  • przystojny tak bardzo, że raz olałam randkę z moim lubym, aby móc zobaczyć carasia na zlocie Tawerniaków 😉 nie obyło się potem bez kwiatów i czekoladek…
  • Specjalista do spraw serwisów sieciowych dla dzieci. Jeszcze nie udało mi się ograć go w szachy, ale to kwestia czasu.
  • czy caras wciąż jest alkoholikiem? 🙂

Carchmage

carchmageJeśli ktoś zastanawiał się kiedyś, kto był najmłodszym redaktorem naszego pisma, to tu jest odpowiedź: Maciej miał jakieś 13 lat, gdy został przyjęty do naszego grona. Połowie re­dak­to­rów do tej pory został wytrzeszcz oczu po tym, jak poznali jego wiek. Druga połowa dowie się o tym z tego tekstu, więc spodziewamy się wzrostu liczby re­dak­to­rów z wytrzeszczem. Teraz Carch jest już starszy, ponoć mądrzejszy, a na pewno bardziej doświadczony. Przeżył przygodę z szefowaniem DMG, a ostatnio oddał się kleceniu wierszy i trzeba przyznać, iż wychodzi mu to nieźle.

Co ludzie powiedzą:

  • Zawsze go mylę z CoBem.
  • Dawno z nim nie gadałem, to się nie wypowiadam ;p
  • Prawdopodobnie przyszłość poezji polskiej, ale ja tam się na poezji nie znam. Czasami mam wrażenie, że nie czuje się on częścią ekipy.
  • ciekawe komentarze, ciekawe wpisy, szkoda że tak mało w nich ognia.

CoB

cobOto najbardziej CoBiecy członek redakcji. Dzisiaj już nikt nie pamięta, że ksywka Szymona to skrót od Pacholę Cebulki (Children of Onion) czy jakoś tak. Chyba jednak inaczej, bo nie widzę tam „B”, ale nie szkodzi [okulary sobie kup! cebulka! – dop. FLK]. To jakiś niezwykle mroczny skrót. Z wyglądu przypomina hobbita, a na żywo nie przypominam sobie, żeby się kiedyś nie śmiał lub co najmniej nie uśmiechał. Jego teksty zawsze budzą skrajne uczucia – albo nazywane są bez­na­dziej­nymi, albo bardzo dobrymi i przy­dat­ny­mi. Niestety mało kto wie, że to redaktor, który najczęściej dostaje zwroty od korekty…

Co ludzie powiedzą:

  • Zawsze go mylę z Carchmagiem. Porządny (jak na Tawerniane standardy) ziomek, ale odkąd obrał rolę szefa KGFu to podkradł BAZIOwi tę część osobowości, przez którą zawsze się budziłem w nocy i sprawdzałem czy drzwi są zamknięte. Czego mu życzę? Tłumu cheerleaderek i zastrzyku z testosteronem, żeby „przestał świrować pawiana”.
  • koszmar senny i wcielone zuo dla wszystkich członków zespołu korektorskiego…
  • wiarygodny. Poświęcony. CoBiecy.
  • Ponoć krowa… więc jakim cudem umie pisać na kolanie?
  • CoBnięty los tych, co czytają jego teksty.
  • Może to tylko wrażenie, ale odkąd się „sparzył” (znaczy znalazł sobie kogoś do pary) to stracił animusz. Ale chęci nie można mu odmówić.
  • Ma do Gdańska przyjechać od dwóch lat… I nie przyjechał!
  • CoB… CoB… A, powstrzymam się. Jestem pewien, że pozostali członkowie zespołu korektorskiego obsmarują go dostatecznie. ;p
  • pojawia się i znika, ogólnie inteligentny chłopak.
  • ”- BAZz, kogo ja poznałem na CoolKonie, takiego młodego? CoBa? – Ciemne, kręcone włosy: CoB. – Hmm… wtedy miał chyba krótkie. – Powykrzywiany okularnik: BAZYL. Krótkie ale kędziory: CoB.” Czyli chodzi o CoBa! Fanatyczny turbonapierdalator +15 do Neuroshimy, facet, który rozumie ten system. Bo ja nie.

CoMrad

comradKonrada wszyscy pamiętają jako opiekuna naszego kanału IRC. Ale przecież to także zapalony dia­blo­ma­niak, do dzisiaj nie stroniący od tej gry. Piekielny charakter udziela mu się także w życiu, bo jak sam wspomina, w ostatnim czasie miał dwie samo­chodowe stłuczki. Na szczęście były to drobne wypadki osobówką, choć po studencie TIR-u można się spodziewać naprawdę dużych kalibrów.

Co ludzie powiedzą:

  • ex-mod ircowego kanału; niestety, teraz mamy nowy kanał, nowych modów, a o CoMradzie słuch ginie regularnie 😉
  • Jeden z tych gości, którzy mimo, że trzymają się nieco na uboczu, potrafią pokazać, że naprawdę zależy im na TRPG.
  • wiem, że istnieje ale nijak nie mogę go z niczym powiązać.
  • W wolnym czasie rozmawiał z botami na ircu. 🙂
  • czasami znajduję go w dziwnych miejscach. A to przypadkiem spotykam na Battle.necie StarCrafta, a to w sieci grono.net się odnajduje. Niby go nie ma, a jest wszędzie. Lękam się otworzyć lodówkę.

Danai

danaiDanai ma o tyle nieoryginalną ksywkę, że jest to jej imię. Dziwne takie, bo greckie – to półkrwi Greczynka. Z tego też chyba względu studiuje filologię klasyczną i czerpie przyjemność z nauki języków w ilości, jakiej mógłby jej pozazdrościć niejeden poliglota. W tej niepozornej istocie kryją się niespożyte pokłady iście południowego tem­pe­ra­men­tu, ale nawet ona czasami popada we wcale melancholijny nastrój.

Co ludzie powiedzą:

  • smoczyca pożerająca dzieci w wolnym czasie
  • Kobieta. Nie znam jej, ale przez Internet wszystkie wydają się atrakcyjne, więc czemu nie miałbym zwracać na siebie uwagi? 😛
  • kiedyś, dawno temu w innej rzeczywistości była dla mnie jak bogini w panteonie, teraz to chciałbym ją poznać osobiście.
  • Ponoć lubi mangę i anime, więc na pewno świetna dziewczyna 🙂 Bo przecież tym interesują się tylko świetni ludzie (no, na przykład ja :P).
  • to dzięki niej rozkwitła we mnie ciekawość, cóż to są trocheje… ;P
  • Dinozaurzyca ;p Swoją drogą ostatnio się na mnie rzucała. Platonicznie. ;p
  • Jedna z naj­ważniejszych osób w moim życiu. Trochę to dziwnie zabrzmiało, ale nie, nie chodzi mi o relacje partnerskie 🙂
  • ciekawe kiedy wyjdzie za BAZYLa?
  • Kiedy paladyn napotyka na swej drodze Smoczycę, prędzej czy później musi się to skończyć jatką. Jak dotąd obyło się bez konfliktów, ale za jakiś czas, już niedługo… W ciągu roku wypatrujcie ofert sprzedaży łusek, kłów i innych elementów „popsutych” smoków lub ogłoszenia o tawernianym grillu.
  • Miłośniczka mangi, potrafi nieźle rysować.
  • generalnie jak zerknąć na jej GG to albo ostrzega, że zwariuje, albo grozi, że się uczy (czy na odwrót?). Poliglotka (ile znasz języków? Pięć, sześć? Siedem? :), zdarzyło mi się do niej zadzwonić z pracy, jak miałem problem ze słowem 😀

Darky

darkyMarcin ma tendencje do odzywania się na Liście Dyskusyjnej w momentach, w których ktoś sobie o nim przypomni, a nie daj Cthulhu wrzuci jakąś jego fotkę, to się dopiero dzieje! Na szczęście oznacza to, że poza bawieniem się w firmę e-gamingową (jest tam menedżerem), ciągle czuwa. Poza tym, jest w ekipie żywą ikoną czasów, gdy redaktorom żyło się lepiej bez zapędów dyktatorskich co niektórych członków redakcji. Sporą sensacją wywołała u nas infor­macja, że Darky obciął swoje włosy – bo w końcu nie tylko my pamiętamy te połyskujące na złoto loki ze zdjęć dołączanych do wstępniaków TRPG…

Co ludzie powiedzą:

  • ciemniak, który z Tawerną od dawna nie ma nic wspólnego… a szkoda, bo zabawny był
  • Zajął się grami komputerowymi na poważnie. To znaczy z całą powagą niepowagi tego zajęcia 🙂 I nawet sukcesy odnosi.
  • Wszędzie się wkręci, a to na naczelnego TRPG, a to gdzie indziej… ;P
  • mroczny, długowłosy, niegdysiejszy naczelny (jak to było możliwe? :P). Teraz gość od klanu wymiataczy TeamPentagram. Wódki bym się z nim napił.

DuchX

duchxPrzemek nie był zbyt wylewny w kontaktach z redakcją, co wyrobiło mu etykietkę dość konkretnego gościa. Podobnie z jego teksta­mi, które oprócz tego że były dobre, cechowały się dużym dystansem do wyświechtanych teorii. Prywatnie jednak (wiemy z wiarygodnych źródeł) to chodzący dynamit z zamiłowaniem do eksplozji i zabaw ogniem. Wśród swoich znajomych ma jeszcze jedną ksywkę – Pitbull.

Co ludzie powiedzą:

  • lubimy Mistrza Kaczmarskiego, lubimy… 😉
  • Jak to duch – pojawia się i znika. Świetnie pisze, tylko dlaczego tak rzadko?
  • ponoć miał zostać dziennikarzem. Nie wiem, czy został, ale miał zadatki.

EmpE

empeO ludziach takich jak Mateusz zwykło się mówić, że to kwiat polskiej młodzieży. Ubrany jak na fotce obok, słucha muzyki idealnie podeń dopasowanej i nie stroni od uciech życia i wszelkich używek. Lecz mimo to jest to człowiek bystry, o bardzo inteligentnym poczuciu humoru i umiejętności pisania zajmujących artykułów. Wszyscy kojarzą go z serii pod tytułem Fantastyczna faza, ale nie dlatego, że to był fantastyczny tekst (choć był), ale dlatego, że autor ciągle jest na fazie.

Co ludzie powiedzą:

  • ziomal
  • podobał mu się mój wiersz, od tego czasu go polubiłem.
  • Jest ziomalem. Ale nawet to nie przeszkadza mu brylować na LD kiedy trzeba komuś dopiec złośliwym żartem.
  • eloł ziom! bijacz meeen!
  • ciekawy człowiek, naprawdę. Raper z duszą poety, posiadacz jednych z najciekawszych opisów na GG z moich znajomych. Czytałem jego rymy, robią wrażenie. Gdyby w Polsce uprawiano taki rap z marszu nosiłbym krok w kolanach i bluzy jak worki po kartoflach.

Epyon

epyonRafał jest klonem. Coś jak naj­ważniejszy brat naj­ważniejszego bliźniaka w Polsce, ale nie tak ważny. Choć u nas niezastąpiony. Zajmuje się karciankami, miał ksywkę Ra-V, ale to nie ten Ra-V, który zajmuje się karciankami i ma ksywkę Ra-V. Obecnie Epyon ale choć ruchy ma nieco mechaniczne nie jest robotem, bo robotów się przecież nie klonuje. Choć z drugiej strony kształci się na teleinfor­matyka, więc kto wie?…

Co ludzie powiedzą:

  • karciankowiec… ostatnio mu chakierowałam awatarka na forum 😉
  • Gdyby był moim sąsiadem, to pewnie nie mógłby przeze mnie spać po nocach. Po co spać, skoro może ten czas spożytkować na coś produktywnego? Ot, mógłby odpisać na mojej forumowej sesji, albo napisać jakiś artykuł do kącika. Kupcie mu różowy sweterek, niech się cieszy ;-D
  • Do tej pory nie potrafię wymówić jego ksywki. Mówię mu Ra-V, a on reaguje – to wystarczy.
  • Granie w M:tG przez Apprentice z Epyonem wymiatało 😉
  • ciągle pamiętam go jako Ra-V’a i to się chyba nigdy nie zmieni.
  • Wskrzesił pozostawiony przeze mnie na śmierć Karciankowy Krąg. Nie wiem, o czym teraz tam pisze, ale jestem mu cholernie wdzięczny, że utrzymuje kącik przy życiu. Bez tego miałbym wciąż spore wyrzuty sumienia… Thx, Epyon! 😉
  • to te drukarki?

Equinoxe

equinoxeOto jeden z najbardziej wszech­stron­nych re­dak­to­rów Tawerny. Oczytany, wygadany i z mnóstwem ciekawych pomysłów. Niezwykle to­wa­rzyski i pracowity osobnik. W historii pisma dokładnie raz, jeden jedyny raz!, na Liście Dyskusyjnej pojawił się filmik – zgadnijcie, kto go wysłał. To właśnie Tomasz w ten sposób składał nam życzenia świąteczne i noworoczne, przypominając przy okazji, że naprawdę jest tak przystojny jak na podsyłanych z częstotliwością karabinu maszynowego fotogra­fiach. Ten pęd do kreowania własnego wizerunku za pomocą mediów został mu do dzisiaj – pracuje w jednej z toruńskich rozgłośni radiowych, a my zastanawiamy się tylko, czy prowadzi tam Anioł Pański czy Rozmowy Niedokończone…

Co ludzie powiedzą:

  • narcyz i radiowiec
  • oj, już dawno nie miałam z nim kontaktu. Zajmuje się chyba „poważnymi sprawami” i dewastowaniem swojej wątroby.
  • prawdziwy dziennikarz. Cenię za profesjonalizm.
  • Gość, którego teksty wygrzebane z archiwum sprzed 3-4 lat i tak są wiele lepsze od zamieszczanych obecnie. Szkoda, że tak rzadko pisze…
  • coś kołacze się po głowie, lecz znika w czeluści sklerozy.
  • Equiego dobrze kojarzę, o tak. Ale co z tego? Ni cholery nie potrafię się czegokolwiek u niego czepić, jako redaktor to prawie mój idol. 😛
  • Interesujący, miło się z nim rozmawia. Na listę dyskusyjną przysyłał więcej swoich fotek niż cała ekipa razem wzięta. 😉
  • bezczelny, nerwowy radiowiec z ciężkim i nieuleczalnym zajobem na punkcie słuchawek Sennheisera.

Falka

falkaKtoś kiedyś powiedział, że każda dziewczyna w ekipie to nasza Pierwsza Dama. Katarzyna z pewnością jest pierwsza spośród pierwszych, choć wszyscy są zgodni, że to najbardziej męska osoba w naszym gronie. Znana jest z tego, że lubi grube i puchate zwierzaczki z wyjątkiem futrzaków, na które ma zresztą uczulenie. Obecnie obmyśla plan wykradznia kilku małych pand z zoo… Studiowała już chyba wszystko, a teraz kończy informatykę na Wir­tualnym Uniwersytecie. Dla wszystkich niewtajemniczonych: Wir­tualny Uniwersytet to zinfor­matyzo­wana wersja Niewidzialnego Uniwer­sy­te­tu – ponoć jest, ponoć Falka osiąga tam niezłe wyniki, ale nikt go nigdy nie widział. Od kilku lat mieszka i pracuje w Londynie, dlatego może chwalić się zaszczytnym mianem Korespondentki Zagranicznej TRPG, która i tak żadnej korespondencji nie wysyła… poza niekończącymi się narzekaniami na temat Tawerny, którymi zalewa listę dyskusyjną.

Co ludzie powiedzą:

  • weź majonez, dodaj żelki, proszek do pieczenia, torbę cukierków, pierś kurczaka i pączka, zmiksuj, posyp orzeszkami, ulep z tego ludzika i wyjdzie Ci Falka.
  • ma pozytywnego świra na punkcjie Maców i OSXa (jakby była facetem, to by się nazywała ‚makowym fanbojem’), przeglądarki Opery i małych pand; jak będzie duża chce pracować w policji, a narazie zadowala się tytułem „lewackiej cywilizacji śmierci” (czyt. feminazistka z niej)
  • „NOT user friendly” ;p Ma nieznośną siostrę.
  • Dwie rzeczy przychodzą mi do głowy. Pewnie mnie uzna za zbola, ale są to orzeszki i futerko. Osobiście nie widzę w tym nic zboczonego, ale wszyscy wiemy jakie są kobiety 😉
  • Sensei. Klonuje armie ludziożernych pand i kradnie wiewiórki z parków. Taferna to anagram słowa Falka.
  • hmmm… Wiesz, w tym akurat wypadku nie ma mowy o anonimowości w ankiecie, a mówi się, że wiewiórki mają ostre zęby. Co mogę zresztą napisać? Sympatyczniejsza niż wynika z tego, co inni mówią. No i jeszcze mnie nie pogryzła, choć BAZYL uprzedzał, że coś takiego może się stać 🙂
  • wg obietnic PO wróci po wyborach. ;P
  • Jedyna osoba, która wie kto, co i o kim tutaj napisał… z czego wynika, że musi być bardzo mądra, piękna, zgrabna i powabna ;p
  • Do tej pory nie zostaliśmy sobie przedstawieni 😉 Tak naprawdę steruje BAZYLem.
  • Mama? [na szczęście nie 😛 – dop. FLK] [Jeszcze – dop. BZL]
  • Jedna z czterech osób z ekipy, z którymi utrzymuję stały kontakt. Ma irytującą zdolność spamowania śmiesznymi filmikami etc., jak tylko zmotywuję się do pracy nad czymkolwiek…
  • Sympatyczna, zawsze uśmiechnięta i gotowa do żartu. Lubi słuchać bajek o turbo-bohaterach na dobranoc. 😛
  • jak to mówią: jedź do Anglii, najlepsze Polki już tam są! Niezwykle frapująca kobieta, choć jej nigdy nie poznałem. Zostając muzułmaninem obowiązkowo musisz odwiedzić Mekkę. Zostając Tawerniakiem obowiązkowo musisz poznać Falkę.

Faust

Ilustracja ta miała się na okładce numeru 86 (specjalnego). W ostatniej chwili jednak została wycofana, a jej miejsce zajęła okolicznościowa tawerna
Ilustracja ta miała się na okładce numeru 86 (specjalnego). W ostatniej chwili jednak została wycofana, a jej miejsce zajęła okolicznościowa tawerna

Wszyscy zapamiętali Michała jako osobnika bardzo pracowitego. Do dzisiaj jego solucja do Icewind Dale II jest pokazywana jako przykład dobrego i bardzo szczegółowego poradnika do gry. W swoim czasie wykonał katorżniczą pracę sporządzenia bazy wszystkich artykułów jakie zostały zamieszczone w Tawernie RPG. Po tym dziele przestał być aktywny jak dawniej, ale nic dziwnego – każdy byłby zmęczony po przejrzeniu 2500 tekstów (to było ze cztery lata temu, teraz oczywiście mamy ich więcej i nikomu nie chce się kontynuować dzieła Fausta…).

Co ludzie powiedzą:

  • Mroczna ksywka i gdybym nie był Sethem, to pewnie byłbym Faustem ;D
  • Pewnego dnia po prostu zniknął bez śladu. Pozostał po nim tylko obłok dymu i zapach siarki 😉
  • fajna ksywka, szkoda że nie znam
  • Tawerniak z miasta Łodzi, jako i ja. W związku z tym, spotkaliśmy się w życiu dwa razy, zawsze przez przypadek. Byłoby może częściej, gdyby nie trudny z nim kontakt. Co niniejszym Faustowi wypominam.
  • zapomniałem.

fds

fdsPaweł znany jest z zamiłowania do zabawy wężami, szczególnie cudzymi. Tylnymi drzwiami dostał się do ekipy, a posadę na forum załatwiła mu sąsiadka, choć do tej pory nie udało się ustalić, jaką rolę odegrał w tym wszystkim rzeczony gad. Magister elektroniki i telekomunikacji, sko­ja­rze­nia z wężopodobnymi kablami są jak najbardziej na miejscu. Od niedawna aktywny członek redakcyjnego zespołu korektorskiego, który nadużywa słowa „grafoman” i „to ssie”.

Co ludzie powiedzą:

  • wiewiór, zboczuch (pożycza mi swoje hasło do stronki z henta­jami! :*), podobno karciankowiec; nie śmieszą go niektóre komputerowe żarty, które mu podsyłam ;( a do tego, jak już się z nich śmieje, to wygląda, jakby narzekał 😛
  • Redakcyjny duch. Niby jest, a go nigdzie nie widać 😛
  • mam jego gg
  • z postów na forum wynika, że jest taktowny jak głośne beknięcie i bezpośredni jak pieprznięcie młotkiem w głowę. Da się z nim jednak pogadać.
  • Wiewiór wiodący lud na barykady.
  • Wyhodowany na forum, bocznymi drzwiami wkręcił się do redakcji. Ale jak już tu jest, to nikt nie ma zamiaru go wywalić 😉
  • Potrafi narzekać chyba jeszcze bardziej ode mnie. A do tego rozpętać wojnę o jeden znak interpunkcyjny… Korektor – Postrach Grafomanów. Jak widzę na tawernianym kanale jego komentarze do poprawianych właśnie przez niego potknięć innych re­dak­to­rów, odechciewa mi się pisać. Jeszcze by mój tekst trafił w jego ręce, brrrr…
  • Obsmarowywanie ludzi z innych serwisów, flejmogenny styl pisania i założenie tematu „Wilkołak Apokalipsa: Sztuczne Cycki”. Cały fds… 😀
  • pisze dziwne rzeczy na forum 🙂

Galizelle

galizelleW pewnych kręgach powiadają, że aby dostać się do redakcji, trzeba złożyć w ofierze pluszowego misia lub przekupić Falkę orzeszkami. Ewa jest jednak żywym zaprzeczeniem tych plotek: w jej przypadku wystarczyło podesłać BAZYLowi życiorys – jaszczur do tej pory nie otrząsnął się z tego szoku. Prywatnie stu­dentka dziennikarstwa, publicznie najnowszy nabytek zdziesiątkowanej chorobami psychicznymi Re­dak­cji.

Co ludzie powiedzą:

  • korektorka-przodowniczka pracy: przy sprawdzaniu tekstów wyrabia 300% normy 😉
  • Jej pojawienie się w ekipie sprawiło, że lobby Ew stało się prawie tak silne jak lobby Kaś 😀

Ghand

ghandJanek jest jednym z najstarszych re­dak­to­rów Tawerny, który wciąż jest z nami. Miłośnik i stu­dent chemii, swoje pasje przelał na plastikowe sztućce. Znany jest z bitew na ten szlachetny oręż, które toczył z Falką. Wszystkie zwycięskie, jeżeli za potwierdznie zwycięstwa można uznać komentarze Falki: Mam całe ręce porysowane. Niestrudzony strażnik relikwii będącej gwarancją ciągłości spójności świata – Świętej Dupy Ghanda. Nigdzie się bez niej nie rusza. Naprawdę!

Co ludzie powiedzą:

  • właściciel sławnej tylnej części ciała 😉
  • Znam go tylko z anatomii ;p
  • Jego święte przymioty ostatnio błyszczą jakby mniej. Może dlatego, że pisze tylko okazjonalnie?
  • Proponuję wprowadzić symbol ułatwiający wszelkie dyskusje o nim: (_g_) := (_!_) (dupa) Ghandiego. Ja bym wprawdzie wolał być pamiętanym za styl swoich tekstów, ale… Ave (_g_)! ;]
  • On jeszcze żyje? 🙂
  • jestem ciekaw, czy schudł, bo kiedyś był duży 😀 Pierwszy Tawerniak, z którym miałem kontakt. Ba, dzwoniliśmy do siebie w czasach drewnianych modemów i Internetu kupowanego na wiadra. Zapalony chemik, zdolne chłopisko.
  • ku własnemu zdziwieniu znalazłam go na naszej-klasie 😀

goki

gokiRobert podaje się za zwykłego stu­denta, który szlaja się od imprezy do imprezy, najmniej czasu poświęcając na naukę. Wszyscy jednak wiedzą, że to tylko pozory, bo z naszej ekipy nikt normalny wyjść nie może. Prywatnie matka Falki, ale nie potrafi podać jej ojca (te imprezy…). Fakt jest jeden – ojcem musiał być naprawdę duży chomik!

Co ludzie powiedzą:

  • mama! :*
  • Udziela się tylko na forum i kategorycznie odmawia propozycjom wpisania go na LD. Ale czynnie uczestniczy w życiu redakcji.
  • Miły gość, od urodzenia mieszka w Krakowie i nawet zna go trochę lepiej od turystów. 😛
  • ten, co chciał mangi w Tawernie! 😛

Hiliron

Trzeci numer Tawerny RPG i trzecia gra­fika. Wersja odrestaurowana
Trzeci numer Tawerny RPG i trzecia gra­fika. Wersja odrestaurowana

Prawdziwy Tawerniak żadnej pracy się nie boi, co udowodnił Michał. Kiedyś pisał świetne artykuły do kąciku Kryształów Czasu, a obecnie bryluje w firmie zajmującej się produkcją… maszyn do szycia! Wywiad donosi, że zajmuje się nawlekaniem nitek na igły lub robotą papierkową – sami nie wiemy co gorsze.

Co ludzie powiedzą:

  • Pojawił się razem z Pyrtlesem i trochę ginął w jego blasku. Ale pisał sporo, pisał dobrze i na pewno jest istotną częścią historii TRPG.
  • kojarzę jego awatara z forum…
  • Hillary Clinton?
  • źle mi się kojarzy.

Jarlaxle

jarlaxleOto człowiek, który ma swoją wizję Tawerny RPG. Krążą wieści, że ta wizja ma coś wspólnego z emigracją pisma do Nowej Zelandii, ale to tylko plotki. Dawid jest niewątpliwie osobnikiem, który napisał najwięcej tekstów do Tawerny, jednak ze względu na natłok obowiązków ostatnio pisze ich znacznie mniej niż kiedyś. Ciągle zajęty – studiuje na dwóch kierunkach, zakłada fundację lub biuro podróży, a wolne chwile wypełnia mu rysowanie komiksów i inne twórcze zajęcia. Znany jest z tego, że jak ma sprawę to wydzwania do swoich ofiar i prowadzi długi monolog. Ładnie mówi, szkoda mu przerywać, nawet jak nie ma racji… Zaskoczeniem dla wielu może być fakt, że Jarl jest redaktorem naczelnym Tawerny.

Co ludzie powiedzą:

  • pan sprzedający wycieczki do Nowej Zelandii
  • prowadzi najbardziej rozbudowane wprowadzenia do sesji jakie znam. Byłam raptem na jednej, parę lat temu a do dziś nie umiem tego zapomnieć.
  • fanatyczny liberał, na szczęście skończył z propagandą na LD. Teraz knuje plany wywiezienia wszystkich Polaków do Nowej Zelandii.
  • On żyje w ogóle czy to tylko marionetka?
  • Bregan, Bregan. 🙂 Lubi odwiedzać nory hobbitów w Nowej Zelandii i chodzić po górach. Śpiewa i tańczy. Ostatnio jak chciał z gitarą poderwać dziewczyny o mały włos nie deportowali go do Mongolii. ;P
  • z Jarlem to są fajne historie. Ze trzy lata umawialiśmy się na wódkę, a jak się spotkaliśmy na CoolKonie i w środku nocy przez wyludniony Wrocław poszliśmy po rzeczony eliksir młodości na stację benzynową*, to Jarl popił ze dwa razy z gwinta i to było na tyle. No, a teraz poważnie – zamyślony, rozmarzony, z ogromną, żywą wyobraźnią. Bardzo ciepły człowiek, jeden z tych, którzy potrafią słuchać i prawdziwie dyskutować. Rzadkość. (*na CoolKonie, oczywiście, nie było alkoholu :])

Kazek

kazekWbrew obiegowej opinii ma na imię Darek. Naczelny gra­fik drugiej młodości Tawerny RPG, diabelnie zdolny i potrafiący to wykorzystywać. Przeciętny użytkownik Internetu musiał zetknąć się z jego pracami – kiedyś reklamami wyskakującymi na stronach Interii, później bannerami w Gadu-Gadu. Jeśli kiedyś na Google też zaczną wyskakiwać reklamy gra­ficzne, to z całą pewnością będą to prace tego człowieka.

Co ludzie powiedzą:

  • mam go w kontaktach na linkedin 😉
  • Świetny gra­fik, ostatnio pracował nawet w Gadu-Gadu, ale teraz kontakt jest z nim bardzo ograniczony.

Kiwi

Ilustracja ta ukazała się na okładce numeru 80, ale w nieco innej wersji. To jej pierwsza wersja - powstała zanim Szelmon się zorientował, że jednak będzie miał trochę więcej czasu na zajęcie się tym rysunkiem
Ilustracja ta ukazała się na okładce numeru 80, ale w nieco innej wersji. To jej pierwsza wersja – powstała zanim Szelmon się zorientował, że jednak będzie miał trochę więcej czasu na zajęcie się tym rysunkiem

Antek pojawił się w ekipie, gdy zupełnie nie mieliśmy pomysłu na prowadzenie kącika gier cRPG. Z miejsca napisał kilka tekstów, które pozwoliły zachować ciągłość kącika. Początkowo tworzył pod pseudonimem Phoenix, a potem zmienił na Kiwi – i tak z pięknego odradzającego się z popiołów ptaka stał się zwykłym nielotem… Nic dziwnego, że jego przygoda z Tawerną się zakończyła. Zawsze chciał wybrać się na wycieczkę do Nowej Zelandii. Nie wiemy, czy to marzenie już się spełniło – jeśli nie, to życzymy mu tego: oby jak najprędzej!

Co ludzie powiedzą:

  • jeden z moich ulubionych owoców ;>
  • Dawniej Phoenix. Napisał kilka tekstów do cRPG i dziwi się, że wciąż mam go na liście kontaktów 🙂
  • owoc czy ptak?

Kozax

Czwarty odrestaurowany numer Tawerny RPG
Czwarty odrestaurowany numer Tawerny RPG

Artur również był gwarantem ciągłości wydawania kącika gier cRPG. Pisał ciekawe teksty, recenzje, artykuły przekrojowe i felietony. Widać było, że wiedział, co w trawie piszczy, ale nie uchroniło go to od emerytury. Obecnie – jak każdy emerytowany redaktor – wygrzewa się na Kanarach i jeździ porsche… Czyli nie wiemy, co się z nim dzieje.

Co ludzie powiedzą:

  • ziomal, sądząc po ksywie…
  • Kolejny redaktor cRPG, który napisał kilka tekstów i mu przeszło. Może da się jeszcze parę razy namówić 🙂
  • koza na eksport?

krucaFuks

krucafuksMarcin jest bratem fdsa. Ciekawe czy sami by się do tego przyznali? Jako redaktor zaczynał w Sztandarze Młodych, a skończył w TRPG… Do tej pory zastanawiamy się, jak można upaść tak nisko. Absolwent Uniwer­sy­te­tu Warszawskiego, doskonale orientuje się we wszystkim, co jest związane z Internetem – od gra­fiki do użyteczności – nic dziwnego, że jest bezkompromisowym recenzentem wszystkiego co dzieje się z naszą stroną.

Co ludzie powiedzą:

  • fan Tibii i wolnego oprogramowania (i jedno, i drugie jest szkodliwym skrzywieniem :P)
  • Jak się uprze to i mur głową przebije. Choć niekoniecznie swoją.
  • Łebski gość. Pomaga jak może, ale coś mało ma czasu chyba.
  • kijem go do roboty nie zapędzisz, a czasem warto

Lethias

lethiasSzymon od pierwszych dni w ekipie budził kontrowersje – złośliwy, zgryźliwy i diabelnie inteligentny; śmieszył, tumanił, przestraszał. A jak już jesteśmy przy słowach poety, to użyjemy ich także do opisania teraźniejszości – tańce, hulanki, swa­wole! Wolny jak ptak i nabuzowany jak elektron – w tej chwili może być wszędzie i robić cokolwiek, zapewne jeszcze nie raz o nim usłyszymy.

Co ludzie powiedzą:

  • jak sam siebie kiedyś określił: „spokojny jak rozjuszony baranek” 😉
  • Zaświecił jak gwiazda, spadł jak meteoryt. Chciał pomóc, trochę pomógł, ale szybko przestał. Jeden z nieudanych powrotów, a taki dobry tekściarz.
  • jak on mnie irytował! Do tego stopnia, że gdybym teraz po dwóch latach go poczytał też pewnie by mnie irytował! 🙂

Longinus

Szósty numer Tawerny RPG
Szósty numer Tawerny RPG

Żeby opisać Bartka potrzeba napisać osobny artykuł. To zresztą samo w sobie byłoby w jego stylu, ponieważ potrafił on ciągnąć długie (i merytoryczne!) rozważania na każdy temat. Wystarczy zresztą tylko spojrzeć na teksty, których w swoim czasie popełnił całkiem sporo. Bardzo towarzyska i bardzo serdeczna bestia, potrafiąca zmusić do śmiechu samym spojrzeniem.

Co ludzie powiedzą:

  • człowiek renesansu, mistrz doko­nywa­nia niemożliwego, abso­lutnie rewelacyjna istota. Znany jako „Bestia Piekielna”, „Buczydło paskudne” i „Ten-który-rzuca-smokami-na-odległość”
  • kiedyś użyłam go jako poduszki
  • Longi to taki gość, który komentując komentarze do swojego niekrótkiego artykułu pisze tekst dłuższy od artykułu. Ale wszystko na temat. Poza tym wielki pluszak, jeśli mogę użyć tego słowa. Nadal niegroźny.
  • Przyjął bez uwag mój pierwszy tekst do TRPG. Tekst nie był zły, ale z perspektywy czasu widzę, iż prawdopodobnie Longiemu brakowało mocno artów do działu. ;P
  • Świetny facet, fan mangi i anime.
  • nie wiem czemu to chłopisko tak wcześnie przestało pisać. Rzadki talent.

Lorien

Siódmy numer Tawerny RPG
Siódmy numer Tawerny RPG

Podobno Ania to typ imprezowiczki. Nie można jej odmówić jednego – ognistego tem­pe­ra­men­tu. Studiuje na dwóch kierunkach, a w przerwach pracuje w administracji Onetu. Podobno na nic nie ma czasu, ale jak się ostatnio okazało, na wspólny meeting z naszą ekipą potrafi wygospodarować parę chwil.

Co ludzie powiedzą:

  • łojejeje, ale się zmieniła. Dawniej była mroczna i metalowa, w stylu elfickim, teraz wygląda dużo doroślej, nieco eklektycznie i ekstrawagancko. Zajmuje się setką rzeczy na raz, studiuje nieokreśloną ilość kierunków… No, wow.
  • od daaawna trzyma się z daleka od Tawerny… swego czasu w pewnych kręgach była znana jako Pan Lorien 😀
  • Ostatnio widziałem ją w Krakowie. Ledwo znalazła chwilę na mini-meet. Nic więc dziwnego, że już praktycznie nie gości na łamach TRPG.
  • Człowiek impreza. Lubi ostrą muzykę i ostre imprezy. Pracuje w Onecie. Wspominałem już, że uwielbia imprezować?
  • z RIP-em kiedyś mieli słodziaszne fotki :] A z owych fotek wyłaniał się obraz atrakcyjnej, piwnej gothki ze zrytym beretem :]

Luinil

luinilKatarzyna jest oryginalną góralką. Podczas gdy inni siedzą w szarych miastach i narzekają na pluchę, ona się cieszy, bo znów zasypał ich śnieg i nie ma jak pójść do szkoły… Tak było dawniej, bo teraz ta niezwykle sympatyczna istota studiuje w Zakopanem. Nie zmieniły się tylko zainteresowania, a wśród nich Irlandia i tańce celtyckie. Stanowczo dement­tu­jemy pogłoski, jakoby miała jedno oko bardziej!

Co ludzie powiedzą:

  • ładna jak cholera 😉
  • Wielka fanka Irlandii. Nic dziwnego, że wyjechała na wyspy. Poza tym kibic siatkówki, a raczej siatkarzy. Ale bardziej zgadzam się z jej mamą jeśli chodzi o tego najlepszego 😉
  • mój elf. Najlepsza przyjaciółka, jaką sobie można wymarzyć. Malkovich, cynamon, brytyjskość i ciepłość. Napiszę dla niej baśń.

MAd Phantom

madphantomMultum zainteresowań oraz spraw związanych z planami opanowania umysłów wszystkich mieszkańców Ziemi sprawia, że trudno nadążyć za tym, czym Łukasz się aktualnie zajmuje. Z chęcią zostałby przywódcą Illuminati, Masonów i wszystkich innych tajnych organizacyj, zakładając przy okazji jakąś własną. W wolnych chwilach lubi przekonywać wszystkich potencjalnie zainteresowanym (czyli każdego, kto się nawinie), że jego IQ plasuje się w okolicach 200 – tego jak wielu do tego przekonał, można się dowiedzieć obracając się w środowisku fanów internetowych riddli, w którym MAd jest powszechnie znany. Wiecznie wesoły fan(atyk) jamników, część ludzi zaurocza swoim podejściem do życia, innych zaś zraża mocno rozwiniętym poczuciem własnej wartości. Na pewno trudno jest go spotkać i pozostać obojętnym.

Co ludzie powiedzą:

  • jamnik z Mensy
  • Nie widziałam człowieka, ale „z literek” nieodparcie kojarzy mi się z Longinusem. Mieszka, jak się okazuje, niedaleko mnie więc w najbliższej przyszłości mam zamiar go napaść i wymusić poprowadzenie obiecanej sesyjki.
  • mam jego gg
  • MAd to jeden z największych przekrętów, jakich „spotkałem”. Nikt inny nie pouczał swojej nauczycielki od matmy, co to jest czwarty wymiar. Mózg. 😉
  • Człowiek orkiestra. Wszędzie go pełno, ale chyba i tak za mało go w Tawernie RPG 🙂
  • jak potrzebujesz rady na dowolny temat, wypowiedzianej pełnym pewności tonem, to zwróć się do niego.
  • No comment. Kiedy już będzie rządził światem, chcę być w jego łaskach. Liczę na przydział jamnika-opiekuna i prawo do widzenia się chociaż raz w miesiącu z moją duszą… Ale komentarz, że jego wiecznie dobry, często ironizujący humor i zadowolenie z siebie potrafią czasem wręcz zdołować chyba zostanie mi wybaczony?…

Makk

makkJak większość re­dak­to­rów i redaktorek, Maciek ma pozytywnego świra, który w jego przypadku ujawnia się w postaci tekstów do kącika Warhammera.
Dzięki niemu i jego artykułom czy­tel­ni­cy mają frajdę, a korekta się nie nudzi. Obecnie studiuje infor­matykę na WSHE w Łodzi i sprawia wrażenie bardzo zapracowanego. Jednak przed każdym dedlajnem znajduje sobie budkę telefoniczną, gdzie się przemienia w superherosa piszącego tekst za tekstem i zwalczającego Bandę Złych Korektorów.

Co ludzie powiedzą:

  • dawno go nie widziałem, był i się zmył w odmętach warhammera.
  • chwali się przekładaniem paczek ;>
  • Wyjechał na wakacje za granicę i chyba nie chce wrócić. Czasami widuję go na forum i z tego co wiem kontaktuje się z BLACKsem. Chyba ciągle ma chęci działać.
  • Rozruszał kącik warhammera i zniknął, by potem powrócić i straszyć korektę.
  • Gdyby spełnił się choć niewielki ułamek klątw, którymi obrzucany jest na kanale w czasie dyskusji nad korektą, jego szczątki zbierano by w całej Europie. A potem eksportowano do Azji, Australii, na Księżyc… byle dalej.
  • Zaginiony w akcji. Jeden z niewielu ludzi, którzy pomogli przy kąciku WFRP… R.I.P. albo powracaj jak najszybciej!

Muoteck

Tawerna RPG #009 - grudzień 2000
Tawerna RPG #009 – grudzień 2000

Patryk to redaktor o istnieniu którego wiedzieli tylko nieliczni, bo zawsze działał ostrożnie i przez pośredników w postaci szefa kącika. Podobno wie wszystko o bestiach z sagi o wiedź­minie i chyba stąd ta ostrożność w kontaktach z Re­dak­cją. Poza tym nieźle rysuje.

Co ludzie powiedzą:

  • erm… fajna ksywa… kto to?
  • Założył sobie kiedyś, że będzie w każdej redakcji w jakiej się da. No i chyba nie wytrzymał tego tempa.
  • nie znam faceta, ale takie nicki zawsze mnie rozbrajają 🙂

Nalavara

nalavaraNasza naczelna ilustratorka okładek od dziecka była bardzo kapryśna – najpierw nie jadła posiłków (nie­do­je­dzone resztki chowała w cukierniczce), a teraz unika fotografów. Nam jednak udało się namierzyć jej zdjęcie, zrobione podczas konwentu, gdy chwaliła się swoją muskulaturą na prelekcji. Prywatnie wielce uzdolniona stu­dentka Akademii Sztuk Pięknych.

Co ludzie powiedzą:

  • bosko rysuje, każdy obrazek trafia na okładkę
  • Prywatnie moja siostra z ten­dencją do grymaszenia przy jedzeniu i nie­na­widze­nia ró­żo­wego. Świetnie rysuje.
  • chcę, by kiedyś ilustrowała moje opowiadania :]

Narmo

narmoNa kogoś musiał trafić ten opis, bo przecież wszyscy wiedzą, że to co jest napisane w tym artykule, zostało wymyślone i rozlosowane miedzy re­dak­to­rów. Ale do rzeczy… Marcin to pożeracz serc niewieścich: najpierw olśniewa erudycją, potem spożywa serducho, a na koniec opisuje wszystko w swoich wierszach. Oprócz klecenia rymów komponuje, pisze prozę i bawi się fotogra­fią. Do kompletu brakuje mu tylko malowania, choć podobno razem z Equinoxem planują namalować tęczę. Namalować albo wyhaftować, różnica niewielka…

Co ludzie powiedzą:

  • to ten od poezji, nie?
  • Kolejna z osób, która drastycznie zmieniła image. Jakiś czas temu Narmo wyglądał jak nietypowy, ale jednak – bywalec siłowni. Później jego „look: skierował się w stronę poety romantycznego – mogliby iść w zawody z Jarlem za jego najlepszych czasów 😉
  • na fotce wygląda jak Frodo…
  • poeta, którego teksty czytam tylko z braku zajęcia. Nie trawię poezji i jak do tej pory znalazłem tylko jeden wiersz, który naprawdę wywołał u mnie jakąś reakcję. W pozostałych przypadkach uważam wiersze za grafomanię 😉
  • poeta. Wiedział, co to jest amfibrach, i znacznie lepiej się zna na poetyce. ;P
  • Jeden z re­dak­to­rów, którzy są bardzo profesjonalni w tym co robią. Od niego o sprawach językowych dowiedziałem się więcej niż przez 12 lat szkoły.

Olek

olekMoże to dziwne, ale Olek (dawniej olek-olek) ma na imię Olek. Miłośnik fantastyki i erpegów od czasów młodości, na starość nie zatracił tej fascynacji. Zawsze trochę na uboczu TRPG, mimo upływu czasu cały czas tam obecny. Obecnie stu­dent pedagogiki w mieście podwyższonego rydzyka, zadeklarowany ateista.

Co ludzie powiedzą:

  • nigdy nie zapomnę jego boskiej sygnaturki: „Are you TOLKIEN to me?” ;D
  • dawniej olek-olek. Na trochę rozstał się z Tawerną i to pozwoliło mu się wyleczyć ze schizofrenii 😉
  • ten z Torunia?

Oso

Według mnie, najlepsze zdjęcie, jakie zrobiłem sam sobie.
Według mnie, najlepsze zdjęcie, jakie zrobiłem sam sobie.

Wieść gminna niesie, że Paweł w pewnym momencie stanął przed nie lada dylematem. Czytając największe ziny o fantastyce postanowił spróbować swych sił pisząc dla jednego z nich. Wybrał w swoim przeczuciu ten słabszy (bo łatwiej się do takiego dostać), lecz nie przewidział, że to droga z której się nie wraca. Obecnie studiuje infor­matykę, czyta ksiązki i pisze recenzje. Poza tym nie je, nie pije i nie śpi. A potem straszy w Animal Planet zaczerwienionymi oczami…

Co ludzie powiedzą:

  • recenzent uwielbiany przez korektę 😉
  • Typowy geek, taki młody, a taki zatracony.
  • Bardzo dobry recenzent. Razem z Szelmonem mogliby straszyć ludzi po zmroku w ciemnych uliczkach. Ale całkiem fajny gość.
  • w końcu ktoś doceniający poprawną pisownię.

Pita

pitaJeśli ktoś uważa, że zna się na grach cRPG, to Piotr krótko i nie przebierając w słowach sprowadzi go na ziemię. A trzeba przyznać, że mało jest tak obeznanych z tematem jak on – aż dziw bierze, że magazyny o grach się o niego nie zabijają. Choć debiutował w Tawernie (o czym przypomina niemal na każdym kroku), to ma na koncie publikacje w naprawdę wielu tytułach. Prywatnie bardzo serdeczny typ, stu­dent anglistyki, którego skromność może się równać tylko z zapałem i zaangażowaniem w pracę… Przynajmniej dopóki nie trzeba bawić się w techniczne szczegóły.

Co ludzie powiedzą:

  • konsolowiec; miło mi się kojarzy, bo bardzo lubię kebaby 😉
  • crpgowiec, który chyba też interesuje się m&a (jeśli dobrze pamiętam), więc adnotacja podobna jak w przypadku Danai (zamieniając dziewczynę na chłopaka oczywiście).
  • Bardzo wszechstronny miłośnik gier. Pisze praktycznie do czego się da i wszyscy go doceniają.
  • ogień płonie w jego żyłach, a konsole w głowie
  • gość z zapałem, jeden z tych, o których z pełną odpowiedzialnością można napisać, że jak trzaśnie tekst, to na poziomie.

Pyrtles

Jedenasty numer Tawerny RPG
Jedenasty numer Tawerny RPG

Jeżeli obok tego opisu nie będzie fotki, to potwierdzi się, że wraz z upływem czasu Przemek nic się nie zmienił. Choć we włosach ma już pierwsze siwe nitki i szykuje się do żeniaczki, wciąż robi za trzech i nie ma czasu by pamiętać o wszystkim. Ale tak bywa z wziętymi prawnikami. Kiedyś chciał zrobić konwent w Dąbrowie Górniczej, ale te plany się nieco zdezaktualizowały, gdy przestał pracować w Domu Kultury.

Co ludzie powiedzą:

  • KaCetowiec
  • Pierwszy prawnik w ekipie. Chciałbym mieć siłę pisać tyle i tak dobrze jak on to w swoim czasie robił. Ciągle planuje co by tu jeszcze napisać, ale czasu jakby mniej. Ludzkość go traci – niedługo będzie się żenił.
  • chyba pan prawnik, co nie? Zresztą: nieważne. Ważne jest to, że pisał potwornie długie teksty, od których stawał mózg. Gdyby nie praca i życie prywatne, o erpegach na­pi­sał­by pewnie drugiego Pana Tadeusza czy inną Brittanicę :]

Rallat

rallatGrzegorz jest niezwykle pracowitym człowiekiem, co udowodnił przez długi czas prowadząc Działkę Mistrza Gry. Na swój pierwszy konwent pojechał na drugi koniec Polski, byle tylko przy okazji spotkać kilku tawerniaków. Wakacje zwykł spędzać na Mazurach, zresztą zamiłowanie do wioseł widać na fotogra­fii obok. Ostatnio w dobrym stylu (na czele listy) dostał się na studia medyczne; lekarza w naszej ekipie chyba dotąd nie było.

Co ludzie powiedzą:

  • ksywka zawsze kojarzy mi się ze szczurem…
  • lubi R.E.M. Lubię go. ;P
  • Jakoś tak wypalił się chyba. Ale ciągle aktywny, mam wrażenie, że trzeba go nieco przycisnąć. Prywatnie to wygląda identycznie jak jego postać na okładce 🙂 Nie śmieszy go najlepszy dowcip Stargejtów 🙁
  • nieodmiennie mi się ze szczurem kojarzy ta ksywka.
  • Daje radę. :]
  • mój rówieśnik bodajże ;]

Rathor

Siedemnasty numer Tawerny RPG
Siedemnasty numer Tawerny RPG

W historii TRPG mamy tylko jednego redaktora, który zajmował się Earth Dawnem – to Dawid. Kiedyś napisał, że musi zrobić sobie przerwę i w tym czasie napisał jedyny polski dodatek do ED, lecz obiecał powrócić. Kilka lat później rzeczywiście wrócił, lecz niestety nie podjął się żadnej pracy w ekipie.

Co ludzie powiedzą:

  • ksywka zawsze kojarzy mi się z ‚Rallat’, a przez to ze szczurem…
  • Wrócił po latach i znikł. W sumie nie wiedziałem, czy jest sens go umieszczać na tej liście.

RIP

ripPrzemek to taki Jaś Wędrowniczek – mieszkał w Łomży, studiował na Śląsku, randkował z pannami z Bielska i Krakowa, aż w końcu przeprowadził się do Wrocławia. Krótko mówiąc: kawał Polski zwiedził; mało było redakcyjnych spotkań, na których się nie pojawił. Nie znaczy to jednak, że dobrze orientuje się w terenie: jak szuka czegoś do picia, to zawsze ominie sklep pod nosem i będzie się pół godziny błąkał… W Tawernie robi za pana od brudnej roboty – zarządza listą dyskusyjną i decyduje, kogo zapisać, a kogo nie wpuścić. Kiedyś dawał bany zbyt rozgadanym, ale na starość złagodniał. Albo to my przestaliśmy spamować listę jak najęci…

Co ludzie powiedzą:

  • Cierpliwy. Jakieś 60 lat temu obiecałem mu kratę browarów i nawet się nie upomni. 😉 Ogólnie super gość. 🙂
  • mój ulubiony znajomy płci męskiej i prywatnie chłopak mojej ulubionej znajomej płci żeńskiej 😉
  • alkoholik, alkoholik, stu­dent, alkoholik…
  • Dzięki niemu LD wciąż się jeszcze kręci. Nie widać go w zinie, ale to jeden z tych trybików, bez których TRPG nie mogłaby się kręcić. Niegroźny, chyba, że go zabraknie 🙂
  • wieczny poszukiwacz imprezy
  • z jego zdjęcia „moja uczelnia” z pentagramem wydreptanym w śniegu na wielkim placu do dziś mam bekę :] Ależ to mhroczny typ! 😛

Seth

sethDo Tawerny zawsze ciągnęły dziwne monstra, nic dziwnego, że wśród tej menażerii pojawił się też bóg. Chodzi oczywiście o egipskiego Setha, czyli Krzysztofa. Znalazł on swoje miejsce w KGF-ie, a konkretniej założył kącik Świata Mroku. Poza tym nie wyróżnia się niczym poza sumiennością – nawet gdy nie ma KGF-u, można się spodziewać, że przyśle swoje teksty. Z tego mroku aż zaczął nadużywać najmroczniejszego znaku interpunkcyjnego – wielokropka…

Co ludzie powiedzą:

  • nie, to nie ten od bobrów 😉
  • Najfajniejszy człowiek jakiego kiedykolwiek poznałem! Dziewczyny, mogę was z nim umówić, bo to naprawdę świetny facet! Jaki inteligentny, jaki przystojny, a jaki wygadany! (Mógłbym tak dalej, ale skromność mi nie pozwala ;])
  • dla przyjaciół Suthek, czy jakoś tak. Ma słabość do szablozębych i innych dziwactw ze Świata Mroku.
  • szczerzy kły ale to tylko pozory, zapewnia sporawy ruch w dziale z sesjami i to się liczy.

Sir OsaX

sirosaxWystarczy spojrzeć na zdjęcie i wszystko jasne. Oskar to typowy metal w glanach z długimi włosami, do tego interesujący się japońskimi kres­ków­kami. U nas jednak dał się poznać jako znawca gier cRPG, przez długi czas stojący na czele kącika im poświę­co­nego. Obecnie stu­dent infor­matyki, co pewnie też nikogo za bardzo nie dziwi.

Co ludzie powiedzą:

  • on żyje! gdzieś… chyba… mam go na liście przyjaciół na last.fm 😉
  • Właściwie nie wiem co mogę o nim napisać. Spoko typ, czasami zbyt poważnie do życia pochodzi, ale wtedy go prostuję na GG 🙂
  • zrylec. Tu nawet nie chodzi o to, że go nie lubię. Po prostu jest zryty 🙂

Sir Torpeda

sirtorpedaKrzysztof jest najwolniejszą torpedą jaką widział świat. Spałby najchętniej do południa, a biegał spacerkiem… Aż dziw bierze, że zawsze ze wszystkim zdąża. Bardzo sympatyczny i to­wa­rzyski, w swoim czasie na osiemnaste urodziny zaprosił wszystkich z Re­dak­cji. Pisał artykuły gdzie tylko się dało, a obecnie pracuje jako fotograf w lokalnej gazecie i studiuje po­lo­nis­ty­kę. Posiadacz drugiego z wielkich tawernianych artefaktów – Poroża Torpedy, niestety zaginionego w nie­wia­domych okolicznościach.

Co ludzie powiedzą:

  • fotograf z porożem
  • z urodzenia Żaganianin, z przekonania Zielonogórzanin, a z wyboru Gorzowiak :> Ale poroże zawsze te same 🙂
  • Zdaje się, że odkąd prowadzi własny dział w CDA, ma prenumeratę i nie potrzebuje już, żebym mu skanował jego teksty. 😛
  • Pierwsza osoba, którą poznałem w TRPG. Jakoś zawsze się z nim dobrze dogadywałem.
  • pan fotoreporter. Jak zobaczycie zdjęcia w Newsweekach czy innych Politykach podpisane „Krzysztof Tomicz” to się nie zdziwcie. A Tobie, Torp, życzę tego bardzo serdecznie.

Soulfein

soulfeinPodczas gdy graczy na całym świecie elektryzują gry na najnowocześniejszych silnikach gra­ficznych, z rozbudowana fabułą i wgniatającą w fotel akcją, Rafał gra w Tibię. Trzeba mu jednak oddać, że zna tę grę jak mało kto. Zwykle w swoim kąciku ogłaszał minikonkursy, za które nagradzał artefaktami w świecie gry. Gdy pojawił się na Liście Dyskusyjnej zapałał miłością do stópek Falki. Wiedzieliśmy, ze redaktorom u nas odbija, ale Rafał pobił chyba wszystkie rekordy szybkości.

Co ludzie powiedzą:

  • ma fetysz na punkcie stópek
  • fan stóp Falki ;P Trochę narwany człowiek, ale sympatycznie się z nim gadało. Od dłuższego czasu nie daje oznak życia.
  • Ile razy przypomnę sobie moją przygodę z Tibią, tyle razy jestem pełen podziwu dla tego gościa – Skąd on ma siłę, żeby w to grać?
  • ortogra­ficzny anarchista, brrr

Szelmon

szelmonSzymon mieszka na Wyspach, a w naszym kraju pojawia się okazjonalnie. Odkąd tylko pojawił się na Liście Dyskusyjnej, próbuje się spotkać z jakimiś tawerniakami. Lecz los nie jest dla niego zbyt łaskawy: ostatnim razem, gdy był umówiony na takie spotkanie, skończył z rozbitą głową i szeregiem szwów. Niech nikogo nie zwiedzie ta ponura mina na zdjęciu – to był zwyczajny wypadek, a Szelmon tylko pozuje na groźnego typa. Świeżo upieczony tatuś pracuje jako gra­fik. Wszystkie okładki TRPG przechodzą przez jego ręce.

Co ludzie powiedzą:

  • gra­fik, tatusiek, zbój zza rogu; w skrócie: trzymać się z daleka
  • Co tu gadać, nasz człowiek za kurtyną ;] Jak każdy autor lubi jak się docenia jego prace 😉 Swoją drogą strasznie się leni ostatnimi czasy, ale to raczej przez swoją małą. Może i ona coś narysuje kiedyś Wujkowi Sethowi 😛
  • Sądzi, że jest niezłym gra­fikiem… i zaraża tym innych (choroba rozprzestrzenia się głównie poprzez jego prace) 😉 Co więcej, zrobił sobie własnego backupa.
  • Pierwszy ojciec TRPG, chciałoby się powiedzieć Ojciec Dyrektor TRPG. Świetny gra­fik, spoko gość, ale o dość radykalnym sposobie wyrażania opinii. Na szczęście zgubił swój ulubiony nóż 😉
  • ma w sobie tyle samo spokoju co palacz na beczce z prochem, wystarczy mały błąd i BUM

Vil’Mathien

vilmathienKolejna gra­ficzka w tej drużynie, czyli Katarzyna. Ilustrowała artykuły do Kryształów Czasu, a gdy zabrakło tekstów, oddała się studiowaniu. Odkąd pamiętam organizuje sobie drużynę do grania w RPG, ale jakoś nie bardzo jej to wychodzi. Zresztą nic dziwnego, skoro nawet na CoolKon v.2.0. przybyła jak juz nie było czego sprzątać po tej imprezie. Na szczęście rok później zdążyła ciut wcześniej. Ostatnio skończyła licencjat w jakiejś szkole plastycznej i obnosi się tytułem niedorobionego magistra. Bardzo ciepła i sympatyczna osoba.

Co ludzie powiedzą:

  • ma takie fajne imię, zupełnie jak ja 😉
  • Toczyliśmy regularne boje na emotki na GG, ale odkąd oddałem jej tytuł Emotkowego Króla, przestała dawać znaki życia. Co ta władza robi z człowiekiem 😉
  • ona mi się podoba. W sensie, że ładna jest. I ma coś ciepłego odmalowanego w uśmiechu.

Zieziór

zieziorDr Zieziór jest sławnym tawernianym psychiatrą, który wraz z siostrą Chryzostomą straszył niektórych re­dak­to­rów lewatywą. Potem mu się znikło i słuch o nim zaginął. Oficjalnie Andrzej cały czas jest w redkacji i czyta wiadomości z listy dyskusyjnej, ale mało kto wie, co działo się z nim przez ostatnie parę lat. Nieliczni są świadomi tego, że nasz doktorek odbył wakacyjne szkolenie wojskowe, przez co pozbył się swoich długich, lśniących loczków, na widok których panny mdlały, a panowie czerwienieli z zazdrości. Mały zieziórczy come-back miał miejsce po premierze Wiedź­mina w postaci recenzji tejże gry. Trudno jednak powiedzieć, czy to oznacza oficjalny powrót, czy też był to jednarazowy incydent.

Co ludzie powiedzą:

  • szanowny małżonek, który zajmuje się piątką naszych dzieci. Jego drużyna dokopała mi w Hattricku, więc już nie będę się z nim na sparingi umawiać 😉
  • kto to?
  • Ślimak i samo ZŁO.
    – Ziezióra nie trzeba nikomu przedstawiać. Ciągle się miga od czego tylko może, z TRPG na czele 🙂
  • Człowiek posiadający niezwykły talent do wyprowadzania innych z równowagi. Poza tym, ciut za bardzo lubi mieć rację, a tendencja do wyśmiewania równolegle z argumentowaniem potrafi drażnić. Najbardziej irytujące jest chyba jednak to, iż trudno go nie lubić. ;P
  • Uciekł gdzieś z Chryzostomą i tyle go widziałem. 😉
  • futbolista napaleniec-zapaleniec, gdyby mógł zamieszkałby na boisku piłkarskim. Niby nie pisze, niby się nie udziela, niby go nie ma, a jak wysmażył recenzję „wiedź­mina” to się uśmiechnąłem. Bo ten facet wie, jak pisać. I budzi cholerną sympatię 🙂

Kiedy w Re­dak­cji gaśnie światło…

U nas zawsze panuje miła atmosfera
U nas zawsze panuje miła atmosfera
Każdy chce być jak Che
Każdy chce być jak Che
Polski biały murzyn
Polski biały murzyn
Z głodu do fantastyki
Z głodu do fantastyki
Strategiczny sponsor Tawerny RPG
Strategiczny sponsor Tawerny RPG
A temu co do głowy strzeliło?
A temu co do głowy strzeliło?
A cóż to za mąż w stal zakuty?
A cóż to za mąż w stal zakuty?
Śpiący królewicz w srebrnym powozie
Śpiący królewicz w srebrnym powozie
Nie oddamy Tawerny! Wynocha...
Nie oddamy Tawerny! Wynocha…
Elegancja i szyk, nie tylko od święta
Elegancja i szyk, nie tylko od święta
Tawerniany mafiozo
Tawerniany mafiozo
Bez komentarza…
Bez komentarza…
To nieprawda, że u nas nie ma dziewcząt
To nieprawda, że u nas nie ma dziewcząt
Bohater ostatniej akcji
Bohater ostatniej akcji
Ślimak, ślimak pokaż rogi...
Ślimak, ślimak pokaż rogi…
Atrybuty każdego prawdziwego gra­fika
Atrybuty każdego prawdziwego gra­fika
Jestem... twoim... ojcem... agencie Smith...
Jestem… twoim… ojcem… agencie Smith…
Prędzej czy później każdego to czeka...
Prędzej czy później każdego to czeka…
Kategorie
Działka Mistrza Gry RPG

Jaki most jest każdy widzi

Jednym z ciekawszych elementów świata gry, o którym Mistrzowie zdają się zapominać, jest most. Współcześnie przekraczając rzeki nie zwracamy uwagi na to, w jaki sposób się to dzieje. Wiadomo – drogi wylane asfaltem zaprowadzą nas tam gdzie chcemy i rzeki przestały być problemem.

Tymczasem w światach niecywilizowanych – czy też może średnio cywilizowanych – nie tak łatwo przebyć drogę z jednego punktu do drugiego. Dlatego jeżeli mamy konieczność przekraczania rzeki, to starannie powinniśmy zaplanować naszą drogę – bo brody i przeprawy promowe nie zdarzają się zbyt często, a dobry most to już prawdziwy rarytas. Bardzo też rzadko zdarza się, żeby kilka możliwości przekroczenia rzeki znalazło się blisko siebie.

Dobry Mistrz Gry potrafi wykorzystać niemal wszystko, niemniej każdy powinien zawrócić uwagę na okazję do rozegrania drobnej przygody w momencie, gdy drużyna dociera do mostu.

Magiczny most

Przed przerzuconą nad głęboką przepaścią kładką znajduje się tabliczka, która w zawoalowany sposób mówi jak należy stawiać stopy na deskach mostu. Nieumiejętne stąpniecie spowoduje, że most… zniknie! Gdy gracze ochłoną już po stracie towarzysza – most zmaterializuje się na nowo.

Most z iluzorycznym strażnikiem

Tym razem drużyna nie miała żadnych problemów z wejściem na kładkę (koniecznie bez poręczy!). Kiedy jednak śmiałkowie znajdą się na środku przeprawy, zauważą szarżującego na nich konnego rycerza, z morderczym błyskiem w oczach i kopią skierowaną wprost w pierś pierwszego z nich. Nieudana obrona przed strachem, czy opanowaniem zakończy się skokiem z mostu.

Niewidzialny most

Gdy gracze dotrą do miejsca gdzie powinien znajdować się most – nie znajdą go. Gorzej, jeżeli w pobliżu nie ma innej przeprawy, a mapa nie była zbyt dokładna – bo most jest, gdzie ma być, tylko, że niewidzialny. Gdy jeden z graczy nabije sobie guza na niewidzialnym drzewie, to pewnie domyśli się maga dowcipnisia podróżującego tą drogą. Ale jak znaleźć niewidzialny most?

Płonący most linowy

To bardzo typowy przypadek. Gracze przekraczają rozpadlinę wypełnioną wrzącą lawą, pokonują smoka i wychodzą obładowani smoczymi skarbami. Żeby było dramatyczniej, uruchamiają pułapkę strzegącą skarbów przed intruzami i smocze siedlisko zaczyna się walić. Kiedy dotrą do mostu widzą, że jego liny płoną, a całość chwieje się na wszystkie strony. Wyjście jest jedno, skarbów dużo, a czasu mało – trzeba dokonać wyboru… Pod bardzo chciwym graczem most się zarwie, zachłanny straci wszystko w wyniku pośpiechu i wytrząsania kieszeni, itd.

Nieukończony most

Zgodnie z planami – most powinien stać już od dawna. Niestety władca naszej krainy popełnił drobny błąd – zapłacił zaliczkę krasnoludzkim inżynierom. Oczywiście pijana gromadka długobrodych będzie chciała uraczyć pierwszych podróżnych przekraczających ich nieukończone jeszcze dzieło. A przekraczanie pełnej dziur konstrukcji pod wpływem krasnoludzkiego spirytusu nie należy do najbezpieczniejszych posunięć…

Zniszczony most

W wyniku działań wojennych, złośliwości gigantów czy innych zdarzeń most nie nadaje się do przekroczenia. Gracze muszą go zreperować lub pokonać sposobem. Dramatyzmu dodaje przesyłka, którą dzierżą, a która nie może zamoknąć i depczący po pipetach pościg kogoś, komu zależy na tym, by przesyłka nie dotarła do adresata…

Niekończący się most

Wejść na most jest łatwo – gorzej z zejściem. Gracze idą i idą, a most się nie kończy. Aby pokonać złośliwy czar należy pokonać drogę tyłem.

Most w stylu Robin Hooda

To bardzo filmowa scena – przez las przepływa rzeczka o bardzo bystrym nurcie, a ścieżka prowadzi bohaterów do grubego pnia powalonego przez jej bieg. Na moście znajduje się zarośnięty, dwumetrowy drab, który w dłoniach dzierży sękaty kostur. Gdy postacie zbliżą się doń, słyszą hasło: To jest most, a na moście się walczy.

Chęć przeprowadzenia walki może mieć różne przyczyny. Drab może szukać wreszcie równorzędnego przeciwnika, może ćwiczyć przed zbliżającymi się zawodami, albo w ten sposób zdobywać sakiewki nierozważnych podróżnych. Walka oczywiście przeprowadzana drewnianymi lagami nie ma na celu nikogo uśmiercać. Dlatego też wszelkie zadane obrażenia powinny liczyć się połowicznie. Oczywiście gdyby ktoś się uparł – może zadawać je z pełną skutecznością, ale ze względu na niewygodne podłoże, musi wykonać rzut obronny przed upadkiem i przymusową kąpielą. Podobne rzuty powinien wykonać każdy, który nie obronił się przed zadanym ciosem.

Zatłoczony most

Gdy bohaterowie dotrą do mostu okazuje się, że właśnie znajdują się na nim dwie fury załadowane po same brzegi i kierowane przez niepokornych jegomości obrzucających się inwektywami. Dlaczego? Ano dlatego, że na moście mieści się tylko jedna fura, a żaden woźnica nie ma ochoty ustąpić drugiemu. A już na pewno nie jakimś przybłędom!

Most w stylu Carasia

Pomysł znany z Działki Mistrza Gry, ale genialny w swej prostocie. Na moście stoi olbrzym, tudzież inny przerośnięty stwór i liczy sobie opłatę za przekraczanie „jego” mostu. Jako, że od głowy budowla się nie zużywa, tylko od nóg, dlatego opłata jest pobierana od każdej nogi na moście – razy dwa od człowieka, razy cztery od wierzchowca i odpowiednio więcej od chowańca w stylu stonogi… o ile oczywiście nie będzie przenoszona.

Most o znaczeniu strategicznym

Przy budowli znajduje się grupka żołnierzy, którzy zatrzymują każdego podróżnego i wypytują o to kim jest? Skąd pochodzi? Co tutaj robi? Skąd dowiedział się o moście? I dlaczego tak bardzo chce go przekroczyć? Oczywiście odpowiedzi nie zadowalają podejrzliwych strażników, a nawet jeśli to i tak nikt nie zostanie przepuszczony na drugą stronę, bo to tajny obiekt o strategicznym znaczeniu wojskowym. A w ogóle to tutaj nie ma żadnego mostu…

Most w stylu Pyrtlesa

Przy moście stoi troll. Co ciekawe jest to pani troll, i jest wystraszona co najmniej tak bardzo jak i bohaterowie. Kiedy drużyna się zbliży, kłania się im w pas i łamiącym się głosem oznajmia, że jej mąż, normalnie obsługujący podróżnych jest chory, a ona znajduje się tutaj w zastępstwie. Może czcigodni bohaterowie zgodzą się uiścić opłatę za przekroczenie mostu…

Problem pojawi się, gdy na przykład trollica nie będzie pamiętała cen za przekraczanie mostu, albo poprosi drużynę o chwilowe zastępstwo przy pobieraniu opłat, bo ona musi iść ugotować obiad.

Most w stylu BAZYLa

Bestia, czy chochlik, także może zagnieździć się na moście. I jak każde złośliwe stworzenie – zadaje zagadki. Kto odpowie, zostanie przepuszczony, a kto nie – musi zawrócić… Oczywiście gracze mogą także wymyślać swoje zagadki – jeżeli zagną chochlika zostaną przepuszczeni. Inna sprawa, że MG jest przygotowany, a gracze najczęściej nie…

A oto kilka przykładów zagadek:

Strach

Niejeden przy mnie łezkę utoczy
Choć nic nie widzę wielkie mam oczy
Mądrość przede mną ukorzyć się może
Głupiec jedynie mnie minie w honorze

Wiara

Choć ramion nie mam przenoszę góry
Bogów największych wynoszę w chmury
Znikam, gdy oczy przymkniesz na chwilę
Lecz tak naprawdę to w tobie żyję

Zgoda

Ze mną monument wzniesiesz nad gruzy,
Przy mnie spokojne najdziksze łobuzy!
Czasy spokoju, z burzami plączę,
Gdy z wrogiem ciebie w uścisku łączę!

Zgoda 2

Gdy twa prawica spotka się z wrogą,
Kiedy przeciwnik ruszy twoją drogą,
Gdy cię adwersarz w skroń pocałuje –
Nad całą waśnią ja zapanuję!

Most Wiary

Gdy gracze docierają do mostu orientują się, iż kończy się on po najwyżej kilku krokach, a dalej znajduje się otchłań. Jest tam jeszcze tabliczka: Uwierz i przejdź. Tylko postacie o prawdziwej wierze, którzy głośno wypowiedzą imię swojego boga będą mogli przedostać się na drugą stronę.

Most Umarłych

Ta kładka prowadzi na tak zwaną Drugą Stronę. I tylko umarli mogą przedostać się dalej. Aby ta szuka udała się graczom muszą być albo martwi, albo sprytni. Sprytni użyją czaru typu Ukrycie witalności, albo zasymulować odprawienie ceremonii pogrzebowej – np. wsadzając sobie obola do ust.

Prom powietrzny

Zamiast mostu gracze zastają gnoma ze swoim latającym towarzyszem (np. smokiem), którzy za drobną opłatą przewożą podróżnych na drugą stronę. Gorzej, jeśli łatający stwór ma uczulenie na elfa/krasnoluda czy inną postać z drużyny…

Kategorie
Gry komputerowe

Disgaea D2 – recenzja gry

2305754-disgaea

Disgaea od zawsze bawiła się konwencją, ale niestety w swojej zabawie – i w swojej ilości wersji, sequeli, konwersji – zagubiła się rynkowo. Gracze byli oczarowani pierwszą odsłoną. Oczarowani jej zwariowanym systemem, tak bardzo odmiennym od poprzednich dzieł gatunku taktycznego RPG, oczarowani jej klimatem, tak bardzo odmiennym od smutnych opowieści z tego gatunku zalewających pierwsze PlayStation, oczarowani wreszcie radosną oprawą.

Znudzili się przy sequelach, których czasami nie rozumieli, a które czasami były po prostu zbyt do siebie podobne. I dodatkowo były innymi historiami, i jakoś utrwaliło się, że gorszymi. Ale pierwsza odsłona Disgaei pozostała kultowa w świadomości mas. NISA, producent, wpadł wreszcie na genialny pomysł – stworzenia bezpośredniego sequela do pierwszej odsłony, z tymi samymi bohaterami. I tym dokładnie jest Disgaea D2.

Te same potwory, ten sam system, te same problemy, ci sami bohaterowie – zagrano na nostalgii w każdy możliwy sposób, wywalając sporo mechanik i zmian z części czwartej, którą uważam za grę lepszą, ładniejszą, ciekawszą. Nie zmienia to faktu, że D2 to dobra odsłona – zabawna, campowa, durnowata, bardzo growa – która jest dokładnie tym, czym chce być. Wirtualnym placem chorych zabaw w turach.

2238252-687861_20130913_002Jeżeli nie słyszeliście o poprzednikach, to są to bardzo skomplikowane taktyczne RPG w turach, gdzie rządzi system polegający na podziale na klasy, rzucaniu w siebie innymi postaciami, pokonywaniu ogromnych przeszkód terenowych i levelowaniu wszystkiego we wszystko (na wszystkim i przez wszystkich!). Paradoksalnie – pomimo, że można levelować przedmioty, postaci, klasy, nawet w pewien sposób walutę – to jest to jeden z rzadkich przypadków, gdzie nie zepsuto game designu przez grind. Zasady są klarowne, główny wątek zbalansowany, a levelowanie wszystkiego i zabawa w nieskończoność stworzone są… no właśnie dla ludzi, którzy chcą się bawić w nieskończoność.

I na tym głównie polega Disgaea – o ile seria stara się być parodią gatunku, stara się być zabawna i stara się pokazać stary, dobry koncept, że ci źli i demoniczni nie są wcale gorsi od tych pięknych, anielskich, to przede wszystkim jest bardzo dobrą, bardzo wciągającą i bardzo rozbudowaną grą wideo.

Disgaea-D2-Screenshot-01Walki w turach zawsze mi się podobały. Zawsze kochałem taktyczne RPG-i właśnie za ich warstwę taktyczną i w dobie, gdy artyści tacy jak Yasumi Matsuno muszą korzystać z Kickstartera, miło jest widzieć firmę, która wciąż rozwija swoje serie taktyczne po swojemu, nie żebrząc o łaskę Zachodu.

Bo klimat tej serii można lubić lub nie – mnie generalnie potrafi przemęczyć w dłuższych dawkach, ale nie dla klimatu w nią gram. System jest solą, chlebem, mlekiem oraz miodem tej gry – to nim się bawimy. To z niego się radujemy. To on przewyższa swoją jakością co najmniej wątpliwy dla naszego kręgu kulturowego projekt postaci i humor. W grach RPG zawsze ważniejszy jest system niż oprawa – ważniejsza jest fabuła niż grafika – ważniejsza jest muzyka i opisy niż realistyczna fizyka. I D2 wie, gdzie ma swoje priorytety.

uLTaQf1Disgaea D2 jest w pewien sposób sporym krokiem w tył dla serii – ale tak naprawdę zapowiedziano, że od teraz będą dwie serie. Poza tym jest krokiem do łatwiejszych, bardziej przyswajalnych reguł, prostszej historii i oprawy (trochę zbyt festyniarskiej, niestety), krokiem, który powinno uczynić więcej serii, które nie rozumieją pewnej zasady.

Że perfekcja to moment, gdy nie można nic odebrać, a nie nic dodać.

Tytuł: Disgaea D2
Producent: Nippon Ichi Software
Wydawca: NIS America
Rok: 2013
Platformy: PS3
Ocena: 4
Kategorie
RPG

Kryształy Czasu: Opcjonalne zasady interakcji społecznych

Mechanika Kryształów Czasu, mimo że mocno rozbudowana, nieco po macoszemu potraktowała wszelkie interakcje społeczne, w jakich mogą brać udział Bohaterowie Graczy. Istnieją co prawda współczynniki Charyzma i Prezencja, jednak ich wykorzystanie w świecie wielkiej polityki, czy salonowych rozgrywek jest mocno ograniczone i przesadnie spłaszcza możliwości jakie roztaczają się przed graczami o bystrym umyśle i gładkim języku.

Poniższe zasady zostały pomyślane jako uzupełnienie podstawowej mechaniki systemu bez ingerencji w nią samą i bez konieczności dokonywania zmian już istniejących postaci. Zaadaptować je można w każdej chwili – także względem postaci już rozwiniętych i na wysokich poziomach doświadczenia – jeśli tylko taka będzie wola Mistrza Gry i Graczy.

Współczynniki podstawowe

Dwie podstawowe cechy określające oddziaływanie bohatera na innych, czyli Charyzma i Prezencja, pozostają bez zmian, podobnie jak wszystkie inne współczynniki postaci. Troszeczkę okrojone zostanie jednak ich znaczenie, chociaż wszelkie odwołania mechaniki do CH i PR postaci pozostaną takie same.

Charyzma jest zatem współczynnikiem podstawowym, który określa siłę oddziaływania intencjonalnego na innych – tembr głosu postaci, jej władczość i dostojeństwo. Wszędzie tam, gdzie zajdzie konieczność odwołania się do autorytetu postaci (szczególnie osoby, której nie znamy), będziemy rozpatrywać Charyzmę. Ta cecha określa także wpływ bohatera na innych, jest typowa dla generałów, domokrążców, wyższych urzędników.

Prezencja opisuje to, jak prezentuje się postać zanim otworzy usta, jak jest odbierana, niezależnie od własnych intencji. Cecha ta charakteryzuje zatem wygląd postaci, na który można wpływać na najrozmaitsze sposoby – zmieniając ubiór, nakładając makijaż czy zakładając drogą biżuterię. Współczynnik ten jest typowy dla aktorów, kurtyzan i panien na wydaniu oraz minstreli.

Współczynniki pomocnicze

Współczynniki dodatkowe zostały wprowadzone do podejmowania różnych interakcji społecznych, które pozwolą na czerpanie dodatkowej radości podczas gry na dworach czy angażowania się w politykę władców. Są to Zastraszanie, Handlowanie, Oszukiwanie, Dyplomacja oraz Obycie. Każdy z nich składa się z trzech składowych – części Charyzmy postaci, części jej Prezencji oraz części dodatkowego współczynnika podstawowego.

Zastraszanie (1/10 CH + 1/10 PR + 1/10 SF) – to próba wpłynięcia na innych poprzez wskazanie konsekwencji odmówienia prośbie postaci. Będą one z reguły nieprzyjemne, zarówno jeśli jest to zastraszanie siłowe, stawiające w perspektywie łomot, jak i zastraszanie konsekwencjami takimi jak eksmisja czy wtrącenie do więzienia. Współczynnikiem dodatkowym jest tutaj Siła Fizyczna, bo dla nikogo nie jest tajemnicą, że muskularny osiłek łatwiej zastraszy inną postać, niż cherlawy mól książkowy. Ta cecha jest typowa dla poborców podatkowych, typów spod ciemnej gwiazdy oraz wykidajłów.

Handlowanie (1/10 CH + 1/10 PR + 1/10 SZ) – współczynnik pomocniczy, który określa sprawność targowania się postaci oraz umiejętności wręczania łapówek. Dodatkową składową tej cechy jest Szybkość, która pozwala wyczuć odpowiedni moment na złożenie nie do końca legalnej propozycji czy chwili zawahania się kupca. Ten współczynnik cechuje wszelkiej maści sprzedawców, karczmarzy oraz informatorów.

Oszukiwanie (1/10 CH + 1/10 PR + 1/10 INT) – określa wszystkie próby nieuczciwego nakłonienia innych do swojej woli, szczególnie na drodze manipulacji i kłamstwa. Jest to przebiegłość postaci, dlatego odwołuje się do współczynnika odpowiadającego za szybkie myślenie i błyskawiczną analizę – Inteligencji. Oszukiwanie to cecha typowa dla naciągaczy, fałszerzy i gawędziarzy.

Dyplomacja (1/10 CH + 1/10 PR + 1/10 MD) – odpowiada za namawianie i perswadowanie w oparciu o fakty i argumenty. Może służyć do negocjowania, mediowania, a także obrony przed zarzutami. Dodatkowa składowa tej cechy odwołuje się do wiedzy postaci oraz jej doświadczenia, dlatego została tu wykorzystana Mądrość. Jest to współczynnik typowy dla negocjatorów, sędziów oraz posłańców.

Obycie (1/10 CH + 1/10 PR + 1/10 ZR) – cecha opisująca zdolność postaci do odpowiedniego zachowania się w określonych sytuacjach, czyli odpowiedzialna za etykietę, dobre maniery i umiejętność odnajdywania się w różnych miejscach. To, czy bohater potrafi posługiwać się sztućcami, jego ukłony względem władcy są odpowiednio uniżone i czy nie potyka się o własne nogi w czasie tańca, oddaje Zręczność dodawana jako składowa tego współczynnika. Wysokie obycie pojawia się u dam dworu, lwów salonowych oraz arystokratów.

Rozwijanie i modyfikacja współczynników pomocniczych

Wraz z kolejnymi poziomami doświadczenia postaci, jej współczynniki podstawowe zmieniają się. Jednak ich wpływ na cechy pomocnicze pozostanie znikomy, czasami nawet niezauważalny. Dlatego też wraz z każdym poziomem doświadczenia bohater ma prawo podczas awansu podnieść jedną wybraną cechę o wynik rzutu k10. Decyzję tę podejmuje gracz i tylko od niego zależy, który współczynnik zdecyduje się podnieść – może skupić się na jednej cesze, rozwijać wybrane lub rozłożyć przyrosty równomiernie. Oczywiście najpierw należy wybrać cechę do rozwoju, a dopiero potem wykonać rzut.

Zyskiwanie kolejnych poziomów doświadczenia to nie jedyna droga na zwiększenie wartości tych cech. Wszystkie można zmodyfikować odpowiednim odzieniem, który wpływa na wysokość Prezencji, a w konsekwencji także na współczynniki pomocnicze. Dodatkowo wszelkie widoczne blizny i okaleczenia (np. brak nosa), które obniżyły ogólną wartość PR, o tę samą wielkość podnoszą Zastraszanie. Czyli jeśli postać straci ucho w wyniku przykrego wypadku i MG nakaże jej odjąć 10 punktów od Prezencji, postać odpisze sobie 1 punkt od wszystkich dodatkowych cech społecznych, ale dopisze 10 do Zastraszania (sumarycznie przyrost tej cechy będzie więc równy 9 punktów).

Dodatkowo, w przypadku wszystkich pięciu cech społecznych, Mistrz Gry ma prawo stosować dodatkowe modyfikatory, które mogą zarówno zwiększać, jak i zmniejszać szansę podjętej przez postać akcji. Wiadomo, że próby zastraszania nocą w ciemnej alejce są dużo łatwiejsze, zaś nawet największy osiłek raczej nie wzbudzi strachu, kiedy będzie nagi i pobity. Handlowanie może być modyfikowane patrząc przez pryzmat wcześniejszych transakcji między tymi samymi osobami – stały klient ma większą szansę na zniżkę, a wydawanie dużych sum u kogoś, kto ostatnio sprzedał postaci bubla, jest raczej mało prawdopodobne. Oszukiwanie postaci z natury podejrzliwej także będzie trudniejsze niż wkręcenie czegoś podchmielonemu towarzyszowi karczemnej libacji. Podobnie z Dyplomacją – osoba, która może poszczycić się renomą w pewnych kręgach, zawsze będzie chętniej wysłuchiwana niż ktoś, kto poprzedniego wieczoru zdemolował stragan na rynku. Obycie zaś może być modyfikowane w zależności od ilości wizyt w danym miejscu – wszak wszystko przychodzi z praktyką.

Mechanika interakcji społecznych

Wielkość współczynników pomocniczych określa umiejętność zastosowania pewnych form interakcji względem innych postaci. Na przykład muskularny barbarzyńca, który posiada 40 punktów Zastraszania, posiada dokładnie 40% szansy, że skutecznie użyje tej zdolności. Oczywiście zawsze istnieje krytyczna możliwość powodzenia lub niepowodzenia takiej akcji, nawet jeśli szansa jest wyższa niż 100%. W przypadku niepowodzenia, osoba względem której używało się cechy pomocniczej albo ją zignorowała, albo w ogóle nie zorientowała się w próbach jej użycia. Niepowodzenie oznacza brak możliwości użycia tej formy interakcji względem danej osoby podczas tego spotkania, wydarzenia (np. balu), czy rozmowy. W przypadku krytycznego niepowodzenia, postać osiąga efekt przeciwny do zamierzonego i rozmówca doskonale zdaje sobie sprawę z tego, co postać próbowała osiągnąć. Może to przynieść przykre konsekwencje, w końcu nikt nie lubi być bezczelnie oszukiwany.

Powodzenie w rzucie na interakcję nie oznacza jeszcze, że przeciwnik zrobi to, do czego próbujemy go zmusić. Jemu także przysługuje rzut obronny, który wykonuje się na wartość odporności numer 2 (sugestia, strach) pomniejszoną o wysokość używanej cechy społecznej. Jeżeli zatem nasz barbarzyńca z poprzedniego przykładu wykona udany rzut na 40% względem strażnika o odporności na strach równej 70, strażnik wciąż ma jeszcze 30% (70 – 40), że nie da się zastraszyć. W przypadku powodzenia rzutu obronnego, nasz barbarzyńca nie zostanie odebrany negatywnie i nie przyniesie to żadnych nieprzyjemnych reperkusji.

Poszczególne współczynniki pomocnicze mogą być stosowane w różnych sytuacjach, z różnymi konsekwencjami dla osób, które zostały im poddane. Udane Zastraszenie spowoduje, że ofiara będzie uległa, w obawie o konsekwencje przychyli się do prośby postaci lub, jeżeli wywiąże się walka, będzie miała ujemne modyfikatory równe 10 punktów + 1 punkt na POZ zastraszającego do TR, OB i UM. Skuteczne użycie Handlowania może przekonać ofiarę do wzięcia łapówki (oczywiście wysokość łapówki pozwala MG modyfikować szansę obrony ofiary), ale nie oznacza, że w czasie handlu sprzedawca bezkrytycznie przyjmie ofertę postaci; udane użycie Handlowania spowoduje chęć obniżenia ceny towaru dla tej jednej postaci, ale niekoniecznie do zaproponowanego przez nią poziomu. Jeśli postaci powiedzie się akcja oszukiwania, MG może uznać, że przeciwnik uwierzył w jej kłamstwo lub przyjął jej nieprawdziwy lecz przekonujący punkt widzenia. W większości przypadków konsekwencje będą fabularne. Udane użycie dyplomacji pozwala postaci osiągnąć efekt przekonania ofiary do swojego punktu widzenia, dzięki czemu chętniej pójdzie ona na kompromis i z pewnością będzie chciała rozwiązać spór z korzyścią dla obu stron (a nie wyłącznie dla siebie). Obycie testuje się w chwili znalezienia się w sytuacji, do której postać nie pasuje i pozwala zostać zignorowanym przez ofiarę, która ją widzi (w końcu nikt nie zwraca uwagi na nienaganne maniery w towarzystwie – to ich brak rzuca się w oczy i powoduje przykre konsekwencje).

W przypadku prób wpłynięcia na więcej niż 1 osobę, szansa powodzenia interakcji jest obniżona o 10 punktów za każdą ofiarę powyżej pierwszej, lecz rzut obronny wykonuje się tylko raz – na odporność nr 2 ofiary o najwyższej wartości tego współczynnika, pomniejszoną o pełną wartość cechy pomocniczej. Na potrzeby walki, należy przyjąć, że czas potrzebny na użycie współczynnika społecznego wynosi całą rundę. Na przykład osiłek, który chce zastraszyć na arenie swojego przeciwnika, prężąc muskuły i wydając z siebie groźne okrzyki, potrzebuje poświecić na to całą rundę. Dodatkowym profitem dla każdego Bohatera Gracza jest jednorazowa na sesję możliwość przerzucenia nieudanej akcji na współczynniki społeczne, jeśli poprzednia była nieudana. Postacie z kasty żołnierskiej mogą przerzucić jeden test na Zastraszanie, przedstawiciele kasty rycerskiej na Obycie, łotrzykowie na Handel, czarodzieje na Oszukiwanie, zaś klerycy na Dyplomację. Wynik drugiego rzutu jest wynikiem ostatecznym, z którym gracz musi się pogodzić.

Przykłady zastosowań

Poborca podatkowy próbuje przekonać chłopa, że jeśli nie zapłaci on dziesięciny, jego rodzina zostanie wyrzucona na bruk. W tym celu testuje Zastraszanie, które wynosi u niego 53%. Wynik rzutu to 30, a zatem akcja powiodła się. W następstwie chłop, który ma odporność na strach wysokości 77 punktów, wykonuje rzut obronny na 77 – 53 = 24%. Wynik testu to 58, zatem chłop boi się i oddaje poborcy krowę, aby wyrównać dług.

Poborca podatkowy próbuje przekonać chłopa do zapłacenia dziesięciny. Przekonuje go, że jeśli nie zapłaci podatku, jego pana nie będzie stać na wyremontowanie drogi prowadzącej na targ, spichlerza do przechowywania zapasów na zimę i nie będzie mógł opłacić strażników, chroniących wieś przed bandytami. Mistrz Gry decyduje, że takie argumenty uprawniają go do wykonania rzutu na Dyplomację, której ma 61 punktów. Wynik testu to 52, więc akcję uznaje za udaną. Obrona chłopa na sugestię wynosi 77 – 61 = 16%. Rzut daje wynik 15, zatem chłop nie dał się przekonać i odpiera, że do zimy jeszcze pół roku, a podatek zapłaci w przyszłym tygodniu.

Detektyw prowadzący dochodzenie próbuje dostać się na miejsce zbrodni, lecz drogę zastępuje mu dwóch gwardzistów, mówiąc że wstęp ma tylko straż miejska. Detektyw odpiera że jest konsultantem dziesiętnika i został poproszony przez niego o przyjrzenie się tej sprawie. Jako że nie jest to prawda, MG zaleca wykonanie rzutu na Oszukiwanie, które wynosi u postaci 40%. Wynik rzutu to 24, ale jako że gwardzistów jest dwóch, szansa powodzenia wynosiła 30%. Mimo to akcja i tak zakończyła się powodzeniem. Gwardziści muszą wykonać teraz rzut obronny. Pierwszy z nich ma odporność na sugestię równą 67 punktów, ale drugi ma jej aż 80. Należy wykonać rzut na 80 – 40 = 40%. Wynik to równe 40, zatem gwardziści pozostają nieugięci i grożą aresztem, jeśli detektyw nie przestanie być natrętny.

Detektyw próbuje dostać się na miejsce zbrodni, lecz teren pilnowany jest przez dwóch gwardzistów. Przechodzi obok nich na bezczelnego i nie daje im dojść do słowa, mówiąc że sprawa jest pilna i nie ma na to czasu. MG zaleca rzut na Obycie, które wynosi u niego 33 punkty. W związku z tym, że gwardzistów było dwóch, szansa powodzenia tej akcji wynosi 23%. Kości wskazują 01 – krytyczny sukces, w związku z czym MG decyduje się nadzwyczajnie obniżyć wartość odporności na sugestię o połowę. Wynik 23 oznacza, że detektyw zostanie przepuszczony.

Arystokratka udała się do jubilera celem zakupienia nowej kolii na nadchodzący bal. Wpadł jej w oko naszyjnik, który sprzedawca wycenia na 100 sztuk złota. Arystokratka uznaje jednak, że cena jest zbyt wygórowana i oferuje za towar 50 sztuk złota. MG zaleca rzut na handel (31%), a na kościach wypada 17. Sprzedawca wykonuje rzut obronny na 66 – 31 = 35%, który nie udaje się (wynik to 37), chętnie zatem obniży cenę, ale 50 sztuk złota to cena poniżej kosztów, więc oferuje nową, równą 80 sztuk złota. Arystokratka może ją przyjąć, lecz postanawia stargować jeszcze trochę i proponuje 70 sztuk złota. Kolejny rzut – wynik to 59, co oznacza niepowodzenie. 80 sztuk złota to cena ostateczna, którą może przyjąć lub nie.

Kategorie
Literatura

Królewski zwiadowca – recenzja książki

krol

Królewski zwiadowca to dwunasty tom cyklu Johna Flanagana i zarazem chyba trzeci, który został ogłoszony ostatnim. Można dyskutować czy jest sens rozwlekać tę serię, biorąc pod uwagę ostatnie nieco słabsze tomy, jednak wśród licznych fanów znajdą się także i tacy, którzy z chęcią przeczytaliby jeszcze i tuzin powieści spod znaku zwiadowców, gdyby tylko takowe powstały. I chociaż sam bardzo lubię tę serię, do najnowszego tomu podchodziłem niechętnie, tak jak podchodzi się do czegoś, co miało być zamknięte dawno temu, a kolejny raz okazuje się, że wymaga czyjejś uwagi.

Moja początkowa niechęć szybko jednak ustąpiła zainteresowaniu, gdy po raz kolejny dałem się wciągnąć w historię snutą przez australijskiego pisarza. A wszystko to za sprawą pewnych zabiegów fabularnych, które na myśl przywoływały pierwszy tom serii, wydany w naszym kraju już 5 lat temu. Przez ten czas zapewne wielu czytelników wyrosło z tego typu powieści, gdzie wątki przygodowe przeplatają się z dydaktyzmem (niekiedy wciskanym bardzo na siłę), czy więc powinni sięgać po kolejny tom przygód zwiadowcy Willa?

Tym razem sytuacja się odwróciła. Niegdyś pogodny i beztroski Will teraz jest już dojrzałym mężczyzną, doświadczonym przez życie i zmęczony nieszczęściami natury osobistej, a gburowaty do tej pory Halt, który na dobrą sprawę powinien już być starym dziadkiem, dzięki szczęśliwemu ożenkowi sprawia wrażenie pełnego życia i humoru. Nic więc dziwnego, że dawny mentor szuka sposobu na poprawę nastroju przyjaciela, sięgając po środki, których mało kto by się spodziewał. Tymi środkami okazuje się być niecodzienny uczeń, którego główny bohater ma nauczyć zwiadowczego fachu. Niecodzienny z co najmniej kilku powodów, z czego niekoniecznie najważniejszym jest ten, że przyszłym zwiadowcą ma zostać pierwsza w historii dziewczyna.

Dalej opowieść toczy się w sposób łatwy do przewidzenia, gdyż niemal to samo czytaliśmy w Ruinach Gorlanu. Nie jest to jednak zarzut, gdyż wtórność to ostatnie słowo, które przychodzi mi na myśl – przeciwnie, książka jest pełna nawiązań, które na wspomnienie pierwszego tomu serii przywołują uśmiech na twarz. Widzimy bowiem obraz głównego bohatera, który nieświadomie dla siebie samego stał się bardziej podobny do swojego nauczyciela niż kiedykolwiek mógłby przypuszczać. A to tylko początek liczącego bez mała 500 stron tomu.

Królewski zwiadowca cechuje się tą samą lekkością narracji i humorem, które znamy z poprzednich części. I także tutaj można wyliczyć mniejsze lub większe zarzuty, które wyliczałem przy okazji recenzji wcześniejszych tomów. Niestety jeden z nich stał się naprawdę irytujący i jest to oczywiście wspomniany już wcześniej dydaktyzm. Za przykład niech posłuży scena ogniska, połączonego z piciem wina, która znalazła się w książce zupełnie bez celu i w najmniejszym stopniu nie wpłynęła na fabułę, a pozostawiła po sobie uczucie kazania wygłoszonego przez nauczyciela po złapaniu ucznia na głupich figlach.

Historia tego nieszczęsnego wina pokazuje, że autor chyba nie do końca miał pomysł na charakter Maddie, uczennicy Willa. Z jednej strony dziewczyna jest uczynna, zaradna, miła i rezolutna, z drugiej wykazuje pewne cechy negatywne, które stoją w zbyt dużej sprzeczności do tych pozytywów. Oczywiście finalnie pozytywne cechy przeważą, a bohaterkę naprawdę daje się polubić, jednak taki dualizm charakteru nie wydaje się logiczny.

Z oceną tomu nie mam większych problemów. To pozycja obowiązkowa dla wszystkich fanów serii, a dodatkowo spodoba się każdemu, kto przeczytał choć pierwszą część. Mając na uwadze, że wciąż jest to powieść raczej dla nastoletniego odbiorcy, każdy może po nią sięgnąć, jeżeli pragnie lekkiej i humorystycznej odskoczni od poważniejszej literatury. Ja sam cieszę się z przeczytania tej powieści, choć nie wiem ile jeszcze ostatnich tomów tej serii wytrzymam. A nie zdziwię się, jeśli powstaną, z Maddie w roli głównej.

Tytuł: Królewski zwiadowca
Seria: Zwiadowcy, tom 12
Autor: John Flanagan
Wydawca: Jaguar
Rok: 2013
Stron: 492
Ocena: 4+
Kategorie
Gry komputerowe

Kero Blaster – recenzja gry komputerowej

maxresdefault

Najnowsza gra Daisuke Pixela Amaya, znanego przede wszystkim z doskonałego Cave Story, przez złośliwych nazywana jest jej ubogą wersją. Powód prozaiczny – Kero Blaster to dosyć klasyczna platformówka z jasnym podziałem na etapy i w żadnym przypadku nie jest tak rozbudowana jak pierwsza produkcja Japończyka. Natomiast w moim przekonaniu jest jeszcze lepsza!

Kero Blaster opowiada uroczą historykę o żabie walczącej ze złymi myślami – myślami, które zakłócają przyrządy do teleportacji, uniemożliwiając godną łączność w świecie gry, a tym samym utrudniając żywot mieszkańców co najmniej całego świata. I chociaż fabuła gra tutaj niewielką rolę, to samo przesłanie – nie dać się złym myślom – jest bardzo, ale to bardzo ważne dla wydźwięku całej produkcji. Pixel zrobił bowiem rzecz niebywałą – na zatłoczonym rynku platformówek wydał grę, która jest genialna w swej prostocie. Wystylizowana na retro oprawa oraz rozgrywka, łącząca koncept Contry oraz Mario, oddaje hołd starym tytułom, ale jest przy tym relatywnie wybaczająca, dopracowana, nie za długa, lecz satysfakcjonująca.

kero2Kero Blaster rusza się tak jak trzeba, ma odpowiednią długość oraz balans. Każda z dostępnych broni posiada inne właściwości, przydatne wobec innych wrogów, a zdobywany z czasem jetpack, pozwalający na klasyczny w platformówkach podwójny skok, świetnie urozmaica grę. Muzyka oraz level design są doskonałe, bossowie są wymagający, a poziom trudności odpowiedni i mający małe co nieco dla hardcorowców w postaci ciekawego New game + oraz samego projektu gry, który nadaje się idealnie do powtarzania, przechodzenia na jednym życiu lub z podstawową bronią.

Kero Blaster dobrze miesza stare oraz nowe podejście do tworzenia gier. Mamy tutaj licznik żyć, ale raz pokonany pomniejszy boss nie przeszkadza nam już w danej rozgrywce. Mamy malutkie zagadki, poprawiające tempo gry. Mamy tutaj wiele precyzyjnego strzelania, lecz gdy sobie nie radzimy, możemy po prostu nazbierać sporo monet i polepszyć arsenał naszej żaby.

kero3Bo wiecie, ta żaba się broni, zdobywa nowe sztuki uzbrojenia i może kupować życia, powiększenia energii i ulepszenia giwer w sklepie. Może, ale nie musi. Zgodnie z zasadami dobrze skonstruowanej gry arcade’owej, Kero Blastera można skończyć na jednym żetonie i z podstawową bronią. I chociaż nie ma za to osiągnięć, to przygoda tej żaby daje coś ważniejszego – prawdziwą frajdę.

Diabeł tkwi w szczegółach. W balansie. W dopracowaniu takich małych rzeczy jak długość skoku, szybkość strzału, umiejętności wrogów. I w zalewie platformówek na rynku PC twórca Kero Blastera nie poddał się złym myślom – pokazał, że jest możliwość stworzenia klasycznej gry tego gatunku, która będzie czystym złotem. Pytaniem pozostaje, czy na taką produkcję jest jeszcze miejsce?

kero4Mam nadzieję że tak, bo sam bawiłem się przy niej przednio. Poza tym nie przypuszczałem, że w dobie Dark Souls 2, Watch Dogs, czy Drakengard 3 to właśnie Kero Blaster okaże się dla mnie najlepszym tytułem tego półrocza.

Tytuł: Kero Blaster
Producent: Studio Pixel
Wydawca: Studio Pixel
Rok: 2014
Platformy: PC
Ocena: 5+
Kategorie
Gry planszowe

iKnow – recenzja gry planszowej

gra-towarzyska-iknow-b-iext24687703Czy zwykły quiz może stanąć w szrankach z nowoczesnymi planszówkami, które pozwalają przeżyć przygodę na bezludnej wyspie, czy pilotować statek kosmiczny i dodatkowo niejednokrotnie spinają to wysublimowaną i ciekawą mechaniką? Zapewne będzie bez szans. Ale iKnow to nie jest kolejny typowy test wiedzy.

Różnice zaczynają się już od pudełka – prezentuje się ono naprawdę elegancko. Gra świetnie wygląda na półce i staje się dzięki temu ozdobą każdej kolekcji, każdorazowo przyciągając uwagę. W środku jest już nieco słabiej, dlatego że instrukcja to zaledwie jednostronicowy świstek, który mógłby być nieco lepiej napisany. Na planszy cztery okrągłe naklejki, odpowiadające kolorom kategorii, też prezentują się nie najlepiej, dodatkowo poza oznaczeniem barwnym przydałby się opis tekstowy, bo nie każdy od razu jest w stanie odpowiadać, które kółeczko za co odpowiada. Pionki graczy i żetony do oznaczania punktów są już jednak wykonane naprawdę solidnie – z modnego ostatnio akrylu.

2pelimerkinvihjeRozgrywka w iKnow nie ogranicza się tylko do testowania swojej wiedzy, ale również celnego obstawiania odpowiedzi rywali. Na początku każdej rundy, jeden z graczy czyta pytanie z aktualnie wybranej kategorii – zazwyczaj jest to uszczegółowienie tejże, np. w dziedzinie kultury może pojawić się zagadnienie Który słynny muzyk?. Następnie pozostałe osoby, korzystając z pionków o kwadratowej podstawce, ustawiają się na planszy decydując, o ile punktów będą walczyć, przy czym im wyższa stawka, tym mniej podpowiedzi. Gdy ta procedura dobiegnie końca, poczynając od gracza ustawionego na przedzie za pomocą pionków o okrągłej podstawce, obstawia się, czy rywal odpowie poprawnie, czy też rozminie się z prawdą? Gdy obie te fazy zostaną zakończone, można czytać podpowiedzi i odpowiadać. Gdy wszyscy już dostaną swoją szansę, podawana jest poprawna odpowiedź i podliczane są punkty – za samo pytanie, a także za obstawianie gdzie można zyskać punkt za celne trafienie lub stracić jeden w przypadku pomyłki. Także osoba zadająca pytanie otrzymuje wyrównawcze dwa punkty, aby nie odstawała za bardzo od pozostałych.

3pelimerkinvihjeSame pytania dzielą się na cztery kategorie – historia, kultura, ludzie i świat. Dobór jest ciekawy, aczkolwiek niejednokrotnie w danej dziedzinie można spotkać pytania nie do końca do niej pasujące. Grę cechuje nierówny poziom trudności – dlatego też obstawianie nie jest tylko i wyłącznie formalnością. Niektóre tematy wymagają naprawdę szczegółowej wiedzy, a niektóre wręcz przeciwnie. Wydawnictwo Tactic świetnie spisało się przystosowując grę do polskich warunków – jest sporo pytań o słynnych rodaków, zespoły muzyczne czy wydarzenia historyczne. Mimo wszystko pozostawiono też kilka zagadnień naprawdę mało znanych, więc w sporadycznych przypadkach można było sprawę jeszcze nieco przemyśleć.

Jeśli chodzi o wady, to iKnow ma ich naprawdę niewiele. Najważniejszą jest taka sobie skalowalność – w składzie trzyosobowym robi się strasznie luźno i przez to nieco nudno. W szóstkę z kolei, jeśli umieszczamy swój pionek na planszy jako ostatni, mamy bardzo ograniczone pole manewru, często także podczas obstawiania, przez co pewne decyzje nie zależą od nas. Przed zakupem gry powstrzymać może także dość wysoka cena, aczkolwiek podyktowana ona jest zapewne przez wysoką jakość komponentów i trud zaprojektowania pytań.

vastausNajważniejszą sprawą w przypadku tego typu produktów jest oczywiście regrywalność – a z nią jest naprawdę nieźle. Każda karta to cztery pytania, więc po jednorazowym użyciu wszystkich, tak naprawdę poznaliśmy ledwie ćwiartkę gry. Zresztą nie zawsze da się zapamiętać odpowiedzi na wszystkie pytania, które się do tej pory pojawiły, więc nawet powtórka nie gwarantuje, że ktoś będzie na lepszej pozycji.

iKnow to bardzo udany tytuł i chyba najlepsza tego typu gra, w którą grałem. Pytania są interesujące, niejednokrotnie bardzo trudne i już sam ten fakt sprawia, że chce się do tej pozycji wracać. Oprócz świetnej zabawy można poszerzyć swoją wiedzę i zabłysnąć w towarzystwie jakąś ciekawostką. Także osoby, które czują się słabiej w quizach, mają tutaj szanse, bo równie ważne co dobre odpowiedzi, jest też celne obstawianie. Dlatego też szczerze polecam wszystkim, naprawdę warto mieć tę grę w swoim zbiorze.

Plusy:

  • wysoka jakość wydania,
  • zróżnicowany poziom trudności pytań,
  • przystosowanie gry do polskich warunków.

Minusy:

  • czasami ograniczona decyzyjność,
  • dość wysoka cena.
Tytuł: iKnow
Wydawca: Tactic
Rok: 2013
Liczba graczy: 2-6
Czas gry: 60 minut
Ocena: 5+
Kategorie
Gry planszowe

Stupromilowy biznes – recenzja gry planszowej

stuprombzns

Stupromilowy biznes można nazwać sequelem gry planszowej Stupromilowy Las. O ile jednak ta druga opowiadała historię stworzenia Lasu i była tak naprawdę tylko pretekstem do napicia się w gronie przyjaciół, jej kontynuacja zaprojektowana została jako gra służąca przede wszystkim do grania, zaś woda z prądem stanowi do niej jedynie dodatek. Trzeba dodać, że całkiem zbędny dodatek, który można zastąpić czymkolwiek innym – kolą, krówkami, czy ciasteczkami.

Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, kiedy przyjrzałem się tej grze, to jej podobieństwo do Magii i miecza (albo jak kto woli Talismanu). Mamy tu planszę składającą się z dwóch części: zewnętrznej, czyli toru z polami, które obligują nas do wykonywania pewnych poleceń (czasem pomagających graczowi, czasem nie, służących jako środek do zdobywania biznesów, części linii produkcyjnych oraz waluty WOW) oraz wewnętrznej, czyli właściwej wyprawy po Legendarny Puchar Władcy Promili. Różnica między tymi grami polega jednak przede wszystkim na tym, że o ile w Magii… można dowolnie zaplanować swoją drogę po Koronę Władzy, o tyle tutaj wszystko zależy od ślepego losu i szczęścia przy rzutach kością. Trzeba jednak przyznać, że czasami podczas sesji z przyjaciółmi alkohol raczej przeszkadzał w rozgrywce w zachodnią produkcję, a nasza rodzima, w miarę wypitych promili, stawała się atrakcyjniejsza – może miało to związek z lepszą przyswajalnością absurdalnego humoru, jaki zaserwowali nam autorzy, a może z faktu, że gra została zaprojektowana w taki sposób, aby wszelkie planowanie i kluczowe decyzje były podejmowane na samym początku (czyli jeszcze na trzeźwo), a później można się było skupić na zarabianiu Wszystkich Obowiązującej Waluty.

1_sb1Zacznijmy jednak od początku, czyli od przygotowania do gry. Na pierwszy rzut oka widać, że zasad jest niewiele i ich przyswojenie nie powinno nikomu sprawić trudności. Czytając instrukcję, która nie jest przesadnie obszerna, możemy na chwilę zgubić się w obowiązujących w grze skrótach. Jednak podczas rozgrywki szybko okazuje się, że są one łatwe do przyswojenia, a w większości nawet nie trzeba ich używać. Kiedy wszyscy są już gotowi do gry, należy rozlosować postacie, które posiadają swoje indywidualne zdolności oraz początkowy stan posiadania w postaci biznesów oraz WOW-ów. I chociaż wesoła menażeria mieszkańców lasu jest przystosowana do czerpania korzyści z praktycznie wszystkich miejsc na planszy, szybko okazuje się, że umiejętny dobór biznesów oraz indywidualne szczęście w kościach, obnaża słabe zbalansowanie postaci. Szczególnie dotyczy to Krecika Dziurczyńcy, który nie może posiadać biznesów (niby wada, ale na ostatnim etapie gry okazuje się to sporą zaletą), ale w zamian jest stworzony do gromadzenia olbrzymich zasobów gotówki – szczególnie jeśli zabawa przebiega w pełnym, pięcioosobowym gronie.

Rozgrywka polega na tworzeniu linii produkcyjnych (główne źródło zarobków, nieodłącznie związane z piciem), zdobywaniu biznesów oraz gromadzeniu gotówki, bo aby rozpocząć wyścig po Puchar, trzeba posiadać minimum jedną linię produkcyjną oraz dwa biznesy. Samo poruszanie się po wewnętrznych polach wiąże się także z wydawaniem waluty, więc nie trzeba być wybitnym strategiem, żeby określić, kiedy opłaca nam się tam udać, a kiedy trzeba jeszcze trochę zarobić. Ponownie jednak nie wymagania czy obrana strategia przeszkadzają nam w zwycięstwie, tylko ślepy los – możemy być o krok od celu, kiedy ktoś wezwie nas na arenę albo zwyczajnie przez kilka kolejek z rzędu na kościach nie pojawią się obstawiane przez nas liczby. Z drugiej jednak strony pozostałym graczom ciężko jest zaplanować przeszkodzenie liderowi w dotarciu do Pucharu – albo się trafi na arenę, albo trzeba będzie okrążyć planszę jeszcze raz, bo nie ma możliwości wyboru kierunku ruchu.

sb2Wykonanie planszy oraz dostępnych akcesoriów stoi na przyzwoitym poziomie. Najważniejszymi czynnikami w przypadku tej produkcji były dla mnie odporność na możliwe imprezowe wypadki oraz czytelność w miarę postępującego spożycia wody rozweselającej. O ile w tej pierwszej kwestii wydawca wywiązał się całkiem nieźle (wyjątek mogą stanowić żetony z WOW-ami – wydaje się, że jako jedyne nie przetrwają w starciu z rozlanymi płynami), o tyle czytelność pozostawia wiele do życzenia. Plansza jest mała, co można uznać za zaletę – bo na stole oprócz gry mogą znaleźć się jeszcze inne rzeczy – ale także za wadę, gdyż nie dość, że literki nie są za duże, to jeszcze polecenia wynikające z zasad nie są do niej przystosowane – i mam tu na myśli szczególnie pole Diaboły Biznesu, gdzie czasami należy umieścić element linii produkcyjnej, który jest większy od samego pola. Trudności z odczytaniem mogą sprawić także cechy postaci umieszczone na ich kartach oraz opisy na kartach informacyjnych biznesów – przy sztucznym oświetleniu, szczególnie w kontekście błyszczącego papieru, rozszyfrowanie ich nie jest proste, a co dopiero po wypiciu paru kolejek! Rozróżnienie utrzymanych w jednolitych barwach pól na planszy oraz pionków postaci także pozostawia wiele do życzenia – w drugim przypadku znacznie lepszym rozwiązaniem byłoby zastosowanie figurek, ale wiadomo, że mocno wpłynęłoby to na wysokość ceny gry.

Integralną częścią zabawy z grą Stupromilowy biznes jest jej humor, który stoi na różnym poziomie i bardzo często jest nie tyle śmieszny, co absurdalny. Trudno to jednak traktować jako wadę, skoro w miarę postępu rozgrywki jego przyswajalność znacznie wzrasta, a i tak najśmieszniejsze są sytuacje, gdy gracz musi zapłacić karę, na przykład za rzucone pod wpływem emocji przekleństwo. Podobnie jest zresztą z zarabianiem i traceniem gotówki – reguły gry wprowadzają do zabawy elementy hazardowe i zwykle przy prawdopodobieństwie 50% można całą walutę stracić lub ją podwoić. I to właśnie taka strata, na własne życzenie, potrafi wzbudzić szczerą wesołość wśród innych graczy.

sb3Ważnym elementem są także pojedynki w przypadku spotkania się na planszy dwóch postaci. Istotnym współczynnikiem jest przy tym alkoholochłonność postaci (cecha, której wartość jest narzucona przez twórców). Różnica tych wartości w skrajnych przypadkach może sięgnąć nawet 5 punktów, więc szansa zniwelowania tej różnicy przez rzut kością wydaje się być czysto hipotetyczna. Dochodzi co prawda jeszcze wynik starcia, ale odnoszę wrażenie, że ten aspekt gry został dodany na siłę, a szczególnie pojedynek kojotów, polegający na wydawaniu z siebie przeciągłego wycia – nigdy chyba nie został on przetestowany np. podczas imprezy w typowym polskim bloku mieszkalnym.

Jednoznaczna ocena tej gry nie jest łatwa, szczególnie że ciężko znaleźć na rynku podobny produkt, do którego można ją porównać. Na pewno kuleją nieco zasady ograniczające nasze planowanie, kosztem zwiększenia losowości gry, jednak dzięki temu nie ma możliwości omijania przynoszących szkody pól na planszy. Pewne zastrzeżenia można mieć także do kolorystyki i oprawy graficznej – choć rysunki nie są złe, a nawet pasują klimatem do świata gry, to dominujące kolory niebieski i zielony są dość mało optymistyczne i wydają się odpowiednie raczej na stypę, niż radosną popijawę pełną wybuchów śmiechu. Trzeba jednak przyznać, że jeśli w grę wchodzi alkohol, to wszelkie wady – szczególnie tak mało znaczące jak grafika – schodzą na dalszy plan, a liczą się bardziej wzajemne interakcje i próby zaszkodzenia konkurentom w drodze do Pucharu. I to chyba największa wada tej gry – interakcje między graczami są wyłącznie dziełem przypadku, a nie świadomym wyborem zawodników.

sb4Plusy:

  • odporność na zalanie;
  • duży wybór postaci i ciekawe zdolności;
  • możliwość rezygnacji z napojów wyskokowych;
  • przystosowanie zasad do imprezowych zachowań;
  • prostota zasad;
  • brak alternatyw w kategorii imprezowych zakrapianych gier ekonomicznych;
  • w miarę wzrostu ilości spożytego alkoholu, możliwości taktyczne mocno się kurczą.

Minusy:

  • mała czytelność kart i planszy;
  • bura grafika;
  • duża losowość, małe możliwości taktyczne;
  • pojedynki kojotów w obszarach zurbanizowanych mogą spowodować niepokoje w sąsiedztwie i interwencje policji/lekarzy;
  • błędy edytorskie w instrukcji;
  • słaby balans postaci;
  • mało interakcji między graczami.
Tytuł: Stupromilowy biznes
Autorzy: Paweł Makowski, Dawid Kucharski
Wydawca: Grajmy Razem
Rok: 2013
Liczba graczy: 3-5
Czas gry: 60-120 minut
Ocena: 4
Kategorie
Literatura

Sezon burz – recenzja książki

Sezon-burz_(1)

Mogłoby się wydawać, że kto jak kto, ale Andrzej Sapkowski, który długi czas upierał się, że nie będzie wracał do świata wiedźmina, dotrzyma słowa. Tak się jednak nie stało, ku uciesze fanów, dając jednocześnie pożywkę narzekającym na odcinanie kuponów i sprzedawanie się pisarza. Sezon burz, gdy się pojawił, wywołał małą sensację – choć informacje o kolejnym tomie pojawiały się już wcześniej, od oficjalnej zapowiedzi do premiery minęło tak niewiele, że podobnie jak na kartach powieści, przez światek miłośników fantastyki przetoczyła się burza. Było to także spowodowane kulisami wydania nowego dzieła Sapkowskiego, ale nie będę roztrząsał formy, w jakiej ukazała się książka.

Nowy tom przygód Geralta z Rivii opisuje nieznane dotąd epizody z życia Białego Wilka, które rozegrały się jeszcze przed rozpoczęciem sagi o Dziecku Przeznaczenia, ale można je wpleść pomiędzy opowiadania zamieszczone w tomach Miecz przeznaczenia oraz Ostatnie życzenie. Trzeba jednak przy tym pamiętać, że chronologia tych opowiadań okazuje się być nieco inna niż kolejność wydania czy zamieszczenia w poszczególnych książkach. Jeśli ktoś jednak nie zetknął się dotąd z tymi historiami, niech zrobi to przed sięgnięciem po Sezon burz, gdyż w tekście nowej powieści jest sporo nawiązań i jest ona zwyczajnie słabsza. Nie zaszkodzi także przeczytać najpierw pięcioksiąg.

Historia opowiedziana w najnowszym dziele Sapkowskiego kręci się wokół tematu wiedźmińskich mieczów, które bohater traci i, rzecz jasna, próbuje odzyskać. Wokół tego obudowane są inne, pomniejsze historie, których największą wadą jest powielanie schematów, które wykreował sam autor – mamy więc czarodziejów, którzy w imię rozwoju nauki przynoszą więcej szkód niż pożytku, czarodziejki, które oprócz tego, że nie są za mocno powiązane z tymi niegodziwościami, manipulują Geraltem i próbują zwabić go do swego łoża (na co bohater zresztą chętnie przystaje). Mamy tutaj do czynienia z nieco naiwnym Jaskrem, obłudnymi politykami i z wieloma kalekami motywów z poprzednich tomów.

Jeśli chodzi o warstwę językową powieści, to tutaj mamy do czynienia z majstersztykiem, po którym można poznać autora. Swoboda, z jaką bawi się on językiem, jak dobiera porównania i obraca je przeciwko postaciom, które ich używają, wprawia mnie w istny podziw. Nie brakuje też szczerego, miejscami rubasznego, humoru, który wywołuje salwy śmiechu nad kartami powieści, co nie zdarza się zbyt często w przypadku dzieł innych pisarzy. Jeśli dodamy do tego nawiązania i parodie (nie oszczędzono nawet Tolkiena!), widzimy że mamy do czynienia z naprawdę wartą uwagi pozycją. Mimo tego, po zakończeniu lektury czytelnik pozostaje z pewnym niedosytem.

Niedosyt powoduje chyba rozwlekłość książki. Nie chodzi tu jednak o długość Sezonu burz, ale o sposób prowadzenia akcji i liczbę pomniejszych wątków odbiegających od zasadniczej historii. Czytając tę książkę miałem wrażenie, że autor inspirował się stylem Dana Browna – każda kolejna przewracana strona to nowy zwrot, nowe wyzwanie i nowa przeszkoda, które miały niby przyspieszyć akcję, ale w rzeczywistości oddalały bohatera od głównego celu, czyli prób odzyskania zguby. Akcja stała się nadrzędna wobec fabuły, co niestety widać i co z czasem powoduje znużenie, mimo nieukrywanej przyjemności czytania tej książki. Zakończenie także pozostawia niedosyt, bo czytelnikom zaserwowano rozwiązanie deus ex machina

Miłośnicy samego wiedźmińskiego świata także znajdą tu coś dla siebie, gdyż Sapkowski uzupełnia białe plamy oraz znacząco wzbogaca realia świata. Osobiście uważam, że w aspekcie rozwoju technicznego posuwa się za daleko, czasami opisy zaczynają niebezpiecznie przypominać steampunk – nie żebym nie lubił tego gatunku, ale chyba nie za bardzo pasuje to do świata powieści, który znamy od nieco innej strony.

Ogólnie po zakończeniu lektury, odczucia mogą być mieszane i zapewne każdy czytelnik będzie mógł dodać coś od siebie w tej kwestii. Faktem jest, że fabularnie Sezon burz jest słaby, ale pod każdym innym względem autor radzi sobie doskonale. Ja czuję niedosyt, choć całość czytało się szybko i całkiem przyjemnie. Jeżeli zatem powstanie kolejny tom przygód Geralta z Rivii, z pewnością po niego sięgnę. Jednak lektura najnowszej powieści Sapkowskiego zweryfikowała moje oczekiwania – nie chcę czegokolwiek o wiedźminie, chcę o nim dobrej fabuły.

Tytuł: Sezon burz
Seria: Wiedźmin, tom 8
Autor: Andrzej Sapkowski
Wydawca: SuperNOWA
Rok: 2013
Stron: 404
Ocena: 4
Kategorie
Gry komputerowe

Volgarr the Viking – recenzja gry

voll

Volgarr the Viking to inspirowany Rastanem (którego z kolei inspirował Conan) platformer akcji przeznaczony na PC. Został on sfinansowany z pomocą kampanii na Kickstarterze. Jest to gra wybitnie brutalna, momentami denerwująca, bardzo satysfakcjonująca i dobrze przemyślana.

Fabuła jest nieważna. W skrócie: nasz wiking chodzący po barbarzyńskich krainach pełnych świństw wszelakich stara się zabić złego smoka. Ginie przy tym często, ale towarzyszy mu moc Odyna. Koniec.

Najważniejszą cechą Volgarra są bardzo dobrze przemyślane poszczególne umiejętności. Nasz wojownik ma skok z ciosem, podwójny skok z odbiciem z powietrza, uderzenie mieczem, blok tarczą, włócznię i kilka innych bajerów, z których każdy ma wiele zastosowań – ofensywnych, defensywnych czy platformowych.

vol2Chociaż Volgarr wiąże się przede wszystkim z masą akcji i sieczką, to niejednokrotnie uratuje nas staranne planowanie swoich ruchów, bo to diabelnie trudna gra. Punkty kontrolne rozmieszczone są rzadko, zapis gry występuje tylko pomiędzy etapami, dodatkowe poziomy, prowadzące do lepszego zakończenia, pozwalają tylko na limitowaną liczbę prób, zaś bossowie są bezlitośni.

vol3Na szczęście sterowanie jest perfekcyjne. Wrogowie to mieszanka znanych motywów, ale jest ich tylu, są na tyle dobrze przemyślani i sprawni, że zginiemy setki razy. Pierwszy etap szybko pokazuje, że to nie jest gra dla wszystkich. Ma to swoje ogromne plusy, bo to prawdziwe NES hard, ale zgadzam się z Pitą, że wzorem dla takich gier powinien być Mega Man 10 ze swoim easy mode z jednej strony i setkami trudnych wyzwań z drugiej.

Przypuszczam, że Volgarr nie miał budżetu na takie rozwiązanie lub… autorzy nie chcieli szerszego grona odbiorców. Produkcja wygląda zatem jak poprawna gra z konsol 16-bitowych, brzmi natomiast jak porządna gra następnej generacji. Muzyka ma moc i trzyma klimat. Inspirowana była, jakżeby inaczej, przez ścieżkę dźwiękową do ekranizacji Conana.

vol4Od czasów La Mulany nie było tak dobrego platformera akcji na pececie. Jednak tutaj zamiast otwartego świata, mamy ściśle wyznaczone poziomy, co bardzo przypomina stare Castlevanie. Chociaż Volgarr nie robi nic, czego nie byłoby wcześniej, to w moim przekonaniu jest bardzo udanym projektem z Kickstartera. Jest trudny, dopracowany i wciągający. Niczego więcej nie trzeba.

W tę produkcję łatwo się wciągnąć, ponieważ większość gry jest świetnie zaprojektowana. Znajdziemy w niej wiele niespodzianek, skakania, walki, sekretów, a także skupimy się na zdobywaniu lepszego pancerza (bohater traci go pod wpływem ciosów – jak postać z Ghost & Goblins). Twórcy przygotowali aż trzy zakończenia, a powracanie do raz ukończonych etapów nie nuży.

vog5Chociaż czasami Volgarr jest niesprawiedliwy, to jednak mimo wszystko gra bardzo satysfakcjonuje. Obok Dragon’s Crown to dla mnie materiał na tytuł tego roku. Obok Shinobi III jest to najlepszy platformer akcji na PC. Z całego serca polecam fanom trudnych gier.

Tytuł: Volgarr the Viking
Producent: Crazy Viking Studios
Wydawca: Adult Swim Games
Rok: 2013
Platformy: PC
Ocena: 5