Kategorie
Gry komputerowe

Call of Duty: Black Ops III – recenzja gry

Należę do grupy graczy, która rzadko gra w tytuły AAA, rzadko ogrywa produkcje na komórki i rzadko interesuje się grami głośnymi. Czyli jestem graczem nietypowym, a zarazem wydaje mi się, że bardzo zbliżonym do naszych czytelników. A jednak Call of Duty: Black Ops III okazało się dla mnie tytułem wręcz trafiającym w dziesiątkę!

…poza kampanią single player, która jest lekko nudnawa, ale chociaż całkiem ciekawie bawi się narracją.

Black Ops III to trochę Modern Warfare, trochę Deus Ex, trochę Destiny i trochę Left 4 Dead. Tak, Treyarch stworzyło znów bardzo bogatą i bardzo ciekawą grę z masą zawartości. Przede wszystkim – mamy dwie kampanie, jedna zwykła, druga z zombie. Wraca też tryb hordy, oczywiście z nieumarlakami. Potężny multiplayer znów posiada boty, jeżeli wolimy tak grać zamiast zmagać się z graczami, a oprócz tego tytuł oferuje mini-tryby w postaci gry w stylu Shock Troopers oraz biegania na czas po planszach platformowych, w stylu Mirror’s Edge.

Dużo? Tak. Przez to czasami niespójnie. Bo jest tutaj i jazz i noir, i post-cyberpunk i horror. Jest liniowa kampania i pół-otwarta horda, jest bieganie po ścianach i walka łukiem. Niemniej to wszystko do siebie pasuje w kontekście gry, spojone bardzo dobrym strzelaniem oraz poruszaniem się po planszy.
bo1
Black Ops III chyba najlepiej z serii wyważył balans między typami broni, a sposobami poruszania się. Nie ma tutaj jetpacka znanego z poprzednika, możemy jednak biegać krótko po ścianie, czy wykonać podwójny skok. Mamy również ciosy specjalne – które wraz z designem kostiumów przywodzą na myśl Destiny. Walka jest przez to dynamiczna, arsenał jak zawsze ogromny, a Black Ops III pozwala na szerokie dostosowanie wyglądu oraz broni do własnych potrzeb.

Gra wygląda dobrze, rusza się stale w 60 klatkach, jest nad wyraz kolorowa. Muzyka jest zaskakująco dobra i warto ją odrobinę pogłośnić. Co jednak kradnie spektakl to fantastyczne mapy w trybie multiplayer – dając masę zabawy w grupie, czy to z botami. Nie bawiłem się tak dobrze w multiplayerze od czasu Destiny.

Mały disclaimer – Black Ops III świetnie wygląda i rusza się na Xboksie One, PlayStation 4 oraz PC. Oferuje split-scren (na jednym PC można grać we dwóch nawet na dwóch oddzielnych monitorach!), LAN, zapowiedziano już DLC. Wersje na PS3 oraz X360 są znacznie uboższe i brzydsze – raczej należy je omijać.

Samo Black Ops III to jakby kilka gier w jednej. Każda z nich jest co najmniej poprawna – a możliwość grania w sieci lub z botami powinna dogodzić każdemu typowi gracza, o ile tylko lubi FPS-y. Brawa należą się za dobry balans ruszania się, mapy, czy ładny styl graficzny. Minus jest jeden – to wciąż Call of Duty, więc nie strzela się tak przyjemnie jak w Brutal Doom, czy Quake III, ale piszę to jako fan staroszkolnych FPS-ów. Ale to najlepsza część Call of Duty od czasów Black Ops II.

Tytuł: Call of Duty: Black Ops III
Producent: Treyarch
Wydawca: CD Projekt
Rok: 2015
Platformy: PC, PS4, Xbox One
Ocena: 4
Kategorie
Gry komputerowe

Transformers: Devastation – recenzja gry

Transformers_Devastation_cover_art

Devastation to ogromny hołd dla Transformers, świetny wstęp do character action games, kuzyn Bayonetty i najlepsza gra o Autobotach walczących z Decepticonami.

Platinum Games, znane z fantastycznych gier akcji, ma na koncie praktycznie same hity – nawet średnio oceniane Legend of Korra uważam za jeden z najlepszych tytułów tamtego roku. Wszystkie gry Platynowych łączy kilka rzeczy – są proste do grania na niskim poziomie, ale bardzo wymagające i głębokie jeżeli chodzi o systemy walki. Liczenie klatek, różne właściwości ciosów, geometria etapów – w tych grach liczy się to wszystko.

Hołdują kulturze arcade. Czyli nie są zbyt długie, ale idealnie nadają się do powtarzania, przechodzenia na najwyższych notach, speedrunowania oraz rywalizacji. I kolejno są bardzo efektywne oraz efektowne. Brutalne, szybkie, dzikie, a oglądanie jak gra w nie dobry gracz sprawia ogromną przyjemność, syci oczy oraz ducha. Samemu natomiast możemy łatwo doznać efektu WOW, grając nawet przeciętnie.

Posługując się analogią – to po prostu spadkobiercy takich tytułów jak Metal Slug, czy Final Fight.

More than meets the Eye

Przyjemna, ale prosta fabuła to oczywiście pretekst do zabawy. Warto jednak zaznaczyć, że gra rozpoczyna nowy kanon uniwersum, bazowany na generacji pierwszej oraz przedstawionych w niej wydarzeniach.
2015-10-13_00005
Transformers to character action games, z drobnymi elementami shootera i racera. Gra w głównej mierze polega na rozgrywaniu efektownych pojedynków, korzystając z uproszczonego systemu walki Bayonetty, ale ma kilka własnych rozwiązań. Przede wszystkim mamy podział na ciosy lekkie i silne, transformację, strzelanie i cios specjalny. Ze względu na mieszanie bicia i strzelania oraz formy robota i pojazdu (lub, w jednym przypadku, dinozaura) system combo jest molochem.

W jednej chwili uderzamy toporem, żeby przełączyć się na miecz. Robimy unik przed ciosem, co włącza spowolnienie czasu, i rzucamy się w bok, strzelając z działa, żeby upaść już w formie samochodu. Przechwytujemy ciosy wroga, rzucamy przedmiotami i dobijamy, paląc na nim opony. Kilka klas broni i kilku bohaterów (w tym ma się rozumieć nasz ukochany dinozaur!) to masa zabawy.
2015-10-18_00002
Ale walka to nie wszystko. Często skaczemy i jeździmy. Czasami bawimy się w side-scrolera w prawo. A czasami… w Diablo. I powiem Wam, że jeżeli Diablo 3 byłoby w połowie tak grywalne, to nie odrywałbym się od peceta. System lootów oraz sklep to tylko dodatki do replayability. Level design może nie urywa głowy, ale nie musi – gra jest różnorodna, dynamiczna i po średnim początku ciągle trzyma zawrotne tempo.

Jeżeli kochacie chodzone bijatyki – bierzcie. Jeżeli kochacie efektowne gry – bierzcie. Jeżeli pałacie sympatią do tytułów dobrych na 30 minut i na 3 lata – bierzcie, bierzcie, bierzcie!

Transformacja

Nie tylko oddano szacunek poprzez modele oraz występy wszystkich ważniejszych bohaterów z obu stron barykady. Zatrudniono żyjących jeszcze aktorów pierwszej generacji do podłożenia głosów. Przygotowano indywidualne cut-scenki i odzywki dla każdego bohatera. Stworzono powermetalowy (chociaż oczywiście przechodzący między gatunkami) OST, który zagrzewa stal w sercu gracza. Zaoferowano logi z lore świata Transformersów… po prostu godnie oddano robotom co im należne; jest to miłe, biorąc pod uwagę kinowe ekranizacje (i ich adaptacje do grania).
2015-10-18_00011
Gra wygląda fantastycznie i jest zawsze płynna, zarówno na starszych konsolach, obecnych konsolach, a nawet moim leciwym już PC. 60 klatek, piękny cell-shading, dźwięk przestrzenny i dobrze zbudowany interfejs, to coś, co trzeba zawsze chwalić. Po naprawdę dobrych dwóch grach o autobotach z tamtej generacji (dylogia Cyberstron) teraz nadeszło arcydzieło. Wierzę w Platinum Games.

Pomimo Wiedźmina 3, Bloodborne, czy MGSV to raczej będzie moja gra roku.

Opinia Pity: Uproszczona Bayonetta z elementami Vanquisha, w uniwersum Generacji 1? TAK! To fantastyczna gra akcji i prawdziwy pokaz jak robić gry na licencji. Jeżeli kochacie dobre gry i tęsknicie do czasów automatów – nie ma wielu lepszych produkcji na rynku. Może wygląda to jak spisek fanbojów, ale jeszcze nigdy nie zawiodłem się tytułem od platynowych. In Platinum Games We Trust.

Kategorie
Gry komputerowe

Volgarr the Viking – recenzja gry

voll

Volgarr the Viking to inspirowany Rastanem (którego z kolei inspirował Conan) platformer akcji przeznaczony na PC. Został on sfinansowany z pomocą kampanii na Kickstarterze. Jest to gra wybitnie brutalna, momentami denerwująca, bardzo satysfakcjonująca i dobrze przemyślana.

Fabuła jest nieważna. W skrócie: nasz wiking chodzący po barbarzyńskich krainach pełnych świństw wszelakich stara się zabić złego smoka. Ginie przy tym często, ale towarzyszy mu moc Odyna. Koniec.

Najważniejszą cechą Volgarra są bardzo dobrze przemyślane poszczególne umiejętności. Nasz wojownik ma skok z ciosem, podwójny skok z odbiciem z powietrza, uderzenie mieczem, blok tarczą, włócznię i kilka innych bajerów, z których każdy ma wiele zastosowań – ofensywnych, defensywnych czy platformowych.

vol2Chociaż Volgarr wiąże się przede wszystkim z masą akcji i sieczką, to niejednokrotnie uratuje nas staranne planowanie swoich ruchów, bo to diabelnie trudna gra. Punkty kontrolne rozmieszczone są rzadko, zapis gry występuje tylko pomiędzy etapami, dodatkowe poziomy, prowadzące do lepszego zakończenia, pozwalają tylko na limitowaną liczbę prób, zaś bossowie są bezlitośni.

vol3Na szczęście sterowanie jest perfekcyjne. Wrogowie to mieszanka znanych motywów, ale jest ich tylu, są na tyle dobrze przemyślani i sprawni, że zginiemy setki razy. Pierwszy etap szybko pokazuje, że to nie jest gra dla wszystkich. Ma to swoje ogromne plusy, bo to prawdziwe NES hard, ale zgadzam się z Pitą, że wzorem dla takich gier powinien być Mega Man 10 ze swoim easy mode z jednej strony i setkami trudnych wyzwań z drugiej.

Przypuszczam, że Volgarr nie miał budżetu na takie rozwiązanie lub… autorzy nie chcieli szerszego grona odbiorców. Produkcja wygląda zatem jak poprawna gra z konsol 16-bitowych, brzmi natomiast jak porządna gra następnej generacji. Muzyka ma moc i trzyma klimat. Inspirowana była, jakżeby inaczej, przez ścieżkę dźwiękową do ekranizacji Conana.

vol4Od czasów La Mulany nie było tak dobrego platformera akcji na pececie. Jednak tutaj zamiast otwartego świata, mamy ściśle wyznaczone poziomy, co bardzo przypomina stare Castlevanie. Chociaż Volgarr nie robi nic, czego nie byłoby wcześniej, to w moim przekonaniu jest bardzo udanym projektem z Kickstartera. Jest trudny, dopracowany i wciągający. Niczego więcej nie trzeba.

W tę produkcję łatwo się wciągnąć, ponieważ większość gry jest świetnie zaprojektowana. Znajdziemy w niej wiele niespodzianek, skakania, walki, sekretów, a także skupimy się na zdobywaniu lepszego pancerza (bohater traci go pod wpływem ciosów – jak postać z Ghost & Goblins). Twórcy przygotowali aż trzy zakończenia, a powracanie do raz ukończonych etapów nie nuży.

vog5Chociaż czasami Volgarr jest niesprawiedliwy, to jednak mimo wszystko gra bardzo satysfakcjonuje. Obok Dragon’s Crown to dla mnie materiał na tytuł tego roku. Obok Shinobi III jest to najlepszy platformer akcji na PC. Z całego serca polecam fanom trudnych gier.

Tytuł: Volgarr the Viking
Producent: Crazy Viking Studios
Wydawca: Adult Swim Games
Rok: 2013
Platformy: PC
Ocena: 5
Kategorie
Gry komputerowe

Code of Princess – recenzja gry komputerowej

CTR_TITLE_SHEET_(05-02-12)_CTR-62-0080-001B

Code of Princess to twardy orzech do zgryzienia. Z jednej strony przesłodzona, głupiutka, japońska do bólu gra, z drugiej autoironiczne podejście do gatunku jRPG. A na dodatek to nie jRPG tylko… chodzona bijatyka!

Tytuł to w zasadzie chodzona bijatyka na arenach – zamiast długich misji raczej bawimy się tutaj w pokonywanie wrogów na danej arenie. Przypomina to zasadę znaną choćby z Painkillera, czyli: załatw wrogów, żeby przejść kawałek dalej. Reszta zabawy to teoretycznie standard gatunku – kilka ciosów, special, różne typy postaci. CoP jednak stawia na bardzo, bardzo skomplikowany, ale prosty do przyswojenia system ekwipunku. Zależnie od tego, co sobie pozdobywamy i w co się ubierzemy, nasze ciosy nabiorą innych właściwości, a statystyki podskoczą. Levelowanie, zbieranie i walka na arenie – to podstawowe atrakcje tej gry.

code-of-princess-e1352225443477CoP zatem nie pozwala nam na specjalnie długie misje, ale nagradza nas ich ilością. Na takim rozwiązaniu zyskuje dynamika gry, to także sensowny pomysł dla produkcji na platformy przenośne, ale cierpią na nim w zasadzie nieistniejące projekty poziomów. Ot, po prostu przemy przed siebie i lejemy się. Chociaż wydawałoby się to normalne w tym gatunku, wystarczy sobie powspominać choćby Golden Axe, żeby zrozumieć, że ten koncept przecież da się urozmaicać.

Nie do końca odpowiadał mi design gry z roznegliżowaną bohaterką, toną kolorów i humorystyczną otoczką. Nie ma tutaj przesadnego grania na ciele, niemniej oprawa jest mocno nijaka. Ładna, ale bez pazura, ciekawa, jednak nie zapadająca w pamięć. Zawiedli trochę artyści, chociaż i tak jest lepiej niż w przeciętnym odpowiedniku z zachodu.

Pomimo tego rozgrywka jest naprawdę wyśmienita. Gra wygląda i brzmi ładnie, jest dynamiczna, szybka oraz zbalansowana, dzięki dziesiątkom misji rozgrywka sprawia przyjemność, a sama historyjka całkiem angażuje. Powiem tak – uważam, że od pewnego czasu chodzone bijatyki naprawdę wstają z martwych. Code of Princess plasuje się wysoko, bo bije produkcje takie jak Dead Pixels czy Sacred Citadel na głowę, ale nie dorasta do poziomu króla, którym wciąż pozostaje Dragon’s Crown. Czyli to nie ta sama liga, co najnowsza gra VanillaWare, ale wciąż produkcja warta grzechu. Szczególnie na 3DS-ie, gdzie praktycznie nie posiada żadnej konkurencji.

code_of_princess2-e1350932566880CoP to przede wszystkim produkcja na wiele godzin. Trochę przekombinowana, na pewno nie na poziomie legendarnego protoplasty w postaci Guardian Heroes, ale bardzo ładnie pasująca do 3DS-a. Fajna zabawka, dobry dowód na to, że da się zrobić chodzoną bijatykę skierowaną do samotników i ładnie zapoczątkować potencjalną serię. Spodziewałem się czegoś innego, ale mimo wszystko gra zaskoczyła mnie raczej pozytywnie. To niesamowicie nietypowa produkcja – bardziej arena brawler, niż klasyczna chodzona bijatyka, bardziej zabawa w różne buildy, niż gra na kilka chwil, jak to już z gatunkiem bywa. Lubię jednak eksperymenty, a ten jest bardzo udany, więc jeżeli pasuje Ci opisywana przeze mnie koncepcja, to gorąco polecam.

Tytuł: Code of Princess
Producent: Agatsuma Entertainment
Wydawca: Agatsuma Entertainment
Rok: 2012
Platformy: 3DS
Ocena: 4+
Kategorie
Gry komputerowe

The King of Fighters XIII SE – recenzja gry

King of Fighters XIII

The King of Fighters XIII zapewniło dwa wspaniałe finały na największym turnieju bijatyk EVO, pokazując klasę jaką ma ta niepozorna produkcja, pozostająca ciągle w cieniu Street Fightera. KoF to gra nie tylko szybsza, ale także lepiej zbalansowana i przemyślana – jednakże w chwili obecnej – najlepszy wybór dla fanów bijatyk 2D. Szczególnie w swojej komputerowej edycji.

Steamowa edycja jednej z najciekawszych bijatyk 2D ma jedną znaczącą przewagę nad edycjami konsolowymi – doskonałą rozgrywkę przez sieć. Jest również edycją najbardziej kompletną, ponieważ posiada w zestawie wszystkie elementy dokupowane na konsolach jako DLC. W sumie to prawie 40 postaci, kilkanaście rodzai tła, dwie ścieżki dźwiękowe, tryb story, walki przez sieć i tony bonusów. Wymarzona paczka.

k13aJednak to, co stawia tytuł nad innymi grami gatunku, to fakt, że w tak świetny sposób łączy ze sobą łatwo przyswajalne sterowanie z głębią zabawy. Przede wszystkim, mamy tylko cztery przyciski odpowiedzialne za ciosy, prosty system speciali i krótkie, ale ważne kombosy, co pozwala szybko wdrożyć się do gry. Uczymy się jej mocniej dzięki głębokim możliwościom gry psychologicznej, czy samej zasadzie, że pojedynki toczą po kolei 3 różne postaci z każdej z drużyn. Wisienką na torcie jest mechanika z silniejszymi wersjami ciosów oraz kilka typów skoków.
kingoffightersxiii31KOF zawsze stawiał na dynamikę, ale jako jedna z nielicznych serii bijatyk, można grać w niego zarówno defensywnie, jak i ofensywnie, a o samej klasie gry świadczy fakt, że nawet w rozgrywkach turniejowych o grube pieniądze używa się kilkunastu postaci, a nie zwyczajowo w gatunku 2-3 wystających ponad resztę.

Oddzielnym aspektem jest styl gry – piękna, nowoczesna, ładna, zaprojektowana ze zmysłem estetycznym, jaki rzadko widujemy w grach wideo. Gra wygląda bardzo dobrze, jest płynna, posiada kilka ustawień graficznych w wersji PC i bez problemu łapie każdego pada podłączanego do komputera. Gra w sieci jest płynna, istnieje lokalny multiplayer oraz ciekawe osiągnięcia (z ang. achivements). To prawdziwa uczta pixel-artów i chociaż muzyka jest słabsza niż zazwyczaj w serii, to również wybija się ponad przeciętność.

king-of-fighters-xiii-mai-screensTo gra na lata. Grałem w nią od czasów premiery na konsolach, obecnie gram na PC, będę w nią oraz kolejne odsłony, grał przez kolejne lata. Zaryzykuję stwierdzenie, że najlepsza bijatyka tej generacji dostała właśnie swoją najlepszą wersję.

Dodatkowa opinia Pity

Zawsze kochałem gry SNK za rozgrywkę oraz prezentowany przez nie styl. King of Fighters XIII to jedna z najlepszych bijatyk tej firmy i chociaż opinie o niej bywają podzielone, to dla mnie nie ma wielu lepszych gier gatunku. Piękna, dynamiczna, skomplikowana oraz dopracowana, właśnie dostała tanią i porządną wersję. Na peceta nie ma w chwili obecnej lepszej bijatyki. I raczej długo nie będzie.

Tytuł: The King of Fighters XIII
Producent: SNK
Wydawca: Atlus
Rok: 2013
Platformy: PC, X360, PS3
Ocena: 6
Kategorie
Gry komputerowe

Rogue Legacy – recenzja gry komputerowej

legg

Nie chcę wyjść na złośliwca. Naprawdę. Ale jeżeli Rogue Legacy ma jakąś wartość, to wartość przede wszystkim refleksyjną. Może pobudzić do refleksji nad rynkiem gier wideo. Nad rynkiem gier niezależnych. Nad tym, jak bardzo cenię swój czas. Bo czas, a raczej jego strata, to pojęcie-klucz w przypadku tej gry.

Wydaje się, że jednym z idealnych sposobów na zbicie fortuny grą niezależną jest zrzynanie ze starych, dobrych tytułów, których obecne pokolenie graczy może nie znać. Zalew platformówek, retro-RPG i przygodówek stylizowanych na stare gry robi się już niepokojąco przytłaczający; szczególnie, że rzadko bywa tak, by jakość szła w parze z ilością. I podobnie jest, niestety, z Rogue Legacy.

rg1Ale zaraz, zaraz! Przecież to jedna z lepiej ocenianych gier ostatnich miesięcy! Pożeracz czasu! Prawdziwy następca zasad metroidvanii! Dark Souls w dwóch wymiarach!

Otóż niestety nie.

Nie wszystko złoto, co się świeci

Ogromnym nowotworem dzisiejszego pisania o grach wideo jest brak jakiegokolwiek filtru autorów. Brak krytyki mechaniki gier i rozpatrywanie ich tylko w kategoriach fajna i niefajna. Stawianie wysokich ocen pozycjom niezależnym to już chleb powszedni – nawet gdy po chwili nikt o tych grach nie pamięta. Chwilowe podniecenie, nawet jeżeli produkcja wciągnie nas na kilka dni, nie oznacza od razu, że to dobra gra. Oznacza grę wciągającą. Grę, która szybko wypala sobą Twoje zainteresowanie. A w przypadku Rogue Legacy – tanimi środkami.

rg2Czym w końcu jest to Rogue Legacy? Klonem Castlevanii z tonami niepotrzebnego grindu, brzydkim stylem graficznym, fajnym zamysłem i przeciętną realizacją. Platformówką akcji polegającą na patrzeniu w statystyki, a nie na ćwiczeniu zręczności. Uzależniaczem, który głaszcze gracza po brzuszku, nagradzając go syto, nawet jeśli przegrywa. Roguelikiem obdartym z podstawowej zasady gatunku – zaczynania zawsze od zera.

Wcielamy się w ród rycerzy, których celem jest zdobycie (losowo generowanego) zamku, pełnego przerażających stworów i niesamowitych skarbów. Ginąc, tracimy postać na zawsze, a zastępuje ją kolejny z członków rodu. Zbierając złoto, rozbudowujemy umiejętności rodu, a ginąc za każdym razem dostajemy coraz silniejszego potomka, ulepszamy swoje umiejętności i ze śmierci na śmierć jesteśmy silniejsi.

rg3Ciekawy jest pomysł, że postacie mają własne klasy i ułomności. Możemy trafić na przykład na ninja, który nie widzi kolorów. Albo paladyna z gigantyzmem. Interesujące jest to, że zamek jest losowy i pełen sekretów. W końcu gry takie jak Diablo opierają swój sukces w dużej mierze na losowości. Dobre jest to, że gra ładnie parodiuje mitologię Castlevanii. Wykorzystuje znanych nam wrogów, zasady i wygląd, ubierając to wszystko w swoje własne, dziwne szaty. I ciekawe wreszcie jest to, że to wciąż strukturalnie tzw. metroidvania, w której możemy się cofać, zbierać nowe przedmioty, bawić się w zmiany w rozgrywce związane ze zdobywanymi umiejętnościami.

I na tym pozytywy Rogue Legacy się kończą.

Za dużo, za długo

Jak już pisałem, Rogue Legacy dostało plakietkę Dark Souls w dwóch wymiarach. Tylko że tam, gdzie Dark Souls wymaga umiejętności, Rogue… posiada grind rodem z gier MMO. Tam, gdzie Dark Souls da się sprawiedliwie przejść na pierwszym levelu – tam w Rogue… zabije Cię cokolwiek. Nie jest ważne, co umiesz. Ważne, ile złota uzbierasz (czyżby życiowa rada od autorów?).

rg4Grze brakuje przede wszystkim balansu, który po prostu zastąpiono grindem. Ogromnym grindem. Dziesiątkami postaci do przegrania, żeby wreszcie ubić na równych szansach bossa. Gdyby nie to rozwiązanie, zabawa trwałaby 3 godziny. A nawet wtedy byłaby powtarzalna ze względu na wrogów. To rozwiązanie nie klei się z koncepcją roguelike’ów, a przecież wystarczyło levelowanie zastąpić szukaniem ekwipunku. Wyborem czy używamy go na obecnej postaci, czy chowamy do skrzynek dla swoich potomków.

rg5Klasy postaci są nie tylko niezbalansowane, ale wymagają – oczywiście – ton grindu, żeby w pełni pokazać swoje umiejętności. Grind również jest potrzebny, żeby poznać do końca system gry, bo bez niego nie wykupimy dodatkowych umiejętności, bez których nie dostaniemy się w pewne miejsca. Sam system losowania zamku czasami jest tutaj ślepym zaułkiem – czasami dostajemy mini-zadania niemożliwe do wykonania lub nudne struktury. Nie dopracowano również współczynnika ryzyka w odniesieniu do nagrody za jego poniesienie, który po prostu tutaj leży i najlepiej jest wykorzystywać klasę górnika… żeby zbierać jak najwięcej złota.

Pomysł był dobry, ale wymieszano zbyt wiele, zasłaniając braki w procesie zbalansowania gry, ograniczony budżet i brak innych pomysłów na losowość, rozciąganiem gry. Kiedyś spowodowało to spory krach na rynku jRPG, z którego w zasadzie ten gatunek do dzisiaj się nie podniósł. Zauważmy, że bez względu na to, ile ciekawych, dobrych i zbalansowanych jRPGów wychodzi na zachodzie i tak wciąż kojarzy się je z losowymi walkami, levelowaniem i infantylnymi fabułami. Gry niezależne zmierzają w ten sam ślepy zaułek.

rg6Levelowanie stało się zgubą wielu gier, które bez niego byłyby po prostu lepsze – Sacred Citadel czy Scott Pilgrim to tylko dwa ważne przykłady. Hard Corps Uprising, oddając do dyspozycji oddzielny tryb arcade i tryb z levelowaniem pokazało, że da się połączyć wodę i ogień. Rogue Legacy jednak wolało pójść łatwą drogą.

Chcesz dobrego platformera akcji? Od lat czekają La Mulana, Rondo of Blood czy Super Castlevania IV. Są także Mega Many, Metroidy i Metal Slugi.

Chcesz dobrego cRPG-a akcji? Dark Souls, Dragon’s Dogma lub Dragon’s Crown to najlepsze wybory na rynku.

Chcesz dobrego roguelike’a? Shiren, Binding of Isaac, Izuna oraz Dungeons of Dredmor powinny Cię zadowolić.

rg7Nie robię tej wyliczanki, żeby zanudzać. Robię ją, żeby zapewnić, że każda osoba zainteresowana potencjalnie tym tytułem, widziała już wszystko, co jest od niego lepsze. Rogue Legacy ma zbyt ciekawą konkurencję i zbyt wiele w nim słabości, żeby warto było tracić na niego pieniądze i, przede wszystkim, czas.

Nie o takie indie walczyłem!

Jeżeli nowotworem pisania o grach pewne trendy, tak nowotworem ich tworzenia stało się wciskanie wszędzie elementów RPG. Pozostaje mi zgodzić się jedynie z Aleksandrem Borszowskim, który w tekście Tu leży głębia, zabiły ją erpegi napisał:

Gracz uzależnia się teraz zbyt często nie od niesamowitego gameplayu, ale od magii cyferek, które w pewnym momencie gry sprowadzają się tylko do podbijania własnych statystyk, bez żadnego wyzwania, bez żadnego balansu, bez żadnej mechaniki. Nie samodoskonalimy się, nie zgłębiamy systemu gry – cyferki robią to za nas same. Jeszcze jedna postać, jeszcze jeden level, jeszcze milion złotych monet nie mają służyć zgłębianiu gry, ale prostemu uwarunkowaniu w nagradzaniu gracza za to, że siedzi długo, a nie skutecznie nad danym tytułem. (…) swoje inspiracje RL traktuje dość liberalnie, szybko wrzucając na drogę gracza przeciwników nie do pokonania na jego poziomie (to nie przesada, a mówię to jako fan Castlevanii sprzed czasów Symphony of the Night) i usuwając świętą dla rogalików zasadę permanentnej śmierci.

Szanujmy nie tylko swoje pieniądze, ale i swój czas.

Podsumuję to pewną anegdotką. Kiedy dostałem grę do recenzji, sporo dyskutowałem z kilkoma znajomymi, którzy zażarcie bronili tej gry. Minęło kilka dni. Większość z nich już w nią nie grała. Większość z nich przeskoczyła na kolejne głośne niezależne produkcje. Ja do wcześniej przeze mnie wymienionych gier wracam latami. A odkrywałem je często sporo po ich premierach.

Wyssać nasze godziny i znudzić. To wystarczająca recenzja tej gry.

Tytuł: Rogue Legacy
Producent: Cellar Door Games
Wydawca: Cellar Door Games
Rok: 2013
Platformy: PC, PSV, PS4
Ocena: 2
Kategorie
Gry komputerowe

Betrayer – zapowiedź gry komputerowej

bet

Betrayer pretenduje do miana gier FPP z otwartym światem. Na całe szczęście, bliżej mu do S.T.A.L.K.E.R.-a niż Skyrim, a przy tym stara się wyróżnić elementami zaczerpniętymi z kilku innych hitów i rzadko spotykaną otoczką podboju Nowego Świata. Jest to zarazem gra bardzo małego zespołu, która wcale mało nie kosztuje.

Czy nie zjedzą jej własne ambicje?

Udostępniona została mi wersja alpha, która pokazuje potencjał gry. Po pierwsze, cała grafika jest czarno-biała, z niewielkimi elementami czerwonego, co przywodzi na myśl niesamowite stylistycznie MadWorld. Na szczęście, grafika nie powoduje wypływania oczu i raczej autorom chodziło o coś wyróżniającego niż niepotrzebny eksperyment. Pokaz dobrego zastosowania tego kontrastu szybko dostajemy w pierwszej wiosce – gdzie świat na naszych oczach zmienia się z wersji jasnej na ciemną. Wybór czerni i bieli w pewien sposób ma swoje zastosowanie fabularne.

bet1Betrayer rzuca nas w rok 1604 w nawiedzoną złem kolonię, gdzie walczy ze sobą światłość i ciemność. Z wyboru ramy czasowej wynika, oczywiście, wiele ciekawych mechanik, zapewniających nam wolniejsze tempo zabawy. Po pierwsze, główną bronią dystansową jest łuk, który, co prawda działa cicho, ale trzeba liczyć strzały. Po drugie, nie brakuje elementów kultury indiańskiej, w tym odpowiedniego uzbrojenia czy totemów. Po trzecie, broń palna jest bardzo powolna, ale czuć jej moc (dodatkowo ma piękne animacje!).

bet2Betrayer przede wszystkim polega na przekradaniu się i planowaniu. Otwarta walka jest tutaj niewskazana, ponieważ większość potworów zabija nas błyskawicznie, jeżeli tylko się do nas doczłapie. Skradanie się pozwala wymijać, znajdować skarby i odpowiednio wyprzedzać działania potworów. Kolejnym z ciekawych rozwiązań jest to, że poddano nam do dyspozycji jedynie rysowane mapy, bez zaznaczenia naszej pozycji, dzięki czemu można się zgubić. Jak na dłoni widoczne są również inspiracje tytułami From Software – umierając tracimy całe złoto, ale jeżeli odnajdziemy swoje zwłoki, to możemy je odzyskać. Przemierzanie świata gry już sprawia przyjemność, także dzięki świetnemu wykorzystaniu dźwięków – brak kompasu i znaczników graficznych zastąpiono odgłosami, które sporo nam mówią na temat czy zmierzamy w stronę zadania, czy zagrożenia.

Niestety wersja alpha ma sporo wad, które mogą wejść do pełnej wersji. Mapy, po których się poruszamy, wcale nie są duże, a walka wręcz w zasadzie nie sprawia przyjemności. Brak konkretnych, przemyślanych zadań zniechęca do dłuższych partii, chociaż podobno ma się to zmienić. Wrogowie są odrobinę za mało różnorodni, a fragmenty fabularne napisano bardzo przeciętnie, stawiając na dosyć nudny typ narracji przez znajdowane dokumenty. W obecnej wersji, chwalony przeze mnie dźwięk, także potrafi płatać figle, jeżeli używamy dobrego sprzętu – czasami odgłosy nie dochodzą z tej strony, z której powinny.

bet3Grę można już kupić na Steamie, dostając wszystkie kolejne aktualizacje oraz pełną wersję w przyszłości. Póki co, wydaje się ciekawym konceptem, przed którym jeszcze dużo pracy, ale takich gier po prostu brakuje. I mam szczerą nadzieję, że tytuł ludzi z Blackpowder Games po prostu wypali. Ma wszystkie do tego potrzebne elementy; pytanie tylko czy ułożą się one w sensowną całość?

Kategorie
Gry komputerowe

Rise of the Triad – recenzja gry komputerowej

rise

Jeżeli lubiłeś jakiegoś starego FPS-a to polubisz nowe Rise of the Traid.

Rynek FPS-ów jest przesycony, a mimo tego brakuje na nim gier rodem sprzed lat. Teoretycznie przepis na taką grę jest prosty, choć często zepsuty. Dowodem na to był Duke Nukem Forever, który miał rzekomo być staroszkolnym shooterem w nowych szatach, a okazał się mutantem bez pomysłu. Z przyjemnością donoszę, że Rise… nie powtarza tych błędów i naprawdę korzysta z dorobku starych przedstawicieli gatunku!

W grze mamy kilka postaci do wyboru, duże etapy, spory arsenał i zagadki rodem z Dooma. Zatem biegamy i wyrzynamy co się da, unikamy pułapek, zwalczamy wrogów, szukamy sekretów i przedzieramy się coraz dalej.

rise1Rise of The Triad jest tytułem lepszym od wielu dzisiejszych FPS-ów głównie dlatego, że jest właśnie niedzisiejszym FPS-em. To gra bez regenerującego się życia, bez levelowania postaci i bez sterowania dostosowanego do pada. Zamiast tego mamy bardzo szybkie tempo poruszania się, dynamiczny multiplayer i dziesiątki, a czasami setki wrogów na jednej planszy.

rise2Nowością jest system checkpointów, stosowanych zamiast zapisu stanu gry, który wymusza na nas planowanie, a nie zabawę z quick save i quick load. Problemem jest natomiast platformowanie, którego w tej grze sporo. Poza tym niestety ta produkcja wygląda przeciętnie i ma sporo problemów technicznych. Te błędy wybacza się jednak, ponieważ projekty etapów są fantastyczne i zachęcają do dalszej gry. Co ważne, autorzy dorzucili także edytor map, umożliwiający użycie grafik z oryginalnej gry, do której zresztą ten tytuł pięknie się odwołuje. Dwie ścieżki dźwiękowe, starzy bossowie i dawny arsenał leją miód na retro-serce, a przy tym wcale nie narzucają się nowym graczom.

Chociaż stylistyka nie dorównuje Doomowi lub Bloodowi, to odbija się pozytywnie na tle konkurencji. Rise… nie udaje filmu, jest głupkowate, czasami po prostu durne, ale zawsze czujemy, że mamy do czynienia z grą wideo! Szczególnie dzięki tonom pułapek, jedzenia, a także motywom takim jak magiczny kij bejsbolowy czy przemiana w psa.

rise3Jest jeszcze jedna ważna rzecz, dla której warto posiadać tę grę – tryb multiplayer żywcem wyjęty z Quake III: Arena. Szybki, krwawy, wymagający umiejętności i znajomości mapy. Co więcej, do niego również można tworzyć własne mapy, powstają darmowe DLC, a poza grą w Internecie można założyć sieć LAN. Brawa dla autorów.

Od dawna nie bawiłem się tak dobrze przy grze wideo. Od dawna nie miałem tyle radości z shootera FPP. Jest tutaj jeszcze sporo do poprawy, ale oto powstało studio, któremu nie bałbym się powierzyć Quake’a, Blooda czy Dooma do pracy nad ich kolejnymi odsłonami.

Tytuł: Rise of the Triad
Producent: Interceptor Entertainment
Wydawca: Apogee Software, Ltd
Rok: 2013
Platformy: PC
Ocena: 5