Kategorie
Działka Mistrza Gry RPG

Kamienny labirynt – zagadka

Zagadka

Podziemne sfery. W nich mrok i zło.
Ludzie stanowią tu tylko tło.
Pod kopułą nocy wiecznej
płonie ognik, a mroczniej
piszczą skrzydlate psy.
Lament słychać, kapią z nocy łzy.
Lekko spadają łez krople w lustro
przepiękne, co pusto
przez wieki spogląda na świat.
Podziemny to trakt.
Pomiędzy wieżyce bramy starożytnych olbrzymów
lekko skręca łukiem by dostrzec tajemnych kominów
labirynt. Starzec tam siedzi na kamieniu.
Pokazuje ścieżkę ukrytą w najgłębszym cieniu.
Palcem wskazuje, a siedzi w zagłębieniu.
Pójdź za jego wskazaniem, a z pewnością
labrador rozbłyśnie swą kryszrałową pięknością.
Patrz nań, lecz nie żądaj, bo kto przystaje
lekkodusznie śmierci przyzwolenie daje.
Pies ci drogę przebiegnie, a nim się spostrzeżesz
pełne chwały ujrzysz inne zwierzę.
Patrz, skup wzrok, a dostrzeżesz lwa.
Lew paszczę otwartą ma.
Lwica zaś obok wskaże drogę.
Lecz zważaj na co stawiasz nogę.
Labret jak w kamień wbity, z kości
prawdziwej, nie tykaj byś złości
lamentujących dusz nie wywołał.
Przejdź, a najlepiej omiń, byś przeżyć zdołał.
Pachnidła jakby kto nagle puścił w zaduch tuneli,
lekko znów skręca, tam ludzie śmieli
pisali po ścianach językiem obcym.
Lecz wskazali drogę, a to pomocnym
prawdziwie okazać się może.
Pójdź jak pisali przez „ścieżki boże”.
Las cię otoczy.
Początkowo nie zliczą drzew twe oczy.
Ponad tobą i obok drzew tysiące.
Powietrze przestanie być gorące.
Lać się będzie ze ścian woda.
Pij. Zdrowia ci doda.
Powstrzymaj się gdy już uciszysz
pragnienie. Usłyszysz
pacierz odmawiany.
Paciorki zabłyszczą ci przed oczami.
Laguna tam bez morza ukryta.
Woda tam spływa lecznicza, znakomita.
Lakolity, jakby kto kosz z chlebem wywrócił.
Porzucił je piekarz i odszedł drogą.
Patrz więc na wodę, a po której ręce chleb,
pójdź w ukryty zamknięty żleb.
Poczekaj jeśli masz chwilę,
ponad tobą kanion odwrócony,
przestrzeń jak wszechświat niezmierzony…
Przepaść ta ostrzega, bo wskazówki już bliski.
Pędzący podmuch niesie piski.
Po stronie serca obeliski i głazy oderwane od stropu.
Patrz pod nogi by uniknąć chytrego podkopu.
Padnięty będziesz, bo trudność sroga.
Pójdź jeszcze trochę, a wygodna droga,
lekka i przyjemna się stanie.
Po stronie serca znów usłyszysz kapanie.
„Pac, pac” to las kolejny i bezchmurny deszcz.
Prorocze tam snuje myśli zgarbiony wieszcz.
Lustro odbija jego twarz zamyśloną.
Leczy smutek wodą ożywioną.
Pod taflą wody ukryte stworzenia,
Pozbawione oczu od wieków bez słońca spojrzenia.
Przełyk smoka strumyk wskaże.
Pójdź nim, a małpi gaj się ukaże.
Las kolejny,
piękny i niezmienny.
Potężny jak żaden.
Pochyl głowę, ale nie oddając cześć.
Pójdź zgarbiony jak widziany wieszcz.
Ponieważ wiszą kły smoka.
Pod nogami opoka.
Przed stopami olbrzyma się zatrzymaj.
Prawdziwy wodospad u stóp jego. Trzymaj
pochodnię z sił całych.
Pełno zwierząt okrutnych i małych.
Prostym pójdź tunelem i wąskim okrutnie
Lecz droga się nagle utnie.
Piski sięgną zenitu.
Lita skała, a na niej zamazane wiersze:
„Patrzaj na pierwsze”.

Opis

Powyższy wiersz, to zagadka. Zagadka, którą drużyna może znaleźć przy wejściu do kamiennych labiryntów, czy katakumb. Albo przy jedynej drodze ucieczki z pradawnych lochów. Niewielu śmiałków, którzy zdecydowali się przekroczyć próg Skalnego Piekła, jak nazywają to miejsce pieśniarze, kiedykolwiek jeszcze ujrzało światło dnia. Właściwie była tylko jedna taka osoba – autor powyższego wiersza.

Sam, prawie martwy, odnalazł drogę ucieczki, a po pewnym czasie wrócił tą samą drogą, żeby ratować pozostawionych po drugiej stronie przyjaciół. Niestety w czasie drogi powrotnej osunął się ze skały i został poważnie ranny. W obawie przed śmiercią, wyrył na ścianie wiersz-wskazówkę, który miał poprowadzić jego przyjaciół na drugą stronę przez najeżony pułapkami labirynt.

Rozwiązanie

Chociaż może się wydawać, że wiersz opisuje drogę jaką muszą podążać bohaterowie, tak naprawdę nie chodzi o zawarte w słowach wskazówki. Znamienne są dwa ostatnie wersy, które każą zwrócić uwagę na pierwsze. Chodzi oczywiście o pierwsze litery poszczególnych wersów, nakazujące skręcić w prawo (p), albo w lewo (l).

Wszyscy, którzy będą podążali kolejno w myśl wskazówek, dość szybko pokonają przeszkodę, właściwie bez żadnych dodatkowych atrakcji. Zaś pozostali… No cóż, dołączą do innych nieostrożnych śmiałków zaginionych w tym labiryncie i, być może, zasilą zamieszkującą je lokalną społeczność nieumarłych.

Kategorie
Felietony

Animal Planet 2

Setka to dopiero po­czą­tek…

Pierwszy numer Tawerny RPG w wersji odrestaurowanej
Pierwszy numer Tawerny RPG w wersji odrestaurowanej

W zakurzonych księgach archiwum Tawerny RPG napisane jest, że na początku była ciemność… Ktoś miał później powiedzieć, że po­czą­tek zinu to Tawerna robiona przez Couka i dla Couka. Był przełom mileniów, po­czą­tek roku 2000, nic więc dziw­nego, że układ ciał niebieskich musiał odcisnąć na piśmie swe piętno (kto inny na­pi­sał­by, że gwiazdy były w porządku).

Z czasem menażeria potworów na dobre zagościła w wirtualnej redakcji i, jak się okazało, wynieść się stamtąd nie zamierzają… Czas upływał, cześć osób odchodziła, a na ich miejscach pojawiali się nowi. Gdyby wypisać tutaj wszystkich, którzy w tym okresie tworzyli na łamach Tawerny RPG, lista byłaby naprawdę długa. Gdyby o każdym napisać choć jedno zdanie, artykuł ten, niekrótki przecież, byłby ze cztery albo i więcej razy dłuższy.

Od pierwszego numeru minęło już prawie 8 lat. To kawał czasu dla każdego pisma, a naprawdę niewiele czasopism, szczególnie fanowskich, może poszczycić się setką numerów ukazujących się bez przerwy.

Ostatnie takie podsumowanie, wraz z artykułem Animal Planet, czyli okazyjne słów kilka o załodze… zamieściliśmy w numerze 50. Od tamtej pory nasza historia wykonała jeszcze jeden tak długi krok naprzód.

Raz jeszcze jubileusz będziemy obchodzić zapraszając Was na wędrówkę po tawernianym zoo. Poznacie tych, którzy przez ostatnie 50 numerów byli w redakcji i którzy w tym czasie nie szczędzili trudów, aby robić to pismo i trafić na monitory Waszych komputerów. Tradycyjnie już tekst ten to podziękowania dla wszystkich, którzy przez lata byli z razem z nami. Opisujemy tu siebie nawzajem. Złośliwie, bez skrępowania i szczerze, choć często z przymrużeniem oka i nie do końca poważnie.

Z oczywistych względów nie możemy opisać wszystkich, nie posiadamy też fotogra­fii wielu osób (zastąpiliśmy je obrazkami, np. wersjami okładek, które nigdy nie ukazały się w piśmie). Cóż, przez lata nasze drogi się rozeszły, a podróże w przeszłość, nawet te najbardziej sentymentalne, nie zawsze pozwalają dotrzeć do osób z przeszłości. Ale dziękujemy Wam wszystkim, bez względu na to, co porabiacie i gdzie teraz jesteście.

Aras

arasArek do zespołu został wepchnięty niemal siłą przez Pitę, który za wszelką cenę chciał zbudować zespół, który uniesie ciężar two­rzenia kącika o grach cRPG. Wybór bardzo dobry, bo to redaktor o dużej wiedzy na temat gier na konsole i mający wiele do powiedzenia na ich temat. Niestety, doprowadza do bólu zębów korektę, która często nie potrafi odnaleźć się w gąszczu nowomowy typowej dla graczy i zdań niekoniecznie mających sens.

Co ludzie powiedzą:

  • gracz, którego recenzje bardzo przyjemnie się czyta
  • korekta narzeka, oj narzeka… 😉
  • Niepoprawny konsolowiec. Ale na pewno uda się go z czasem naprostować także na PC.
  • wiedza na temat konsol duża, fanatyzm na ich temat jeszcze większy.
  • Nie znam… Jest taka gmina we wschodniej Hiszpanii (w Walencji konkretniej, a zwie się Aras de los Olmos), ale nigdy tam nie byłem – czyli nie znam.
  • a kto to? Znałem jednego Arasa w szkole średniej. Aras to też mój wujas. Arek, to Ty? 😛

Arisu

Ilustracja ta ukazała się na okładce numeru 91. Ta wersja, to pokaz umiejętności gra­ficznych Szelmona z czasu jego początków w TRPG
Ilustracja ta ukazała się na okładce numeru 91. Ta wersja, to pokaz umiejętności gra­ficznych Szelmona z czasu jego początków w TRPG

Dobrze, że Alicja ma ksywkę na „A”, bo dzięki temu można spokojnie napisać te słowa: Arisu to dziewczę, które zawróciło w głowie niejednemu facetowi z listy poniżej. A potem kontakt z nią się urwał i przez długi czas nikt nie wiedział co robi i gdzie przebywa. Przynajmniej do czasu, aż pewnego dnia zjawiła się na Forum TRPG i… Znowu zniknęła!

Co ludzie powiedzą:

  • Wielbicielka FF, tyle pamiętam 🙂
  • oj już daaaawno jej tu nie było…
  • Heh… Ostatnio zawitała na forum, nawet się odgrażała, że coś napisze, ale na razie cisza…
  • Kojarzę takiego nicka, to już coś. Ale szalenie ciężko pisać złośliwie o kimś, z kim nigdy nie weszło się w bezpośrednią interakcję (jakkolwiek przyjemne by to mogło być). ;P
  • Sympatyczna z poczuciem humoru.
  • swego czasu moja wielka miłość. I się nie ma co śmiać! Wespół zespół zrobiliśmy w bambuko (takie inne nunchaku) pół Tawerny, jak nie całą, że się znamy osobiście i w ogóle spotykamy etc. 😉 Urocze zrycie beretów końcówki wieku pacholęcego 😉 A co poza tym? Wspominam ją niezwykle ciepło. Niezwykle.

Arkana

arkanaOto przykład redaktorki przyciągniętej na siłę. W ekipie zjawiła się za sprawą DuchaX, który pewnego dnia oświadczył na Liście Dyskusyjnej, że ma koleżankę, która całkiem nieźle pisze. Ewa zawsze robiła za szarą myszkę – czytała wprawdzie Listę, lecz wszystkie jej wypowiedzi można policzyć na palcach jednej ręki. Niemniej jej opowiadania zapadają w pamięć na długo, co w jakiś sposób rekompensuje chwile, gdy nikt nie pamięta o ich autorce.

Co ludzie powiedzą:

  • o ile się nie mylę, to jedyna dziewczyna w zespole, która ma krótkie włosy 😉
  • uwielbiałem jej twórczość od dziecka. ;P
  • Narzeka na brak weny, ale jak każę jej napisać opowiadanie na zadany temat to pisze i jeszcze się ciska o więcej. EB.
  • I kolejna niewiasta, z którą słowa zamienić mi nigdy nie było dane… Coś mi się kołacze po głowie, iż to nasza ilustratorka. Nie pamiętam niestety żadnej z jej prac, ale wierzę głęboko, iż są ładne. 😛
  • napisała jedno opowiadanie, które cholernie mi się podobało. To wystarczająca rekomendacja, by poznać ją lepiej.

Asthner

asthnerMarcin swego czasu (raz, w zastępstwie) złożył Karciankowy Krąg i jakimś dziwnym trafem wszyscy zapamiętali go jako szefa tego kącika. Na nic się zdały zapewnienia, że on szefem nigdy nie był… Pewnego dnia zniknął z redakcji i słuch po nim zaginął. Niedawno wrócił w chwale jako członek zespołu korektorskiego, co ucieszyło wielce resztę korekty. To już nie jest ten sam śmieszny redaktor z rozdwojeniem jaźni (hej Asthner! hej Kubi!), a po prostu nie do końca poważny stu­dent matematyko-fizyko-czegoś-trudnego na Politechnice Łódzkiej. I choć w Magica już nie gra, dla nas zawsze będzie „magicowcem”.

Co ludzie powiedzą:

  • ex-magicowiec, fan SW, ma zaje-boskie koty i sympatycznych rodziców 😉 ale edycji plików HTML w Open Office to mu chyba do końca życia nie zapomnę 😛
  • ciekawy głos, ciekawe zainteresowania, ale ciężko powiedzieć coś więcej. Może po najbliższym meecie coś się wyjaśni?
  • parę funnych sesji na #tawerna-rpg utwierdziły mnie w przekonaniu, że nie jest w pełni odpowiedzialny za swoje czyny, jest pasjonatem, jest inteligentny, czyli jest ok.
  • Ma chłopak szczęście w kartach. Przysłowiowe.
  • To zupełnie inny gość niż kiedyś, ale ja ciągle patrzę na niego jak na tego młodego Asthnera…
  • Szelma, oszust, niegodziwiec, pozbawiony honoru redaktor-dezerter. Specjalista od słomianych zapałów i układania kolejnych projektów noszących wspólny tytuł: „kiedyś wrócę”. Drugie z tych zdań podziela ponoć nawet więcej niż jedna osoba.
  • miał śmieszne zdjęcie w Animal Planet 1 w numerze 50-tym 😀

Balgator

Drugi numer Tawerny RPG w wersji odrestaurowanej
Drugi numer Tawerny RPG w wersji odrestaurowanej

Jeżeli jesteś redaktorem od dawna, to młodszych stażem zawsze postrzegasz jak nowych. Dominik jest przykładem takiego „nowego”: w ekipie był re­la­tyw­nie krótko, ale gdyby wymieniać numery, w których pojawiały się jego teksty, to lista byłaby całkiem spora. Bardzo ambitny, można powiedzieć, że szukał tekstów i autorów do swojego kącika. Wraz z zakończeniem studiów zamknął pewien rozdział swojego życia, a wraz z nim, niestety, przygodę z Tawerną.

Co ludzie powiedzą:

  • kojarzy mi się z Balrogiem…
  • Półtora roku temu wziął „urlop” na napisanie pracy magisterskiej i… tyle go widzieli…
  • Nie lubię człowieka. Za co? Otóż będąc zaledwie piątym na liście re­dak­to­rów do obsmarowania, jest czwartą osobą, która przypomina mi, jak słabo znam obecną ekipę. Grrr.
  • patrząc na xyvkę to coś pomiędzy Balrogiem a nazwą producenta glebogryzarek :]

BAZYL

bazylBohater nieomal mityczny. Nikt tak naprawdę nie pamięta, kiedy Michał pojawił się w redakcji i w jaki sposób. Praktycznie od razu stało się jasne, iż załogę zasilił człowiek twórczy, nie­słychanie pracowity, pełen inwencji, wytrwały. Szybko też przejął naj­ważniejsze obowiązki związane z two­rzeniem zinu. Nie widać tego, niestety, ale gdy dostajecie do rąk nowy numer, to głównie jego zasługa. Ludwik XIV zwykł mawiać: państwo to ja! BAZYL z całą powagą może powiedzieć: Tawerna to ja. W początkach swojej obecności w ekipie podzielił nas na tych, którzy chcieli go wspierać w dążeniu do Dzieła i tych, których wybitnie irytował jego opanowany autorytaryzm. Wygrali ci pierwsi. Konstruktywna opozycja jednak wciąż istnieje, bo przecież nikt nie lubi dyktatorów.

Co ludzie powiedzą:

  • Człowiek, dzięki któremu powstaje mój kącik. Człowiek, dzięki któremu powstał mój kącik. Człowiek którego co miesiąc doję o wstawianie artykułów w szablony 😛
  • zupełnie nie w moim typie, mimo fajnej pasiastej piżamki 😉
  • wielki przedwieczny, pan i władca na krańcu świata i jeśli nie napisze, ze jest wspaniały, to…
  • jak sam twierdzi „jest ZŁY”. Nikt mu nie wierzy, ale to mu chyba zbytnio nie przeszkadza. Świetny rozmówca na online, na żywo natomiast dużo ciężej wydobyć z niego jakieś sensowne zdanie, bo jego hobby to zaszywanie się w kącie i łypanie złowieszczo po reszcie towarzystwa, okazjonalnie broniąc się przed demonstracjami radości na swój widok. Prawdopodobnie ze względu na to, że nawet on potrzebuje powietrza w płucach.
  • najlepszy szef jakiego kiedykolwiek miałem (ale fakt, że jeszcze nie miałem ich zbyt wielu) 🙂 Da się z nim pogadać, umie motywować… Nie wiem, dlaczego wszyscy twierdzą, że jest taki zły. A, i ma te swoje odchyły na punkcie bycia jaszczurką.
  • współczuję mu tej popularności. Każdy chce z BAZYLem pogadać, forumowicze pragną jego słów. ;P Istnieje temat, w którym od paru lat deliberują, czy jest pluszową jaszczurką czy nie… Trzeba mieć cierpliwość i lubić sławę. ;P naj­ważniejsze jest to, że jest oświeconym „ściśniętym” – lubi literaturę i jednocześnie studiuje… coś dziwnego. ;P
  • Mógłbym napisać o nim to i owo, ale zamiast tego oddam głos Lemowi, który już raz to kiedyś zrobił (w Cyberiadzie, gwoli ścisłości): „Jestem potwór algorytmiczny, anty­demokratyczny, ze zwrotnym sprzężeniem, z zabójczym spojrzeniem, z policją, ornamentacją, aparycją i samo­orga­nizacją, króla mam w brzuchu, ni słychu ni duchu, dyszelek z dwukółką, postukaj się w czółko, weźcie się pod boki, zróbcie cztery kroki, i buch na kolana, kompanio kochana!”
  • Zły. Ale starzeje się i tetryczeje. Steruje Falką i borgiem w taki sposób, żeby myśleli, że nim sterują.
  • Rozmowa na temat dresu z BAZYLem skłoniła mnie do zmiany avatara na forum…
  • nikt nie wie ile naprawdę robi, sam twierdzi, że dużo, ale nigdy się nie dowiemy prawdy.
  • Ooooooo. BAZYLa też nie lubię. Podpadł mi kiedyś- nie pamiętam, czym… Toteż teraz nie lubię go za idiotyczne uczucie niechęci bez jasnego powodu. ;P O, jeszcze jednym mnie denerwuje – byłby z niego świetny polityk. Ma silne poczucie własnej, alternatywnej rzeczywistości. ;p
  • Dziwny gość, nie pije i nie pali, a jednak ma też zalety. ;P Inteligentny, sumienny i dowcipny. Jak daje słowo, że coś zrobi to ludzie są skłonni mu uwierzyć. 😉
  • cześć piękny! :] Hahah, od razu poznasz 😛 Och, co się nawkur… przez tego człowieka! Ale jednego mu nie odmówię – uporu (!), wizji i determinacji, by z Tawerny uczynić coś naprawdę wielkiego.

BLACKs

Patryk w rozmowach telefonicznych zwykł się przedstawiać jako największy „lachociąg” w Gdańsku. Ale nie dajcie się zwieść jego fałszywej skromności – jest największym w całym Trójmieście, jeśli nie lepiej. Jego początki to nieudolne próby zadebiutowania teksta­mi, które niemiłosiernie były mu zwracane do poprawki. Kiedyś wresz­cie udało mu się coś przepchnąć, a potem poszło już z górki. Porównując jego pierwsze teksty z tymi obecnymi, nie da się ukryć, że przebył on naprawdę daleką drogę.

Co ludzie powiedzą:

  • Morda jak z koszmaru sennego, ale porządny ziomek. Wielka szkoda że działa 24/7 po nie tej stronie mocy 😛
  • ma świra, ale jeszcze nie wiem, czy to dobrze, czy źle… i z niego tró erpergowiec jest (cokolwiek to znaczy ;))
  • wredny i cyniczny? Tak przynajmniej wynika z dopisków na blogach.
  • pierwsze wrażenie: bachor z głupim nickiem rodem z Tibii. Wrażenie właściwe – profesjonalista i muzyk (co jest znacznie ważniejsze niż jego wszystkie artykuły w TRPG, jak dla mnie ;P). No i poza tym chyba jednak jest starszy ode mnie? ;P
  • Kręcił się gdzieś po forum, a potem przyjęli go do zinu ;p
  • To jest przyszłość TRPG. Ale zanim to nastąpi trzeba go nieco przytemperować.
  • młody, ciągle się rozwija, czasem daje się ponieść fałszywym
    tropom, lecz ogólnie da się znieść.
  • Nick drażni. Połączenie BAZYLowych capsów z żałobą po stłamszonej duszy, zredukowanej do samotnej literki „s”…
  • nie wiem, nie znam, zarobiony jestem.

Blantus

blantusJeżeli miarą dziwności jakichś re­dak­to­rów miałaby być ksywa, to Bartek niewątpliwie wiódłby tu prym. I to nie ze względu na swojsko brzmiącego Blantusa, ale na określenie jakim zwykli określać go koledzy z drużyny: Ręcznik. To brzmi dumnie! Ostatnio dowiedział się, że umie rysować mangę, co nie odbiło się najlepiej na jego zdrowiu psychicznym. Dlatego czy­tel­ni­cy Tawerny mogą nastroić się na kolejną porcję tasiemców w TPGR.

Co ludzie powiedzą:

  • piłkarz, władca tasiemców i stu­dent teologii – wybuchowa mieszanka 😉
  • Miła ksywka, już go lubię 🙂
  • jajcarz z PGRu? Jak ja mam go podsumować? Rysownik wierszokleta. To pierwsze nawet mu wychodzi. Nie wiem jak drugie, bo nigdy nie dotrwałem zbyt daleko. Nie lubię poezji, nawet dowcipnej.
  • Poeta Taferniany (nie mylić z klozetowy!)
  • Spoko typ. Kibic i zawodnik. Poza tym naprawdę dobry kumpel i redaktor, nawet gdy zna się go tylko przez net.
  • niby się przewija przed wzrokiem, ale oprócz ostatnich głupot o religii niczym nie wpadł mi w pamięć.
  • To miło, kiedy ktoś już samym nickiem informuje, by nie siadać po jego zawietrznej. 🙂

Borg

borgNiewielu zdaje sobie sprawę z tego, że Jakub został na nas nasłany przez samego Smugglera z CD Action. Początkowo prowadził kącik Wiedź­mina RPG, ale z czasem zajął się także stroną i milionem innych rzeczy w Tawernie. Z komputerem potrafi zrobić niemal wszystko, w co wiele osób szczerze wątpi. Ostatnio stwier­dził, że na starość zostanie chyba gra­fikiem. Osądzony i skazany za wrocławski CoolKon, Informator Kon­wen­towy i fanowską stronę o Cza­ro­dziej­ce z Księżyca… Dalej, dla własnego bezpieczeństwa, zdecydowaliśmy się nie wnikać, pewne jest jednak to, że to nie koniec jego sieciowej działalności.

Co ludzie powiedzą:

  • Z tego co wywnioskowałem, to gdy my jesteśmy fantastycznymi stworami, on dyktuje ile mamy PŻ.
  • leniwy admin, który nie lubi (nie potrafi? ;>) zarządzać Apachem z terminala i żyć nie może bez Pleska 😛
  • ten jego pistolet… ;P
  • Nie istnieje. To tylko 2gie konto BAZYLa służące do zwalania winy za problemy techniczne.
  • Pierwszy magister inżynier w ekipie i co się z trym wiąże, stary i stetryczały. Tak naprawdę to on steruje BAZYLem.
  • typowy indywidualista, nic dodać nic ująć.
    – jakiś taki fatalista-defetysta przy pierwszym kontakcie, ale może dlatego, że zmęczony był 🙂 No i flegmatyczny troszku. Ale może dlatego, że zmęczony był… a zmęczony miał być prawo, bo to niezrównany, niezastąpiony, ponadczasowy, oryginalny i z metką organizator CoolKonu. Facet, który nie śpi. Nigdy.

caras

carasMichał to taka tawerniana złota rybka. Konkretnie karaś. Sam o sobie mówi, że jest jak Chuck Norris i jest w tym ziarenko prawdy. Głowę z pewnością ma równie mocną. Znany jest z tego, że bezdomnym oddaje jedno-, dwu- i trzygroszówki. Kiedyś w redakcji się tylko obijał, a teraz już nawet tego nie robi. Niemniej jest takim dobrym duchem krążącym w pobliżu: czasami bliżej, a czasami dalej. Najczęściej jednak zygzakiem…

Co ludzie powiedzą:

  • przystojny tak bardzo, że raz olałam randkę z moim lubym, aby móc zobaczyć carasia na zlocie Tawerniaków 😉 nie obyło się potem bez kwiatów i czekoladek…
  • Specjalista do spraw serwisów sieciowych dla dzieci. Jeszcze nie udało mi się ograć go w szachy, ale to kwestia czasu.
  • czy caras wciąż jest alkoholikiem? 🙂

Carchmage

carchmageJeśli ktoś zastanawiał się kiedyś, kto był najmłodszym redaktorem naszego pisma, to tu jest odpowiedź: Maciej miał jakieś 13 lat, gdy został przyjęty do naszego grona. Połowie re­dak­to­rów do tej pory został wytrzeszcz oczu po tym, jak poznali jego wiek. Druga połowa dowie się o tym z tego tekstu, więc spodziewamy się wzrostu liczby re­dak­to­rów z wytrzeszczem. Teraz Carch jest już starszy, ponoć mądrzejszy, a na pewno bardziej doświadczony. Przeżył przygodę z szefowaniem DMG, a ostatnio oddał się kleceniu wierszy i trzeba przyznać, iż wychodzi mu to nieźle.

Co ludzie powiedzą:

  • Zawsze go mylę z CoBem.
  • Dawno z nim nie gadałem, to się nie wypowiadam ;p
  • Prawdopodobnie przyszłość poezji polskiej, ale ja tam się na poezji nie znam. Czasami mam wrażenie, że nie czuje się on częścią ekipy.
  • ciekawe komentarze, ciekawe wpisy, szkoda że tak mało w nich ognia.

CoB

cobOto najbardziej CoBiecy członek redakcji. Dzisiaj już nikt nie pamięta, że ksywka Szymona to skrót od Pacholę Cebulki (Children of Onion) czy jakoś tak. Chyba jednak inaczej, bo nie widzę tam „B”, ale nie szkodzi [okulary sobie kup! cebulka! – dop. FLK]. To jakiś niezwykle mroczny skrót. Z wyglądu przypomina hobbita, a na żywo nie przypominam sobie, żeby się kiedyś nie śmiał lub co najmniej nie uśmiechał. Jego teksty zawsze budzą skrajne uczucia – albo nazywane są bez­na­dziej­nymi, albo bardzo dobrymi i przy­dat­ny­mi. Niestety mało kto wie, że to redaktor, który najczęściej dostaje zwroty od korekty…

Co ludzie powiedzą:

  • Zawsze go mylę z Carchmagiem. Porządny (jak na Tawerniane standardy) ziomek, ale odkąd obrał rolę szefa KGFu to podkradł BAZIOwi tę część osobowości, przez którą zawsze się budziłem w nocy i sprawdzałem czy drzwi są zamknięte. Czego mu życzę? Tłumu cheerleaderek i zastrzyku z testosteronem, żeby „przestał świrować pawiana”.
  • koszmar senny i wcielone zuo dla wszystkich członków zespołu korektorskiego…
  • wiarygodny. Poświęcony. CoBiecy.
  • Ponoć krowa… więc jakim cudem umie pisać na kolanie?
  • CoBnięty los tych, co czytają jego teksty.
  • Może to tylko wrażenie, ale odkąd się „sparzył” (znaczy znalazł sobie kogoś do pary) to stracił animusz. Ale chęci nie można mu odmówić.
  • Ma do Gdańska przyjechać od dwóch lat… I nie przyjechał!
  • CoB… CoB… A, powstrzymam się. Jestem pewien, że pozostali członkowie zespołu korektorskiego obsmarują go dostatecznie. ;p
  • pojawia się i znika, ogólnie inteligentny chłopak.
  • ”- BAZz, kogo ja poznałem na CoolKonie, takiego młodego? CoBa? – Ciemne, kręcone włosy: CoB. – Hmm… wtedy miał chyba krótkie. – Powykrzywiany okularnik: BAZYL. Krótkie ale kędziory: CoB.” Czyli chodzi o CoBa! Fanatyczny turbonapierdalator +15 do Neuroshimy, facet, który rozumie ten system. Bo ja nie.

CoMrad

comradKonrada wszyscy pamiętają jako opiekuna naszego kanału IRC. Ale przecież to także zapalony dia­blo­ma­niak, do dzisiaj nie stroniący od tej gry. Piekielny charakter udziela mu się także w życiu, bo jak sam wspomina, w ostatnim czasie miał dwie samo­chodowe stłuczki. Na szczęście były to drobne wypadki osobówką, choć po studencie TIR-u można się spodziewać naprawdę dużych kalibrów.

Co ludzie powiedzą:

  • ex-mod ircowego kanału; niestety, teraz mamy nowy kanał, nowych modów, a o CoMradzie słuch ginie regularnie 😉
  • Jeden z tych gości, którzy mimo, że trzymają się nieco na uboczu, potrafią pokazać, że naprawdę zależy im na TRPG.
  • wiem, że istnieje ale nijak nie mogę go z niczym powiązać.
  • W wolnym czasie rozmawiał z botami na ircu. 🙂
  • czasami znajduję go w dziwnych miejscach. A to przypadkiem spotykam na Battle.necie StarCrafta, a to w sieci grono.net się odnajduje. Niby go nie ma, a jest wszędzie. Lękam się otworzyć lodówkę.

Danai

danaiDanai ma o tyle nieoryginalną ksywkę, że jest to jej imię. Dziwne takie, bo greckie – to półkrwi Greczynka. Z tego też chyba względu studiuje filologię klasyczną i czerpie przyjemność z nauki języków w ilości, jakiej mógłby jej pozazdrościć niejeden poliglota. W tej niepozornej istocie kryją się niespożyte pokłady iście południowego tem­pe­ra­men­tu, ale nawet ona czasami popada we wcale melancholijny nastrój.

Co ludzie powiedzą:

  • smoczyca pożerająca dzieci w wolnym czasie
  • Kobieta. Nie znam jej, ale przez Internet wszystkie wydają się atrakcyjne, więc czemu nie miałbym zwracać na siebie uwagi? 😛
  • kiedyś, dawno temu w innej rzeczywistości była dla mnie jak bogini w panteonie, teraz to chciałbym ją poznać osobiście.
  • Ponoć lubi mangę i anime, więc na pewno świetna dziewczyna 🙂 Bo przecież tym interesują się tylko świetni ludzie (no, na przykład ja :P).
  • to dzięki niej rozkwitła we mnie ciekawość, cóż to są trocheje… ;P
  • Dinozaurzyca ;p Swoją drogą ostatnio się na mnie rzucała. Platonicznie. ;p
  • Jedna z naj­ważniejszych osób w moim życiu. Trochę to dziwnie zabrzmiało, ale nie, nie chodzi mi o relacje partnerskie 🙂
  • ciekawe kiedy wyjdzie za BAZYLa?
  • Kiedy paladyn napotyka na swej drodze Smoczycę, prędzej czy później musi się to skończyć jatką. Jak dotąd obyło się bez konfliktów, ale za jakiś czas, już niedługo… W ciągu roku wypatrujcie ofert sprzedaży łusek, kłów i innych elementów „popsutych” smoków lub ogłoszenia o tawernianym grillu.
  • Miłośniczka mangi, potrafi nieźle rysować.
  • generalnie jak zerknąć na jej GG to albo ostrzega, że zwariuje, albo grozi, że się uczy (czy na odwrót?). Poliglotka (ile znasz języków? Pięć, sześć? Siedem? :), zdarzyło mi się do niej zadzwonić z pracy, jak miałem problem ze słowem 😀

Darky

darkyMarcin ma tendencje do odzywania się na Liście Dyskusyjnej w momentach, w których ktoś sobie o nim przypomni, a nie daj Cthulhu wrzuci jakąś jego fotkę, to się dopiero dzieje! Na szczęście oznacza to, że poza bawieniem się w firmę e-gamingową (jest tam menedżerem), ciągle czuwa. Poza tym, jest w ekipie żywą ikoną czasów, gdy redaktorom żyło się lepiej bez zapędów dyktatorskich co niektórych członków redakcji. Sporą sensacją wywołała u nas infor­macja, że Darky obciął swoje włosy – bo w końcu nie tylko my pamiętamy te połyskujące na złoto loki ze zdjęć dołączanych do wstępniaków TRPG…

Co ludzie powiedzą:

  • ciemniak, który z Tawerną od dawna nie ma nic wspólnego… a szkoda, bo zabawny był
  • Zajął się grami komputerowymi na poważnie. To znaczy z całą powagą niepowagi tego zajęcia 🙂 I nawet sukcesy odnosi.
  • Wszędzie się wkręci, a to na naczelnego TRPG, a to gdzie indziej… ;P
  • mroczny, długowłosy, niegdysiejszy naczelny (jak to było możliwe? :P). Teraz gość od klanu wymiataczy TeamPentagram. Wódki bym się z nim napił.

DuchX

duchxPrzemek nie był zbyt wylewny w kontaktach z redakcją, co wyrobiło mu etykietkę dość konkretnego gościa. Podobnie z jego teksta­mi, które oprócz tego że były dobre, cechowały się dużym dystansem do wyświechtanych teorii. Prywatnie jednak (wiemy z wiarygodnych źródeł) to chodzący dynamit z zamiłowaniem do eksplozji i zabaw ogniem. Wśród swoich znajomych ma jeszcze jedną ksywkę – Pitbull.

Co ludzie powiedzą:

  • lubimy Mistrza Kaczmarskiego, lubimy… 😉
  • Jak to duch – pojawia się i znika. Świetnie pisze, tylko dlaczego tak rzadko?
  • ponoć miał zostać dziennikarzem. Nie wiem, czy został, ale miał zadatki.

EmpE

empeO ludziach takich jak Mateusz zwykło się mówić, że to kwiat polskiej młodzieży. Ubrany jak na fotce obok, słucha muzyki idealnie podeń dopasowanej i nie stroni od uciech życia i wszelkich używek. Lecz mimo to jest to człowiek bystry, o bardzo inteligentnym poczuciu humoru i umiejętności pisania zajmujących artykułów. Wszyscy kojarzą go z serii pod tytułem Fantastyczna faza, ale nie dlatego, że to był fantastyczny tekst (choć był), ale dlatego, że autor ciągle jest na fazie.

Co ludzie powiedzą:

  • ziomal
  • podobał mu się mój wiersz, od tego czasu go polubiłem.
  • Jest ziomalem. Ale nawet to nie przeszkadza mu brylować na LD kiedy trzeba komuś dopiec złośliwym żartem.
  • eloł ziom! bijacz meeen!
  • ciekawy człowiek, naprawdę. Raper z duszą poety, posiadacz jednych z najciekawszych opisów na GG z moich znajomych. Czytałem jego rymy, robią wrażenie. Gdyby w Polsce uprawiano taki rap z marszu nosiłbym krok w kolanach i bluzy jak worki po kartoflach.

Epyon

epyonRafał jest klonem. Coś jak naj­ważniejszy brat naj­ważniejszego bliźniaka w Polsce, ale nie tak ważny. Choć u nas niezastąpiony. Zajmuje się karciankami, miał ksywkę Ra-V, ale to nie ten Ra-V, który zajmuje się karciankami i ma ksywkę Ra-V. Obecnie Epyon ale choć ruchy ma nieco mechaniczne nie jest robotem, bo robotów się przecież nie klonuje. Choć z drugiej strony kształci się na teleinfor­matyka, więc kto wie?…

Co ludzie powiedzą:

  • karciankowiec… ostatnio mu chakierowałam awatarka na forum 😉
  • Gdyby był moim sąsiadem, to pewnie nie mógłby przeze mnie spać po nocach. Po co spać, skoro może ten czas spożytkować na coś produktywnego? Ot, mógłby odpisać na mojej forumowej sesji, albo napisać jakiś artykuł do kącika. Kupcie mu różowy sweterek, niech się cieszy ;-D
  • Do tej pory nie potrafię wymówić jego ksywki. Mówię mu Ra-V, a on reaguje – to wystarczy.
  • Granie w M:tG przez Apprentice z Epyonem wymiatało 😉
  • ciągle pamiętam go jako Ra-V’a i to się chyba nigdy nie zmieni.
  • Wskrzesił pozostawiony przeze mnie na śmierć Karciankowy Krąg. Nie wiem, o czym teraz tam pisze, ale jestem mu cholernie wdzięczny, że utrzymuje kącik przy życiu. Bez tego miałbym wciąż spore wyrzuty sumienia… Thx, Epyon! 😉
  • to te drukarki?

Equinoxe

equinoxeOto jeden z najbardziej wszech­stron­nych re­dak­to­rów Tawerny. Oczytany, wygadany i z mnóstwem ciekawych pomysłów. Niezwykle to­wa­rzyski i pracowity osobnik. W historii pisma dokładnie raz, jeden jedyny raz!, na Liście Dyskusyjnej pojawił się filmik – zgadnijcie, kto go wysłał. To właśnie Tomasz w ten sposób składał nam życzenia świąteczne i noworoczne, przypominając przy okazji, że naprawdę jest tak przystojny jak na podsyłanych z częstotliwością karabinu maszynowego fotogra­fiach. Ten pęd do kreowania własnego wizerunku za pomocą mediów został mu do dzisiaj – pracuje w jednej z toruńskich rozgłośni radiowych, a my zastanawiamy się tylko, czy prowadzi tam Anioł Pański czy Rozmowy Niedokończone…

Co ludzie powiedzą:

  • narcyz i radiowiec
  • oj, już dawno nie miałam z nim kontaktu. Zajmuje się chyba „poważnymi sprawami” i dewastowaniem swojej wątroby.
  • prawdziwy dziennikarz. Cenię za profesjonalizm.
  • Gość, którego teksty wygrzebane z archiwum sprzed 3-4 lat i tak są wiele lepsze od zamieszczanych obecnie. Szkoda, że tak rzadko pisze…
  • coś kołacze się po głowie, lecz znika w czeluści sklerozy.
  • Equiego dobrze kojarzę, o tak. Ale co z tego? Ni cholery nie potrafię się czegokolwiek u niego czepić, jako redaktor to prawie mój idol. 😛
  • Interesujący, miło się z nim rozmawia. Na listę dyskusyjną przysyłał więcej swoich fotek niż cała ekipa razem wzięta. 😉
  • bezczelny, nerwowy radiowiec z ciężkim i nieuleczalnym zajobem na punkcie słuchawek Sennheisera.

Falka

falkaKtoś kiedyś powiedział, że każda dziewczyna w ekipie to nasza Pierwsza Dama. Katarzyna z pewnością jest pierwsza spośród pierwszych, choć wszyscy są zgodni, że to najbardziej męska osoba w naszym gronie. Znana jest z tego, że lubi grube i puchate zwierzaczki z wyjątkiem futrzaków, na które ma zresztą uczulenie. Obecnie obmyśla plan wykradznia kilku małych pand z zoo… Studiowała już chyba wszystko, a teraz kończy informatykę na Wir­tualnym Uniwersytecie. Dla wszystkich niewtajemniczonych: Wir­tualny Uniwersytet to zinfor­matyzo­wana wersja Niewidzialnego Uniwer­sy­te­tu – ponoć jest, ponoć Falka osiąga tam niezłe wyniki, ale nikt go nigdy nie widział. Od kilku lat mieszka i pracuje w Londynie, dlatego może chwalić się zaszczytnym mianem Korespondentki Zagranicznej TRPG, która i tak żadnej korespondencji nie wysyła… poza niekończącymi się narzekaniami na temat Tawerny, którymi zalewa listę dyskusyjną.

Co ludzie powiedzą:

  • weź majonez, dodaj żelki, proszek do pieczenia, torbę cukierków, pierś kurczaka i pączka, zmiksuj, posyp orzeszkami, ulep z tego ludzika i wyjdzie Ci Falka.
  • ma pozytywnego świra na punkcjie Maców i OSXa (jakby była facetem, to by się nazywała ‚makowym fanbojem’), przeglądarki Opery i małych pand; jak będzie duża chce pracować w policji, a narazie zadowala się tytułem „lewackiej cywilizacji śmierci” (czyt. feminazistka z niej)
  • „NOT user friendly” ;p Ma nieznośną siostrę.
  • Dwie rzeczy przychodzą mi do głowy. Pewnie mnie uzna za zbola, ale są to orzeszki i futerko. Osobiście nie widzę w tym nic zboczonego, ale wszyscy wiemy jakie są kobiety 😉
  • Sensei. Klonuje armie ludziożernych pand i kradnie wiewiórki z parków. Taferna to anagram słowa Falka.
  • hmmm… Wiesz, w tym akurat wypadku nie ma mowy o anonimowości w ankiecie, a mówi się, że wiewiórki mają ostre zęby. Co mogę zresztą napisać? Sympatyczniejsza niż wynika z tego, co inni mówią. No i jeszcze mnie nie pogryzła, choć BAZYL uprzedzał, że coś takiego może się stać 🙂
  • wg obietnic PO wróci po wyborach. ;P
  • Jedyna osoba, która wie kto, co i o kim tutaj napisał… z czego wynika, że musi być bardzo mądra, piękna, zgrabna i powabna ;p
  • Do tej pory nie zostaliśmy sobie przedstawieni 😉 Tak naprawdę steruje BAZYLem.
  • Mama? [na szczęście nie 😛 – dop. FLK] [Jeszcze – dop. BZL]
  • Jedna z czterech osób z ekipy, z którymi utrzymuję stały kontakt. Ma irytującą zdolność spamowania śmiesznymi filmikami etc., jak tylko zmotywuję się do pracy nad czymkolwiek…
  • Sympatyczna, zawsze uśmiechnięta i gotowa do żartu. Lubi słuchać bajek o turbo-bohaterach na dobranoc. 😛
  • jak to mówią: jedź do Anglii, najlepsze Polki już tam są! Niezwykle frapująca kobieta, choć jej nigdy nie poznałem. Zostając muzułmaninem obowiązkowo musisz odwiedzić Mekkę. Zostając Tawerniakiem obowiązkowo musisz poznać Falkę.

Faust

Ilustracja ta miała się na okładce numeru 86 (specjalnego). W ostatniej chwili jednak została wycofana, a jej miejsce zajęła okolicznościowa tawerna
Ilustracja ta miała się na okładce numeru 86 (specjalnego). W ostatniej chwili jednak została wycofana, a jej miejsce zajęła okolicznościowa tawerna

Wszyscy zapamiętali Michała jako osobnika bardzo pracowitego. Do dzisiaj jego solucja do Icewind Dale II jest pokazywana jako przykład dobrego i bardzo szczegółowego poradnika do gry. W swoim czasie wykonał katorżniczą pracę sporządzenia bazy wszystkich artykułów jakie zostały zamieszczone w Tawernie RPG. Po tym dziele przestał być aktywny jak dawniej, ale nic dziwnego – każdy byłby zmęczony po przejrzeniu 2500 tekstów (to było ze cztery lata temu, teraz oczywiście mamy ich więcej i nikomu nie chce się kontynuować dzieła Fausta…).

Co ludzie powiedzą:

  • Mroczna ksywka i gdybym nie był Sethem, to pewnie byłbym Faustem ;D
  • Pewnego dnia po prostu zniknął bez śladu. Pozostał po nim tylko obłok dymu i zapach siarki 😉
  • fajna ksywka, szkoda że nie znam
  • Tawerniak z miasta Łodzi, jako i ja. W związku z tym, spotkaliśmy się w życiu dwa razy, zawsze przez przypadek. Byłoby może częściej, gdyby nie trudny z nim kontakt. Co niniejszym Faustowi wypominam.
  • zapomniałem.

fds

fdsPaweł znany jest z zamiłowania do zabawy wężami, szczególnie cudzymi. Tylnymi drzwiami dostał się do ekipy, a posadę na forum załatwiła mu sąsiadka, choć do tej pory nie udało się ustalić, jaką rolę odegrał w tym wszystkim rzeczony gad. Magister elektroniki i telekomunikacji, sko­ja­rze­nia z wężopodobnymi kablami są jak najbardziej na miejscu. Od niedawna aktywny członek redakcyjnego zespołu korektorskiego, który nadużywa słowa „grafoman” i „to ssie”.

Co ludzie powiedzą:

  • wiewiór, zboczuch (pożycza mi swoje hasło do stronki z henta­jami! :*), podobno karciankowiec; nie śmieszą go niektóre komputerowe żarty, które mu podsyłam ;( a do tego, jak już się z nich śmieje, to wygląda, jakby narzekał 😛
  • Redakcyjny duch. Niby jest, a go nigdzie nie widać 😛
  • mam jego gg
  • z postów na forum wynika, że jest taktowny jak głośne beknięcie i bezpośredni jak pieprznięcie młotkiem w głowę. Da się z nim jednak pogadać.
  • Wiewiór wiodący lud na barykady.
  • Wyhodowany na forum, bocznymi drzwiami wkręcił się do redakcji. Ale jak już tu jest, to nikt nie ma zamiaru go wywalić 😉
  • Potrafi narzekać chyba jeszcze bardziej ode mnie. A do tego rozpętać wojnę o jeden znak interpunkcyjny… Korektor – Postrach Grafomanów. Jak widzę na tawernianym kanale jego komentarze do poprawianych właśnie przez niego potknięć innych re­dak­to­rów, odechciewa mi się pisać. Jeszcze by mój tekst trafił w jego ręce, brrrr…
  • Obsmarowywanie ludzi z innych serwisów, flejmogenny styl pisania i założenie tematu „Wilkołak Apokalipsa: Sztuczne Cycki”. Cały fds… 😀
  • pisze dziwne rzeczy na forum 🙂

Galizelle

galizelleW pewnych kręgach powiadają, że aby dostać się do redakcji, trzeba złożyć w ofierze pluszowego misia lub przekupić Falkę orzeszkami. Ewa jest jednak żywym zaprzeczeniem tych plotek: w jej przypadku wystarczyło podesłać BAZYLowi życiorys – jaszczur do tej pory nie otrząsnął się z tego szoku. Prywatnie stu­dentka dziennikarstwa, publicznie najnowszy nabytek zdziesiątkowanej chorobami psychicznymi Re­dak­cji.

Co ludzie powiedzą:

  • korektorka-przodowniczka pracy: przy sprawdzaniu tekstów wyrabia 300% normy 😉
  • Jej pojawienie się w ekipie sprawiło, że lobby Ew stało się prawie tak silne jak lobby Kaś 😀

Ghand

ghandJanek jest jednym z najstarszych re­dak­to­rów Tawerny, który wciąż jest z nami. Miłośnik i stu­dent chemii, swoje pasje przelał na plastikowe sztućce. Znany jest z bitew na ten szlachetny oręż, które toczył z Falką. Wszystkie zwycięskie, jeżeli za potwierdznie zwycięstwa można uznać komentarze Falki: Mam całe ręce porysowane. Niestrudzony strażnik relikwii będącej gwarancją ciągłości spójności świata – Świętej Dupy Ghanda. Nigdzie się bez niej nie rusza. Naprawdę!

Co ludzie powiedzą:

  • właściciel sławnej tylnej części ciała 😉
  • Znam go tylko z anatomii ;p
  • Jego święte przymioty ostatnio błyszczą jakby mniej. Może dlatego, że pisze tylko okazjonalnie?
  • Proponuję wprowadzić symbol ułatwiający wszelkie dyskusje o nim: (_g_) := (_!_) (dupa) Ghandiego. Ja bym wprawdzie wolał być pamiętanym za styl swoich tekstów, ale… Ave (_g_)! ;]
  • On jeszcze żyje? 🙂
  • jestem ciekaw, czy schudł, bo kiedyś był duży 😀 Pierwszy Tawerniak, z którym miałem kontakt. Ba, dzwoniliśmy do siebie w czasach drewnianych modemów i Internetu kupowanego na wiadra. Zapalony chemik, zdolne chłopisko.
  • ku własnemu zdziwieniu znalazłam go na naszej-klasie 😀

goki

gokiRobert podaje się za zwykłego stu­denta, który szlaja się od imprezy do imprezy, najmniej czasu poświęcając na naukę. Wszyscy jednak wiedzą, że to tylko pozory, bo z naszej ekipy nikt normalny wyjść nie może. Prywatnie matka Falki, ale nie potrafi podać jej ojca (te imprezy…). Fakt jest jeden – ojcem musiał być naprawdę duży chomik!

Co ludzie powiedzą:

  • mama! :*
  • Udziela się tylko na forum i kategorycznie odmawia propozycjom wpisania go na LD. Ale czynnie uczestniczy w życiu redakcji.
  • Miły gość, od urodzenia mieszka w Krakowie i nawet zna go trochę lepiej od turystów. 😛
  • ten, co chciał mangi w Tawernie! 😛

Hiliron

Trzeci numer Tawerny RPG i trzecia gra­fika. Wersja odrestaurowana
Trzeci numer Tawerny RPG i trzecia gra­fika. Wersja odrestaurowana

Prawdziwy Tawerniak żadnej pracy się nie boi, co udowodnił Michał. Kiedyś pisał świetne artykuły do kąciku Kryształów Czasu, a obecnie bryluje w firmie zajmującej się produkcją… maszyn do szycia! Wywiad donosi, że zajmuje się nawlekaniem nitek na igły lub robotą papierkową – sami nie wiemy co gorsze.

Co ludzie powiedzą:

  • Pojawił się razem z Pyrtlesem i trochę ginął w jego blasku. Ale pisał sporo, pisał dobrze i na pewno jest istotną częścią historii TRPG.
  • kojarzę jego awatara z forum…
  • Hillary Clinton?
  • źle mi się kojarzy.

Jarlaxle

jarlaxleOto człowiek, który ma swoją wizję Tawerny RPG. Krążą wieści, że ta wizja ma coś wspólnego z emigracją pisma do Nowej Zelandii, ale to tylko plotki. Dawid jest niewątpliwie osobnikiem, który napisał najwięcej tekstów do Tawerny, jednak ze względu na natłok obowiązków ostatnio pisze ich znacznie mniej niż kiedyś. Ciągle zajęty – studiuje na dwóch kierunkach, zakłada fundację lub biuro podróży, a wolne chwile wypełnia mu rysowanie komiksów i inne twórcze zajęcia. Znany jest z tego, że jak ma sprawę to wydzwania do swoich ofiar i prowadzi długi monolog. Ładnie mówi, szkoda mu przerywać, nawet jak nie ma racji… Zaskoczeniem dla wielu może być fakt, że Jarl jest redaktorem naczelnym Tawerny.

Co ludzie powiedzą:

  • pan sprzedający wycieczki do Nowej Zelandii
  • prowadzi najbardziej rozbudowane wprowadzenia do sesji jakie znam. Byłam raptem na jednej, parę lat temu a do dziś nie umiem tego zapomnieć.
  • fanatyczny liberał, na szczęście skończył z propagandą na LD. Teraz knuje plany wywiezienia wszystkich Polaków do Nowej Zelandii.
  • On żyje w ogóle czy to tylko marionetka?
  • Bregan, Bregan. 🙂 Lubi odwiedzać nory hobbitów w Nowej Zelandii i chodzić po górach. Śpiewa i tańczy. Ostatnio jak chciał z gitarą poderwać dziewczyny o mały włos nie deportowali go do Mongolii. ;P
  • z Jarlem to są fajne historie. Ze trzy lata umawialiśmy się na wódkę, a jak się spotkaliśmy na CoolKonie i w środku nocy przez wyludniony Wrocław poszliśmy po rzeczony eliksir młodości na stację benzynową*, to Jarl popił ze dwa razy z gwinta i to było na tyle. No, a teraz poważnie – zamyślony, rozmarzony, z ogromną, żywą wyobraźnią. Bardzo ciepły człowiek, jeden z tych, którzy potrafią słuchać i prawdziwie dyskutować. Rzadkość. (*na CoolKonie, oczywiście, nie było alkoholu :])

Kazek

kazekWbrew obiegowej opinii ma na imię Darek. Naczelny gra­fik drugiej młodości Tawerny RPG, diabelnie zdolny i potrafiący to wykorzystywać. Przeciętny użytkownik Internetu musiał zetknąć się z jego pracami – kiedyś reklamami wyskakującymi na stronach Interii, później bannerami w Gadu-Gadu. Jeśli kiedyś na Google też zaczną wyskakiwać reklamy gra­ficzne, to z całą pewnością będą to prace tego człowieka.

Co ludzie powiedzą:

  • mam go w kontaktach na linkedin 😉
  • Świetny gra­fik, ostatnio pracował nawet w Gadu-Gadu, ale teraz kontakt jest z nim bardzo ograniczony.

Kiwi

Ilustracja ta ukazała się na okładce numeru 80, ale w nieco innej wersji. To jej pierwsza wersja - powstała zanim Szelmon się zorientował, że jednak będzie miał trochę więcej czasu na zajęcie się tym rysunkiem
Ilustracja ta ukazała się na okładce numeru 80, ale w nieco innej wersji. To jej pierwsza wersja – powstała zanim Szelmon się zorientował, że jednak będzie miał trochę więcej czasu na zajęcie się tym rysunkiem

Antek pojawił się w ekipie, gdy zupełnie nie mieliśmy pomysłu na prowadzenie kącika gier cRPG. Z miejsca napisał kilka tekstów, które pozwoliły zachować ciągłość kącika. Początkowo tworzył pod pseudonimem Phoenix, a potem zmienił na Kiwi – i tak z pięknego odradzającego się z popiołów ptaka stał się zwykłym nielotem… Nic dziwnego, że jego przygoda z Tawerną się zakończyła. Zawsze chciał wybrać się na wycieczkę do Nowej Zelandii. Nie wiemy, czy to marzenie już się spełniło – jeśli nie, to życzymy mu tego: oby jak najprędzej!

Co ludzie powiedzą:

  • jeden z moich ulubionych owoców ;>
  • Dawniej Phoenix. Napisał kilka tekstów do cRPG i dziwi się, że wciąż mam go na liście kontaktów 🙂
  • owoc czy ptak?

Kozax

Czwarty odrestaurowany numer Tawerny RPG
Czwarty odrestaurowany numer Tawerny RPG

Artur również był gwarantem ciągłości wydawania kącika gier cRPG. Pisał ciekawe teksty, recenzje, artykuły przekrojowe i felietony. Widać było, że wiedział, co w trawie piszczy, ale nie uchroniło go to od emerytury. Obecnie – jak każdy emerytowany redaktor – wygrzewa się na Kanarach i jeździ porsche… Czyli nie wiemy, co się z nim dzieje.

Co ludzie powiedzą:

  • ziomal, sądząc po ksywie…
  • Kolejny redaktor cRPG, który napisał kilka tekstów i mu przeszło. Może da się jeszcze parę razy namówić 🙂
  • koza na eksport?

krucaFuks

krucafuksMarcin jest bratem fdsa. Ciekawe czy sami by się do tego przyznali? Jako redaktor zaczynał w Sztandarze Młodych, a skończył w TRPG… Do tej pory zastanawiamy się, jak można upaść tak nisko. Absolwent Uniwer­sy­te­tu Warszawskiego, doskonale orientuje się we wszystkim, co jest związane z Internetem – od gra­fiki do użyteczności – nic dziwnego, że jest bezkompromisowym recenzentem wszystkiego co dzieje się z naszą stroną.

Co ludzie powiedzą:

  • fan Tibii i wolnego oprogramowania (i jedno, i drugie jest szkodliwym skrzywieniem :P)
  • Jak się uprze to i mur głową przebije. Choć niekoniecznie swoją.
  • Łebski gość. Pomaga jak może, ale coś mało ma czasu chyba.
  • kijem go do roboty nie zapędzisz, a czasem warto

Lethias

lethiasSzymon od pierwszych dni w ekipie budził kontrowersje – złośliwy, zgryźliwy i diabelnie inteligentny; śmieszył, tumanił, przestraszał. A jak już jesteśmy przy słowach poety, to użyjemy ich także do opisania teraźniejszości – tańce, hulanki, swa­wole! Wolny jak ptak i nabuzowany jak elektron – w tej chwili może być wszędzie i robić cokolwiek, zapewne jeszcze nie raz o nim usłyszymy.

Co ludzie powiedzą:

  • jak sam siebie kiedyś określił: „spokojny jak rozjuszony baranek” 😉
  • Zaświecił jak gwiazda, spadł jak meteoryt. Chciał pomóc, trochę pomógł, ale szybko przestał. Jeden z nieudanych powrotów, a taki dobry tekściarz.
  • jak on mnie irytował! Do tego stopnia, że gdybym teraz po dwóch latach go poczytał też pewnie by mnie irytował! 🙂

Longinus

Szósty numer Tawerny RPG
Szósty numer Tawerny RPG

Żeby opisać Bartka potrzeba napisać osobny artykuł. To zresztą samo w sobie byłoby w jego stylu, ponieważ potrafił on ciągnąć długie (i merytoryczne!) rozważania na każdy temat. Wystarczy zresztą tylko spojrzeć na teksty, których w swoim czasie popełnił całkiem sporo. Bardzo towarzyska i bardzo serdeczna bestia, potrafiąca zmusić do śmiechu samym spojrzeniem.

Co ludzie powiedzą:

  • człowiek renesansu, mistrz doko­nywa­nia niemożliwego, abso­lutnie rewelacyjna istota. Znany jako „Bestia Piekielna”, „Buczydło paskudne” i „Ten-który-rzuca-smokami-na-odległość”
  • kiedyś użyłam go jako poduszki
  • Longi to taki gość, który komentując komentarze do swojego niekrótkiego artykułu pisze tekst dłuższy od artykułu. Ale wszystko na temat. Poza tym wielki pluszak, jeśli mogę użyć tego słowa. Nadal niegroźny.
  • Przyjął bez uwag mój pierwszy tekst do TRPG. Tekst nie był zły, ale z perspektywy czasu widzę, iż prawdopodobnie Longiemu brakowało mocno artów do działu. ;P
  • Świetny facet, fan mangi i anime.
  • nie wiem czemu to chłopisko tak wcześnie przestało pisać. Rzadki talent.

Lorien

Siódmy numer Tawerny RPG
Siódmy numer Tawerny RPG

Podobno Ania to typ imprezowiczki. Nie można jej odmówić jednego – ognistego tem­pe­ra­men­tu. Studiuje na dwóch kierunkach, a w przerwach pracuje w administracji Onetu. Podobno na nic nie ma czasu, ale jak się ostatnio okazało, na wspólny meeting z naszą ekipą potrafi wygospodarować parę chwil.

Co ludzie powiedzą:

  • łojejeje, ale się zmieniła. Dawniej była mroczna i metalowa, w stylu elfickim, teraz wygląda dużo doroślej, nieco eklektycznie i ekstrawagancko. Zajmuje się setką rzeczy na raz, studiuje nieokreśloną ilość kierunków… No, wow.
  • od daaawna trzyma się z daleka od Tawerny… swego czasu w pewnych kręgach była znana jako Pan Lorien 😀
  • Ostatnio widziałem ją w Krakowie. Ledwo znalazła chwilę na mini-meet. Nic więc dziwnego, że już praktycznie nie gości na łamach TRPG.
  • Człowiek impreza. Lubi ostrą muzykę i ostre imprezy. Pracuje w Onecie. Wspominałem już, że uwielbia imprezować?
  • z RIP-em kiedyś mieli słodziaszne fotki :] A z owych fotek wyłaniał się obraz atrakcyjnej, piwnej gothki ze zrytym beretem :]

Luinil

luinilKatarzyna jest oryginalną góralką. Podczas gdy inni siedzą w szarych miastach i narzekają na pluchę, ona się cieszy, bo znów zasypał ich śnieg i nie ma jak pójść do szkoły… Tak było dawniej, bo teraz ta niezwykle sympatyczna istota studiuje w Zakopanem. Nie zmieniły się tylko zainteresowania, a wśród nich Irlandia i tańce celtyckie. Stanowczo dement­tu­jemy pogłoski, jakoby miała jedno oko bardziej!

Co ludzie powiedzą:

  • ładna jak cholera 😉
  • Wielka fanka Irlandii. Nic dziwnego, że wyjechała na wyspy. Poza tym kibic siatkówki, a raczej siatkarzy. Ale bardziej zgadzam się z jej mamą jeśli chodzi o tego najlepszego 😉
  • mój elf. Najlepsza przyjaciółka, jaką sobie można wymarzyć. Malkovich, cynamon, brytyjskość i ciepłość. Napiszę dla niej baśń.

MAd Phantom

madphantomMultum zainteresowań oraz spraw związanych z planami opanowania umysłów wszystkich mieszkańców Ziemi sprawia, że trudno nadążyć za tym, czym Łukasz się aktualnie zajmuje. Z chęcią zostałby przywódcą Illuminati, Masonów i wszystkich innych tajnych organizacyj, zakładając przy okazji jakąś własną. W wolnych chwilach lubi przekonywać wszystkich potencjalnie zainteresowanym (czyli każdego, kto się nawinie), że jego IQ plasuje się w okolicach 200 – tego jak wielu do tego przekonał, można się dowiedzieć obracając się w środowisku fanów internetowych riddli, w którym MAd jest powszechnie znany. Wiecznie wesoły fan(atyk) jamników, część ludzi zaurocza swoim podejściem do życia, innych zaś zraża mocno rozwiniętym poczuciem własnej wartości. Na pewno trudno jest go spotkać i pozostać obojętnym.

Co ludzie powiedzą:

  • jamnik z Mensy
  • Nie widziałam człowieka, ale „z literek” nieodparcie kojarzy mi się z Longinusem. Mieszka, jak się okazuje, niedaleko mnie więc w najbliższej przyszłości mam zamiar go napaść i wymusić poprowadzenie obiecanej sesyjki.
  • mam jego gg
  • MAd to jeden z największych przekrętów, jakich „spotkałem”. Nikt inny nie pouczał swojej nauczycielki od matmy, co to jest czwarty wymiar. Mózg. 😉
  • Człowiek orkiestra. Wszędzie go pełno, ale chyba i tak za mało go w Tawernie RPG 🙂
  • jak potrzebujesz rady na dowolny temat, wypowiedzianej pełnym pewności tonem, to zwróć się do niego.
  • No comment. Kiedy już będzie rządził światem, chcę być w jego łaskach. Liczę na przydział jamnika-opiekuna i prawo do widzenia się chociaż raz w miesiącu z moją duszą… Ale komentarz, że jego wiecznie dobry, często ironizujący humor i zadowolenie z siebie potrafią czasem wręcz zdołować chyba zostanie mi wybaczony?…

Makk

makkJak większość re­dak­to­rów i redaktorek, Maciek ma pozytywnego świra, który w jego przypadku ujawnia się w postaci tekstów do kącika Warhammera.
Dzięki niemu i jego artykułom czy­tel­ni­cy mają frajdę, a korekta się nie nudzi. Obecnie studiuje infor­matykę na WSHE w Łodzi i sprawia wrażenie bardzo zapracowanego. Jednak przed każdym dedlajnem znajduje sobie budkę telefoniczną, gdzie się przemienia w superherosa piszącego tekst za tekstem i zwalczającego Bandę Złych Korektorów.

Co ludzie powiedzą:

  • dawno go nie widziałem, był i się zmył w odmętach warhammera.
  • chwali się przekładaniem paczek ;>
  • Wyjechał na wakacje za granicę i chyba nie chce wrócić. Czasami widuję go na forum i z tego co wiem kontaktuje się z BLACKsem. Chyba ciągle ma chęci działać.
  • Rozruszał kącik warhammera i zniknął, by potem powrócić i straszyć korektę.
  • Gdyby spełnił się choć niewielki ułamek klątw, którymi obrzucany jest na kanale w czasie dyskusji nad korektą, jego szczątki zbierano by w całej Europie. A potem eksportowano do Azji, Australii, na Księżyc… byle dalej.
  • Zaginiony w akcji. Jeden z niewielu ludzi, którzy pomogli przy kąciku WFRP… R.I.P. albo powracaj jak najszybciej!

Muoteck

Tawerna RPG #009 - grudzień 2000
Tawerna RPG #009 – grudzień 2000

Patryk to redaktor o istnieniu którego wiedzieli tylko nieliczni, bo zawsze działał ostrożnie i przez pośredników w postaci szefa kącika. Podobno wie wszystko o bestiach z sagi o wiedź­minie i chyba stąd ta ostrożność w kontaktach z Re­dak­cją. Poza tym nieźle rysuje.

Co ludzie powiedzą:

  • erm… fajna ksywa… kto to?
  • Założył sobie kiedyś, że będzie w każdej redakcji w jakiej się da. No i chyba nie wytrzymał tego tempa.
  • nie znam faceta, ale takie nicki zawsze mnie rozbrajają 🙂

Nalavara

nalavaraNasza naczelna ilustratorka okładek od dziecka była bardzo kapryśna – najpierw nie jadła posiłków (nie­do­je­dzone resztki chowała w cukierniczce), a teraz unika fotografów. Nam jednak udało się namierzyć jej zdjęcie, zrobione podczas konwentu, gdy chwaliła się swoją muskulaturą na prelekcji. Prywatnie wielce uzdolniona stu­dentka Akademii Sztuk Pięknych.

Co ludzie powiedzą:

  • bosko rysuje, każdy obrazek trafia na okładkę
  • Prywatnie moja siostra z ten­dencją do grymaszenia przy jedzeniu i nie­na­widze­nia ró­żo­wego. Świetnie rysuje.
  • chcę, by kiedyś ilustrowała moje opowiadania :]

Narmo

narmoNa kogoś musiał trafić ten opis, bo przecież wszyscy wiedzą, że to co jest napisane w tym artykule, zostało wymyślone i rozlosowane miedzy re­dak­to­rów. Ale do rzeczy… Marcin to pożeracz serc niewieścich: najpierw olśniewa erudycją, potem spożywa serducho, a na koniec opisuje wszystko w swoich wierszach. Oprócz klecenia rymów komponuje, pisze prozę i bawi się fotogra­fią. Do kompletu brakuje mu tylko malowania, choć podobno razem z Equinoxem planują namalować tęczę. Namalować albo wyhaftować, różnica niewielka…

Co ludzie powiedzą:

  • to ten od poezji, nie?
  • Kolejna z osób, która drastycznie zmieniła image. Jakiś czas temu Narmo wyglądał jak nietypowy, ale jednak – bywalec siłowni. Później jego „look: skierował się w stronę poety romantycznego – mogliby iść w zawody z Jarlem za jego najlepszych czasów 😉
  • na fotce wygląda jak Frodo…
  • poeta, którego teksty czytam tylko z braku zajęcia. Nie trawię poezji i jak do tej pory znalazłem tylko jeden wiersz, który naprawdę wywołał u mnie jakąś reakcję. W pozostałych przypadkach uważam wiersze za grafomanię 😉
  • poeta. Wiedział, co to jest amfibrach, i znacznie lepiej się zna na poetyce. ;P
  • Jeden z re­dak­to­rów, którzy są bardzo profesjonalni w tym co robią. Od niego o sprawach językowych dowiedziałem się więcej niż przez 12 lat szkoły.

Olek

olekMoże to dziwne, ale Olek (dawniej olek-olek) ma na imię Olek. Miłośnik fantastyki i erpegów od czasów młodości, na starość nie zatracił tej fascynacji. Zawsze trochę na uboczu TRPG, mimo upływu czasu cały czas tam obecny. Obecnie stu­dent pedagogiki w mieście podwyższonego rydzyka, zadeklarowany ateista.

Co ludzie powiedzą:

  • nigdy nie zapomnę jego boskiej sygnaturki: „Are you TOLKIEN to me?” ;D
  • dawniej olek-olek. Na trochę rozstał się z Tawerną i to pozwoliło mu się wyleczyć ze schizofrenii 😉
  • ten z Torunia?

Oso

Według mnie, najlepsze zdjęcie, jakie zrobiłem sam sobie.
Według mnie, najlepsze zdjęcie, jakie zrobiłem sam sobie.

Wieść gminna niesie, że Paweł w pewnym momencie stanął przed nie lada dylematem. Czytając największe ziny o fantastyce postanowił spróbować swych sił pisząc dla jednego z nich. Wybrał w swoim przeczuciu ten słabszy (bo łatwiej się do takiego dostać), lecz nie przewidział, że to droga z której się nie wraca. Obecnie studiuje infor­matykę, czyta ksiązki i pisze recenzje. Poza tym nie je, nie pije i nie śpi. A potem straszy w Animal Planet zaczerwienionymi oczami…

Co ludzie powiedzą:

  • recenzent uwielbiany przez korektę 😉
  • Typowy geek, taki młody, a taki zatracony.
  • Bardzo dobry recenzent. Razem z Szelmonem mogliby straszyć ludzi po zmroku w ciemnych uliczkach. Ale całkiem fajny gość.
  • w końcu ktoś doceniający poprawną pisownię.

Pita

pitaJeśli ktoś uważa, że zna się na grach cRPG, to Piotr krótko i nie przebierając w słowach sprowadzi go na ziemię. A trzeba przyznać, że mało jest tak obeznanych z tematem jak on – aż dziw bierze, że magazyny o grach się o niego nie zabijają. Choć debiutował w Tawernie (o czym przypomina niemal na każdym kroku), to ma na koncie publikacje w naprawdę wielu tytułach. Prywatnie bardzo serdeczny typ, stu­dent anglistyki, którego skromność może się równać tylko z zapałem i zaangażowaniem w pracę… Przynajmniej dopóki nie trzeba bawić się w techniczne szczegóły.

Co ludzie powiedzą:

  • konsolowiec; miło mi się kojarzy, bo bardzo lubię kebaby 😉
  • crpgowiec, który chyba też interesuje się m&a (jeśli dobrze pamiętam), więc adnotacja podobna jak w przypadku Danai (zamieniając dziewczynę na chłopaka oczywiście).
  • Bardzo wszechstronny miłośnik gier. Pisze praktycznie do czego się da i wszyscy go doceniają.
  • ogień płonie w jego żyłach, a konsole w głowie
  • gość z zapałem, jeden z tych, o których z pełną odpowiedzialnością można napisać, że jak trzaśnie tekst, to na poziomie.

Pyrtles

Jedenasty numer Tawerny RPG
Jedenasty numer Tawerny RPG

Jeżeli obok tego opisu nie będzie fotki, to potwierdzi się, że wraz z upływem czasu Przemek nic się nie zmienił. Choć we włosach ma już pierwsze siwe nitki i szykuje się do żeniaczki, wciąż robi za trzech i nie ma czasu by pamiętać o wszystkim. Ale tak bywa z wziętymi prawnikami. Kiedyś chciał zrobić konwent w Dąbrowie Górniczej, ale te plany się nieco zdezaktualizowały, gdy przestał pracować w Domu Kultury.

Co ludzie powiedzą:

  • KaCetowiec
  • Pierwszy prawnik w ekipie. Chciałbym mieć siłę pisać tyle i tak dobrze jak on to w swoim czasie robił. Ciągle planuje co by tu jeszcze napisać, ale czasu jakby mniej. Ludzkość go traci – niedługo będzie się żenił.
  • chyba pan prawnik, co nie? Zresztą: nieważne. Ważne jest to, że pisał potwornie długie teksty, od których stawał mózg. Gdyby nie praca i życie prywatne, o erpegach na­pi­sał­by pewnie drugiego Pana Tadeusza czy inną Brittanicę :]

Rallat

rallatGrzegorz jest niezwykle pracowitym człowiekiem, co udowodnił przez długi czas prowadząc Działkę Mistrza Gry. Na swój pierwszy konwent pojechał na drugi koniec Polski, byle tylko przy okazji spotkać kilku tawerniaków. Wakacje zwykł spędzać na Mazurach, zresztą zamiłowanie do wioseł widać na fotogra­fii obok. Ostatnio w dobrym stylu (na czele listy) dostał się na studia medyczne; lekarza w naszej ekipie chyba dotąd nie było.

Co ludzie powiedzą:

  • ksywka zawsze kojarzy mi się ze szczurem…
  • lubi R.E.M. Lubię go. ;P
  • Jakoś tak wypalił się chyba. Ale ciągle aktywny, mam wrażenie, że trzeba go nieco przycisnąć. Prywatnie to wygląda identycznie jak jego postać na okładce 🙂 Nie śmieszy go najlepszy dowcip Stargejtów 🙁
  • nieodmiennie mi się ze szczurem kojarzy ta ksywka.
  • Daje radę. :]
  • mój rówieśnik bodajże ;]

Rathor

Siedemnasty numer Tawerny RPG
Siedemnasty numer Tawerny RPG

W historii TRPG mamy tylko jednego redaktora, który zajmował się Earth Dawnem – to Dawid. Kiedyś napisał, że musi zrobić sobie przerwę i w tym czasie napisał jedyny polski dodatek do ED, lecz obiecał powrócić. Kilka lat później rzeczywiście wrócił, lecz niestety nie podjął się żadnej pracy w ekipie.

Co ludzie powiedzą:

  • ksywka zawsze kojarzy mi się z ‚Rallat’, a przez to ze szczurem…
  • Wrócił po latach i znikł. W sumie nie wiedziałem, czy jest sens go umieszczać na tej liście.

RIP

ripPrzemek to taki Jaś Wędrowniczek – mieszkał w Łomży, studiował na Śląsku, randkował z pannami z Bielska i Krakowa, aż w końcu przeprowadził się do Wrocławia. Krótko mówiąc: kawał Polski zwiedził; mało było redakcyjnych spotkań, na których się nie pojawił. Nie znaczy to jednak, że dobrze orientuje się w terenie: jak szuka czegoś do picia, to zawsze ominie sklep pod nosem i będzie się pół godziny błąkał… W Tawernie robi za pana od brudnej roboty – zarządza listą dyskusyjną i decyduje, kogo zapisać, a kogo nie wpuścić. Kiedyś dawał bany zbyt rozgadanym, ale na starość złagodniał. Albo to my przestaliśmy spamować listę jak najęci…

Co ludzie powiedzą:

  • Cierpliwy. Jakieś 60 lat temu obiecałem mu kratę browarów i nawet się nie upomni. 😉 Ogólnie super gość. 🙂
  • mój ulubiony znajomy płci męskiej i prywatnie chłopak mojej ulubionej znajomej płci żeńskiej 😉
  • alkoholik, alkoholik, stu­dent, alkoholik…
  • Dzięki niemu LD wciąż się jeszcze kręci. Nie widać go w zinie, ale to jeden z tych trybików, bez których TRPG nie mogłaby się kręcić. Niegroźny, chyba, że go zabraknie 🙂
  • wieczny poszukiwacz imprezy
  • z jego zdjęcia „moja uczelnia” z pentagramem wydreptanym w śniegu na wielkim placu do dziś mam bekę :] Ależ to mhroczny typ! 😛

Seth

sethDo Tawerny zawsze ciągnęły dziwne monstra, nic dziwnego, że wśród tej menażerii pojawił się też bóg. Chodzi oczywiście o egipskiego Setha, czyli Krzysztofa. Znalazł on swoje miejsce w KGF-ie, a konkretniej założył kącik Świata Mroku. Poza tym nie wyróżnia się niczym poza sumiennością – nawet gdy nie ma KGF-u, można się spodziewać, że przyśle swoje teksty. Z tego mroku aż zaczął nadużywać najmroczniejszego znaku interpunkcyjnego – wielokropka…

Co ludzie powiedzą:

  • nie, to nie ten od bobrów 😉
  • Najfajniejszy człowiek jakiego kiedykolwiek poznałem! Dziewczyny, mogę was z nim umówić, bo to naprawdę świetny facet! Jaki inteligentny, jaki przystojny, a jaki wygadany! (Mógłbym tak dalej, ale skromność mi nie pozwala ;])
  • dla przyjaciół Suthek, czy jakoś tak. Ma słabość do szablozębych i innych dziwactw ze Świata Mroku.
  • szczerzy kły ale to tylko pozory, zapewnia sporawy ruch w dziale z sesjami i to się liczy.

Sir OsaX

sirosaxWystarczy spojrzeć na zdjęcie i wszystko jasne. Oskar to typowy metal w glanach z długimi włosami, do tego interesujący się japońskimi kres­ków­kami. U nas jednak dał się poznać jako znawca gier cRPG, przez długi czas stojący na czele kącika im poświę­co­nego. Obecnie stu­dent infor­matyki, co pewnie też nikogo za bardzo nie dziwi.

Co ludzie powiedzą:

  • on żyje! gdzieś… chyba… mam go na liście przyjaciół na last.fm 😉
  • Właściwie nie wiem co mogę o nim napisać. Spoko typ, czasami zbyt poważnie do życia pochodzi, ale wtedy go prostuję na GG 🙂
  • zrylec. Tu nawet nie chodzi o to, że go nie lubię. Po prostu jest zryty 🙂

Sir Torpeda

sirtorpedaKrzysztof jest najwolniejszą torpedą jaką widział świat. Spałby najchętniej do południa, a biegał spacerkiem… Aż dziw bierze, że zawsze ze wszystkim zdąża. Bardzo sympatyczny i to­wa­rzyski, w swoim czasie na osiemnaste urodziny zaprosił wszystkich z Re­dak­cji. Pisał artykuły gdzie tylko się dało, a obecnie pracuje jako fotograf w lokalnej gazecie i studiuje po­lo­nis­ty­kę. Posiadacz drugiego z wielkich tawernianych artefaktów – Poroża Torpedy, niestety zaginionego w nie­wia­domych okolicznościach.

Co ludzie powiedzą:

  • fotograf z porożem
  • z urodzenia Żaganianin, z przekonania Zielonogórzanin, a z wyboru Gorzowiak :> Ale poroże zawsze te same 🙂
  • Zdaje się, że odkąd prowadzi własny dział w CDA, ma prenumeratę i nie potrzebuje już, żebym mu skanował jego teksty. 😛
  • Pierwsza osoba, którą poznałem w TRPG. Jakoś zawsze się z nim dobrze dogadywałem.
  • pan fotoreporter. Jak zobaczycie zdjęcia w Newsweekach czy innych Politykach podpisane „Krzysztof Tomicz” to się nie zdziwcie. A Tobie, Torp, życzę tego bardzo serdecznie.

Soulfein

soulfeinPodczas gdy graczy na całym świecie elektryzują gry na najnowocześniejszych silnikach gra­ficznych, z rozbudowana fabułą i wgniatającą w fotel akcją, Rafał gra w Tibię. Trzeba mu jednak oddać, że zna tę grę jak mało kto. Zwykle w swoim kąciku ogłaszał minikonkursy, za które nagradzał artefaktami w świecie gry. Gdy pojawił się na Liście Dyskusyjnej zapałał miłością do stópek Falki. Wiedzieliśmy, ze redaktorom u nas odbija, ale Rafał pobił chyba wszystkie rekordy szybkości.

Co ludzie powiedzą:

  • ma fetysz na punkcie stópek
  • fan stóp Falki ;P Trochę narwany człowiek, ale sympatycznie się z nim gadało. Od dłuższego czasu nie daje oznak życia.
  • Ile razy przypomnę sobie moją przygodę z Tibią, tyle razy jestem pełen podziwu dla tego gościa – Skąd on ma siłę, żeby w to grać?
  • ortogra­ficzny anarchista, brrr

Szelmon

szelmonSzymon mieszka na Wyspach, a w naszym kraju pojawia się okazjonalnie. Odkąd tylko pojawił się na Liście Dyskusyjnej, próbuje się spotkać z jakimiś tawerniakami. Lecz los nie jest dla niego zbyt łaskawy: ostatnim razem, gdy był umówiony na takie spotkanie, skończył z rozbitą głową i szeregiem szwów. Niech nikogo nie zwiedzie ta ponura mina na zdjęciu – to był zwyczajny wypadek, a Szelmon tylko pozuje na groźnego typa. Świeżo upieczony tatuś pracuje jako gra­fik. Wszystkie okładki TRPG przechodzą przez jego ręce.

Co ludzie powiedzą:

  • gra­fik, tatusiek, zbój zza rogu; w skrócie: trzymać się z daleka
  • Co tu gadać, nasz człowiek za kurtyną ;] Jak każdy autor lubi jak się docenia jego prace 😉 Swoją drogą strasznie się leni ostatnimi czasy, ale to raczej przez swoją małą. Może i ona coś narysuje kiedyś Wujkowi Sethowi 😛
  • Sądzi, że jest niezłym gra­fikiem… i zaraża tym innych (choroba rozprzestrzenia się głównie poprzez jego prace) 😉 Co więcej, zrobił sobie własnego backupa.
  • Pierwszy ojciec TRPG, chciałoby się powiedzieć Ojciec Dyrektor TRPG. Świetny gra­fik, spoko gość, ale o dość radykalnym sposobie wyrażania opinii. Na szczęście zgubił swój ulubiony nóż 😉
  • ma w sobie tyle samo spokoju co palacz na beczce z prochem, wystarczy mały błąd i BUM

Vil’Mathien

vilmathienKolejna gra­ficzka w tej drużynie, czyli Katarzyna. Ilustrowała artykuły do Kryształów Czasu, a gdy zabrakło tekstów, oddała się studiowaniu. Odkąd pamiętam organizuje sobie drużynę do grania w RPG, ale jakoś nie bardzo jej to wychodzi. Zresztą nic dziwnego, skoro nawet na CoolKon v.2.0. przybyła jak juz nie było czego sprzątać po tej imprezie. Na szczęście rok później zdążyła ciut wcześniej. Ostatnio skończyła licencjat w jakiejś szkole plastycznej i obnosi się tytułem niedorobionego magistra. Bardzo ciepła i sympatyczna osoba.

Co ludzie powiedzą:

  • ma takie fajne imię, zupełnie jak ja 😉
  • Toczyliśmy regularne boje na emotki na GG, ale odkąd oddałem jej tytuł Emotkowego Króla, przestała dawać znaki życia. Co ta władza robi z człowiekiem 😉
  • ona mi się podoba. W sensie, że ładna jest. I ma coś ciepłego odmalowanego w uśmiechu.

Zieziór

zieziorDr Zieziór jest sławnym tawernianym psychiatrą, który wraz z siostrą Chryzostomą straszył niektórych re­dak­to­rów lewatywą. Potem mu się znikło i słuch o nim zaginął. Oficjalnie Andrzej cały czas jest w redkacji i czyta wiadomości z listy dyskusyjnej, ale mało kto wie, co działo się z nim przez ostatnie parę lat. Nieliczni są świadomi tego, że nasz doktorek odbył wakacyjne szkolenie wojskowe, przez co pozbył się swoich długich, lśniących loczków, na widok których panny mdlały, a panowie czerwienieli z zazdrości. Mały zieziórczy come-back miał miejsce po premierze Wiedź­mina w postaci recenzji tejże gry. Trudno jednak powiedzieć, czy to oznacza oficjalny powrót, czy też był to jednarazowy incydent.

Co ludzie powiedzą:

  • szanowny małżonek, który zajmuje się piątką naszych dzieci. Jego drużyna dokopała mi w Hattricku, więc już nie będę się z nim na sparingi umawiać 😉
  • kto to?
  • Ślimak i samo ZŁO.
    – Ziezióra nie trzeba nikomu przedstawiać. Ciągle się miga od czego tylko może, z TRPG na czele 🙂
  • Człowiek posiadający niezwykły talent do wyprowadzania innych z równowagi. Poza tym, ciut za bardzo lubi mieć rację, a tendencja do wyśmiewania równolegle z argumentowaniem potrafi drażnić. Najbardziej irytujące jest chyba jednak to, iż trudno go nie lubić. ;P
  • Uciekł gdzieś z Chryzostomą i tyle go widziałem. 😉
  • futbolista napaleniec-zapaleniec, gdyby mógł zamieszkałby na boisku piłkarskim. Niby nie pisze, niby się nie udziela, niby go nie ma, a jak wysmażył recenzję „wiedź­mina” to się uśmiechnąłem. Bo ten facet wie, jak pisać. I budzi cholerną sympatię 🙂

Kiedy w Re­dak­cji gaśnie światło…

U nas zawsze panuje miła atmosfera
U nas zawsze panuje miła atmosfera
Każdy chce być jak Che
Każdy chce być jak Che
Polski biały murzyn
Polski biały murzyn
Z głodu do fantastyki
Z głodu do fantastyki
Strategiczny sponsor Tawerny RPG
Strategiczny sponsor Tawerny RPG
A temu co do głowy strzeliło?
A temu co do głowy strzeliło?
A cóż to za mąż w stal zakuty?
A cóż to za mąż w stal zakuty?
Śpiący królewicz w srebrnym powozie
Śpiący królewicz w srebrnym powozie
Nie oddamy Tawerny! Wynocha...
Nie oddamy Tawerny! Wynocha…
Elegancja i szyk, nie tylko od święta
Elegancja i szyk, nie tylko od święta
Tawerniany mafiozo
Tawerniany mafiozo
Bez komentarza…
Bez komentarza…
To nieprawda, że u nas nie ma dziewcząt
To nieprawda, że u nas nie ma dziewcząt
Bohater ostatniej akcji
Bohater ostatniej akcji
Ślimak, ślimak pokaż rogi...
Ślimak, ślimak pokaż rogi…
Atrybuty każdego prawdziwego gra­fika
Atrybuty każdego prawdziwego gra­fika
Jestem... twoim... ojcem... agencie Smith...
Jestem… twoim… ojcem… agencie Smith…
Prędzej czy później każdego to czeka...
Prędzej czy później każdego to czeka…
Kategorie
Działka Mistrza Gry Humor RPG

Magiczne utensylia alchemika Viaggrusa #1

Pewnego słonecznego dnia, kiedy dotarliśmy do miasta kupiectwa – olbrzymiego Get-Warr-Garu, naszą uwagę zwrócił mały, niepozorny sklepik sędziwego alchemika. Viaggrus, bo tak mu było na imię, handlował magicznymi przedmiotami, które zdobył podczas swoich młodzieńczych wojaży. O ich walorach świadczą opisane przez nas przykłady. Kiedyś były one tak słynne, jak obecnie jest znany niebieski specyfik wynaleziony, przez wspomnianego wcześniej, Viaggrusa.

Siodło Katapultacji – Niezwykle trudny do zdobycia przedmiot. Jego zaskakujące moce, ujawniają się wyłącznie w sytuacji bezpośredniego zagrożenia jeźdźca, który je właśnie używa. W takim momencie, wyrzuca konnego w losowo wybranym kierunku, na losową (k10 metrów) odległość. Bardzo przydatne, gdy np. spłoszony koń pędzi na w kierunku urwiska, bagna itp. Oczywiście, zagrożenia mogą być różnego rodzaju, np. gdy przeciwnik zamachnie się na jeźdźca mieczem albo w momencie, gdy spadająca z drzewa szyszka, zmierza w kierunku jego głowy. O szczególnych przypadkach decyduje MG (np. w razie ataku komara albo otoczenia wojaka przez pieszych wrogów). Raz dziennie, na życzenie właściciela, może pomóc mu w pokonaniu przeszkody terenowej np. w postaci muru zdobywanej twierdzy. Wyrzuca go wtedy na wysokość k10 metrów (w razie wyrzucenia na kości, wartości mniejszej niż wysokość przeszkody, decyduje MG).

Ciżemki Rozpusty – Wełniane bambosze w różnokolorowe wzorki, które powodują, że każdy, spoglądający w stronę właściciela, nie może powstrzymać ogarniającego pożądania. Jeżeli nie odeprze ów pożądania (Odporność nr 2), rzuca się na właściciela i zaczyna go rozbierać. Jako ostatnie, zawsze zdejmuje ciżemki, a wtedy cały urok pryska. Odzież, która została wykorzystana, nie nadaje się więcej do noszenia. Wyjątkiem są kolorowe bambosze.

Sedes Izolacji – Praktycznie nierozpoznawalna gołym okiem drewniana deska klozetowa, która siedzącemu na niej, zapewnia pełnię bezpieczeństwa (Uwaga! Konieczny kontakt GOŁEJ skóry z powierzchnią przedmiotu!). Tworzy wokół postaci niewidzialną otoczkę izolacji, przez którą nic nie może przedostać się do środka (dotyczy zarówno czarów, strzał, bełtów, jak i ataków bronią ręczną). Ponadto, absolutnie nic nie może wydostać się na zewnątrz izolacji. Często podkładany przez dowcipnisiów w szaletach karczemnych i w miejskich łaźniach. Wszelkie nieczystości, wewnątrz sfery ochronnej, spływają w najniżej położone miejsce, najczęściej do butów.

Szpadel Chyżości – Bardzo mocno poszukiwany artefakt. Do jego właściwości należy wzrost wartości współczynnika biegłości w posługiwaniu się bronią dwuręczną aż 10 razy. Jednak, aby zawarta w nim magia zadziałała, musi być trzymany w jednej ręce albo zawieszony na szyi. Ten drugi warunek czyni go całkowicie nieprzydatnym dla ras niskich (niziołki, gnomy i krasnoludy).

Kociołek Wieczności – Jak głosi legenda, twór ten wykonali bogowie w darze dla jednego z ich rycerzy i pierwotnie, miał być rycerskim hełmem garnczkowym. Niestety, nie wyszedł im, gdyż jego wykonawcy zapomnieli o otworze wizyjnym. Według innych podań, hełm stał się taki, jaki jest w wyniku spotkania z innym, wykonanym przez bogów artefaktem – Młotem Sklepania.

Stempel Pożądania – Z wyglądu przypomina zwykły stempel do podpierania stropów w kopalni, jednak w istocie jest niezwykle cennym wytworem. Jego magia, ujawnia się w momencie wypowiedzenia magicznego hasła: Krasnoludzka robota. Wtedy to, zaczyna rozbłyskiwać niezwykle kuszącą poświatą złota i mitrilu, co powoduje, że każdy znajdujący się w promieniu 100 metrów, czuje w sobie nieodpartą chęć (bez rzutów obronnych) odniesienia go w miejsce, w którym da się go spieniężyć.

Łańcuszek Szczęścia – Pozornie jest to zwykły ołowiany łańcuszek noszony najczęściej na szyi. Zaletą tego przedmiotu jest to, że noszącemu go przynosi on szczęście (+/-10% do każdego rzutu). Jednak za każdorazowe wykorzystanie, przybywa w nim 10 ogniw, powodując że staje się coraz cięższy i dłuższy. Po kilkunastu takich użyciach (decyduje MG), zaczyna skutecznie przeszkadzać w czynnościach, wymagających większej finezji i w pływaniu. Jeszcze później powoduje, że postać plącze się w nim i nie może poruszać. Łańcuszka szczęścia nie można zdjąć. Jedyną szansą pozbycia się go, jest wykonanie 10 podobnych łańcuszków i podarowania ich 10 innym osobom, które MUSZĄ nałożyć je na szyję. Dopiero wtedy nasz łańcuch rozsypuje się w proch.

Oryginalna Zbroja Chaosu – Niezwykle piękna, błękitna zbroja płytowa z trzema mitrilowymi paskami na naramiennikach. Noszący ją dostaje +50 do Charyzmy i do Prezencji oraz dwukrotnie zwiększa swoje umiejętności w posługiwaniu się bronią improwizowaną. Dodatkowo do zbroi, dołączony jest hełm, który automatycznie żeluje włosy noszącego. Niestety, Mądrość i Inteligencja osoby, która włoży tę zbroję, zmniejszają się do 30 punktów.

Elfie Rękawice Łucznictwa – przepięknie haftowane, kolorowe, i co najważniejsze, ciepłe rękawice, które dzięki swojemu wykonaniu, ułatwiają dwukrotnie posługiwaniem się wszelkiej maści łukami. Sekret ich wyrobu i zawartej w nich magii, który przekazywany jest z pokolenia na pokolenie, leży podobno w dwóch palcach, jakie posiada każda para…

Nocnik Pokusy – jest bardzo silny, powodujący, że wszyscy, którzy na niego spojrzą (i nie wykonają udanego rzutu na Sugestię – Odporność nr 2), po prostu nie mogą się powstrzymać i muszą z niego skorzystać. Niestety, jest on silnie uzależniający – każde skuteczne użycie, powoduje, że następnym razem, rzut obronny rzutuje na wartość odporności zmniejszoną o 10 (wartości kumulują się).


Autorzy: BAZYL i Suriel

Kategorie
Filmy

Prometeusz – recenzja filmu

7427431.3

Epyon: Nie jestem ortodoksyjnym fanem Obcego. Lubię pierwsze dwa filmy z serii, ale zdecydowanie daleko mi do ślepego zauroczenia. Na seans Prometeusza szedłem więc bez większych oczekiwań, chcąc w razie czego mile się zaskoczyć, aniżeli boleśnie rozczarować. Jak się potem okazało, całkiem słusznie to sobie założyłem.

Danai: Ja z kolei jestem zupełną świeżynką, jeżeli idzie o spotkania z filmowym AlienemPrometeusz był moim pierwszym filmem o Obcym, ale podobnie jak Epyon, idąc na seans, nie miałam skonkretyzowanych oczekiwań. Jestem odbiorcą wysoce niewybrednym – nie musi być innowacyjnie, ale musi być interesująco opowiedziane, drobne braki logiki mnie nie rażą, jeżeli tylko narracja jest w stanie je uciągnąć, efekty specjalne mnie cieszą i nie narzekam. Trzeba wiele, żeby film przyprawił mnie o łapanie się za głowę i irytację na głupotę bohaterów. Prometeuszowi się to udało – ale o tym za chwilę.

Epyon: Zasadniczo Prometeusza można podzielić na dwie części – całkiem przyjemny w odbiorze, interesujący początek oraz chaotyczną resztę. Już od pierwszych minut film przykuwa uwagę świetnymi zdjęciami, scenografiami, kostiumami czy efektami specjalnymi. Warstwa techniczna zresztą trzyma poziom przez cały seans. Podobnie jak gra aktorska Michaela Fassbendera i Charlize Theron, najbardziej wyrazistych i sensownie poprowadzonych postaci. Nieco gorzej wypada Noomi Rapace, ale większą winę ponosi za to scenariusz, niż sama aktorka. Dobrze prezentuje się także Idris Elba jako kapitan Janek, pojawiając się w kilku charakterystycznych momentach.

Całe pierwsze pozytywne wrażenie upada jednak po przybyciu ekspedycji na księżyc LV-223. Od tego momentu film zjeżdża tyłkiem po równi pochyłej pełnej wystających gwoździ, by na końcu wylądować w wannie pełnej wody utlenionej. I choć cała ekipa daje z siebie wszystko, by Prometeusza uratować, to niestety kolejne braki logiki skutecznie temu przeciwdziałają.

407742_1.1Danai: Kiedy średnio kompetentny filolog załamuje ręce nad procedurami bezpieczeństwa na bardzo drogiej, długo planowanej naukowej wyprawie badawczej, to jest bardzo, bardzo źle… Dlaczego banda badaczy po dwuletniej podróży zachowuje się, jakby przyjechała na piknik i musiała po tygodniu wracać do domu, zapominając o podstawowych zasadach? Dlaczego naukowiec, który znajduje się na obcej planecie, w siedlisku obcej cywilizacji, nie zbadawszy powietrza na obecność mikroorganizmów, zzuwa radośnie hełm, żeby pozachwycać się atmosferą? Dlaczego biolog próbuje zaprzyjaźnić się z nieznaną formą życia, wiedząc że poprzednich mieszkańców coś wymordowało? Dlaczego roztopione kwasem tworzywo hełmu zmienia geologa w bezmózgie, drapieżne zombie, którego nie da się zabić, a które magicznie przenosi się tuż pod statek? Dlaczego głupiutka, wierząca w jednorożce dziewczyna, nagle zmienia się w twardą, zimną sukę, zdolną biec sprintem po tym, jak przed chwilą przeprowadziła na sobie samej cesarkę? Dlaczego obca forma życia (wycięta z ciała człowieka za pomocą rzeczonej cesarki) zamknięta w kapsule medycznej nagle rozrasta się do rozmiarów gigantycznych, nie mając żadnego źródła pożywienia? I dlaczego wygląda jak połączenie ośmiornicy z ogromną vagina dentata? Na te i inne pytania nie mam logicznego wytłumaczenia. Podsumowując jednym zdaniem, Prometeusz byłby filmem świetnym, gdyby nie był filmem o głupich ludziach.

Epyon: W gruncie rzeczy Danai przedstawiła wszystkie najważniejsze problemy filmu Ridley’a Scotta, które sprowadzają się do bardzo nielogicznego i sprawiającego wrażenie poskładanego z kilku części scenariusza. Prometeusz na pewno ma wiele zalet, ale część z nich wyraźnie blednie w konfrontacji z głupotami napisanymi przez Jona Spaihtsa i Damona Lindelofa. Nie przeszkadza to jednak, by wyjść z kina z dobrym wrażeniem. Mając na uwadze to, że Prometeusz został fabularnie spłycony do hollywoodzkiego przeboju na lato, to i tak wyróżnia się pozytywnie na tle pozostałych propozycji rodem z Los Angeles.

Tytuł: Prometeusz [Prometheus]
Reżyseria: Ridley Scott
Scenariusz: Jon Spaihts, Damon Lindelof
Obsada: Noomi Rapace, Michael Fassbender, Charlize Theron, Idris Elba, Guy Pearce, Logan Marshall-Green, Sean Harris, Rafe Spall, Emun Elliott, Benedict Wong
Rok: 2012
Czas: 124 minuty
Ocena: 4-

Autorzy: Epyon i Danai

Kategorie
Humor RPG

Zaklęcia czarownika Conkursussa

Oto wybrane propozycje czarów uczestników jednego z naszych konkursów.

Euro-demon

Opis działania czaru: Objęci nim piłkarze dostają specjalne zdolności kung-fu, pozwalające im wygrać każdy mecz. Działa przez 3 godziny, od zakończenia ceremonii.

Warunki niezbędne do rzucenia czaru: 11 śmiałków i tyleż szklanek, 10 litrów wódki, 10 piw, 3 piłki biedronki (do treningu), drewniany stół – może być marmurowy ołtarz.

Sposób rzucania czaru: Mag zbiera w magicznym kręgu 11 osobników, którzy mają być poddani zaklęciu. Deklamuje magiczne formuły, rozlewając do szklanek wymieszane magiczne składniki. W odpowiednim czasie mikstura zostaje wypita (ważne by czynność powtórzyć 3 razy). Po drugiej kolejce wokół uczestników ceremonii zaczynają latać zawezwane przez maga demony, które udzielają części swojej mocy graczom.

Ograniczenia czaru: Nie działa na Rosjan i reprezentację Polski.

Kreacja bobrołaka

Opis działania czaru: Czar przeistacza zwykłego, wcinającego drewno bobra w krwiożerczą i niebezpieczną bestię.

Warunki niezbędne do rzucenia czaru: Potrzeba:

  • bobra,
  • czarownika urodzonego w zimie,
  • dwa wiadra trocin (brzozowe, ale mogą być i z dębu bądź buka, jeśli zależy nam na większej wytrzymałości bobrołaka kosztem szybkości i zwinności),
  • słoika miodu,
  • soli,
  • szklanki piwa (ciemnego),
  • co najmniej 3 śliwek węgierek, pochodzących z drzewa zasadzonego w innej strefie czasowej niż urodził się bóbr,
  • bliżej nieokreślonej liczby pomocników.

Sposób rzucania czaru: Najpierw należy zamarynować śliwki w mieszaninie piwa i soli, powinno to trwać 4 dni. Podczas czarowania mag powinien być ubrany na niebiesko. Następnie należy zlokalizować bobra. Kiedy mamy już bobra, należy go złapać, wysmarować miodem i wytarzać w trocinach, najlepiej niech to zrobią pomocnicy (nie żeby mag nie mógł, ale z obsypanymi trocinami dłońmi wyglądałby niepoważnie). Następnie czarodziej powinien rzucać w bobra zamarynowanymi śliwkami. Po pierwszym trafieniu musi wywrzeszczeć jak najbardziej wymyślne przekleństwo w kierunku bobra. Po drugim – przekląć jego matkę bobrzycę (w trakcie zgromadzeni dookoła pomocnicy również mogą przeklinać bobra). Przy trzecim trafieniu mag musi wykrzyczeć imię osoby na którą bóbr ma polować, po czym natychmiast zedrzeć z siebie niebieską szatę.

Wtedy powinna nastąpić przemiana – bóbr przemieni się w bobrołaka i ruszy natychmiast na łowy – polować będzie na ową konkretną osobę, przeciw której został wywołany. Jest bardzo trudny do zabicia, nie czuje zmęczenia ani głodu. Po zabiciu wyznaczonej osoby, przemienia się z powrotem w najzwyklejszego sympatycznego bobra.

Ograniczenia czaru:

  • jednego bobrołaka można nasłać tylko na jedną osobę,
  • imię osoby przeznaczonej do zagryzienia musi być wykrzyczane głośno i wyraźnie,
  • działa tylko na samce,
  • działa tylko w środy i soboty,
  • w około 23% przypadków czar się nie udaje i bóbr zabija maga. Nie wiadomo dokładnie czemu, badacze winią za to zły dobór trocin.

Ostatnia partia Bogów (The Last Game of Gods)

Opis działania czaru: Wszyscy (osoby żywe, nieumarli, konstrukty i przedmioty ożywione), w obrębie działania czaru (miejsce epickiego starcia, pojedynku), regenerują swoje obrażenia, odnawiają swoje czary oraz zdolności klasowe/rasowe, jednakże tracą wszelkie bonusy, jakie zapewniała im magia, np. (premie do morale, szczęścia itp.). Czar ten działa tylko do czasu rozstrzygnięcia starcia, pojedynku.

Warunki niezbędne do rzucenia czaru: Czar można rzucić jedynie podczas epickiego starcia, walki lub pojedynku. Tę sytuację określa Los (Mistrz Gry, Admin, etc.) Rzucający ten czar musi zostać wcześniej ranny oraz poświęcić najcenniejszy dla niego przedmiot (niekoniecznie chodzi o wartość w walucie).

Sposób rzucania czaru: Rzucający ten czar nacina swoją rękę tak, by krwawiła, następnie, wypowiadając słowa zaklęcia, polewa krwią najcenniejszy dla siebie przedmiot i rzuca go na ziemię.

Ograniczenia działania czaru: Czar można rzucić tylko i wyłącznie podczas epickiego starcia, pojedynku, podczas gdy rzucający czar jest ranny. Czar nie wskrzesza poległych. Można rzucić tylko jeden raz podczas jednego starcia.

Parkowanie tyłem

Opis działania czaru: Magiczna siła przejmuje kontrolę nad pojazdem i bezproblemowo zajmuje miejsce parkingowe.

Wymagania do rzucenia czaru: bycie blondynką, ewentualnie brunetką. Wiadomo, że mężczyzna nie potrzebuje uciekania się do magicznych sztuczek przy takich prostych rzeczach.

Sposób rzucania czaru: Błędny – oglądanie się w lusterku, pudrowanie nosa, poprawianie włosów, rozglądanie się za najbliższym facetem. Prawidłowy – skupienie się na miejscu parkingowym oraz wypowiedzenie sekwencji W takich chwilach chciałabym być mężczyzną.

Skutek rzucenia czaru: Samochód bezpiecznie wjeżdża na miejsce parkingowe bez strat w lakierze.

Dodatkowe informacje: Cooldown – 12h, czas castowania – 3 sekundy.

Czyste szaty

Opis działania czaru: To nowoczesne zaklęcie w magiczny sposób pozwoli mieć czyste szaty, wyglądające jak nowe!

Warunki niezbędne do rzucenia czaru: Aby rzucić zaklęcie, musimy zgromadzić następujące przedmioty: magiczny pył, zwany w niektórych kręgach proszkiem do prania, tajemniczą skrzynkę z okrągłym okienkiem w środku, źródło wody, źródło energii.

Sposób rzucania czaru: Układamy brudne odzienie w środku skrzyni, do małej wysuwanej szufladki wsypujemy magiczny pył, zamykamy ją, zamykamy okienko, dostarczamy wody i energii. Mówimy podniosłym tonem: Witaj proszku do prania, wypierz moje ubrania.

Ograniczenia czaru: Zaklęcie działa tylko przy spełnieniu podanych wyżej warunków. Nie należy rzucać tego zaklęcia podczas burzy.

Ochrona przed krwiożerczymi potworami

Opis działania czaru: To współczesne zaklęcie pozwala czarownikowi chronić siebie i swoich bliskich przed atakiem nienasyconych, krwiożerczych, bzykających potworów.

Warunki niezbędne do rzucenia czaru: Czarodziejska moc i magiczny spray.

Sposób rzucania czaru: Czarownik staje na środku polany (istnieje także wersja domowa) i wypowiada zaklęcie:

Z całej mocy mi dziś danej,
I aerozolem zwanej.
Tępię wszystkie komarzyce,
Robacznice oraz mszyce.
Byście z dala się trzymały,
Spokój temu ciału dały!

Następnie zamaszystymi ruchami spryskuje swoje ciało magicznymi sprayem.

Ograniczenia czaru: Zaklęcie działa od 2 do 3 godzin w zależności od intensywności ataku krwiożerczych stworzeń i stopnia ich nienasycenia.

Zniechęcenie rodzeństwa do korzystania z komputera

Opis działania czaru: Zaklęcie gwarantuje czarownikowi nieograniczony dostęp do komputera.

Warunki niezbędne do rzucenia czaru: Posiadanie przez czarownika grubego, wypchanego dolarami, frankami szwajcarskimi, ewentualnie polskimi złotymi, portfela.

Sposób rzucania czaru: Czarownik sięga do portfela, wyciąga banknoty, a następnie kieruje je w stronę rodzeństwa.

Ograniczenia czaru: Czar trwa dopóki kasa, zarówno czarownika jak i rodzeństwa, się nie skończy.

Aktywizacja fujarkowa

Opis działania czaru: przekwalifikowanie wiecznego polityka, pozbawiając go przyjemności opowiadania dyrdymałów, które w żaden sposób nie mogą być przetworzone na język bliski i zrozumiały dla obywatela.

Warunki niezbędne do rzucenia czaru: Posiadanie przez czarownika wiejskiej fujarki, wystruganej tuż po porannej modlitwie.

Sposób rzucania czaru: zrelaksowany czarownik, wyzwolony z resztek narcyzmu, kropi brutalnie Brutalem ciało i w rytmie radosnych pląsów (nadal kropi), zaczepia usta o ustnik małej fujarki i gra…

Ograniczenia czaru: żaden szanujący się czarownik nie zagwarantuje, iż czar odniesie zamierzony skutek i miejsce polityki w umyśle czarowanego wypełni chęć bycia pastuszkiem, marsz ku robótkom ręcznym czy rzeźbiarstwu. Zawsze istnieje ryzyko, że znajdzie się oporny na wiedzę oraz czynności magiczne i co najwyżej może zostać największą fujarą.

Wygrywanie konkursów w Tawernie RPG

Opis działania czaru: to antyczne zaklęcie pozwala czarownikowi wygrywać wszystkie konkursy organizowane przez Tawernę RPG.

Warunki niezbędne do rzucenia czaru: czarownik musi posiadać własny adres e-mail i połączenie z Internetem.

Sposób rzucania czaru: rzucający unosi dłonie tuż nad powierzchnię klawiatury i, szybko opuszczając wybrane palce na odpowiednie klawisze, mamrocze zaklęcie.

Ograniczenia czaru: zaklęcie działa tylko w czasie trwania konkursów i jeden czarownik może je rzucić tylko raz w tym okresie. Niestety, kapryśni mroczni bogowie zawsze mogą odwrócić się od rzucającego i sprawić, że nawet poprawnie rzucone zaklęcie nie zagwarantuje sukcesu w losowaniu nagród.

Autorzy: Etherard de Godwin, Michał, Grzegorz, Damian, Adrianna, Joanna, Barbara, Renata, BAZYL

Kategorie
Literatura

Nes, zapis przygód pilota – recenzja książki

nes-zapis-przygod-pilota-b-iext6314820

Strider: Dawno, dawno już nie widziałem naprawdę dobrego zbioru opowiadań s-f dla tzw. młodszej młodzieży. W sumie to dość dziwne, bo sam w dzieciństwie na brak takowej literatury nie narzekałem. Zabrakło nam najwyraźniej ostatnimi czasy nowych Lemów – w sumie szkoda, bo zawsze przyjemnie jest sięgnąć po coś lżejszego i przypomnieć sobie, jak to jest mieć lat kilka lub kilkanaście. Toteż, gdy tylko dotarł do mnie recenzencki egzemplarz Nesa…, wykrzyknąłem tylko: Nareszcie nowy Pirx! i z dziecięcą radością zanurzyłem się w lekturze. Szkoda, że po kilkudziesięciu stronach mój stosunek do książki zaczęła cechować daleko posunięta rezerwa, a po przeczytaniu całości miałem naprawdę mieszane uczucia. Nie chcąc skrzywdzić Nesa… niesprawiedliwą oceną, postanowiłem zaprząc do roboty kolegę i recenzję napisać do spółki z nim…

Evilmg: Muszę przyznać, że propozycją wspólnego pisania recenzji byłem zaskoczony zwłaszcza, że kolega najwyraźniej oczekuje, że to ja będę dobrym gliną w tym duecie… Nes, zapis przygód pilota to zbiór opowiadań niby dla młodzieży, ale… No właśnie – pamiętacie co czytaliście w wieku, powiedzmy, czternastu lat? Starsi pewnie jeszcze sięgali po wszelkie Tomki pana Szklarskiego, część pamięta zapewne Pana Samochodzika autorów wielu (choćby Nienackiego i Pilipiuka), inni gustowali w komiksach (Thorgal, Asterix, Smurfy). Jeszcze inni z rozrzewnieniem wspominają kapitana Nemo z powieści Verne’a, Strider zaś zaczytywał się mongolskim wydaniem Silmarillionu. Wszystkie przytoczone utwory oddziaływały swego czasu mocno na wyobraźnię, bawiły, jednocześnie jednak ucząc, kształtowały w jakimś stopniu kręgosłup moralny młodego człowieka. Jeśli tak na to patrzeć, to gimnazjalista wychowany na książce Kwiatkowskiego, będzie moralnym Efialtesem z ostatniej ekranizacji 300

Strider: Wcale nie miałem zamiaru uczynić Cię dobrym gliną – chciałem po prostu się zorientować czy ktoś jeszcze, znający się na fantastyce, ocenia najnowsze dzieło pana Kwiatkowskiego równie nisko jak ja.

Co do reszty: muszę się niestety z Tobą zgodzić. Po kilkudziesięciu stronach z rozrzewnieniem zacząłem wspominać czytane w dzieciństwie książki – mimo naprawdę dobrych chęci, nie potrafiłem postawić Nesa… na równi z nimi. Podobno książka adresowana jest do osób w wieku 12-16 lat. Jeśli tak jest w istocie, to naprawdę źle zaczyna się z polską literaturą młodzieżową dziać – odnoszę niemiłe wrażenie, że jeżeli książka Kwiatkowskiego miałaby być reprezentatywna dla całego rynku, to powinno się zacząć bić na alarm. Mogłoby się przypadkiem okazać, że od czasów Niziurskiego i Pana Samochodzika nic wartościowego na polskim rynku nie powstało… I to jest opinia dotycząca tylko dolnego progu wiekowego odbiorców; adresowania Nesa… do 16-latków komentować nie będę: choć nie mam zamiaru zabraniać im jego lektury (sam przecież takie książki czytam!), to uważam, że przeciętny licealista powinien czytać już coś na zdecydowanie wyższym poziomie.

Evilmg: Zdecydowanie wyższy poziom to w zasadzie poziom opowiadań ze starej gazetki Już Czytam. Jeśli ktoś zastanawia się jakie teksty powinien czytać licealista czy gimnazjalista, to za całkiem niezły punkt odniesienia mogą posłużyć lektury szkolne. W tym wieku dzieciak raczej nie powinien czytać książek o niczym, pisanych czcionką szesnastką. Czytając Nesa, zapis przygód pilota zastanawiałem się czy autor sam wiedział dla jakiej grupy docelowej pisze; toż to za głupie dla gimnazjalistów, a treść nieodpowiednia dla szkoły podstawowej. Już sama oprawa książki budzi wątpliwości: kolorowa okładka, wielkie litery, ilustracja na odwrocie przedstawiająca panią w sukni, która w sumie niewiele zakrywa, za to sporo podkreśla.

Strider: Racja. Pomijając już kwestie ilustracji (które, moim zdaniem, w większości trzymają nawet niezły poziom; są może nieco kanciaste i dość specyficzne, ale na tle całości wypadają naprawdę dobrze), treść książki daleko odbiega od tego, co troskliwi psychologowie zalecaliby jako lekturę dla dzieci w wieku lat kilkunastu. Przykład pierwszy z brzegu – w Nesie… miały się pojawiać, jak się dowiedziałem, delikatne aluzje do erotyki. Delikatne, czyli bez seksu, z zaakcentowaniem jedynie pewnych zachowań. Wyszło to, oględnie mówiąc, dość blado – z punktu widzenia 11 czy 12-latka, główny bohater bezczelnie gapiący się w biust rozmówczyni nie jest wcale aż tak delikatną aluzją… Ja wiem, że dzieci dojrzewają teraz podobno znacznie szybciej niż dawniej, mają też łatwy dostęp do gier czy filmów o tematyce… różnej, ale niech nie uprawnia nas to do niezwracania zupełnie na to uwagi… Z drugiej strony, patrząc z perspektywy gimnazjalisty, takie zachowanie głównego bohatera, to w sumie żadna aluzja do erotyki. Gdyby autor tylko skupił się na pisaniu dla jednej grupy wiekowej, moglibyśmy mieć całkiem niezłą książkę…

Evilmg: Tu się zgadzam, śmieszne aluzje do erotyki nie pasują ni w kij, ni w oko. Jedenastolatek pewnie nie zwróci na to większej uwagi, a szesnastolatek już nie takie rzeczy widział. Sama treść też budzi wątpliwości… Mamy pilota imieniem Nes, który jest oszustem, hazardzistą, kobieciarzem i jak sam twierdzi abstynencja mu nie grozi. Mimo wyroków pozwala mu się na opiekę nad dziećmi na obozach wakacyjnych. Lokalne odpowiedniki policji i służb specjalnych, zamiast go zwinąć za któreś z licznych przestępstw, proszą go o pomoc. Ideał! Wzór do naśladowania dla młodego człowieka! Wszystko to zostało przyprawione szczątkowymi wątkami fabularnymi, które sprawiają, że Nienacki przewraca się w grobie.

Strider: Cóż, jakby nie patrzeć, to jedna z bardziej rozpoznawalnych postaci z uniwersum Gwiezdnych wojen (było, nie było, też w sumie stworzonego dla podobnego przedziału wiekowego) – Han Solo, niewiele się od Nesa różni: przemytnik, kobieciarz, oszust, dawniej również pracujący dla Imperium… Na to bym jednak przymknął oko. Nie mogę jednak nie zwracać uwagi na to, że fabuła opowiadań jest… No, jest. Tyle mogę napisać ze sporą dozą prawdopodobieństwa. Czytając Nesa… nie odnosiłeś czasami wrażenia, że dostałeś niby pełną wersję książki, ale przed samą publikacją ktoś powycinał z niej fragmenty i będzie próbował później sprzedać jako, tak dziś popularne w grach komputerowych, DLC? Bo ja czułem się często albo zbyt głupim na zrozumienie niektórych dialogów i szczątkowych opisów fabularnych, albo bezczelnie okradzionym ze sporych fragmentów tekstu…

Evilmg: Ba! Jeśli chcesz porównać Nesa do Hana Solo, to musisz zdawać sobie sprawę z tego, że Solo miał klasę. Przemytnik z Gwiezdnych wojen trzymał poziom, a Nes? Nes raz jest złodziejem-hipokrytą a w innym opowiadaniu to człowiek do rany przyłóż – nawet mu przez myśl nie przejdzie, żeby wyciągnąć jakieś korzyści dla siebie… Po tylu narzekaniach pewnie wyobrażenie na temat książki Kwiatkowskiego jest bliskie totalnej katastrofy, ale byłoby to pewną niesprawiedliwością. Autorowi trzeba oddać, że dość sprawnie operuje piórem. Opowiadania czyta się całkiem nieźle i gdyby nie to, że fabuła jest jaka jest, to dzieło Kwiatkowskiego byłoby kolejną niewyróżniającą się pozycją dla młodszego czytelnika.

Strider: No tak, Ford faktycznie uczynił Hana Solo postacią z klasą, co ani trochę nie udało się Kwiatkowskiemu z głównym bohaterem. Już lepiej prezentuje się komputer pokładowy Nesa – może to ZX-a trzeba było zrobić postacią pierwszoplanową? Ironiczny, z charakterem, często odcinający się swojemu właścicielowi, wpraszający się wszędzie bez pytania (a raczej włamujący się) – takiego cybernetycznego bohatera nie kojarzę z żadnych książek. W literaturze pojawiłoby się coś świeżego. Kino ma swojego KIT-a z Nieustraszonego, a książki?… Szkoda, że ZX pojawia się tak rzadko…

Ale biorąc Nesa… całościowo, faktycznie muszę przyznać, że opowiadania czyta się całkiem nieźle. Szkoda tylko, że jest tak dopiero wtedy, gdy przymknie się oko na wszystko to, co powytykaliśmy do tej pory – gdy pominiemy to, że brak jest dostosowania treści do wieku odbiorców, wypowiedzi narratora można w każdym z opowiadań policzyć na palcach jednej ręki (autor usilnie starał się przerobić swoją książkę na formę komiksu), a same opowiadania kończą się często dość nijako – ot, Nes zrobił co miał zrobić i koniec, brak rozwiązania akcji (co najmniej raz przegapiłem koniec opowiadania!).

Skoro już się wyzłośliwiam, to dorzucę jeszcze jedno: wspomniałem, że autor starał się napisać książkę w formie komiksu. Efektem końcowym jest naprawdę duża liczba ilustracji, które najwyraźniej zastępować mają opisy wyglądu postaci – zupełnie to do mnie nie przemówiło. Ilustracje są niezłe, ale absolutnie nie zastąpią one zupełnego braku literackiego opisu. Komiksowa stylizacja nie może również usprawiedliwiać tego, że wypowiedzi narratora pojawiają się tak rzadko i niespodziewanie, że często czytelnik gubi się w fabule – stworzenie akcji przy użyciu niemal samych dialogów jest wyczynem karkołomnym i niewielu znam pisarzy, którzy podjęliby się tego z satysfakcjonującym efektem. Kwiatkowski do nich niestety nie należy…

Jak dla mnie, Nes, zapis przygód pilota nie zasługuje na więcej niż jakieś 2+. 2 byłaby oceną, moim zdaniem, odrobinę zaniżoną.

Evilmg: Wiesz, gdyby te wypowiedzi narratora były jakoś sensownie wkomponowane, ale gdzie tam! Akcja się toczy, a narrator potrafi rozprawiać o dupie Maryni. Kolejną bolączką jest to, że Kwiatkowski dzieli tekst zupełnie bez sensu. Pomijam już rozdziały długie na trzy, może cztery strony plus ilustracja, ale te rozdziały są często dzielone na akapity które nie są połączone żadnym logicznym ciągiem i dopiero w połowie akapitu człowiek dowiaduje się, co właściwie stało się między wierszami. Jeśli chodzi o niespodziewane zakończenia opowiadań to ja się na tym naciąłem, bo dopiero po przeczytaniu Diamentowego Tunelu (pierwsze opowiadanie w zbiorku) i kilku stron Niebezpiecznej misji zorientowałem się, że jest to zbiór opowiadań. Wszystko przez te dziwne zakończenia i to, że autor dzieli tekst w dość kontrowersyjny sposób. Wszystko to sprawia, że mimo najlepszych chęci nie mogę wystawić Nesowi… oceny wyższej niż 2.

Strider: No tak, nie wspomniałem o tym, ale ja jakimś cudem też początkowo nie zauważyłem, że to opowiadania – niby poszczególne historie mają swoje tytuły i są podzielone na rozdziały, ale gdy czytamy całość, do świadomości czytelnika nie dociera, że to może być już koniec, a akcja może zostać zakończona w tak nijaki sposób… Dla porównania – identycznie rozwiązano kwestię podziału chociażby w słynnej Fundacji Asimova, która również była w praktyce zbiorem opowiadań, a jeśli chodzi o ogólną kompozycję utworu, to Nesa… zostawia lata świetlne za sobą. I żadnym usprawiedliwieniem nie jest dla mnie fakt, że Fundacja jest adresowana do innej grupy wiekowej – do dzieci należy mówić tak jak do dorosłych, tylko inteligentniej, jak rzekł kiedyś pewien mądry człowiek.

Przychodzi wreszcie pora na zakończenie recenzji i najtrudniejszą decyzję – wystawienie oceny końcowej. Jako, że zdania co do niej są dość podzielone, zdecydowałem się na umieszczenie obu wersji. Bardziej zainteresowani książką, powinni wyciągnąć jednak więcej konkretów z naszego kilkustronicowego wyzłośliwiania się nad Nesem… i na podstawie tego wyciągnąć własną ocenę.

Tytuł: Nes, zapis przygód pilota
Autor: Sławomir Kwiatkowski
Wydawca: Sławomir Kwiatkowski
Rok: 2010
Stron: 258
Ocena: 2+

Autorzy: Strider i evilmg

Kategorie
Gry komputerowe

Mass Effect 2 – druga recenzja

me2

Gra jest kontynuacją fabuły, z którą gracz miał okazję zmierzyć się w pierwszej części znakomitego produktu BioWare. Nie jest już chyba tajemnicą, iż główny bohater/bohaterka na samym początku tej części… ginie, tylko po to by obudzić się dwa lata później i kontynuować raz rozpoczętą misję – ochronę galaktyki przed tajemniczą rasą maszyn: Żniwiarzami (The Reapers, osobiście wolę angielski odpowiednik, chociaż w tym wypadku tłumaczenie nie jest aż tak tragiczne). Druga cześć gry jest dość dużym skokiem do przodu w porównaniu do jedynki. Dlaczego?

W pierwszej części zaczynaliśmy jako zwykły żołnierz z przeszłością, mający szansę na dość niezwykłą przyszłość. Jednak w ciągu pewnych nieprzewidzianych zdarzeń wizja ta ulega zmianie i musimy sobie tę świetlaną przyszłość wywalczyć. Mam na myśli tutaj oczywiście bycie pierwszym ludzkim Widmem (Spectre). W drugiej części natomiast już od samego początku nasz bohater jest kimś wyjątkowym. Nie tylko odbudowują zniszczone ciało Shepherda, ale dodają także pewne ulepszenia. Podobnie jest z nową częścią gry.

Zwroty akcji nowej fabuły potrafią zaskoczyć. Osobiście jednak bardziej przypadła mi do gustu fabuła zawarta w jedynce, zwłaszcza moment gdy dowiadujemy się o co tak naprawdę chodzi oraz jakie są tego implikacje. Do dziś pamiętam to zdziwienie i pewien niedosyt. Druga część zdecydowanie nadrabia jednak wykonaniem.

To, co w ME1 z czasem stawało się monotonne, nudne, a w końcu wkurzało, w ME2 zostało praktycznie wyeliminowane. Nie ma już wybierania ulepszeń i amunicji spośród niezliczonej ich liczby, szukania odpowiednich licencji dla kwatermistrza, sprzedawania przedmiotów czy zamiany na omni żel tych, których nie sprzedaliśmy, ani wybierania ekwipunku dla kazdego członka załogi na daną misję. Nie ma monotonnego zwiedzania tych samych baz w niezbadanym świecie. Zmniejszona została także liczba umiejętności oraz ich maksymalny poziom, wraz z maksymalnym do osiągnięcia poziomem postaci. Nie ma szukania minerałów na powierzchniach planet, przynajmniej nie w taki sposób jak w pierwszej części, a te które odnajdziemy mają dużo większy wpływ na rozgrywkę.

Jak widać druga części przynosi wiele zmian oraz uproszczeń, śmiem twierdzić, iż wyszło to grze na dobre. Indywidualne ulepszenia broni i pancerzy zostały zastąpione przez plany ulepszeń oraz znajdowanie nowych technologii podczas misji. Teraz mamy do dyspozycji terminal ulepszeń, w którym interesującą nas technologię możemy zwyczajnie (albo i nie) wynaleźć. Dane ulepszenie otrzymuje wybrany członek załogi lub wszyscy; wybór jaką drogę chcemy obrać przy budowaniu zespołu należy do nas.

419070-mass-effect-2-windows-screenshot-if-i-had-left-my-cover-thatPrzed przystąpieniem do walki z galaktycznym zagrożeniem należy skompletować drużynę. Łącznie mamy do zwerbowania 10 dodatkowych członków załogi (jedenasty jest dostępny po pobraniu dodatku). Każdy z nich posiada swój unikalny quest, którego wykonanie owocuje dołączeniem danej postaci do drużyny (prócz początkowej dwójki, która dołącza do nas w misji treningowej). Jakby tego było mało, każda z tych osób ma swój osobny quest poboczny, którego wykonanie dodatkowo zwiększa jej lojalność wobec nas. Wraz ze wzrostem lojalności każdemu członkowi drużyny odblokowuje się unikalna zdolność, której Shepherd ma szansę się nauczyć (jednej naraz).

Skoro mowa o statku to trzeba wspomnieć iż Normandia zostaje zniszczona wraz z naszą postacią lecz, podobnie jak bohater, zostaje odbudowana. Nowa Normandia różni się troszkę od pierwowzoru, zwłaszcza, że możemy do niej dodawać pewne ulepszenia, tak jak do broni czy pancerza. Statek jest większy, szybszy oraz ma więcej funkcji, których nie było w pierwszej części gry. Gracz ma możliwość zmiany wyglądu swojej postaci (zarówno pancerza jak i zwykłych ciuszków). Dodatkowo w sklepach rozsianych po większych portach kosmicznych można zakupić dodatkowe, różniące się wyglądem części pancerza. Dostępne do ściągnięcia dodatki oferują jeszcze więcej części, a nawet całe zbroje. Innym bajerem jest akwarium, lecz należy o nim pamiętać, gdyż wpuszczone tam rybki mogą zdechnąć z głodu.

Bardzo istotnym ulepszeniem Normandii jest jej sztuczna inteligencja, EDI (Enhanced Defense Intelligence). Prócz przyjemnego kobiecego głosu (w wersji angielskiej oczywiście, o polskiej też napiszę, lecz w dalszej części) potrafi zaskoczyć dowcipem i to nawet niezłym jak na SI (gdy pierwszy raz go usłyszałem to mi szczęka ze zdziwienia opadła, potem na ustach rozkwitł duży uśmiech, a z gardła wydobył się swoisty rechot).

massSkoro już poruszyliśmy kwestie wyposażenia, warto napisać, iż żmudny dobór amunicji z pierwszej części zastąpiły… umiejętności. Teraz te klasy, które mogą rozwinąć odpowiednią umiejętność, mogą zmienić typ amunicji. Trwa to całą długość misji lub do wyboru innego jej rodzaju. Natomiast broń znajdujemy podczas misji (za wyjątkiem broni ciężkiej, którą możemy wynaleźć) i zwykle mamy do dyspozycji zaledwie dwa jej rodzaje. Typy broni w Mass Effect 2 to karabin, pistolet maszynowy, ciężki pistolet, karabin snajperski oraz broń ciężka (tego jest co najmniej 5 rodzajów). Zasób broni można zwiększyć, instalując dodatki (bodajże 5 dodatkowych broni – 3 ciężkie, karabin oraz karabin snajperski).

Co do klas oraz umiejętności jest ich zdecydowanie mniej (przypadających na daną postać), niż to było w pierwszej części. Jednak rekompensuje nam to ich wyspecjalizowane zastosowanie oraz możliwe kombinacje mocy, które zmuszają dużo bardziej do myślenia i kombinowania. Również mniej jest poziomów każdej mocy lecz teraz każdy dodatkowy punkt zainwestowany w daną umiejętność jest dużo bardziej widoczny w czasie trwania czy zadawanych obrażeniach. Ważną informacją jest to, iż po osiągnięciu maksymalnego poziomu danej mocy może ona ewoluować. Mamy wtedy do wyboru dwie niszczycielskie odmiany. Do tego dochodzą ulepszenia zwiększające czas trwania, powodowane zniszczenia oraz czas ładowania. Minusem jest tylko to, iż użycie dowolnej mocy sprawia, że ładują się wszystkie. Gdyby tego nie było to sądzę, że Adept czy Inżynier byłby bardzo potężnym przeciwnikiem. Aha, w porównaniu do pierwszej części czas ładowania to kilka – kilkanaście sekund (od 1,5s do 12s), nie kilkadziesiąt.

Dodatkowo moce zostały urozmaicone, gdyż prawie każda klasa ma swoją unikatową zdolność np. szpieg ma niewidzialność, szturmowiec swoisty bullet time, strażnik pancerz technologiczny. Bardzo ciekawym rozwiązaniem jest sposób celowania daną mocą (dotyczt to jedynie biotyki i techniki). Mianowicie pocisk leci łukiem, co po opanowaniu daje możliwość trafiania ukrytych za zasłoną przeciwników! Niewielką zmianą jest usunięcie Zastraszania i Uroku. Teraz, specjalne odpowiedzi są odblokowywane na podstawie posiadanych punktów Idealisty lub Renegata (choć w tej części zostały inaczej przetłumaczone).

1920x1080-10423-mass-effect-2-wallpapers-28-0981Spójrzmy na questy oraz naszą drużynę. W poprzedniej części była możliwość rozmowy z członkami załogi oraz prowadzenia z niektórymi romansu, tudzież zdobycia dodatkowych zadań związanych z ich przeszłością (zbroja Wreksa, dr Hart dla Garrusa). W tej części każdy ma dla nas jakąś niespodziankę. Tak więc mamy 4 wątki romansowe do dyspozycji (dla każdej płci) oraz 10 (z dodatkiem 11) questów pobocznych, po których zdobywamy lojalność załogi, oczywiście po pomyślnym ich wykonaniu. Dodatkowo wraz z rozwojem akcji możemy porozmawiać na różne tematy z uroczą Kelly, nasza asystentką, EDI i Jokerem (tak, tak, to nie jedyna osoba która do nas ponownie dołącza!), kucharzem, inżynierami w maszynowni z dość swobodnym podejściem do wyższego rangą oficera (do wygrania 500 kredytów: Beat me at my own game. You’re all right, Shepherd) czy dr Chakwas, z którą upijamy się, wspominając stare czasy. Autorzy postarali się i dialogi są ciekawe, a nierzadko dowcipne.

Zupełnie nową formę przyjmują questy poboczne. Nie ma lądowania na nieznanej planecie i szukania w Mako wrogiej bazy. Ponieważ pojazd został wyeliminowany z gry (podobno ma wrócić eksploracja powierzchni w dodatku) pojawił się lądownik, który zabiera nas najbliżej celu misji jak się da. Każdy quest posiada swój własny, unikalny obiekt do zwiedzenia. Zgubienie się pośród kilkudziesięciu planet (czy ja już na tej planecie nie byłem?) również nam nie grozi, gdyż autorzy poszli po rozum do głowy i wprowadzili oznaczenia i etykietki dla nie odwiedzonych i odwiedzonych planet i systemów. Mamy nawet licznik postępu, mówiący nam, ile danego systemu gwiezdnego zwiedziliśmy! Cóż za wygoda!

me2_grunt_bigWspomniałem o ulepszeniach i wynalazkach lecz nie wspomniałem o tym, że nie możemy ich sobie w dowolnym momencie zrealizować. Do tego potrzebne są nam odpowiednie surowce. I tutaj pojawia się pierwsza z trzech mini gier: skanowanie planety. Mamy do dyspozycji skaner powierzchni oraz automatyczne sondy, które po trafieniu na złoże interesującego nas surowca (pierwiastek zero, iryd, platyna i pallad) zbierają go i dostarczają na statek. Dane pierwiastki można również znaleźć, wykonując misje, lecz głównym ich źródłem jest skanowanie.

Kolejne mini gierki są związane z otwieraniem drzwi, sejfów, czyli, mówiąc ogólniej, z zabezpieczeniami. Nie ma już tak dobrze znanego kółeczka z pierwszej cześć (wersja PC). Zastąpiły go hakowanie oraz omijanie zabezpieczeń (bypass). Pod tymi niewiele mówiącymi nazwami kryją się nieskomplikowane zręcznościówki: w pierwszej musimy dopasować odpowiednie fragmenty kodu, w drugim połączyć ze sobą odpowiednie styki. Niby nic trudnego, lecz w momencie praktycznie zerowego marginesu błędu oraz uciekającego wcale nie tak wolno czasu, trudność odpowiednio rośnie.

Żmudny początek uprzyjemnić nam może fakt, iż możemy importować save’y z pierwszej części. Prócz pewnych bonusów na starcie, takich jak troszkę wyższy poziom postaci, dodatkowe pieniądze i surowce otrzymujemy własną wersję historii z pierwszej części. Wraz z nią mamy możliwość spotkania starych znajomych (o ile ich nie pozabijaliśmy): Helenę Blake, Pięść (Fist), naszego fana Conrada. Możemy także po przejściu gry raz zagrać tą samą postacią znowu. Zachowujemy poziom, a także możemy od nowa rozdać punkty umiejętności drużyny jeśli chcemy, bowiem raz rozdane członkom załogi punkty zostają zamrożone. W ciągu gry pojawia się możliwość rozdania punktów Shepherda od nowa, za niewielką cenę pierwiastka zero. Wg autorów możemy również importować postać z drugiej części do trzeciej, o ile przeżyje. Tę kwestię pozostawię owianą tajemnicą, lecz nie bądźcie tacy pewni, że na 100% Wasz bohater wyjdzie z tej, poniekąd samobójczej, misji cało.

MassEffect2-Eclipse-mercs-waiting-for-MirandaW grze mamy do zwiedzenia drugą cześć galaktyki, a w niej: rodzimą planetę Krogan, świat Asari oraz flotyllę Quarian, Cytadelę (gdzie możemy łaskawie znowu zostać Widmem, albo i nie) oraz jej przeciwieństwo czyli Omegę (swoją drogą, głos Arii T’Loak w angielskiej wersji podkłada Carrie Ann Moss). Wszystko jest w niesamowitej oprawie graficznej, choć bardzo podobnej do części pierwszej.

Miałem również (nie)przyjemność rzucenia okiem na polską wersję gry. Po dłuższym czasie gry w oryginale, zmiana języka była niestety tragedią. Angielskie głosy są świetnie podłożone, pasują idealnie wręcz, zarówno czasowo jak i grą aktorską, natomiast polskie… cóż, to już zupełnie inny świat. Nie dość, że dobór aktorów jest zupełnie przypadkowy (polska wersja EDI zabija calutką magię oryginału) to tłumaczenie miejscami jest wielką pomyłką. Słuchając polskiej wersji i czytając dialogi miałem wrażenie, że każdą linijką dialogu zajął się inny tłumacz, bez porozumienia z innymi, nawet bez zapoznania się z kontekstem. Dość częste są błędy w zwrotach osobowych, a czasem nawet zmiana sensu oryginalnej wypowiedzi.

Grałem w pierwszą cześć i ukończyłem ją nieraz, jednak Mass Effect 2 bije na głowę jedynkę. Uproszczenie rozgrywki wbrew pozorom zwiększyło możliwości i grywalność, a możliwość importowania postaci z pierwszej części sprawiło, że rozradowany kontynuowałem swoim bohaterem podróż przez galaktykę. Fabuła, choć miejscami trochę naciągnięta, zachęca to ukończenia gry co najmniej raz. Mass Effect 2 na pewno zostanie na długo w pamięci graczy i jest pozycją obowiązkową dla fanów tak SF jak cRPG czy TPP.

Tytuł: Mass Effect 2
Producent: BioWare
Wydawca PL: EA Polska
Platforma: PC, X360
Rok wydania: 2010
Ocena: 6
Kategorie
Gry komputerowe

Assassin’s Creed – recenzja gry

ac1

Wielki Zawód

Assassin’s Creed… Tytuł głośny, tytuł reklamowany, tytuł oczekiwany… Tuż po wypuszczeniu pierwszych filmów z gry, rozpaliła ona umysły setek graczy. Jest to jedna z najbardziej wyczekiwanych w tym roku pozycji na next-geny. Prawdziwa marka i silna, wypracowana jeszcze przed premierą gry, licencja.

Konkurencja na polu tzw. skradanek, mimo że nieliczna, jest różnorodna i przede wszystkim – mocna. Mamy świetną, znaną z PC serię Thief (+ 3-cia część na Xa), konsolowe i kultowe Tenchu (o ninjasach w feudalnej Japonii), spadkobiercę duchowego tej serii w postaci Shinobido, Hitmana, serię MGS czy Splinter Cell. Czy jest wśród nich miejsce? Czy jest powód, żeby robić jeszcze jedną grę w tym gatunku? Grę niebezpiecznie inną, lecz zarazem podobną w założeniach? Otóż… nie. Nie ma miejsca na kolejną skradankę. Nawet z innymi założeniami, nawet osadzoną w innych klimatach. A Assassin’s Creed nie jest taką grą. Nie jest nawet pełnowartościową skradanką. Dostajemy niezwykły miks gatunkowy… ale o tym trochę później.

Z czym się je Assassyna?

Fabuła tej pozycji jest… skomplikowana. Nie mamy zamiaru psuć nikomu zabawy, więc ogólnikowo: rzecz dzieje się zarówno w przyszłości jak i przeszłości, dotyczy zabaw z genetyczną pamięcią oraz wielkich, złych korporacji. Jednak zasadniczą część rozgrywki spędzimy w skórze Altaira – zabójcy należącego do słynnego Zakonu Assassynów. Nasze zadanie jest proste – zabić dziewięciu wysoko postawionych ludzi (którzy swoją drogą, są postaciami historycznymi).

W czasie gry wojażować będziemy po sporym kawałku Bliskiego Wschodu. Zwiedzimy wiele obszarów, w tym trzy wielkie miasta: Jerozolimę, Damaszek oraz Akkę. Miasta te są ogromne, świetnie zbudowane, pełne życia i niesamowicie klimatyczne. Każda z metropolii różni się stylem architektonicznym, ogólną kolorystyką, ubiorami mieszkańców i kilkoma innymi szczegółami. Jednak wszystkie są pełne ulic, dachów, są podzielone na dzielnice oraz zaludnione przez najróżniejsze postacie. Oczywiście, na początku nie mamy dostępu do wszystkich miast, czy też danych obszarów w każdym z nich. Jednak z czasem, kiedy możemy już między nimi podróżować (na koniu!), możemy doznać uczucia grania na zupełnie nowym niż dotychczas poziomie. Poznamy świetny, rozbudowany i przemyślany świata, który pokazuje jak mogą wyglądać pozycje na next-geny.
ac3

Czym jest Assassyn?

Gameplay opiera się na mieszance kilku elementów. Całość obserwujemy z perspektywy trzeciej osoby (TPP), z niewielką możliwością zmiany kamery (np. w czasie walk). Aby wypełnić główną misję gry i stracić tych kilku nieszczęśników, musimy dokładnie poznać miasto, zdobyć informację oraz poczekać na odpowiedni moment do wykonania zlecenia. Brniemy w masie ludzi, bądź też skaczemy po dachach, odszukujemy punkty nawigacyjne i walczymy. Całość jest zróżnicowana, lecz szybko staje się monotonna. Nasz assassyn jest niesamowicie zwinny, szybki, potrafi wspinać się po ścianach, skakać na złamanie karku w stogi siana, walczyć z kilkoma wrogami naraz oraz ukrywać się. Rozgrywka opiera się na omijaniu strażników, wynajdywaniu odpowiednich punktów do nawigacji, przebieraniu się za mnicha (celem uniknięcia podejrzeń) i stosowaniu stealth killów.

Jednak, żeby osiągnąć nasze cele, musimy często zdobywać informację oraz wykonywać zadania dla innych assasynów: zabić kogoś, ukraść coś, podsłuchać rozmowę… Boli w grze, że nie można rozmawiać prawie z żadną z postaci, a misje przyjmuje się w dziwaczny sposób. Podsłuchiwanie odbywa się w sposób debilny (trzeba znaleźć miejsce do siedzenia, żeby kogoś podsłuchać), kradzieże są proste, a ciche zabójstwa banalne. Ogólnie cała gra należy do w miarę łatwych – możliwości naszego zabójcy są ogromne, zaś przeciwnicy do bystrych nie należą… Z czasem zdobywamy coraz lepszy ekwipunek, nowe zdolności, zaś wrogowie robią się coraz bardziej podejrzliwi. Walki z grupami przeciwników są efektowne – polegają na kombinacjach ciosów, przechwytach i szybkich pchnięciach. Walki z konia już tak efektowne nie są – mimo to na pewno w ciekawy sposób urozmaicają rozgrywkę. Pościgi, które ruszają za nami po każdym zabójstwie, wywołują zastrzyk adrenaliny, a gubienie ogona jest na pewno jednym z najlepszych motywów w grze. Do tego dochodzą nam niesamowite akrobacje, błyskawiczne ucieczki w tłum, przesłuchania oraz dynamika niespotykana dotychczas dla tego typu akcji. Jednak… brak tego czegoś…

Jak wygląda Assassyn?

Muzyka i voice acting prezentują dobry poziom – klimatycznie, profesjonalnie, filmowo rzec można. Grafika jest świetna, dopracowana, mocarna. Ostre tekstury, oświetlenie w czasie rzeczywistym, wielowymiarowe cienie, mocne nasycenie kolorów, interakcja z otoczeniem… Jednak elementem masakrującym gałki oczne, jest animacja głównego bohatera – jedynie Uncharted na PS3 może mu obecnie pod tym względem podskoczyć. Altair jest świetnie animowany, posiada tysiące ruchów, a patrzenie jak wykorzystuje najmniejsze nierówności budynków do swoich karkołomnych akrobacji, wywołuje szerokiego banana na twarzy. Ogólnie oprawa szokuje, czuć wręcz gorąco słońca, smród przechodniów i piasek pod stopami.

Jeżeli dołożyć do tego banalne, ale miodne sterowanie, to mamy pozycję wybitnie rozrywkową, która może się okazać grą życia dla wielu graczy. Pozycja wysoko­budżetowa, klimatyczna jak niewiele obecnych gier, łatwa w obsłudze, lecz przyś­pie­szającą bicie serca. Jednak ma jedną wadę. A zwie się ona…
ac4

Pogrzeb Assassyna…

Monotonia… Wszystkie główne zadania posiadają podobny schemat – co prawda swoboda w wykonywaniu ich jest duża, jednak brakuje jakiegoś większego zagrożenia, czy logiki w działaniach wrogów. Do tego mamy masę upierdliwych bugów np. możemy zabijać kogoś od tyłu i szybko przebierać się w mnicha, a straże nie będą nawet podejrzewać gracza o zabójstwo. Misje dodatkowe nie należą do ciekawych – ot zbieranie flag, czy ratowanie mieszkańców… Do tego nie można praktycznie wchodzić do żadnych budynków, a samo ukrywanie się i stosowanie zabójstw z zaskoczenia nie jest nawet w jednej dziesiątej tak zabawne jak w Tenchu. O tym, że nie trzeba specjalnie kombinować, żeby wykonać każda misję, nawet nie wspominam… Na pewno niektórych to nie zrazi i przyjmą oni grę z otwartymi ramionami. Zresztą co tu dużo ukrywać – oceny dla gry są tak nierówne, że podobnych nie było od czasu Killer 7. Przewija się skala od 65% do 100%. To tylko świadczy, że obok gry nie można przejść obojętnie.

Smutna końcówka

Zapewne właśnie wyłania się wam obraz gry średniej. Jednak to nieprawda – pograć Altairem, wspinać się na budynki, uciekać przed strażnikami, wciągnąć się w ten niesamowity klimat, to coś naprawdę pięknego. Coś czego jeszcze nie było. W żadnej innej grze nie mamy tak zwinnego bohatera, w żadnej nie ma tak wspaniale żyjących miast… Walki, mimo że nie pierwszorzędne, to bawią, ciche zabójstwa są mocne, szybkość i finezja z jaką porusza się bohater wprawiają w osłupienie, a scenariusz bawi i zaskakuje. Tylko, że trzeba czekać na patcha, na dodatkowe misje, na urozmaicenia, które zapewne będzie ofiarował sequel.

W obecnej formie gra jest nieoszlifowana. Wystarczyłoby poprawić błędy, urozmaicić misje, podnieść poziom trudności i lekko skorygować system walki. Wystarczyłoby tak niewiele, aby gra była ideałem. I to boli. Miała być rewolucja, jest gra bardzo dobra, acz momentami nużąca. Dlatego ta recenzja składa się z wymieniania uchybień twórców – żeby pokazać po prostu, czego zabrakło do tytułu gry roku. Być może ocena zmieni się po wydaniu patcha przez Ubisoft. Mimo to, grę polecamy – jest niewielki przełom, jest świetny gameplay – czego chcieć więcej w czasach, w których rynkiem rządzą FPP-y i MMORPG-i?

Tytuł: Assassin’s Creed
Producent: Ubisoft
Wydawca: Ubisoft
Rok wydania: 2007
Platforma: Xbox 360, Playstation 3
Ocena: 5

Autorzy: Pita, Megami

Kategorie
RPG

Kiedy MG się starzeje i gracze zbyt dobrze go znają…

I znów artykuł na temat, kiedy to MG nie potrafi już niczym zaskoczyć graczy, a sesje stają się monotonne i co by tu dużo mówić – nudne. Po raz kolejny marudzenie, jak to… Wróć! Nic z tych rzeczy! Tym razem poznamy opinie kilku przypadkowo napotkanych przez nas istot. Przecież któż inny mógłby wiedzieć więcej na ten temat, niż przeżywający przygody? Tak więc wypowiedzą się przedstawiciele głównych ras Starego Świata, a na zakończenie krótkie podsumowanie.

Co rzuciło Wam się najbardziej w oczy kiedy wasze przygody stały się mało interesujące?

Elf Leśny: Ja osobiście zauważyłem, że w świecie rasizm spadł niemal do zera. Ludzie nie patrzyli na mnie z ukosa, a krasnoludy czasami nawet mi się zwierzały. Czy nikt nie pamięta już Wojny o Brodę?! Na początku to mi nawet nie przeszkadzało, ale po pewnym czasie stało się nudne, a nawet denerwujące. Kiedyś, gdy odwiedzałem ludzką karczmę, sytuacja robiła się bardzo napięta i nigdy nie było wiadomo jak potoczą się wydarzenia. Teraz spokojnie zamawiam wino, które wcześniej bywało rzadkością w tego typu lokalach i dyskutuję z ludźmi przy barze. Drugą kwestią jest zbyt duże stężenie magii. Magia powinna być czymś rzadkim, niedostępnym, dostojnym. Moi bracia zza Morza bardziej ją szanują. U ludzi w byle zamczysku, a czasami i w wiejskiej chacie roi się od magicznych pułapek, luster, zamków, a czasami nawet utrzymywanych magią istot! To niedorzeczne. Magia powinna być rzadkością, a nawet największego bohatera nigdy nie powinna znudzić. Einemel paroll. I jeszcze rada. Nie wchodźcie dalej w las, bo dosięgną was nasze strzały. A może w tych dziwnych czasach i to się zmieni, kto wie?

Krasnolud: A wiecie… Świat zaczął schodzić na psy. Powiem więcej – na wychędożone psy. Heh… rozumiem, że Stary Świat zalewają hordy orków i zastępy goblinów oraz nowe, parszywe mutacje potworów. Ale nadal częściej powinienem spotykać na gościńcu zwykle bandy złożone z parszywych i gotowych na wszystko banitów, niż grupki Wojowników Chaosu (co oni zresztą robią w lesie?!). A najdziwniejsze jest to, że nawet spotykając takich przeciwników sytuacja przebiega, że tak powiem, podręcznikowo. Onegdaj pokonanie grupki bandytów potrafiło mi sprawić o wiele więcej satysfakcji i przysporzyć znacznie większych emocji niż teraz walka z jakimiś potworzyskami. Ach… szkoda gadać… nudno, jak w dupie pani niedźwiedziowej. Czemu niedźwiedziowej? I tak nie zrozumiecie. Moje powiedzonka, jak i moje zachowanie, potrafią zrozumieć tylko moi kamraci. A raczej potrafili… Zauważyłem bowiem, że tak jak i ja rozumiem wszystkich w tym coraz mniej zróżnicowanym językowo świecie, tak i inni mnie rozumieją. Raz w pewnej wsi próbowałem się dogadać z chłopem. Tak śmiesznie mówił, że absolutnie nie wiedziałem o co mu chodzi. Lecz to było kiedyś. Żargon już, nie wiedzieć czemu, zaczyna zanikać. Ale zjechałem z tematu. Mówiliśmy o niedźwiedziach, pra? A jak o niedźwiedziach to o zwierzętach… Pamiętam, jak spotkałem w lesie dzika. Przysporzył mi on więcej kłopotów niż później ghule spotykane na cmentarzach, na których sam nie wiem co robiłem. W normalnych okolicznościach wziąłbym tyłek w kroki, bo boję się nawet przejść po moście, ale teraz jakoś przestałem odczuwać lęk. To kolejne co zauważyłem. Duchy to już nie duchy, a istoty, które mogę zwyczajnie zabijać. Ale zbytnio się rozgadałem. Muszę kończyć. Spieszę się do kuźni. Teraz prawie w każdej mieścinie można znaleźć kuźnie i kupić dobrą broń. Zresztą po co kupować broń skoro ta, którą władam, w ogóle się nie zużywa? Za to żeby na jaką egzekucję natrafić to trzeba mieć duże szczęście. Ludzie stali się mniej przesądni. Nie ma jakichś kapłanów, którzy palili by czarownice i, wraz z przesądnymi ludźmi, ścigali wąpierze. Są za to w miastach mroczne elfy. Skąd się tu wzięły? Chu… wie. Ale już go nie zapytam, bo muszę spadać… [rechot z udanego żartu]

Halfing: W pewnym momencie zauważyłem, że karczmy które odwiedzam wyglądają coraz bardziej podobnie. Najczęściej trafiałem do tych tańszych i w większości przypadków za barem stał otyły jegomość w fartuchu i sprzedawał tanie piwo. Piwo zawsze smakowało tak samo, a trzeba przyznać, że dobre nie było. Jakby tego było mało, to zawsze zanim skończyłem się cieszyć tym sikaczem podchodził do mnie ubrany na ciemno człowiek i proponował dobrze płatną i niebezpieczną pracę. Chociaż z natury nie lubię przygód, to musiałem się zgodzić, bo naraziłbym się Temu U Góry. To jest i było nudne, a najgorsze jest, że nigdy nie było czasu na przygotowanie nawet zwykłych kanapek na drogę… (nie mówiąc już o zabieraniu chusteczek z domu). Nie można tego opanować, a zresztą kto posłucha halfinga?! Jestem zadowolony kiedy mnie ktoś dostrzeże, a jakby ktoś miał słuchać moich rad, to chyba byłby koniec świata! A wracając do kanapek. Ze zdziwieniem odkryłem, że nie muszę już ich nawet przygotowywać, bo podczas podróży nie odczuwam w ogóle głodu! Jak dzień długi, zatrzymujemy się tylko na jeden popas! A gdzie tradycja. Gdzie śniadanie, drugie śniadanie, przekąska przedobiadowa, obiad, deser, podwieczorek, przekąska wieczorna i kolacja?! Już nie pamiętam kiedy jadłem ostatni podwieczorek. No, ale ogródek na mnie czeka. Miłego dnia.

Człowiek: Słyszeliście kiedyś o wojnie? Bo ja w kilku brałem udział. Ale brał już nie będę, mimo żem jeszcze krzepki i do wojaczki zdolny. Czemu? A bo żadnych wojen nie ma. Nie słyszy się też o żadnych królach, ani ważnych jegomościach. Plotki, nawet wśród bab, należą do rzadkości. Chociaż mogę przypuszczać, że to dlatego, bo bab dawno już nie widziałem! Chodzi mi tu o zwykłe kury domowe. Przecież widok piorących i dbających o gospodarstwo kobiet oraz przeszkadzających im i hasających ciągle dzieciaków był onegdaj normalny. A teraz nie! Gdzie tam! Przepraszam, ale się wkurw… A czemu ja przepraszam? Przecież zawsze byłem wulgarny i wrzaskliwy. To te czasy. Człowiek się zmienia i popada w tę nudną rutynę, o którą powinno być ciężko w zawodzie poszukiwacza przygód. Zdradzę wam jeszcze coś dziwnego. Tylko nie wygadajcie. Coraz rzadziej leję. Tzn. muszę zaspokajać potrzeby fizjonomiczne (skąd ja w ogóle takie określenie znam?). A o myciu się to już nie wspomnę. Powinienem śmierdzieć na kilometr, a tu nic. I dobrze. Dobrze też, że już chorób tylu nie ma. Kiedyś przygody były ciekawsze ze względu na nie i na możliwe trafienie do szpitala wiejskiego z tego powodu. Teraz takie niebezpieczeństwo nie istnieje. I ostatnia sprawa. Trzeba przecież dbać o konie! I o zbroję! A przynajmniej trzeba było… Teraz tylko to napoić, a zbroję zdjąć, bo odciski się robią. Lepiej było gdy i to wyszczotkować i podkuć musiałem. Przynajmniej jakieś zajęcie. A zbroję naoliwić od czasu do czasu trza było. I wyklepać po walce (zbroję, zboczki, zbroję). Ale świat się zmienia…


Kiedy MG się starzeje i gracze zbyt dobrze go znają? Wtedy gdy za bardzo ubarwia świat i czyni codziennością rzeczy, które nie powinny się nią stać. Zmienia wszystko zanadto. Tak że nie może już niczym zaskoczyć graczy, a oni wiedzą co dokładnie się stanie. Te zmiany pokazały nam bez większego zastanowienia postacie, z którymi rozmawialiśmy, co oznacza, że dobrze je znały i ich MG właśnie się zestarzał. A co robić żeby się nie starzeć?

Po pierwsze staraj się unikać powtórzeń. Przecież nie każda przygoda musi się zaczynać w karczmie, prawda? Lepiej by było zaczynać je czasami gdzie indziej. Przygoda może się rozpoczynać w lesie, gdy bohaterowie są na polowaniu, na rynku miasteczka, czy po prostu podczas popasu w podróży. Także sposób zaoferowania pracy graczom nie musi być zawsze taki sam. Nie zawsze musi do nich podejść ubrany na ciemno facet i poprosić o rozmowę. Pracę można także znaleźć na zwykłym słupie ogłoszeń. Rozpoczęcie przygody może nastąpić podczas wertowania Księgi Zawsze Spełniających Się Przepowiedni (…i przyjdzie czas zarazy. Akolici Nurgla zbiorą się pod Miastem i rozpoczną modły, by przyzwać demony moru, a czwarta część istot zgnije i przepadnie od niezdrowego powietrza.). Przygodę można także zacząć od uprowadzenia graczy, czy nagłego ataku jakichś wrogów (niekoniecznie zielonych) lub spotkania z dawnym wrogiem, który Miał Już Nie Żyć. Jeżeli jeszcze brakuje wam pomysłów, zajrzyjcie do którejś z archiwalnych Działek Mistrza Gry. Na pewno znajdziecie tam coś dla siebie.

Po drugie staraj się unikać przesadyzmu. Jeżeli jest wojna pomiędzy ludźmi i goblinami, to gracze nie powinni na każdym kroku napotykać latających w powietrzu kul ognia, czy błyskawic. Jeżeli jest już konieczne wprowadzenie magii, to trzeba zrobić to delikatnie. Bitwa o Helmowy Jar jest znakomitym przykładem. Krew, ból, cierpienie, strach, a nie wielkie hura! i szarża wśród wsparcia kilkunastu magów. Opisuj rzeczy normalne, a nie tylko różne niezwykłości. Pamiętaj, że nawet rzeczy typowe dla mieszkańców Starego Świata dla nas są w pewnym sensie także fantastyczne. Opisuj ludzi przy ich normalnych czynnościach, kmieci z kosami, kupców zachwalających swe towary, celników kłócących się z kupcami o podatki. Pamiętaj, że gracze nie wiedzą co się dookoła nich dzieje dopóki im o tym nie opowiesz…

Po trzecie. Pamiętaj, że każde miasto, każda wieś, każdy napotkany człowiek jest inny. Nie ma dwóch takich samych żebraków, żołnierzy, rybaków, czy nawet kmieci. Staraj się opisywać różnice w ich zachowaniu i wyglądzie (tak jak robią to autorzy książek). Jeżeli nie znasz kilku słów z danego języka, którym posługuje się dana osoba, to staraj się zachować akcent. Chyba każdy gracz rozróżni po akcencie Bretończyka od Tileańczyka. Każdemu może się wypsnąć słowo we własnym języku, pamiętaj, że Elfy lubią litery l i r (Siltoriell, Suen Canell), a Krasnoludy najczęściej używają wyrazów, które wydają się zgrzytać (Karaz-a-Karak, Grungni, Gotrek), a więc także lubią r, ale w twardszym brzmieniu. Wprowadza to kolory do rozgrywki (więcej na tan temat znajdziesz w artykułach z serii 103).

Po czwarte nie szastaj zbyt hojnie Punktami Doświadczenia. Być może już doświadczyłeś prowadzenia drużyny, która nie boi się ostrzału z łuków, a nawet z kusz. Gracze muszą wiedzieć, że nie jest rozrywką ucapić trzydziestu goblinów z szamanem w pięć minut. O wiele większą satysfakcję sprawi udane wykonanie starannie przemyślanego planu, który zakłada, że po cichu wybije się strażników i potem, zachowując jeszcze większą ciszę, zasztyletuje się szamana podczas snu. Gracze nigdy nie zaznają takiej radości, jeśli będziesz im pozwalał z ich bohaterów robić półbogów. Rozdzielaj PD ostrożnie, nie można dopuścić, by gracze dostawali doświadczenie w takim tempie, żeby nie zdążyli zaznajomić się z posiadanymi umiejętnościami! Ja bardzo lubię grać początkową postacią. Jest to po prostu ciekawsze.

Trzymanie się tych na pozór podstawowych zasad, które wypisaliśmy wyżej może zdecydowanie ubarwić rozgrywkę. Sztuką bowiem, nie jest wprowadzanie mnóstwa niezwykłych rzeczy, aż żaden fortel mogący zaskoczyć graczy nam w zanadrzu nie zostanie. Sztuką jest prowadzić przygody tak, aby uczynić tę zwykłość czymś interesującym i w odpowiednich momentach dodawać niezwykłe elementy (ale jak pisaliśmy z rozsądkiem i bez przesadyzmu). Wtedy gracze wiedzą, że nigdy nie mogą spodziewać się po tobie tego samego, a świat po którym się poruszają, pod fascynującą pokrywą kryje wiele niespodzianek. I o to właśnie chodzi.


Autorzy: EmpE i Rallat

Kategorie
Konwenty

Relacja z konferencji prasowej PGA

W dniu 23 października 2007 roku odbyła się w Centrum Prasowym Polskiej Agencji Prasowej konferencja targów Poznań Game Arena 2007. Zaproszona na nią Tawerna RPG, jako swoich reprezentantów wysłała fds’a, Oso i Setha, którzy postarali się przekazać poniżej swoje wrażenia ze spotkania.

W dniu 23 października 2007 roku odbyła się w Centrum Prasowym Polskiej Agencji Prasowej konferencja targów Poznań Game Arena 2007. Zaproszona na nią Tawerna RPG, jako swoich reprezentantów wysłała fds’a, Oso i Setha, którzy postarali się przekazać poniżej swoje wrażenia ze spotkania. Samo PGA ma się odbyć już za miesiąc (24-25 listopada) na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich.
pga1
Seth: Po przybyciu do Śródmieścia, szybko nawiązałem kontakt z Oso, po czym już wspólnie udaliśmy się do siedziby PAP. Po drodze spotkaliśmy innego zagubionego podróżnika, czyli pana Kondrada, reprezentującego Headshot.pl. Kilka minut po dotarciu na miejsce dołączył do nas sam fds, więc jakby nie patrzeć na sytuację, byliśmy już w komplecie. Trochę mnie rozbawił sposób w jaki zostałem potraktowany przez miłą panią przy wejściu, gdy podpisywałem się na liście gości. Otóż ta bardzo miła pani powiedziała, że jeśli uważam to za stosowne, to zamiast się podpisywać mogę zwyczajnie zostawić wizytówkę. Był to moment przełomowy, w którym moje ego urosło do rozmiarów Empire State Building. Jeszcze tylko zerknięcie na boki, odszukanie bufetu, i już zajęliśmy miejsca na sali.

fds: Na całe szczęście siedziba główna PAP znajduje się dość blisko centrum, dzięki czemu większość zaproszonych gości zdążyła dotrzeć na miejsca na czas. Część niestety musiała to zrobić z wywieszonym językiem (jak ja), a część najnormalniej w świecie zadzwoniła uprzedzając o swoim spóźnieniu. Przez warszawskie korki, układ planet oraz niesprzyjające wiatry, cała konferencja opóźniła się o 15 minut. Dał sobie znać w tym momencie minus konferencji, mianowicie nie dostałem, choć możliwe, że przez własne gapiostwo, porannego kubka kawy. Niby nic, ale efektem tego notatnik z ołówkiem zostały w kurtce, a wrodzone lenistwo odradziło mi cofnięcie się po nie. W ten oto sposób robienie wszystkich notatek spadło na kark Oso. Warto jeszcze wspomnieć, że po podpisaniu się przy wejściu (mnie nie poproszono o wizytówkę), każdy otrzymał płytę z wieloma ciekawymi, dodatkowymi informacjami oraz materiałami.

Oso: Jak widać warto jest wyjeżdżać wcześniej z domu. I to nie dla kubka kawy, o którym wspominał fds (ja sam żadnego u nikogo nie zauważyłem), lecz dla ułatwienia sprawy innym oczekującym na konferencję. W końcu wszyscy jakoś się zebrali i zaczęła się prezentacja. Ja zająłem się notowaniem, Seth porobił kilka zdjęć, a fds słuchał i robił dobre wrażenie.

Według organizatorów, PGA to targi nastawione głównie na rozrywkę i współzawodnictwo. Dyrektor PGA, Rafał Blachowski, całą ideę tego wydarzenia zawarł w pięciu punktach: różnorodność, interaktywność, integracja, nauka przez zabawę oraz fair play. Całość ma dzielić się na trzy „areny”: Fantasy, Digital oraz Paintball. W trakcie imprezy odbędzie się również trzecia międzynarodowa konferencja naukowa z cyklu „Kulturotwórcza funkcja gier”. Sukces i popularność poprzednich dwóch edycji zachęciły organizatorów do prac nad tegoroczną. Zachęcać ludzi do uczestnictwa w konferencji ma, jak twierdził dr Jerzy Szeja z Polskiego Towarzystwa Badania Gier, jej kontrowersyjny temat: „Cywilizacja zabawy czy zabawy cywilizacji? Rola gier we współczesności”. Firma AMD, jeden z głównych sponsorów imprezy, organizuje na niej w tym roku bitwę freestylową, podobno bardzo ciekawą, lecz niestety nie pamiętamy szczegółów.
pga2
O tym co będzie się działo na Paintball Arenie opowiadał Krzysztof Sytek. Program się zapowiada bardzo ciekawie, nie tylko dla graczy, lecz też dla osób nie mających wcześniej styczności z tym sportem. Podczas imprezy odbędą się finały dwóch, polskich lig paintballowych (trzy i pięcioosobowej), na dodatek zawody będą odbywać się wewnątrz obitej specjalną siatką klatki, dzięki czemu będzie je można bezpiecznie oglądać zarówno z balkonów jak i z bliska (chociaż my podejrzewamy, że zamontowali ją, aby zawodnicy nie pouciekali). W trakcie weekendu będzie można także porozmawiać z zawodnikami, pobrać lekcje posługiwania się sprzętem, a nawet wziąć udział w grze.

Drugim aspektem PGA jest Digital Arena, część poświęcona grom komputerowym, o czym opowiadał Piotr Kamiński i pośrednio Michał Gembicki z CD-Projekt. Przede wszystkim to właśnie w Poznaniu będzie mieć miejsce pierwsza publiczna prezentacja Wiedźmina. Gra wychodzi już w piątek, jednak osoby, które w jakiś sposób nie mogą jej kupić, a chciałyby się z nią zapoznać, mogą skierować kroki właśnie na PGA. Gra ta już teraz jest fenomenem na polskim rynku, między innymi świadczy o tym szybkość, z jaką schodziła w Internecie edycja limitowana Witchera. Mianowicie, w ciągu pierwszych 4 godzin przedsprzedaży, zakupionych zostało około 3 tysięcy sztuk tej gry (jedynie czterech godzin, gdyż po tym czasie, serwer został przeciążony i padł). Wystarczy też wspomnieć, że planowane jest przełożenie jej na dwanaście języków (w tym chiński), z czego dziesięć to pełny dubbing. Budżet Wiedźmina zamyka się w oszałamiającej, jak na polskie warunki, kwocie 20 milionów złotych. Prezentacja gry na targach ma odbyć się w przygotowanej karczmie (a to prawie jak tawerna), więc klimat jest już zapewniony. Oprócz gry komputerowej będzie też możliwość zapoznania się z nowo powstałą karcianką oraz grą na komórki. Ma być tam również zaprezentowany tajemniczy „wiedźminofon” (według plotek telefon z wyrytym wiedźmińskim emblematem i innymi wodotryskami). Będzie można zamienić słówko z grafikami, animatorami, programistami czyli z ekipą tworzącą „Witchera”. Możliwe, że zjawi się sam Andrzej Sapkowski, który podobno bez wahania podpisuje się pod dziełem CD-Projektu. Na pewno zobaczymy Tomka Bagińskiego, twórcę animacji oraz Jacka Rozenka, podkładającego głos dla Geralta. Zaprezentowano nam promujący grę teledysk zespołu Vader (ponoć szalenie popularnego w Japonii). Gdy dobiegł końca, organizator – Rafał Blachowski z dumą stwierdził, iż jest to jedna z niewielu piosenek tego zespołu, w której można zrozumieć o czym śpiewa wokalista… (słusznie robią, że słów ich normalnych piosenek nie słychać, tak jest lepiej dla wszystkich zainteresowanych – dop. fds)

Jednak nie samym Wiedźminem człowiek żyje. PGA będzie obfitować także w mnóstwo innych atrakcji, jak Finał Mistrzostw Polski FIFA08 (przy okazji tej gry, został na konferencji przeprowadzony konkurs, którego dwaj zwycięzcy dostali po grze FIFA08 na konsolę Xbox 360, to czy posiadają takową w domach pozostało tajemnicą). Podczas Poznań Game Arena odbędzie się także Finał Coca-Cola League, prezentacje takich gier jak Crysis, Hellgate: London, Halo 3, Wii Sports, Gears of War, Medal of Honor Airbone, turnieje gier Cunter-Strike, Warcraft 3, Starcraft, Quake 3, AMD zaprezentuje ponoć wyjątkowego robota NOS, będzie można odwiedzić miasteczko Formuły 1, usiąść za kierownicą prawdziwego bolidu oraz ścigać się na symulatorach. Dodatkową atrakcją skierowaną ku męskiej (w większości) części publiczności mają być najpiękniejsze polskie hostessy.

Na koniec zostawiliśmy najbardziej interesującą naszych czytelników, poświęconą fantastyce część. Przybliżony program zaprezentowany został przez Organizatora Targów i jednocześnie osobę odpowiedzialną za Fantasy Arena, czyli Barbarę Vogt. Przedstawiła bardzo imponujące plany na przyszły miesiąc. Zapowiadanych jest wiele turniejów gier figurkowych (Warhammer 40k, Warhammer Fantasy Batles…), karcianych (Magic: The Gathering, World of Warcraft…), planszowych, szachowych, brydżowych, a nawet Go. Organizowane będą pokazy (na żywo oraz multimedialne) i nauki gry, będzie nawet można, w specjalnym games roomie, wypożyczyć różne gry i spokojnie wraz z przyjaciółmi (lub pod okiem instruktorów) oddać się rozrywce. Ciekawą nowością będzie możliwość własnoręcznego pomalowania figurki, a następnie zabrania jej ze sobą do domu. Oprócz gier, odbędzie się również kilka rzeczy typowo RPGowych. Najbardziej widowiskowy będzie chyba Turniej Rycerski. Pod okiem doświadczonych członków jednego z poznańskich bractw rycerskich, będzie można wziąć udział w walkach na wykonane z włókna węglowego i pianki miecze. Na PDA będzie też zorganizowany mini-LARP, kącik prelekcyjny oraz kącik RPG, w którym będzie można zapoznać się z systemami i ewentualnie zagrać kilkoma przygotowanymi wcześniej postaciami. Prezentować się tam będzie także klub Druga Era oraz konwent Pyrkon. Chętni będą mieli okazję zagrać w kalambury fantastyczne. Nie wolno zapominać, że program Fantasy Arena jest nadal przygotowywany, bardzo możliwe, że za miesiąc będzie czekać na każdego jeszcze więcej rozrywek i przygód niż zostało to dzisiaj zapowiedziane.

Dużym plusem jest to, że PKP Przewozy Regionalne poszło organizatorom na rękę i oferuje bezpłatny powrót dla każdego uczestnika targów (wystarczy podbić bilet na PGA oraz na wszelki wypadek zabrać ze sobą wejściówkę). Bilet taki, z uwagi na problemy w poprzednim roku, ważny będzie aż do poniedziałku, do dziesiątej rano. Miasto podobno też nie będzie bezczynne i w tym roku zaprezentuje uczestnikom alternatywne sposoby spędzenia czasu. Szczególnie w nocy z soboty na niedzielę może się to okazać przydatne.
pga3
Seth: Spotkanie kończy się po około dwóch godzinach, wśród owacji i bezrybia pytań towarzystwo opuszcza salę. Humory poprawiają się od razu, gdy jeden z orgów, dworując sobie z własnej poznańskiej gościnności, przypomina nagle sobie o zaproszeniu gości do otwartego bufetu (połowa zdążyła wyjść z sali). Bez niepotrzebnych słów reprezentacja TRPG udała się w to miejsce z nowym zadaniem. Gdy chwyciłem pierwszą szklaneczkę z sokiem jabłkowym, spojrzałem także na inne. Mogę sobie rękę dać uciąć i język wyrwać, że to wszystko produkowała Coca-Cola.

fds: Komentując niektóre wpadki i tremę występujących na konferencji (jak Łukasza Pilarczyka z firmy Creative), razem z pozostałymi reprezentantami Tawerny udaliśmy się do bufetu. Jednak pragnienie napicia się kawy nie było naszym jedynym celem, pragnęliśmy bowiem przydybać kogoś, kto udzieliłby nam więcej informacji na palące nas problemy. Niestety, spotkał mnie tu kolejny zawód, bowiem nie mogłem się dopchać do termosów z kawą. Z braku laku sięgnąłem w dobrej wierze po szklanicę z sokiem jabłkowym. Muszę przyznać, że zadziałała ona lepiej niż mogłaby to zrobić kawa. Ktoś bowiem chciał dokonać zamachu na moje życie podając, jakże przeze mnie znienawidzony, sok jabłkowo-miętowy. Jednak dbając o dobre imię Tawerny RPG, zmusiłem się do zadowolonej miny i wypicia napoju do końca.

Oso: Ja z kolei stwierdziłem, że nie dam się przekupić i nie skuszę się na sok. Rozglądałem się za to pilnie za panią Barbarą, managerem Fantasy Arena, gdyż to właśnie ją upatrzyliśmy sobie na główny obiekt naszych pytań. Co do samych targów, to dało się zauważyć, że zapowiadają się niezwykle interesująco. Czy warto się wybrać dwudziestego trzeciego listopada na Poznań Game Arena? Ja zostałem przekonany, że tak.

Seth: Słuchając entuzjastycznie przedstawianych punktów programu imprezy, nie opuszczało mnie wrażenie, że całość jest tworzona przez ludzi, którzy wiedzą o czym mówią. Nawet przedstawiciele Banku Zachodniego WBK, Coca-Coli czy AMD sprawiali wrażenie wprowadzonych w temat. Konferencja mijała w naprawdę miłej i przyjaznej atmosferze.

fds: Przed konferencją miałem całkowicie neutralny stosunek do PGA. Teraz stwierdzam, że nastawienie mi się zmieniło na dużo bardziej optymistyczne. Przeglądając program, słuchając zapowiedzi oraz widząc ogrom zaangażowania, jaki jest wkładany w to przedsięwzięcie, zaczynam się zastanawiać jak odłożyć trochę grosza i wybrać się 24 listopada do Poznania. Jestem niemal pewien, że będzie tam na mnie czekać osiemnaście godzin dobrej zabawy (sobota od 10.00 do 20.00; niedziela od 10.00 do 18.00).


Autorzy: fds, Oso, Seth