Autor: Ravandil

Do książek takich jak Świt Czarnego Słońca zazwyczaj – o ile nie wiem, czego się spodziewać – podchodzę z pewnym dystansem. Napis na okładce mówi Trylogia Zimnego Ognia, tom I. Nasuwa się więc pytanie – czy pozycja ta obroni się jako samodzielna całość? Czy też pozostawi czytelnika nie usatysfakcjonowanego, odsyłając go do kolejnych części, jeżeli chce się czegokolwiek dowiedzieć?

Trudno jest napisać coś naprawdę odkrywczego przy okazji polskiej premiery kolejnej książki z cyklu Świat Dysku autorstwa Terry’ego Pratchetta. Tego autora (przynajmniej z nazwiska) znają już chyba wszyscy, a jeśli ktoś nie zna, to prawdopodobnie nie ma zbyt wiele do czynienia z literaturą. Dlatego ograniczę się do stwierdzenia, że 15 maja 2008 roku Potworny Regiment, bo o tej książce tu mowa, trafił na półki polskich księgarń.

Mam słabość do wschodnioeuropejskiej literatury, a do fantastyki w szczególności. Bo przecież jak tu nie lubić np. Gogola (który popełnił także kilka fantastycznych utworów), Bułhakowa czy Łukjanienki? Dlatego tym chętniej sięgnąłem po Rytuał ukraińskiego małżeństwa Mariny i Siergieja Diaczenków, zwłaszcza że pisarze ci to uznana marka w Europie, a do tego laureaci wielu prestiżowych nagród, w tym dla najlepszych europejskich pisarzy fantastyki roku 2005.

Nietrudno odnieść wrażenie, że ostatnio mamy okres powrotu do starych, wysłużonych serii filmowych. Był John Rambo, Rocky także ponownie wyszedł na ring, więc i jego powrót był także kwestią czasu… Właśnie tak, najsłynniejszy archeolog (a z nim jego nie mniej słynny już bicz) Henry Indiana Jones Junior powrócił!

Dorobek literacki Fritza Leibera jest dość pokaźny – kilka powieści, kilkadziesiąt opowiadań i kilka prestiżowych nagród na koncie. Ale nie oszukujmy się – jest to autor mało znany w Polsce, co postanowiło zmienić wydawnictwo Solaris, wydając jego dzieła w dynamicznie rozwijającej się serii Klasyka Science Fiction. Tym razem do księgarń trafiły Mąż Czarownicy (z 1943 r.) i Wielki Czas (z 1958 r.), zamknięte razem w jednym, ponad trzystustronicowym tomie.

Muszę przyznać, że wydawnictwo Solaris powoli, ale systematycznie zyskuje w moich oczach. A to dlatego, że wydaje klasyczne powieści science-fiction, które nie są zbyt znane w Polsce, a które dobrze wpasowują się w mój gust. Po bardzo przyjemnym Non sto Briana W. Aldissa tym razem przyszła pora na Smykałkę do wojny autorstwa Jacka McDevitta.

Siergiej Łukjanienko swoim Nocnym Patrolem kupił mnie od razu. Na tyle, że to jedna moich ulubionych książek i ciągle lubię do niej powracać. Co prawda, potem nieco wystawiał moje zaufanie na próbę, choćby nieco już wtórnym Ostatnim Patrolem, więc trochę się bałem, że już mnie niczym świeżym i ciekawym nie zaskoczy. (104)

Straż Nocna to trzecia już, po Złodzieju Czasu i Prawdzie, książka Terry’ego Pratchetta, którą miałem okazję przeczytać w ostatnim czasie. Poprzednie dwie były po prostu dobre, choć pozostawiły po sobie lekkie uczucie niedosytu. (105)

W końcu się doczekaliśmy. Po 11 latach od oryginalnego wydania książki Harry Potter i Kamień Filozoficzny w Polsce ukazała się ostatnia część przygód młodego czarodzieja, zatytułowana Harry Potter i Insygnia Śmierci. Pół roku po premierze angielskiej wersji, wyczekiwana i wytęskniona przez fanów serii, wpadła w końcu w ręce polskich czytelników. (104)

Z twórczością Briana W. Aldissa nie miałem do tej pory żadnej styczności. Jednak gdy po otworzeniu paczki moim oczom ukazała się okładka jego książki Non stop, wydana przez wydawnictwo Solaris w serii Kolekcja Science Fiction (pierwsze wydanie powieści przypada na 1958 rok), wystarczył rzut oka na tekst na odwrocie, żeby być pewnym, że czeka mnie mile spędzony czas. (104)