Kategorie
Felietony

Części zamienne

Kilka miesięcy temu na ulicach Torunia pojawiły się ogromne bannery. Wielkimi, drukowanymi literami walą w kierowców hasłami, które mają ich zachęcić do zdjęcia nogi z gazu i, ogólnie rzecz biorąc, ostrożniejszej jazdy. Większość z tych sloganów rzadko trzyma sensowny poziom, jednak niektóre czasem dają do myślenia. „Urodziłeś się bez części zamiennych” – głosi jeden z nich. (83)

Kilka miesięcy temu na ulicach Torunia pojawiły się ogromne bannery. Wielkimi, drukowanymi literami walą w kierowców hasłami, które mają ich zachęcić do zdjęcia nogi z gazu i, ogólnie rzecz biorąc, ostrożniejszej jazdy. Większość z tych sloganów rzadko trzyma sensowny poziom, jednak niektóre czasem dają do myślenia. Urodziłeś się bez części zamiennych – głosi jeden z nich.

Swojego czasu znajoma opowiedziała mi historię science-fiction. Opowiadanie, opublikowane w Nowej Fantastyce w czasach, kiedy na stojaka pod szafę wchodziłem, było o niesamowitym megamieście, w którym żyli bogaci, nieśmiertelni ludzie. Oczywiście w przyszłości wcale nie było tak znowu pięknie – wokół miasta po horyzont rozciągały się osiedla wegetującej biedoty. Według autora jedynym źródłem utrzymania biedaków była… sprzedaż ich własnych ciał. Bogacze mieli bowiem tylko jeden problem – by utrzymać swoją nieśmiertelność, potrzebowali budulca, potrzebowali właśnie „części zamiennych”. Nędzarze sprzedawali więc siebie po kawałku, ten usta, tamten uszy, a jeszcze inny rękę. Tym sposobem ulicami gigantycznych slumsów chadzały pokraczne, okaleczone paskudztwa, egzystujące z dnia na dzień w oczekiwaniu, kiedy pojawi się kolejne zamówienie na, na przykład, nos. Nigdy nie dowiedziałem się od znajomej, czy w tym groteskowym opowiadaniu bogacze byli rzeczywiście szczęśliwi. Wydawało mi się to wątpliwe; kto cieszyłby się, że wygląda jak zestaw Mały Frankenstein do samodzielnego sklejania? Ale pewnie nie o takie dylematy autorowi opowiadania chodziło. Grunt, że historia zrobiła na mnie spore wrażenie.

Tymczasem tuż po tym, jak ujrzałem ów groźny banner o „częściach zamiennych” jako żywo stanął mi przed oczami pewien obrazek z prasy popularnonaukowej. Na owym obrazku stał dumny Dawid dłuta Michała Anioła. Nie był to jednak Dawid zwyczajny – graficy magazynu dodali mu mechaniczną rękę, hydropneumatyczną nogę opartą na technologii wojskowej, sztuczne płuco; powlekli go wyhodowaną w laboratorium skórą, w kręgosłup wstawili mu tytanowe kręgi, przeszczepili mu serce, pęcherz, wszyli nawet w penisa specjalny woreczek, który umożliwiał mu wzwody. Słowem – ideał męskiego piękna epoki renesansu bardziej przypominał cyborga z dalekiej przyszłości. A jednak był człowiekiem.

Dlatego na wspomnienie Dawida poważny bądź co bądź w swojej wymowie banner wywołał u mnie uśmiech. Technologia i świat nie tyle cały czas idą do przodu; trudno się oprzeć wrażeniu, że wręcz biegną, gubiąc buty. I czuję, że w nie tak bardzo dalekiej przyszłości „części zamienne” przestaną być powodem do wstydu, a zaczną być powodem do dumy. Pięć lat temu głośno było o Sławku Dulu – ten niepełnosprawny maratończyk ustanowił Rekord Guinessa, pokonując 300 kilometrów w łącznym czasie niespełna 24 godzin. Jeżeli dziś człowiek z protezą może tyle – co będzie mógł jutro? Niedostrzegalnie wspierany przez technologię – jeszcze sprawniejszy, jeszcze szybszy, silniejszy, bliższy doskonałości (vide Will Smith i jego mechaniczne ramię w Ja, Robot). Dzieciaki na placu zabaw będą dyskutować z wypiekami na twarzach o tym, czyj tata ma mocniejsze, fajniejsze protezy. Nieuleczalnie chorzy możni tego świata dali się zahibernować w nadziei, że w przyszłości znajdą się leki na ich dolegliwości. W tej dziedzinie jednak największym sukcesem pozostaje wciąż eksperyment z 1992 roku, w którym zamrożono i przywrócono do życia gibbona. Zamrożenie trwało jednak zaledwie godzinę. Może więc nie tędy droga? Równolegle z krioniką rozwija się przecież klonowanie, kto wie, czy nie bardziej dynamicznie. Może rzeczywiście ludzie o zasobnych portfelach będą w przyszłości hodowali sobie całe ciała, w które będą mogli „przeprowadzić się” w razie potrzeby (Jacek Dukaj, Perfekcyjna Niedoskonałość)?

W gruncie rzeczy – wraz z galopującym postępem nauki co teraz wydaje się bardziej prawdopodobne – czarne opowiadanie z lat 80-tych, w którym ludzie wymieniają się kawałkami ciała? Czy wizja świata XXI wieku, w którym już wkrótce będzie można w człowieku wymienić niemal wszystko? Można rzecz jasna dyskutować, ile w nas wtedy pozostanie z człowieka – czy człowiek to umysł, dusza, czy także ludzkie ciało? Pytań będzie wiele.

Ale cóż – filozofowie mogliby się wreszcie zająć czymś nowym.

1 odpowiedź na “Części zamienne”

Hmm…

Pytanie tylko, gdzie się zaczyna granica czowieczeństwa… Był taki film z Robinem Williamsem – „Człowiek przyszłości” czy jakos tak. Opowiadał historię cyborga, któy miał własne uczucia i chciał być jak czowiek, przez co zastępował swoje części mechaniczne organicznymi, tworzonymi do przeszczepów dla ludzi.

Tutaj mechanizm był odwrotny – to maszyna stawała się człowiekiem, a nie człowiek maszyną – ale przeceiż nikt nie powiedział, że te procesy nie mogą być odwracalne…

Pozostaw odpowiedź BAZYL Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.